poniedziałek, 30 listopada 2015

Rozdział 1

Ain't it funny how a moment could just change your life


         Nie byłam pewna, co dokładnie mnie obudziło  dzwoniący budzik czy głos mamy. Kiedy jednak otworzyłam oczy, zobaczyłam w progu rodzicielkę, która wpatrywała się we mnie swoimi brązowymi tęczówkami, które były tak bardzo podobne do moich. Z początku w ogóle nie zorientowałam się, co się dzieje i czemu zrywa mnie z rana z ciepłego łóżka. Dopiero po chwili mój mózg zaczął odpowiednio pracować, a ja dostałam szybką odpowiedź rozpoczęcie roku szkolnego.
 Samantha Gabrielle Hood!  Nie dobrze, użyła mojego pełnego imienia.  Twój budzik dzwonił już cztery razy. Skończ z tymi drzemkami i wstawaj!
 Rozkaz  rzuciłam, a Gabrielle, po której odziedziczyłam drugie imię, roześmiała się.
 Za chwilę będzie śniadanie.
            Zdążyłam kiwnąć głową, a matula zniknęła z zasięgu mojego wzroku, zamykając za sobą drzwi. Podniosłam się do pozycji siedzącej, przecierając twarz dłońmi. Nie byłam rannym ptaszkiem, ale musiałam się ruszyć, by wyrobić się na czas. Szczególnie że przyjeżdża po mnie kuzyn, który zawsze był punktualny.
           Odgarnęłam z twarzy długie, kręcone włosy. Poczułam, jak przez moje ciało przebiegł szybki dreszcz, kiedy wynurzyłam się spod ciepłej kołdry, by wstać z łóżka. Złapałam za przyszykowane dzień wcześniej rzeczy i ruszyłam z nimi do łazienki, aby doprowadzić się do stanu używalności.
            Zazwyczaj nie cierpiałam chodzić do szkoły. Zresztą kto lubił? W tym roku jednak nie byłam osobą, która zapiera się rękami i nogami, by tam nie iść. Głównym powodem było to, że był to ostatni mój rok w liceum, a oprócz tego było to całkiem nowe miejsce. Nowy start, nowy początek…
           Przenieśliśmy się do Sydney przez pracę mojego ojca. Jest onkologiem i to właśnie placówka w Sydney zapragnęła go mieć w swoich szeregach. Miał też wziąć udział w ważnych badaniach, a ojczulek nie mógł przepuścić takiej okazji. Dlatego wylądowałam w znanym sobie mieście, do którego przyjeżdżałam od małego. Tu miałam też swoją rodzinę, którą uwielbiałam  szczególnie kuzyna, który był dla mnie, jak brat. Więź między nami była mocna i silna. Choć byłam od niego o rok starsza, to zawsze potrafiliśmy znaleźć ze sobą wspólny język. Kochaliśmy te same rzeczy, umieliśmy sobie pomagać, obojętnie, w jak beznadziejnej sytuacji znalazło się to drugie, a dodatkowo oboje byliśmy jedynakami, więc szybko zaczęliśmy się traktować, jak rodzeństwo.
            Mój optymizm względem szkoły był duży. Głównie dlatego, że przeprowadzka i nowe liceum dawało mi szansę na rozpoczęcie normalnego życia, w którym nikt nie będzie wytykać mnie palcami. Nikt nie będzie znać całej historii, jednocześnie przypominając mi o tym, co przeszłam. A przeszłam wiele. Chciałam wpasować się w tłum, chciałam być jedną z nich. Zwykłą normalną dziewczyną, na którą nie patrzy się ze współczuciem i ciekawością, tylko dlatego, że była chora. Właśnie… Była. Bo walkę o życie udało mi się wygrać. Mimo tego, że od pokonania raka minęło półtora roku, nadal w mojej starej szkole byłam tą chorą  Dziewczyną Śmierć, bo to przezwisko przykleiło się do mnie i nie chciało odejść. Teraz jednak mogłam zacząć od nowa…
            Zeszłam po schodach, poprawiając brązowe włosy, które za nic nie chciały dzisiaj ze mną współpracować. Jak tylko weszłam do białej, sterylnej kuchni  królestwa mamy  tata, który siedział przy stole, popijając poranną kawę, od razu podniósł głowę i spojrzał na mnie z uśmiechem.
 Jak moja córka się dziś czuje?  To pytanie pojawiało się codziennie, odkąd zachorowałam i trwało do dziś. Dzień w dzień.
