niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 2

Everybody's looking for a something


            Nie wiem, kto wymyślił to, że zajęcia muszą rozpoczynać się od ósmej. Nie wiem, kto wpadł na tak głupi pomysł, by zrywać nas z samego rana i zmuszać do używania mózgu. Nie wiem, komu za to podziękować mocnym kopniakiem w cztery litery. Nienawidzę wstawać rano!
            Pół przytomna zaczęłam szykować się do pierwszego dnia zajęć w naszej szacownej placówce. Przez wakacje przyzwyczaiłam się do spania do południa, więc nic dziwnego, że ledwo kontaktowałam i nie ogarniałam tego, co dzieje się wokół mnie. W łazience musiałam długo myśleć nad tym, jak umyć zęby, bo nagle nawet ta czynność wydała się za trudna i za bardzo męcząca. Naprawdę chcę wrócić do łóżka.
            Zeszłam na dół, czując przyjemny zapach kawy. Idąc za jej aromatem, dotarłam do kuchennego stołu. Usiadłam obok ojca, prawie rozkładając się na meblu. Usłyszałam cichy chichot mamy.
– Jak się czuje moja córka?
 Chcę spać  jęknęłam, a potem nieco uniosłam się, by móc wypić kilka łyków napoju bogów. Kawa… Uwielbiam ją. Szczególnie że mama dobrze dodaje proporcje kawy w stosunku do mleka.  Oprócz tego, że chcę spać to… Chcę spać  dodałam, czując na sobie wzrok ojczulka. Tym razem to on się zaśmiał. Tak… zabawne, nie ma co.
 Calum po ciebie przyjeżdża? – zapytała mama, krzątając się przy blacie.
 Jak zwykle  odparłam, wzruszając ramionami.
            Oblizałam usta, kiedy mama postawiła przede mną talerz z ciepłymi tostami. Zawsze byłam żarłokiem, no, może pomijając okres choroby, bo wtedy na sam widok jedzenia mnie odrzucało, ale mój apetyt wrócił. Miałam o tyle dobrze, że moja szybka przemiana materii pozwalała mi na to, by się obżerać do woli.
 Tylko powoli  rzucił tata, wracając do gazety.
 Jem powoli.
 No… Chciałbym to zobaczyć  mruknął, a ja cicho prychnęłam pod nosem.

            Calum pojawił się pod moim domem jak zwykle punktualnie. Wyszłam na zewnątrz, nie zaliczając spóźnienia. Wpakowałam się do samochodu, jęcząc cicho pod nosem. Chłopak zaśmiał się. Wiedział, że nigdy nie należałam do rannych ptaszków i to się raczej nie zmieni. Chociaż może, kto wie?
 Jest tak ciężko?  zapytał ze śmiechem, gdy ruszyliśmy w stronę szkoły.
 Jest źle. Zasnę na pierwszej lekcji.
 Co masz?
 Angielski.
 Ja tak samo, więc nie zaśniesz. Będę cię budził.
 Chcesz siedzieć ze mną w jednej ławce?
– Tego nie powiedziałem  odparł ze śmiechem.
 Pieprz się  rzuciłam, odwracając się w stronę szyby.
 Usiądę. Pewnie, że usiądę.  Zerknęłam na niego i uśmiechnęłam się lekko.  To  wskazał na moje usta  o wiele bardziej mi się podoba. Jako twój najlepszy kuzyn, będę z tobą siedział.
 Podejrzewam, że liczysz na to, że będziesz miał od kogo ściągać na testach, a także spisywać prace domowe.
 To też  rzucił ze śmiechem.
– Jesteś taki przewidywalny  skwitowałam, przeciągając sylaby.
 Ale nadal jestem najlepszy?
 A masz batona w mlecznej czekoladzie?
 Jesteś okropną kuzynką  powiedział nadąsanym tonem. Zaśmiałam się.  Oczywiście, że mam!  odparł głośniej, a ja, aż podskoczyłam.
– Schowek?
 Schowek   rzucił, kiwając głową. Znów się uśmiechnął.
 No… Kuzynku, numer jeden…
– Się teraz nie podlizuj.

