niedziela, 13 grudnia 2015

Rozdział 3

You make it sound so sweet, when you lie to me


          Jęknęłam niezadowolona, czując, jak coś mnie przygniata. Słysząc znany śmiech kuzyna, wiedziałam, że tym czymś był on, a raczej jego ciało. Na oślep próbowałam go zepchnąć, ale to rozbawiło Caluma jeszcze bardziej. W końcu jednak zrzuciłam go na bok, a Hood odbił się od materaca, chichocząc, jak małe dziecko.
 Czy ciebie pogrzało?  mruknęłam, zakrywając się kołdrą.  I co ty tu robisz?
 Moi rodzice wyszli szybciej do pracy. Nie chciało mi się robić śniadania, więc pomyślałem, że wbiję się na nie do ciebie. A co może być bardziej fajnego od zafundowania ci porannej pobudki.
 Wal się, Cal.
 O… Sammy  rzucił, czochrając moje i tak już sterczące na wszystkie strony, włosy. – Jesteś urocza o poranku. Gotowa na kolejny dzień w szkole?
 Pierdol się.
 Też cię kocham, siostrzyczko. Rusz tyłek  powiedział, klepiąc mnie przez kołdrę po plecach.  Ciocia smaży naleśniki.  Potem przybliżył się do mnie jeszcze bardziej.  Z czekoladą  dodał szeptem, a następnie wybuchł tym swoim uroczym śmiechem wprost do mojego ucha, za co chciałam go zabić na miejscu, ale z rana nie miałam, aż tyle siły.
– Jesteś jak prawdziwe wkurwiające rodzeństwo.
 Nie przeklinaj.
 Jestem starsza i będę robić, co mi się podoba.
 Nie mocny argument  skwitował, a potem zabrał mi pierzynę, przez co skuliłam się na łóżku, w poszukiwaniu ciepła.
 Cal  wyjęczałam, przeciągając każdą literę.
 No, Sammy. Pomyśl sobie, że idziemy łapać duchy w szkole, jak w jednym z tych odcinków Supernatural.
 W którym to Dean robił za nauczyciela WF-u?  zapytałam ze śmiechem, a chłopak szybko pokiwał głową.  Wyglądał w tym swoim wdzianku naprawdę komicznie.
 Dosłownie komicznie. Chodź! Jestem głodny! 
              Przekręciłam oczami. Wiedziałam, że z nim nie wygram, bo Hood by i tak mi nie popuścił. Dlatego niechętnie dźwignęłam się z łóżka, a następnie zabrałam swoje rzeczy i ruszyłam do łazienki, by doprowadzić się do stanu używalności.