 Nieźle. Przejęta, niezmieszana  odparłam, siadając obok niego. 
            Przesunął w moją stronę talerz z dwiema kanapkami, uważnie obserwując to, co robię. Bez słowa złapałam za śniadanie i pochłonęłam je w tak szybkim tempie, że Ray uniósł w zaskoczeniu brwi.
 Może zwolnij…
 Nie mogę. Cal obiecał, że po mnie przyjedzie, a wiesz, jak on zrzędzi, gdy musi czekać  powiedziałam jednym tchem, a następnie wsadziłam do ust ostatni kawałek kanapki.
 Jak się zaczniesz dusić, to i tak będzie musiał na ciebie poczekać i…
 Tato  mruknęłam z uśmiechem.  Wyluzuj.
            Ray przekręcił oczami, śmiejąc się cicho pod nosem. Podeszłam do niego, całując go szybko w policzek. Było to nasze standardowe pożegnanie. Tak… Byłam córeczką tatusia i nigdy nawet temu nie zaprzeczałam. Rzuciłam jeszcze szybkie: zobaczymy się później, a potem złapałam za torbę i pognałam w kierunku drzwi, prawie wpadając na mamę, która właśnie schodziła na dół.
– Calum już jest?  zapytała. Spojrzałam na zegarek w komórce.
 Zaraz pewnie będzie  odpowiedziałam, wciskając na nogi czarne buty na małym obcasie.
             Na rozpoczęciu roku musieliśmy pojawić się w eleganckich strojach, których nie cierpiałam. Ledwo zdążyłam założyć te ubrania na siebie, a już zapragnęłam je ściągnąć. Po chwili usłyszałam klakson.
 Jak zwykle punktualny  odparła mama. – Powodzenia, kochanie.
 Dzięki  rzuciłam, a następnie wyszłam z domu, wśród dźwięków klaksonu. Jeśli tak dalej pójdzie, to moi sąsiedzi znienawidzą Caluma za to, że go tak nadużywa.
             Poczułam na twarzy ciepłe promienie słońca, a także lekki, przyjemny wietrzyk. Pogoda była wprost idealna. Zasłoniłam oczy dłonią, by spojrzeć na srebrny samochód Hooda. Przez moją chorobę straciłam jeden rok nauki, więc teraz razem rozpoczynaliśmy ostatnią klasę liceum. Podeszłam do drzwi od strony pasażera. Wsiadłam do środka. Moje oczy od razu skupiły się na chłopaku, który przejechał dłonią po swoich ciemnobrązowych włosach, lekko zaczesanych na bok.
 Sammy! – krzyknął z uśmiechem, a następnie zrobił udawaną poważną minę.  Brawo, jestem pod wrażeniem, że jesteś na czas.
 Przymknij się, Dean  mruknęłam, co go dodatkowo rozbawiło.
             Oboje uwielbialiśmy serial Supernatural, więc Calum szybko rozdzielił rolę, kto jest kim. Z uwagi na moje imię, które można zdrabniać do Sam, dłuższe włosy i to, że przeważnie to on siedział za kółkiem  zostałam Samem Winchesterem. On jako przystojny mężczyzna, ze świetną klatą i samochodem, a także niewątpliwym urokiem osobistym  to jego słowa, z których do tej pory skręca mnie ze śmiechu  został Deanem Winchesterem. Choć z początku to ja chciałam nim być, ale on uznał, że mój argument  jestem starsza, bo on też jest  nie jest wystarczający, by zostać tą postacią. Ale… Niech mu będzie.
 To, jak? Gotowa na podbój nowego liceum?
 Jasne.
 Świetnie, tylko nie rób mi obciachu, bo to mój teren  skwitował, wyjeżdżając na drogę. Niewiele myśląc, walnęłam go w ramię. – Ała! Pogrzało cię kobieto z piekła rodem! Ja prowadzę!
 Sam jesteś sobie winien  odparłam, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
 No, Sammy… Przecież żartowałem! Uśmiechnij się znowu do swojego ulubionego kuzyna.
 Zastanowię się.
– A za batona w mlecznej czekoladzie?
 Ty wiesz, jak mnie przekupić  powiedziałam ze śmiechem, a Calum wskazał na schowek. Otworzyłam go i po raz kolejny uśmiechnęłam się. W środku były nasze ulubione batony, po jednym dla każdego.
 To na dobry początek dnia.
 Może być tak zawsze?
 Pomyślimy – odparł, a jego ciemne oczy skupiły się na drodze.