              Po pierwszej przerwie doszłam do wniosku, że Calum i jego grupa najwidoczniej zalicza się do tych popularnych osób. Ludzie ich lubili, a kujony uciekali w popłochu, by przypadkiem nie stanąć im na drodze. Jako jego kuzynka zostałam brutalnie wciągnięta w tę sferę, choć nie za bardzo mi to pasowało. Chciałam być zwykłym szarakiem, na którego nikt nie zwracałby uwagi. Wiedziałam, że będzie to trudne, bo nowe osoby zawsze się zauważa, ale nie wchodzą one od razu do tych znanych. Przez nazwisko Hood, inni uczniowie zaczęli mnie postrzegać przez pryzmat Caluma. O ile mój kuzyn mało zwracał uwagę na szaraki, tak Bradley i Dylan tylko strzelali na boki ciemnymi oczami, by wyłapać potencjalnych kandydatów do nabijania się i uprzykrzania im życia. To tym bardziej mi się nie podobało, ale jako nowa w ich grupie nie chciałam się wtrącać.
             Odłączyłam się od nich, by skorzystać z łazienki. Zaraz miała zacząć się matematyka, na którą chodziłam z bliźniakami i Ally, i modliłam się o to, bym nie musiała, z którymś z nich siedzieć. To by była porażka po całości. W końcu, gdy załatwiłam swoją potrzebę i umyłam ręce, wyłoniłam się z powrotem na korytarz. Pozostali uczniowie zaczęli rozchodzić się do klas. Calum machnął mi tylko z daleka ręką, a ja odpowiedziałam tym samym. Następnie on i reszta ruszyli w drugą stronę.
             Nagle zrobiłam wielkie oczy. Na piętro wszedł nieznajomy chłopak z polany. Nie wiedziałam, że chodził do tej szkoły. Zresztą nie oszukujmy się, budynek był tak duży, a ilość osób naprawdę ogromna, więc nic dziwnego, że nie wyłapałam go na holu wcześniej. Na ramieniu zawieszony miał czarny plecak, a w dłoniach ściskał kilka książek i zeszyt.
             Odwrócił się w moją stronę, nie odrywając wzroku od książki. Wyglądał, jakby z zaciekawieniem studiował kolorową okładkę. Przeszedł obok bliźniaków, a ci wykorzystali okazję, by zaatakować. Bradley podłożył mu nogę, przez co blondyn potknął się, prawie upadając na podłogę. Dylan uderzył ręką od spodu w jego książki, które po chwili huknęły o parkiet.
 Co tam, Hommo-Lu? Pewnie przez wakacje tęskniłeś za nami, prawda?  zapytał kpiąco Dylan, a potem ze śmiechem ruszyli w kierunku otwartej sali. 
            Zazgrzytałam zębami. Ludzie na korytarzu chichotali, zerkając na błękitnookiego, który powoli zaczął zbierać z ziemi swoje rzeczy. Miałam dziwne wrażenie, że wszyscy mają go gdzieś. Rozchodzili się w różne strony, cicho szepcząc pod nosami na temat tego, co się stało. Zrobiło mi się go żal. Żadna przyjemność być kozłem ofiarnym.
              Niewiele myśląc, podeszłam do niego, a następnie kucnęłam naprzeciwko. Złapałam za pierwszą książkę. Blondyn od razu podniósł głowę, robiąc zaskoczoną minę. Uśmiechnęłam się lekko, zabierając kolejne. Wśród nich był podręcznik od matematyki, po którym zorientowałam się, że chłopak był w tej samej klasie, co ja.
 Dzięki  powiedział, kiedy oddałam mu jego rzeczy.
 Nie ma sprawy. Oni… Oni tak często?  zapytałam niepewnie.
 Często  odpowiedział, a potem, jak gdyby nigdy nic wzruszył ramionami.  Muszę iść na lekcje. 
            Minął mnie i poszedł do sali, w której i ja miałam zajęcia. Wzięłam głęboki wdech, odprowadzając go wzrokiem. Nieznajomy blondyn zaczął intrygować mnie coraz bardziej.
             Po chwili zabrzmiał dzwonek, więc i ja ruszyłam do klasy, w której miała odbywać się matematyka. Kiedy tylko weszłam do środka, zauważyłam, że wszystkie miejsca w ławkach są zajęte. Wszystkie, oprócz tego obok blondyna. To było o wiele lepsze towarzystwo niż bliźniaki i pusta Ally.
              Oczy pozostałych uczniów w sali odprowadziły mnie do samej ławki, a potem dało się słyszeć ciche chichoty, jakby siedzenie z tym chłopakiem miało być moją karą. O co im do cholery chodziło? Postanowiłam to zignorować i nie zniżać się do ich poziomu. Sama byłam wytykana palcami, więc wiem jakie to nieprzyjemne.
 Cześć  rzuciłam, wyciągając podręcznik i zeszyt.
 Cześć  odpowiedział, opierając głowę na ręce.
 Samantha.
 Luke.  
 Okej  wydusiłam z siebie, widząc, że Luke nie zamierza ze mną rozmawiać. Jednak po krótkiej chwili odwróciłam się w jego stronę ponownie, czując, jak mi się przygląda.  Co?
 Nic nie zrobiłaś sobie po wczorajszym upadku?
 Nie. Nic mi się nie stało.
Oprócz tego  powiedział, wskazując na moją podrapaną dłoń.
 Tak… Oprócz tego. No i kolano, ale to i tak nic. Dzięki tobie niczego sobie nie złamałam.
 O tyle dobrze  mruknął, a potem jego błękitne oczy skupiły się na nauczycielce, która weszła do sali.
              Niska kobieta po pięćdziesiątce zajęła miejsce za biurkiem, a następnie wyciągnęła dziennik. Naciągnęła na nos kwadratowe okulary, które wcześniej wisiały na pozłacanym łańcuszku. Omiotła wzrokiem całą klasę, a potem zaczęła sprawdzać listę obecności.
 Luke Hemmings!  Blondyn, tylko podniósł rękę. Nauczycielka kiwnęła głową.
 Samantha Hood.
 Jestem  rzuciłam, nawet na nią nie patrząc.
              Powoli znów odwróciłam się w stronę blondyna, który znowu wlepiał we mnie swoje oczy. Gdy tylko to zrobiłam, Luke skupił wzrok na zeszycie przed sobą. Widziałam, jak zacisnął lekko usta. Zauważyłam, jak drgnął, odsuwając się ode mnie na drugi koniec ławki. Czyżby nazwisko Hood niezbyt dobrze mu się kojarzyło? Wcześniej jakoś nie reagował na mnie, aż taką alergią.
             Wiedziałam, że nie powinnam wtykać nosa w nie swoje sprawy, ale skoro siedzieliśmy razem na lekcji, to chciałam go nieco poznać. Chłopak jednak nie był do tego skory. Zastanawiałam się, co takiego wydarzyło się wcześniej, że Luke stał się szkolną ofiarą. Czy w to wszystko zamieszany był mój kuzyn?
              Na lekcji nie miałam okazji się w ogóle do niego odezwać, bo nauczycielka od razu ruszyła z tym, by sprawdzić naszą wiedzę z poprzednich lat i zobaczyć, czy przez wakacje niczego nie zapomnieliśmy. Odpytywanie trwało w najlepsze, a potem rozległ się dzwonek. Gdy tylko się pojawił, Luke zebrał swoje rzeczy i wyleciał z klasy, jak oparzony.