          Szłam na matematykę. Gdy tylko weszłam na górę, zobaczyłam stojących bliźniaków, którzy najwyraźniej na kogoś czekali. Na ich twarzach gościły złośliwe uśmieszki, które sprawiały, że najnormalniej w świecie robiło mi się nie dobrze. Z nimi chyba naprawdę nigdy się nie dogadam, szczególnie że są tymi, którzy lubią znęcać się nad innymi.
          Dopiero po chwili zorientowałam się, kto znów stał się ich celem. Tuż przede mną do klasy szedł Luke. Widziałam, jak Bradley już zaciera ręce, by coś zrobić. Nie wiem czemu, ale moje nogi same przyspieszyły kroku, tak że niemal zrównałam się z blondynem.
 Hej, Hommo- Lu!  krzyknął Dylan.  Pytali się o ciebie w klubie dla gejów!
 Ej, blondi, nie uciekaj!  zawtórował mu Bradley.
          Odepchnął się od ściany, a potem już miał zamiar popchnąć Hemmingsa, który w ogóle nie zwracał na nich uwagi. Tyle że wtedy w zasięgu jego rąk pojawiłam się ja i to na mnie spadło popchnięcie, które było zarezerwowane dla blondyna. Odbiłam się od Luke'a, który zaskoczony podniósł głowę. Bradley uniósł brwi.
 Kurwa, Sam, pojawiasz się, jak pieprzony magik  powiedział ze śmiechem.  Przepraszam, laska.
 Zrób to jeszcze raz, a nie ręczę za siebie  warknęłam, a potem nie wiele myśląc, trzepnęłam go w ramię.
 Jaka ostra  skomentował jego brat.
 Naprawdę nie chciałem, to miało być dla tego śmiecia  pociągnął Bradley, przepraszającym tonem. 
          Przekręciłam oczami, a potem bez słowa ruszyłam do sali. Bliźniaki zaczynali mi tą swoją agresją, w stosunku do Hemmingsa, działać na nerwy. Dodatkowo też podsycali moją ciekawość, bo naprawdę chciałam wiedzieć, co takiego między nimi wszystkimi zaszło.
          Gdy weszłam do klasy, Luke już siedział w ostatniej ławce. Bez słowa podeszłam do niego i usiadłam obok, wyciągając podręcznik i zeszyt. Poczułam na sobie wzrok chłopaka, więc powoli odwróciłam się, na dłużej zatrzymując oczy na jego błękitnych tęczówkach.
 Nic ci się nie stało?  zapytał cicho.
 Nie.
 Przepraszam – powiedział, spoglądając na swój zeszyt.
 Za co?  zapytałam zdezorientowana.
 Że padło na ciebie  odpowiedział, lekko zaciskając palce na rękawie swojej czarnej bluzy.
 Nie twoja wina. Bradley to idiota  skwitowałam, wzruszając ramionami. Luke tylko kiwnął głową.