             Zatrzymaliśmy się na parkingu, wśród innych kolorowych aut. Tłum uczniów gromadził się przy drzwiach ogromnego budynku, by dostać się do środka. Wysiadłam z samochodu, poprawiając białą koszulę. Zdążyłam to zrobić, gdy usłyszałam znane mi głosy.
 Calum! Sam!
            Odwróciłam się do dwójki chłopaków zmierzających w naszą stronę. Michael Clifford szedł pierwszy, ubrany w dopasowany garnitur. Miał poluzowany krawat, który lekko podskakiwał w rytm stawianych przez niego kroków. Zielone włosy, jak zwykle były nieco roztrzepane na wszystkie strony. Teraz pasowały kolorem do jego tęczówek, które były intensywnie zielone. Pełne usta wykrzywione miał w szerokim uśmiechu. Kawałek za nim znajdował się Ashton Irwin, również wciśnięty w czarny garnitur. Ciemne blond włosy, jak zawsze układały się w loczki, które podtrzymywała czarna bandana. Brązowe oczy pełne były wesołych iskierek i pozytywnego nastawienia, którego mu nie brakowało. Usłyszałam jeszcze jego nieco piskliwy, a zarazem charakterystyczny śmiech, który sprawiał, że człowiek mimowolnie zaczynał się uśmiechać.
           Z chłopakami znałam się od dzieciaka. Byli najbliższymi przyjaciółmi Caluma. Szybko znaleźliśmy wspólny język, więc kiedy pojawiałam się w Sydney na wakacjach, zawsze razem spędzaliśmy czas, najczęściej doprowadzając ciocię Grace do szału.
 Cześć, mała  powiedział Michael, ściskając mnie szybko. Potem w jego ślady poszedł Ash. – Gotowa na wejście do paszczy lwa?  Pokiwałam głową.  To ruszamy. Calum?
 Co?
 Dylan i Bradley zaklepali nam miejsce na sali  odparł Clifford. 
           Bliźniacy Woods należeli do ich paczki, choć nie byli, aż tak blisko, jak ta trójka. W sumie nie znałam pozostałych znajomych kuzyna, ale słyszałam, że oprócz chłopaków w jego grupie są jeszcze dwie dziewczyny, Ally i Sadie. Miałam nadzieję, że ja również się z nimi zakumpluję.
 Idziemy?  zapytał Irwin, a cała nasza trójka kiwnęła głowami, a potem wszyscy ruszyliśmy w stronę drzwi.