               Dziewczyny spojrzały na mnie, jak na kosmitkę, kiedy usiadłam na stołówce przy ich stole z tacką pełną jedzenia. Ally zrobiła zdegustowaną minę, koncentrując się na swojej sałatce, a Sadie zaśmiała się cicho pod nosem, biorąc się za jedzenie frytek.
 Co?  zapytałam, kiedy do stołu przysiedli się chłopaki.
 Masz zamiar to wszystko zjeść?  odparła brunetka, wskazując na mojego hamburgera, frytki i czekoladowego batona.
 Jestem głodna.
 Pójdzie ci w tyłek  skwitowała Ally.
 Sam to żarłok  rzucił Michael, który znał moje możliwości w jedzeniu.  Chociaż po niej tego nie widać.
 Jezu… Jak ja ci zazdroszczę  mruknęła z uśmiechem Sadie, powoli pochłaniając frytki.   Też bym tak chciała.
 Może masz tasiemca  odezwał się Dylan.  Wiesz… Tajemniczego mieszkańca żołądka.
 Tasiemce pasożytują w jelicie  poprawiłam go, a chłopak przekręcił oczami. Mniejsza z nim… Konwersacja, z którymś z bliźniaków była zbędna. Szczególnie że nadal miałam przed oczami to, co zrobili Hemmingsowi na korytarzu.
 Jak pierwsze zajęcia?  zapytał Ashton, który sam pochłaniał hamburgera.
 Ujdzie.
– Mamy razem biologię  powiedział z uśmiechem. Spojrzałam na niego i odpowiedziałam tym samym. To było znacznie lepsze towarzystwo niż blondi i bracia Woods.  Widziałem twój plan zajęć. Siedzisz ze mną?
 Zawsze to ja siedziałam z tobą  odezwała się z wyrzutem Ally. Chłopak szybko zmierzył ją wzrokiem, a potem wzruszył ramionami.
 Już nie  skwitował, a ja miałam ochotę parsknąć śmiechem na widok miny blondynki. Czyżby i u Irwina, Ally była na cenzurowanym?  Przykro mi, słodziutka, ale siedzę z Sam. 
            Dziewczyna tylko warknęła pod nosem, a potem wróciła do jedzenia swojej zieleniny. Zerknęłam na Ashtona. Wyszczerzył się szeroko, a ja znów musiałam zdusić w sobie śmiech. Było widać to, jak na dłoni, że zrobił to specjalnie.