          Tajemnica krążąca wokół zachowania chłopaków względem Hemmingsa, naprawdę zaczynała mnie nakręcać. Zastanawiałam się, czy powinnam poruszyć ten temat z Calumem, ale sądząc po reakcji blondyna na nasze wspólne nazwisko, on mógł być głównym ogniwem tego, co się działo. Ciężko było mi myśleć w ten sposób o swoim kuzynie. Że ten zawsze miły i słodki chłopak, zmieniał się w czyjegoś szkolnego kata. To zupełnie mi do niego nie pasowało. Nie do Caluma. Do wszystkich, tylko nie do niego.
            Jednak ciekawość i tak powoli zaczynała zwyciężać. Postanowiłam jednak rozegrać to nieco inaczej. Nie chciałam wprost wypytywać o to Cala, by przypadkiem nie dać mu podejrzeń do tego, że zbyt mocno mnie to interesuje. Przez to pewnie kuzyn zasypałby mnie gradem niepotrzebnych i zbędnych pytań, a być może i by się mocno wkurzył. Wolałam to pominąć i wybrać inną osobę, która mogła udzielić mi potrzebnych informacji. Dodatkowo wiedziałam, że kto, jak kto, ale Ash szybko się nie pokapuje, o co mi chodzi, więc był on tą bardziej komfortową opcją do przeprowadzenia małego śledztwa. Irwin też nie spinał się w tak szybkim tempie, jak Cal i nie doszukiwał się od razu jakiś niestworzonych teorii spiskowych.
           Usiadłam obok Irwina na biologii. Chłopak od razu uśmiechnął się, bazgrając na tylnych kartkach swojego zeszytu. Pokręciłam nosem, zastanawiając się, jak zacząć. Musiało być to niewinne pytanie, które nie obudziłoby w nim podejrzeń. Jak gdyby nigdy nic, odwróciłam się, wlepiając w jego ciemne oczy swoje brązowe tęczówki.
– Co jest?
 Znasz Luke'a Hemmingsa?  zapytałam neutralnym tonem.
 Ta… Znam go  odpowiedział, odkładając długopis.  Zrobił ci coś?
 Co?  odparłam zaskoczona.  Nie… Nic mi nie zrobił. A mógłby?
 Raczej nie  rzucił z lekkim śmiechem. – Co z nim?
 Siedzę z nim na matematyce i sztuce  powiedziałam powoli, ważąc dokładnie każde słowo.  Widziałam, że bliźniaki za nim nie przepadają.  Ash pokiwał głową. – Po ich zachowaniu wnioskuję, że Hemmings jest szkolnym popychadłem.
 Na swoje własne życzenie  skwitował, wzruszając ramionami.
 Co się stało?
 Wszyscy chodziliśmy do jednej podstawówki, która jest niedaleko naszego liceum. Tam się wszystko zaczęło.
 Co dokładnie się stało?  ponowiłam pytanie. Byłam zniecierpliwiona, ale nie mogłam dać tego po sobie poznać.
 To chyba było w drugiej klasie, o ile dobrze pamiętam. Któregoś dnia Luke pojawił się w szkole pobity, a jego rodzice oskarżyli o to nas. Wtedy należał do naszej grupy. On i jego przyjaciel. Podejrzenia padły na nas, ale nikt nie przyznał się do tego, co się stało. Bo wtedy naprawdę nikt z nas go nie ruszył. Rozpętało się piekło, bo dyrektorka ostro się wkurzyła. Miała gdzieś to, że byliśmy niewinni. Jego rodzice twardo trzymali się tego, że to nasza wina. Takim oto sposobem wyleciał z grupy i stał się popychadłem bliźniaków. Pamiętam, że Calum mocno się wkurzył. Zresztą każdy z nas był o to wkurzony. Zostaliśmy zawieszeni na dwa tygodnie. Poobijaliśmy go za to jeszcze bardziej, choć wcale nie jestem z tego dumny.  Myślałam, że oczy wylecą mi z orbit, gdy to usłyszałam. Ashton lekko zacisnął usta, a potem wzruszył ramionami.  I to się ciągnie, aż do teraz. Hemmings jest przez to ulubionym workiem treningowym bliźniaków.
 Nigdy nie próbowaliście z nim porozmawiać?
 Twierdził, że nic takiego nie powiedział. Ale jego rodzice byli w stu procentach pewni, że to my, więc musiał coś im nagadać. On i jego kumpel Liam, który mu wierzył, bo jako jedyny został w tej całej aferze pominięty, stali się odrębną grupą ludzi, z którymi nikt z nas nie chciał mieć do czynienia.
 A to jego przezwisko  pociągnęłam dalej, a Ash znów skupił wzrok na mnie.  Bliźniaki przezywają go… Jak to szło…
 Hommo-Lu.
 No, właśnie. Jest gejem?
 Nie mam pojęcia. Wiem, że Liam jest.
 Ten jego kumpel?
 Tak, chyba nawet od niego się to wzięło. Tak naprawdę nigdy nie wnikałem w orientację seksualną Hemmingsa, bo mało mnie to interesuje. On w ogóle mało mnie interesuje. Wiem tylko, że rok temu Liam przeprowadził się z rodzicami do Melbourne i Hemmings został w budzie sam.
 Zaczynamy lekcje!  Po sali rozszedł się głos nauczycielki. 
          Wyprostowałam się i spojrzałam w jej stronę, w dalszym ciągu rozmyślając nad tym, co powiedział mi Ashton. Ciekawiło mnie to, czy Luke faktycznie nagadał coś swoim rodzicom, przez co się wkurzyli czy naprawdę był niewinny, a chłopaki zareagowali za ostro. Jedno było pewne. Po tym wszystkim zrobiło mi się go żal. Żadna przyjemność zostać samemu. Jakoś nigdy nie widziałam, by rozmawiał z kimkolwiek na korytarzu. Zresztą nie oszukujmy się. Ludzie nie chcą kumplować się z wyrzutkami, które mają na pieńku ze szkolną elitą.

          Po powrocie do domu mój mózg nadal wałkował temat Luke'a i chłopaków. Nic więc dziwnego, że postanowiłam udać się na polanę, choć wczoraj go tam nie było. Coś ciągnęło mnie w stronę tego smutnego blondyna, a odkrycie prawdy, tylko to wzmacniało. Kim był? I co tak naprawdę wydarzyło się w podstawówce?
           Skręciłam z chodnika, by wejść w las. Mijałam kolejne drzewa, a suche gałęzie cicho trzaskały pod moimi czarnymi, sportowymi butami. W końcu jednak zrobiło się jaśniej, przez co wiedziałam, że doszłam do celu. Tu drzewa rosły rzadziej, a promienie słońca o wiele łatwiej przedzierały się przez bujne, zielone korony.
          Nie zdążyłam odbić w bok, by przejść znaną sobie drogą. Od razu zauważyłam go siedzącego na długim murku, który wystawał z ziemi, jakby był pozostałością po jakimś budynku, który kiedyś musiał się tu znajdować. Był tylko murek, Luke i otaczająca go zieleń. Nie udało mi się przejść dalej, bo blondyn od razu podniósł głowę, a jego błękitne oczy spoczęły na mojej osobie. Pięknie. Mój chytry plan się nie powiódł.
          Nie miałam, jak uciec, bo i tak zostałam zauważona, więc dość nieśmiało wyłoniłam się z lasu i ruszyłam w jego stronę. Chłopak oparł się o gitarę, nie spuszczając ze mnie wzroku. Zatrzymałam się niedaleko, starając się zrobić dobrą minę do złej gry, choć i tak gdzieś w środku czułam, że Luke mnie rozgryzł.
 Cześć  wydusiłam, zdobywając się na lekki, acz nerwowy uśmiech.
 No… Cześć.  Zapanowała między nami cisza, ale to on ją przerwał pierwszy.  Moje tajne miejsce przestało być tajne.
 Ja tylko…
 Domyślam się, że przychodzisz tu od jakiegoś czasu.  Pięknie. A byłam pewna, że się nie połapie.
 Nie chciałam cię nachodzić – powiedziałam, robiąc przepraszającą minę.  Po prostu… Lubię twoją muzykę. Masz talent.  Chłopak tylko wzruszył ramionami.  Nie będę ci już więcej przeszkadzać.  Chciałam się odwrócić, ale blondyn odezwał się po raz kolejny.
– Możesz zostać.  Spojrzałam na niego z lekkim zaskoczeniem.
– Zagrasz coś?
 Taki miałem zamiar.
 Obiecuję, że będę cicho.
 Spoko  rzucił, a potem zrobił coś, co mnie totalnie zaskoczyło. Uśmiechnął się. Nie szeroko, ale lekko i delikatnie. Mimo wszystko to było całkiem przyjemne, bo pierwszy raz widziałam, by to robił. A jego uśmiech był naprawdę uroczy. Jego twarz od razu się zmieniła i jakby nieco rozjaśniała, pod wpływem tej jednej chwili.
          Odeszłam kawałek dalej, by usiąść na trawie. Wlepiłam w niego zaciekawione spojrzenie, a po chwili mogłam usłyszeć pierwsze dźwięki wydobywające się z gitary. Jego długie, chude palce powoli trącały struny. Zamknęłam oczy, by móc jeszcze bardziej się w to wciągnąć. 
          Podciągnęłam nogi, opierając się o kolana. Słońce przyjemnie grzało mnie w plecy, a ja w dalszym ciągu pochłaniałam płynącą melodię, która jak zawsze była smutna, nieco nostalgiczna, a zarazem tak piękna. Zacisnęłam mocniej powieki, kiedy coś ścisnęło mnie w środku. Wyłapałam, że w tej muzyce jest także pełno bólu, który chwytał za gardło, uniemożliwiając wypowiedzenie jakichkolwiek słów. Luke doskonale umiał przekazywać emocje za pomocą gry. Czemu jednak był tak smutnym chłopakiem? Co takiego wydarzyło się w jego życiu, że to wszystko emanuje z granego przez niego utworu? Musiałam mocno się powstrzymywać, by się nie rozkleić, choć byłam tego bliska.
           Nie wiem, ile minęło czasu, ale w końcu blondyn przestał grać. Jeszcze przez moment siedziałam w tej samej pozycji, bojąc się poruszyć. Po chwili jednak wzięłam głęboki wdech i podniosłam głowę, by móc na niego spojrzeć.
 To było super  wydusiłam, choć dla mnie to było coś znacznie więcej, niż zwykłe super.  Grasz na czymś jeszcze?
 Na pianinie – odpowiedział, chowając gitarę do pokrowca.
 Ekstra.
 Pianina ci tu jednak nie przyniosę  powiedział, a na jego twarzy znów pojawił się lekki uśmiech. O wiele bardziej wolałam go jako tego uśmiechniętego.
 Szkoda  rzuciłam, wzruszając ramionami.  Rozczarowałeś mnie.  I znów to zrobił. Znów się uśmiechnął. Zawahałam się, a potem znów utkwiłam w nim ciemne oczy.  Mogę cię o coś zapytać?  Kiwnął głową.  Co stało się w podstawówce?  wypaliłam, a zaraz potem tego pożałowałam, bo Luke od razu się zmieszał, a jego uśmiech zniknął. Nie powinnam wywalać z tym pytaniem w takim momencie.
 Hood ci opowiadał?
 Nie… Mój kuzyn nic mi nie mówił.
 Tak myślałem, że jesteście rodziną. Więc?
 Powiedział mi Ashton.
 W takim razie już wszystko wiesz  pociągnął, a potem złapał za futerał z gitarą.
 A jaka jest twoja wersja?
 Moja wersja jest nieistotna. Skoro Irwin przedstawił ci to zdarzenie, więc tak naprawdę było  powiedział, a potem odwrócił się i ruszył w kierunku samochodu.  Do zobaczenia w szkole.
          Jęknęłam cicho pod nosem, a potem znów oparłam głowę o rękę. Świetnie. Nie ma to, jak wszystko zniszczyć jednym pytaniem i niesamowitym wścibstwem z mojej strony. Zerknęłam jeszcze na czarny samochód, którym odjeżdżał, zastanawiając się, co tak naprawdę ukrywa Hemmings. Zamiast dostawać odpowiedzi, ja zyskiwałam tylko jeszcze więcej pytań. 


***
No i mamy takie coś - pewną tajemnicę do poznania. Sammy, jako prywatny detektyw :) Hemmo coraz bardziej wchodzi w historię - już niedługo i on zacznie ją opowiadać. Chociaż jeszcze odrobinę pociągnie sama Sam (o ile dobrze pamiętam :D).

Cieszę się, że główna bohaterka wam się spodobała. Nie chciałam by była mdła czy coś :)

Kolejny rozdział za tydzień.

Pozdrawiam!

#BrokenFF

6 komentarzy:

  1. Jejku, super rozdział!
    Hemmo taki słodki :3 I mam takie przeczucie, że Calum' owi nie bardzo spodoba się znajomość Sammy z Lukiem...Cóż trudno, nie można mieć wszystkiego:-(
    Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału!!!
    Pozdrawiam i życzę dużo weny:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedny Luke - jestem ciekawa, co on ukrywa. Teraz jeszcze bardziej jestem przekonana, że coś tam za tajemnica większa jest. Szkoda mi się go znowu zrobiło - ale to nagłe pojawienie się Sam było z jej strony naprawdę urocze. Chyba ona zaczyna go w jakiś sposób lubić - przynajmniej tak to sobie tłumaczę. Czekam na moment, w którym Hemmo się przełamie i choć odrobinę jej zaufa. Tak jak Ninie mi też się jednak wydaje, że Calum nie będzie zachwycony nową znajomością Sam.
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda mi Luke'a, ale jest taki uroooczy ^.^ Rozdział oczywiście wspaniały, jakże mogłoby być inaczej. Jestem cholernie zmęczona, wiesz? Jak ja kocham szkołę *sarkazm*.
    Mam nadzieję, że Hemmings zacznie ufać Sam, jak najszybciej.
    Czekam na następny rozdział ♥
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne nowe opowiadanie, zaciekawiła mnie fabuła i tajemniczość Luke. Zapowiada się znakomite opowiadanie zresztą jak wszystkie.

    OdpowiedzUsuń