            Rozpoczęcie roku ciągnęło się w nieskończoność i myślałam, że usnę z nudów. Na szczęście siedziałam obok Caluma i Michaela, którzy dostarczali mi rozrywki. Z pierwszym rozegrałam kilka partyjek w kółko i krzyżyk, a drugi co rusz podsyłał mi pod nos telefon z kolejnymi śmiesznymi zdjęciami lub kawałami.
           Miałam też zaszczyt poznać bliźniaków. Bradley i Dylan wyglądali, jak dwie krople wody i nawet zachowywali się podobnie. Ciężko było mi odróżnić, który jest który, szczególnie że ubrali się tak samo. Zapoznałam się też z dziewczynami. Już z góry wiedziałam, że z Ally nie znajdę wspólnego języka, bo blondynka miała w głowie tylko ubrania, kosmetyki i to, z kim umówi się na kolejną randkę. Dodatkowo była strasznie zdystansowana, próżna i wyniosła. Sadie wyglądała na bardziej ogarniętą i milszą, i nawet przez chwilę udało nam się porozmawiać na temat filmu, który ostatnio wszedł do kin.
            W końcu mogliśmy opuścić szkolne mury i rozejść się. Nie marzyłam o niczym innym jak o ściągnięciu tego niewygodnego galowego stroju. To zupełnie nie mój styl. Dlatego nie mogłam się doczekać, kiedy znowu wsiądziemy do samochodu, a on zawiezie mnie do domu. Jak tylko chłopak otworzył swoje cudne autko, wpakowałam się na miejsce pasażera.
 Słuchałaś mnie w ogóle?  zapytał, zajmując miejsce za kierownicą. Uniosłam lekko brwi. Kłamać nie będę.
– Ani trochę  rzuciłam, a Hood przewrócił oczami.  Przepraszam.
 Się nie produkuj. Mówiłem o tym, że wieczorem masz do mnie wpaść. Będą też Ash i Michael.
 Spoko. Wieczorem. Zakodowałam.
 Będziesz?
 Będę  powiedziałam z uśmiechem, a on od razu go odwzajemnił.  A teraz do domu.
 Spieszy ci się?
 Mam dość tych przeklętych ubrań.  Calum zaśmiał się, a potem odpalił silnik.

             Weszłam do pustego domu. Wiedziałam, że tata jest w pracy. Mama zresztą też. Dziś był jej pierwszy dzień w nowym gabinecie. Była dietetyczką i to ona sprawowała pieczę nad naszymi posiłkami. Na szczęście nie była na tym punkcie zbzikowana, więc jak mieliśmy ochotę na niezdrowe żarcie, to bez przeszkód udawało nam się ją namówić na dużą pizzę.
             Wspięłam się po schodach, by potem przejść do swojego pokoju. Był o wiele większy, niż ten, który miałam w Melbourne. Panował w nim lekki, ale kontrolowany bałagan, bo miałam w zwyczaju zostawianie rzeczy na wierzchu, zamiast odkładanie ich na miejsce.
             Podeszłam do dużej szafy, wyciągając z nich szare dresy i czarną koszulkę. Szybko przebrałam się, a potem złapałam za telefon i wróciłam na dół, by coś przekąsić. Kiedy usiadłam z miską płatków miodowych przed telewizorem, zaczęłam mozolnie szukać w tym pudle, czegoś ciekawego. Niestety  albo same powtórki, albo programy, które w ogóle mnie nie interesowały.
             Nagle jednak wyprostowałam się i spojrzałam na zegarek. Uśmiechnęłam się pod nosem, wiedząc, że mam jeszcze trochę czasu do wyjścia. Musiałam, tylko nieco przyspieszyć jedzenie. Powodem mojej małej ekscytacji był fakt, że być może i dziś uda mi się posłuchać gry tajemniczego chłopaka z polany.
            Płatki i mleko zniknęły z mojego naczynia dość szybko. Mama pewnie nie byłaby zadowolona, widząc, że ostatnio pochłaniam jedzenie w takim tempie. W tym momencie miałam to jednak gdzieś. Muzyka była ważniejsza niż groźba niestrawności czy bolącego żołądka.
             Odstawiłam miskę do zmywarki, a potem wbiegłam na górę, by zabrać ze sobą pieniądze  tak w razie czego. Następnie znów znalazłam się na dole. Chwyciłam za komórkę i wcisnęłam ją do kieszeni spodni. Wsunęłam na nogi czarne sportowe buty, złapałam za klucze i wyleciałam z domu, jak oparzona.
             Polana mieściła się za ścianą gęstego lasu, który znajdował się na końcu naszego osiedla. Cała droga zajmowała mi około dwudziestu minut. W końcu minęłam liczne drzewa, by trafić na znaną ścieżkę. Odbiłam w bok, zauważając czarny samochód stojący niedaleko polany. Pierwszy raz widziałam, by ktoś tutaj przyjechał, ale pominęłam ten fakt. Wnioskowałam, że być może właścicielem jest tajemniczy muzyk. Aby mnie nie zauważył, obeszłam całe miejsce naokoło, trzymając się z dala od zasięgu czyjegoś wzroku. Zapadłabym się chyba pod ziemię, gdyby chłopak w końcu nakrył mnie na tym, że go podsłuchuję.
             Zatrzymałam się przy skarpie, która mieściła się przy wielkiej górce. Zakodowałam sobie w głowie to, by nie wykonywać zbyt gwałtownych ruchów, nie poślizgnąć się i nie zlecieć w dół. Miałam dość szpitali. I nie chciałam skończyć ze złamaną nogą i ręką. Przycupnęłam przy rzadszych krzakach, nieco rozgarniając jego zielone liście, by mieć lepszy widok. Nie ma co, byłam przyczajona, niczym jakiś agent FBI z tych kryminalnych seriali.
            W końcu jednak moje oczy natrafiły na znaną sylwetkę. Chłopak z gitarą, jak zwykle siedział odwrócony do mnie plecami. Do moich uszu nie dochodziły żadne dźwięki, więc zaczęłam się zastanawiać, czy dzisiaj przypadkiem nie odpuścił sobie grania. Nagle jednak poruszył się, jakby wyrwany z jakiegoś transu czy myśli. Poprawił gitarę i po chwili usłyszałam pierwszą znaną melodię. Melodię tak smutną, że aż mocniej zacisnęłam usta. Moje ciało całe się spięło, byle by tylko nie drgnąć i nie zakłócić tej pięknej muzyki. Rozpoczął się mój mały, prywatny, acz tajemniczy koncert.