               Zanim jednak w planie pojawiła się lekcja biologii, musiałam odbębnić sztukę, która zaczynała się zaraz po dłuższej przerwie na lunch. Pożegnałam się szybko ze swoją grupą, choć ciężko niektórych było mi tym mianem określać. Calum i Micheal ruszyli na ekonomię, a Sadie i Ash na matematykę. Reszta też udała się w swoich kierunkach, choć nie wiedziałam, co teraz mają. Zresztą, jeśli chodzi o tamtą trójkę, to nawet w to nie wnikałam.
               Wspięłam się na pierwsze piętro, a potem szybko odnalazłam salę, w której odbywać się miały zajęcia ze sztuki. Klasa była już otwarta, więc weszłam do środka. Młody mężczyzna siedzący za biurkiem uśmiechnął się do mnie szeroko. Odpowiedziałam tym samym, rzucając w jego kierunku szybkie dzień dobry. Nie ma co, ale spotykając go na korytarzu, nigdy bym nie pomyślała o tym, że jest on nauczycielem. I do tego naprawdę przystojnym nauczycielem. Nic dziwnego, że pierwsze ławki okupowane były przez żeńską część grupy.
                Omiotłam wzrokiem klasę, natrafiając na wolne miejsce. Uśmiechnęłam się lekko, idąc w tamtym kierunku. Po raz kolejny miałam zajęcia z Lukiem. Bez zastanowienia, zatrzymałam się przy ostatniej ławce tuż przy oknie.
 Wolne? 
             Blondyn od razu spojrzał na mnie i cicho przytaknął. Usiadłam obok, szykując się do lekcji. Między nami zapanowała cisza, a ja nie bardzo wiedziałam, jak ją przerwać. W końcu poddałam się, bo nic nie przychodziło mi do głowy. Oparłam brodę o rękę i rozejrzałam się po sali, w której przybywało uczniów. Zauważyłam, że kilka osób zerka w naszą stronę, by po chwili wyszeptać coś swoim sąsiadom z ławki. Zupełnie nie rozumiałam, o co im chodzi i co mają do Hemmingsa. Jak zwykle postanowiłam to zignorować. 
             Gdy zabrzmiał dzwonek, nauczyciel poderwał się z miejsca, aby rozpocząć zajęcia. Teraz przynajmniej mogłam się skupić na czyś innym, niż na teoriach spiskowych, jakie pojawiły się w mojej głowie.

                W pierwszy dzień nic nam nie zadali, choć wiedziałam, że niedługo się to zmieni i nauczyciele zasypią nas pracami domowymi. Korzystając z wolnego popołudnia, postanowiłam znów udać się na polanę. Gdzieś w środku miałam nadzieję na to, że ponownie spotkam tam blondyna, z którym być może uda mi się zamienić, choć parę słów, a także posłuchać jego muzyki. Wiedziałam, że moja kryjówka jest spalona, ale zdecydowałam się zaryzykować. Nie chciałam jednak, by Luke wziął mnie za jakiegoś prześladowcę. Choć na pierwszy rzut oka właśnie tak to mogło wyglądać.
                Jak zwykle ubrana w dresy i czarną koszulkę, wyszłam z domu, by dotrzeć do lasu. Pokonałam tę drogę w zastraszająco szybkim tempie. Następnie weszłam na polanę, by od razu odbić w bok, tak by nie było mnie za bardzo widać. Jednak polana była pusta. 
               Prawie jęknęłam z zawodem, gdy okazało się, że tym razem Hemmings nie przyszedł. Zastanawiałam się, czy przyczyną tego może być to, że i mnie tu spotkał. Może postanowił odpuścić sobie siedzenie na polanie przez to, że i ja się tu kręciłam? A może po prostu dzisiaj nie miał na to czasu? Odczekałam kilkanaście długich minut, ale nic się nie zmieniło. 
               W końcu zrezygnowana ruszyłam znaną ścieżką, by wrócić do domu. Byłam zawiedziona. Z drugiej jednak strony mogłam się tego spodziewać. W końcu rozpoczął się rok szkolny, a co za tym idzie, Luke mógł mieć też inne rzeczy do roboty, niż wieczne przesiadywanie na łonie natury.