             Moja pozycja  pół siedząca, pół leżąca  nie była zbytnio komfortowa. Po jakieś godzinie poczułam, jak zdrętwiał mi kręgosłup i nogi, choć i tak dziwiłam się temu, że tak długo wytrzymałam. Chciałam się nieco rozprostować, ale całkowicie zapomniałam o tym, że za moimi plecami jest spora górka. Gdy podnosiłam się po pozycji pionowej, nieco mną zarzuciło, bo nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Chciałam złapać równowagę, ale moje stopy nie trafiły na żadne podłoże, a ja ześlizgnęłam się na dół, ratując się tym, że w ostatniej chwili przechyliłam się do przodu. Odgłos zjeżdżania i szurania po suchym piasku rozniósł się po polanie, a muzyka ucichła.
            Wbiłam paznokcie w brudną ziemię, jednocześnie chwytając się mocno zielonej trawy. Miałam nadzieję, że uda mi się podciągnąć i uchronić się przed upadkiem. Jęknęłam cicho pod nosem, czując, jak kilka źdźbeł trawy wyrwało się z mojej dłoni. Postawiłam stopę, starając się wesprzeć na czymkolwiek, ale noga od razu się ześlizgnęła, ciągnąc moje ciało w dół. Przeklęłam pod nosem, mając już wizję połamanej kończyny. Chyba sobie pogratuluję bycia sierotą. 
             Nagle jednak poczułam na nadgarstkach mocny uścisk cudzych dłoni. Podniosłam głowę, natrafiając na jasne, błękitne tęczówki nieznajomego chłopaka. Dostrzegłam w jego dolnej wardze czarny kolczyk. Blond włosy miał lekko postawione do góry, a kilka kosmyków opadało swobodnie na jego czoło. Ubrany był w czarne spodnie i koszulkę z Nirvaną.
             Odepchnęłam się nogami, gdy mnie podciągnął. Trzymał moje ręce mocno, powoli wciągając na górę. W końcu, kiedy trafiłam na stały grunt, odetchnęłam z ulgą. Gdyby nie on albo dalej wisiałabym tu, jak ofiara losu, albo gruchnęłabym w dół. Otrzepałam spodnie, które i tak wymagały prania, a następnie spojrzałam na nieznajomego blondyna. Dopiero teraz, gdy się wyprostował, dostrzegłam, jak bardzo jest wysoki.
 Dziękuję  powiedziałam, nie mogąc oderwać wzroku od tych błękitnych tęczówek, w których można było się zatopić. A jego oczy były tak samo smutne, jak jego muzyka.
 Nie ma sprawy. Nic ci nie jest?  Jego głos był ciepły i przyjemy dla ucha.
 Nie, jest okej. Muszę pamiętać, by nie chodzić zbyt blisko krawędzi  odparłam, nieco naginając prawdę. Przyjrzał mi się uważniej, jakby wiedział, że kłamię. Kiwnął lekko głową.
 Uważaj na siebie  powiedział, a następnie odwrócił się i ruszył w kierunku polany.
              Przekręciłam oczami, powstrzymując się przed walnięciem się w czoło. Bosko. Zawsze ciekawił mnie ten tajemniczy chłopak, a teraz gdy miałam szansę go poznać, to spieprzyłam to po całości. Kolejna sytuacja, w której mogę pogratulować samej sobie. Może wyślę sobie kartkę z tej okazji?
             Wzięłam głęboki wdech. Moja kryjówka była spalona. Zresztą nieznajomy się pakował. Gdy przeszłam kawałek dalej, zauważyłam, jak wkłada swoją gitarę do czarnego futerału. Następnie ruszył w kierunku zaparkowanego nieopodal auta. Zacisnęłam lekko usta. Odwróciłam się od niego i poszłam w stronę znanej ścieżki, by odbyć powolny spacer w stronę domu.

             Dopiero w domu zobaczyłam, że mam trochę obtarte kolano i dłoń, ale i tak cieszyłam się, że skończyło się to tak, a nie inaczej. Lepsze to niż złamana noga. Miałam tylko nadzieję, że dopiorę swoje ulubione szare spodnie, które nosiły na sobie ślady ślizgu po ziemi i trawie.
             Wieczorem  ubrana w inne dresy, tym razem czarne  wyszłam z domu, by zgodnie z obietnicą spotkać się z Calumem i chłopakami. Mój kuzyn mieszkał dwie ulice dalej, więc nie była to długa droga.
 Cześć, ciociu! Cześć, wujku!  rzuciłam, gdy tylko wparowałam do domu państwa Hood. Zawsze wchodziłam tu, jak do siebie i Cal robił to samo u mnie. Zresztą nasi rodzice byli do tego przyzwyczajeni.
 Sam! Dobrze cię widzieć, skarbie  powiedziała ciocia, uśmiechając się promiennie.
 Jak wrażenia po pierwszym dniu w szkole?  zapytał dla odmiany wujek John, odrywając ciemne oczy od ekranu telewizora.
 Ujdzie. Więcej szczegółów będę mogła zdradzić po tygodniu  odpowiedziałam, a on zaśmiał się cicho pod nosem.  Cal jest u siebie?
 Tak, razem z Michaelem i Ashtonem.
              Pokiwałam głową, uśmiechnęłam się do nich raz jeszcze, a potem wleciałam na górę, by zrobić nalot na pokój kuzyna. Zdążyłam tylko wejść na piętro, a już usłyszałam chichot zielonowłosego, a także nieco podniesiony głos Hooda. Z pewnością chłopaki zaczęli się o coś sprzeczać, co pewnie bawiło Clifforda.
             Zapukałam do drzwi, a następnie weszłam do środka, nawet nie czekając na zaproszenie. Uniosłam brwi. Ashton leżał rozłożony na łóżku Caluma, a pozostała dwójka znajdowała się na podłodze, trzymając w dłoniach czarne pady. Kiedy tylko weszłam, ich oczy spojrzały wprost na mnie.
 No, w końcu  powiedział Irwin.  Potrzebuję normalnego towarzystwa, bo o nich tego powiedzieć nie mogę.
 O co znowu wam poszło?
 Ja chciałem grać Barceloną!  krzyknął Calum, mrużąc oczy na zielonowłosego, który parsknął śmiechem.
– W życiu.
 Jak dzieci  skwitowałam, wypychając się na łóżko obok Irwina. Zawisłam nad plecami Caluma. Ściągnęłam z włosów gumkę i ukryłam ją w dłoniach. Następnie wystawiłam je do przodu.  Prawa czy lewa?
 Prawa – powiedział Hood.
 Lewa  odparł automatycznie Clifford. Otworzyłam obie dłonie. Gumka była w lewej.  Michael jest Barceloną.
 Ha!  rzucił zadowolony chłopak, a potem puknął lekko Caluma w ramię.
 Miałeś fart.
 Będzie następny, gdy rozłożę cię na łopatki, dupku  powiedział ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy.
 Podejmuję wyzwanie.
              Przekręciłam oczami. Teraz gdy zaczęli rywalizację między sobą, musiałam ich zostawić w spokoju, by nie pogarszać sytuacji. Wróciłam do leżącego obok Ashtona. Wpatrywał się w swój telefon, przeglądając Twittera.
 Coś ciekawego?
 W sumie nie. Wszyscy trąbią o rozpoczęciu roku. Zagrasz ze mną?  zapytał z lekkim uśmiechem. Kiwnęłam głową. Po chwili jako drużyna próbowaliśmy przejść kolejne levele w Angry Birds.


***
Mamy pierwsze spotkanie twarzą w twarz głównych bohaterów - co prawda było chwilowe, ale od czegoś trzeba zacząć. Pojawił się też Calum i jego paczka. Sam uchyliła też rąbka tajemnicy o sobie.
W tym rozdziale na razie brak perspektywy blondyna, ale niedługo i ona zacznie się pojawiać. Najpierw trzeba go bardziej wcisnąć w historię :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu :)

Kolejny pojawi się w niedzielę.

Pozdrawiam!

#BrokenFF

8 komentarzy:

  1. Czy Twoje wszystkie opowiadania muszą być tak dobre? Będę zdecydowanie na bieżąco z Broken ♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Roxy masz mega kurna talent, że potrafisz tak pisać. Każde opowiadanie wciąga od samego początku i z tym jest tak samo. Już wiem, że będzie mi się podobać. Luke jako bohater :D Oby teraz pojawiał się częściej. No i Sam i Calum lubią ten sam serial, co ja - więc piąteczka misiaczki!
    Nie mogę doczekać się niedzieli - serio!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Booosko jak zwykle😍😍😍😍 Tak teraz biorę się za ten😁😘
    Weny życzę!😊

    OdpowiedzUsuń
  5. Booosko jak zwykle😍😍😍😍 Tak teraz biorę się za ten😁😘
    Weny życzę!😊

    OdpowiedzUsuń
  6. Booosko jak zwykle😍😍😍😍 Tak teraz biorę się za ten😁😘
    Weny życzę!😊

    OdpowiedzUsuń