~***~
             Moje oczy dokładnie śledziły każdy jej ruch. Widziałem, jak się rozgląda. Wyglądało to tak, jakby czegoś szukała. Czegoś, co zawsze tu było. Po wczorajszym małym wypadku domyślałem się, że Samantha musiała przychodzić tu od dłuższego czasu. W końcu wcześniej nie usłyszałem kroków ani tego, by ktoś się tu kręcił. Doszedł do mnie, tylko dźwięk szurania i spadania, co dało mi znać o tym, że musiała przysłuchiwać się mojej grze od dłuższego czasu.
            Z początku byłem nawet o to wściekły. Ta złość szybko mi przeszła, gdy zrozumiałem, że to, co robię, musi się jej podobać. Inaczej nie marnowałaby czasu na to, by ślęczeć bezcelowo na tej pieprzonej polanie, która była moim ulubionym miejscem.
             Jednak po dzisiejszym dniu w szkole zaczęłam się zastanawiać, czemu tak nagle do mnie przylgnęła, a to, że ma na nazwisko Hood, dało mi do myślenia. Być może to kolejna zagrywka Caluma i jego bandy, by znów mi dopiec? Być może to jakaś gra, w którą oni chcą zagrać, wykorzystując do tego dziewczynę? Mimo że w jej oczach i uśmiechu nie widziałem niczego podejrzanego, to jednak mogła być całkiem dobrą aktorką.
              Zamiast się z tym zmierzyć i poznać, choć trochę jej zamiary, ja tkwiłem ukryty między drzewami, jak totalny tchórz. Zresztą nigdy nie byłem osobą towarzyską i taki dystans, jak najbardziej mi odpowiadał. Z drugiej strony dziewczyna na swój sposób intrygowała mnie coraz bardziej. Była zupełnie inna niż ludzie z naszej szkoły. Mogło to być przyczyną tego, że była nowa. Nikt nic o niej nie wiedział.  Mogła przecież, po jakimś czasie, zmienić się w jedną z nich, wchodząc w stu procentach do bandy Hooda. A wtedy stanie się taka sama jak oni.
  

***
Byłyście w tym roku grzeczne? Mikołaj był? :D - Jeśli tak, to dobrze :)

Mamy za sobą mały fragment perspektywy naszego blondasa - przez kilka rozdziałów jednak historię pociągnie sama Sam (taki mały spoiler), potem jednak Luke znów wróci :)

Ja i Sam możemy przybić sobie piątki, jeśli chodzi o poranne wstawanie XD

Mam nadzieję że rozdział przypadł wam do gustu.

Dziękuję wam także za miłe słowa pod poprzednią częścią - cieszę się, że udało mi się was choć odrobinę zaciekawić już na początku :) Mam nadzieję, że nie zawiodę :)

Kolejny rozdział tradycyjnie w następną niedzielę.

Pozdrawiam! 

#BrokenFF

2 komentarze:

  1. Wspaniały rozdział ♥ Polubiłam Sam od pierwszego wejrzenia, uwielbiam ją.
    Szkoda mi Luke'a, ale mam wrażenie, że dzięki Sam zrobi się bardziej... odważny?
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie ty i Sam możecie przybić sobie piątki, bo ciebie zwlec z łóżka rano to też niezła próba hahahaha XD
    Polubiłam ją - wygląda na normalną dziewczynę i wcale jej się nie dziwię, że nie podoba jej się to, co dzieje się przed jej oczami. Szkoda mi Hemmo - czyżby faktycznie był szkolnym popychadłem? Jeśli tak to dlaczego? Mam nadzieję, że to się niedługo wyjaśni. Końcówka - cholernie mi się podobała, chociaż to tylko kawałek Luka. Czekam,aż sekreciki blondyna wyjdą na jaw.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń