niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział 4

You're picture perfect blue


          Minął tydzień od krótkiej historii, jaką opowiedział mi Ashton na biologii. W dalszym ciągu nie odkryłam wersji Hemmingsa. W sumie na jego temat nie odkryłam niczego nowego. Niczego, co by choć trochę pomogło mi pozbierać te wszystkie fragmenty układanki i złożyć to do kupy. Nadal zachodziłam w głowę, o prawdziwe wydarzenia z tamtego okresu, a także coraz częściej zastanawiałam się nad tajemnicą, jaką ukrywa blondyn. Bo na pewno coś ukrywa. W dalszym ciągu nie poruszyłam tego tematu z Calumem. Najwidoczniej Irwin też nic mu nie powiedział o tym, że wypytywałam się go o Luke'a. Było to, jak niewygodny temat tabu, o którym nikt nie chciał rozmawiać.

          Udało mi się znów punktualnie wyjść z domu. Ostatnio nie zaliczałam pod tym względem żadnych wpadek, więc Calum nie musiał marudzić, że go opóźniam. Tradycyjnie zajęłam miejsce pasażera. Zapięłam pas, a potem rozsiadłam się w fotelu, odwracając się do chłopaka. Uśmiechnęłam się oczekująco.
 No, dobry Boże  rzucił ze śmiechem, a potem sięgnął do schowka.  Już się przyzwyczaiłaś?
 Dawaj tego batona, to będę od samego rana dla ciebie miła.
          Kuzyn prychnął pod nosem, a później cicho zachichotał. Wychylił się, otwierając schowek. Wyjął z niego dwa batony w mlecznej czekoladzie, odziane w błyszczące, czerwone papierki. Podał mi jednego, a ja z szerokim uśmiechem dorwałam się do tej słodkości.
 Wrócisz dzisiaj sama do domu?  Zerknęłam na niego, gdy zadał mi to pytanie.
 Pewnie.
 Mam po zajęciach trening  pociągnął, a ja uśmiechnęłam się.
 Nie tłumacz się. Poradzę sobie. Dzisiaj zaczynacie?
 Ta, trener w tym roku dość szybko zaczyna spotkania. Chce byśmy byli jak najlepiej przyszykowani do nowego sezonu.
 Nie mogę się doczekać pierwszego meczu, by zobaczyć mojego kuzyna, kapitana szkolnej drużyny w piłce nożnej, na bramce  powiedziałam, lekko szczypiąc go w policzek.
 Boże, teraz to wyglądało, jak ciotka Sue  skwitował z niesmakiem Cal.
 Tak, to prawda. Ciotka zawsze tak robi, szczególnie w stosunku do ciebie.
 Męcząca kobieta.
 Rodziny się nie wybiera.
 Też prawda.
          Calum odpalił samochód i po chwili wyjechaliśmy na ulicę. Sięgnęłam wolną ręką w stronę radia i zaczęłam przeskakiwać z utworu na utwór, mając nadzieję, że trafię na moją ulubioną piosenkę. Oboje słuchaliśmy tej samej muzyki, więc pod tym względem się nie kłóciliśmy.
 Ała  syknęłam i odskoczyłam od niego, gdy chłopak lekko trzepnął mnie w dłoń.  No, co?
 Przestań napastować mój biedny sprzęt  mruknął.  A zresztą, Sammy, znasz zasady: kierowca rządzi muzyką, pasażer siedzi cicho.  Przekręciłam oczami i parsknęłam śmiechem, gdy zacytował Deana Winchestera.
– Sammy miała dwanaście lat, teraz jestem Sam  odpowiedziałam, dla odmiany posługując się słowami Sama Winchestera, zmieniając tylko odrobinę ich formę. Tym razem to Calum wybuchł śmiechem.
 Za to cię uwielbiam.
 Sie wie, kuzynku.

          Siedziałam z Michaelem na ławce, sprawdzając nasze zadania domowe. Clifford był naprawdę dobry w historii, więc porównywałam z jego odpowiedziami swoje, aby mieć pewność, że uzupełniłam wszystkie dane poprawnie. Chłopak, co jakiś czas zaszczycał mnie pojedynczymi chrupnięciami, pochłaniając paluszki z wąskiej, żółtej paczki.
          Nagle przed nami pojawił się Calum. Klapnął obok, trącając mnie jednocześnie dla zabawy łokciem, przez co długopis prawie wypadł mi z dłoni. Spojrzałam na niego z wyrzutem, a on tylko uśmiechnął się szeroko. Wychylił się, by dobrać się do otwartej paczki z paluszkami.
 No, Cal  mruknęłam, odpychając go, bo prawie na mnie zawisł, by sięgnąć do łakoci Clifforda.
 Masz wolny wieczór?  zapytał, pomijając moją wcześniejszą wypowiedź.
 W zależności, jaką masz dla mnie propozycję  odparłam, wlepiając oczy w niedbałe pismo zielonowłosego.  Matko, Miki  jęknęłam, a chłopak zachichotał pod nosem.  Co tu jest napisane?
 Mam, aż taki brzydki charakter pisma?
 Masz, ale na szczęście jesteś przystojny  skwitowałam, co wywołało u niego kolejny wybuch śmiechu.
– Nie, Sammy, błagam  rzucił Cal, krzywiąc się z niesmakiem.  Żadnych takich komentarzy przy mnie. Traktuję cię, jak siostrę, a on jest moim dobrym przyjacielem i naprawdę oszczędź mi wysłuchiwania tego.
 Co? Boisz się, że mogłabym zacząć kręcić z Michaelem?  zapytałam, ruszając dwuznacznie brwiami.
 Kurwa, Sammy, weź… Nawet nie chcę… O Boże, właśnie o tym pomyślałem i chyba zaraz puszczę pawia.
 Jaki milusi  skomentował Michael.  Wyluzuj.  Hood nadal się krzywił. Parsknęłam śmiechem. Wyglądał komicznie. 
 Wyluzuj  powtórzyłam słowa Clifforda.  Co to za propozycja na wieczór?
 Poczekaj, próbuję wywalić z myśli wasz wspólny obrazek w pewnym miejscu…
– Cal!  warknęłam, uderzając go w ramię.
 Co za idiota  powiedział Michael, kręcąc głową.
 Dobra, przeszło. Co powiesz na popcorn i nasz serial? W sumie dawno go nie oglądaliśmy, a przecież robimy sobie powtórkę po raz kolejny.
 Pasuje. Wpadnij, o której będziesz chciał.
 Bosko. Spadam na fizykę, a wy bądźcie grzeczni, bo porozmawiamy inaczej  rzucił, zatrzymując dłużej swoje ciemne oczy na Cliffordzie, który z niewinnym wyrazem twarzy, podniósł ręce w geście poddania. Zaśmiałam się, odprowadzając kuzyna wzrokiem.
 On ma nierówno pod sufitem  skwitował Michael.
 Jak wy wszyscy.
 Sam!
 No, co?  rzuciłam rozbawiona. Michael przekręcił oczami, a potem wrócił do jedzenia paluszków.

          Rozbrzmiał dzwonek oznajmujący wszystkim uczniom to, że nastała dłuższa przerwa przeznaczona na lunch. Wyszłam z klasy, w której miałam ekonomię i ruszyłam razem z tłumem innych osób w stronę stołówki. Byłam na najwyższym piętrze, więc trochę to trwało, zanim dostałam się na parter. A na szerokich schodach naprawdę była masa ludzi. Prawie się zrobił korek.
          Gdy weszłam do białego pomieszczenia, szybko namierzyłam Caluma i jego grupę, którzy okupowali stolik przy oknie. Nie było przy nich Bradleya. Zauważyłam go rozmawiającego z pozostałymi członkami szkolnej drużyny. Tak, bliźniaki też należeli do składu.
           Stanęłam w kolejce, cierpliwie czekając na swoją kolej. Nieco bardziej z przodu wyłapałam znajomą sylwetkę wysokiego chłopaka. Luke pojawił się na stołówce, choć rzadko kiedy go tu widziałam. Mój wzrok podążał od niego, do stolika Hooda i z powrotem. Miałam tylko nadzieję, że bliźniaki dadzą mu w spokoju zjeść posiłek.
           Niestety moja nadzieja szybko zgasła, gdy Luke odwrócił się z tacką. Bradley od razu go zauważył, a na jego twarzy pojawił się zdradziecki, złośliwy uśmieszek, który zwiastował jakiś arcygłupi plan, na który wpadł. Hemmings zdążył zrobić kilka kroków do przodu, kierując się w stronę pustego stolika. Zanim ktokolwiek zdążył się zorientować, Woods doskoczył do blondyna, a potem trzepnął w jego tackę z taką siłą, że całe jedzenie znalazło się na ziemi. Na szczęście ominęło ono białą koszulkę Luke'a. Pozostali uczniowie ryknęli śmiechem, wytykając go palcami. Nie rozumiałam, co w tym było takiego zabawnego. Dla mnie było to raczej mało smaczne.
          Zerknęłam na stolik kuzyna. Ani on, ani Michael nawet nie zainteresowali się tym, co się dzieje. Wyłapałam tylko powolne kręcenie głową Ashtona, jakby i ta akcja niezbyt mu się podobała. Co innego Dylan, Ally i Sadie, którzy rechotali, jak nienormalni. Momentalnie odechciało mi się jedzenia w tym miejscu.
          Luke rzucił okiem na pozostałości po swoim lunchu, a potem zerknął na Bradleya, który uśmiechnął się triumfalnie. A uśmiech ten był tak jadowity, że aż sama poczułam ciarki na plecach. Hemmings niewiele myśląc, odwrócił się i spokojnie wyszedł ze stołówki, ignorując pozostałych uczniów, którzy odprowadzali go wzrokiem, aż do samych drzwi.
           Na ziemię sprowadził mnie głos pani z bufetu, która wydawała nam jedzenie. Wzięłam dwie kanapki i napoje w puszce. Darowałam sobie branie tacki, bo nie zamierzałam siedzieć z tymi idiotami  bliźniakami  przy jednym stole. Odwróciłam się na pięcie i sama ruszyłam w kierunku wyjścia.
          Na korytarzu nie było nikogo. Powodem tego było to, że wszyscy gnieździli się na stołówce. Rozejrzałam się na boki, dostrzegając zamykające się drzwi wyjściowe. Dzięki temu wiedziałam, w którą stronę poszedł blondyn. Niewiele myśląc, ruszyłam w jego ślady.
          Wyszłam na zewnątrz, mrużąc oczy. Słońce mocno grzało, prawie uniemożliwiając mi widzenie. Spuściłam nieco głowę, starając się zgadnąć, w którą stronę mógł pójść Luke. Na parkingu szkolnym też nikogo nie było. Zresztą cały teren wydawał się opustoszały.
           Odbiłam w bok, idąc wzdłuż budynku. W końcu przecież gdzieś trafię. Najwyżej okrążę całą szkołę i go nie znajdę. Mówi się trudno. Napoje przyjemnie chłodziły mi dłonie, gdy szłam zieloną trawą, od czasu do czasu odsuwając się od rosnących żywopłotów. Nadal ani śladu blondyna.
            Po kilku minutach, gdy trafiłam na sam tył budynku, dostrzegłam znaną sylwetkę siedzącą na starych schodach, których nikt już nie używał. Drzwi były zabite deskami i najwidoczniej, kiedyś musiało się tu znajdować dodatkowe wejście do szkoły. Luke siedział bez ruchu, wpatrując się w swoje buty. Opierał przedramiona o kolana. W tym momencie jeszcze bardziej zrobiło mi się go żal. Nawet to, co stało się kiedyś w podstawówce, nie powinno odbijać się na nim teraz. W końcu każdy popełnia błędy.
           Podeszłam bliżej i bez słowa usiadłam obok. Blondyn od razu podniósł głowę, a jego błękitne tęczówki spojrzały wprost na mnie. Ja również się odwróciłam i przez chwilę oboje lustrowaliśmy się wzrokiem, jakby sprawdzając siebie nawzajem. Wyciągnęłam w jego stronę kanapkę.
 Wzięłam po jednej dla każdego  powiedziałam, kiedy Luke w dalszym ciągu spoglądał na to, co trzymałam w dłoni.  I do tego coś do picia. Może być?
 Dziękuję  rzucił, przejmując ode mnie kanapkę i napój.
 Przykro mi z powodu tego, co się stało.
 Niepotrzebnie.  Uniosłam ze zdziwieniem brwi.  To normalne.
 To nie jest normalne.  Wzruszył ramionami.  Ale widzę, że ty masz to gdzieś.
 Nic nie zmienię. Zresztą, kto by się przyjmował kimś takim, jak ja  odparł, a potem mocniej zacisnął usta, jakby powiedział o kilka słów za dużo. Przemilczałam to, choć gdzieś w środku wszystko się we mnie ścisnęło.  Muszę tylko pamiętać, aby kupować jedzenie wcześniej albo przynosić je z domu.
 Masz takie samo prawo do korzystania ze stołówki jak oni.
 Wiem, ale wolę sobie oszczędzić tego typu akcji.
          Odwinęłam kanapkę i zabrałam się za jedzenie. Luke po chwili zrobił to samo. Między nami znów zapanowała cisza. Wcale mu się nie dziwiłam, czemu wolał omijać tego typu miejsca. Tam, gdzie było najwięcej ludzi, jego prześladowcy jeszcze usilniej próbowali zwrócić na siebie uwagę. To było tak przewidywalne, a jednocześnie głupie. Sama jednak wiedziałam, jak to jest. W mojej starej szkole też nie lubiłam znajdować się wśród ludzi, gdy było ich zbyt dużo. A dziś na stołówce naprawdę przebywała spora liczba osób  prawie wszyscy.
– Odkryłaś moje drugie tajne miejsce  odezwał się Luke, upijając mały łyk słodkiego napoju.
 Wykorzystuję do tego urządzenia szpiegowskie  skwitowałam, a chłopak cicho zaśmiał się pod nosem. Uśmiechnęłam się.  Pewnie masz mnie za wariatkę, że pojawiam się tam, gdzie nie powinnam  powiedziałam, zanim zdążyłam się powstrzymać.
– Nie, choć to z początku było dość niepokojące. Szczególnie na polanie.
 Tak myślałam. Zresztą wcale ci się nie dziwę  skwitowałam, biorąc kolejny kęs kanapki.  Ale od razu sprostuję  nie, nie prześladuję cię.
– Całe szczęście.
 Tak?
 Bo nie ma we mnie nic ciekawego, co by mogło cię zainteresować.
 Twoja muzyka mnie interesuje. Naprawdę mi się podoba.  Luke znów się uśmiechnął.  Śpiewasz?
 Nie przy innych.
 Czyżbyś uważał, że nie masz głosu?
 Można tak powiedzieć.
 Musisz mi to kiedyś zademonstrować.
 Nie ma mowy – rzucił i ponownie się zaśmiał, a ja wsłuchiwałam się przez chwilę w ten przyjemny dla ucha dźwięk.  Chyba spaliłbym się ze wstydu.
          Nagle poczułam wibrację na udzie. Z uwagi na to, że byłam w szkole, dźwięk w telefonie był wyłączony. Wyciągnęłam komórkę i spojrzałam na wyświetlacz. Odblokowałam ją i wczytałam się w treść wiadomości, którą dostałam od kuzyna.

Od Calum:
Gdzie jesteś?

          Przez chwilę zastanawiałam się, co mu odpowiedzieć. Nie mogłam ot tak napisać mu, że spędzam przerwę na lunch z Lukiem Hemmingsem. Szczególnie że Hood był w gronie osób, które też go nie trawią. Postanowiłam sprzedać mu niewinne i delikatne kłamstwo.

Do Calum:
Odpuściłam sobie lunch. Nie jestem głodna.

Od Calum:
Co się stało? Źle się czujesz? Powiedz, gdzie jesteś, a zaraz tam będę.

          Dobra, moje niewinne kłamstwo mi nie wyszło. Uruchomiło tylko w Calumie troskę o mnie. Zresztą kuzyn wiedział o mojej chorobie. Ashton i Michael też. To dzięki niemu udało mi się jakoś dźwignąć psychicznie i nie załamać się do końca. Był zawsze obok, gdy coś się działo. Był nawet wtedy, gdy ciężko znosiłam leczenie. Był… Zawsze był. Nie chciałam go niepotrzebnie martwić, więc poszerzyłam nieco moje kłamstwo.

Do Calum:
Spokojnie Cal, nic się nie dzieje. Poszłam do biblioteki. Zadanie domowe z fizyki.

Od Calum:
Całe szczęście. W takim razie nie przeszkadzam. Wziąć ci coś do jedzenia?

Do Calum:
Nie, dzięki. Zaopatrzyłam się w kanapkę.

           Wzięłam głębszy wdech, wsuwając telefon z powrotem do kieszeni. Dojadłam kanapkę do końca, a następnie popiłam ją dużymi łykami słodkiego napoju. Zerknęłam na Luke'a, który uniósł brwi, spoglądając na mnie z ciekawością.
 Co?
 Ładnie to tak kłamać?
 Czytałeś to?  mruknęłam i z niezadowoleniem prychnęłam pod nosem.
 Przepraszam, ale siedzisz tak, że wszystko było widać. Twój kuzyn chyba się o ciebie martwi.
 Już nie musi  powiedziałam szybko. Luke przyjrzał mi się uważniej.
 Już?
 Mniejsza z tym  odparłam, machając ręką. 
             Blondyn jeszcze przez chwilę nie odrywał ode mnie wzroku, a potem odwrócił się, by spojrzeć na drzewa i trawę przed sobą. Dokończył kanapkę, a potem wstał z miejsca.
 Jeszcze raz dzięki za lunch.
 Nie ma sprawy.  Odwrócił się i już chciał odejść, ale zatrzymał się, by po raz kolejny przenieść na mnie swoje błękitne oczy. Kiwnęłam mu głową.
 Dzisiaj nie będzie mnie na polanie  powiedział, a potem zaśmiał się na widok mojej miny, która musiała być naprawdę głupia.  Pomyślałem, że chciałabyś to wiedzieć, aby nie robić niepotrzebnych kilometrów.
 Um… Jasne, dzięki.
 Nie ma sprawy, mój prześladowco  rzucił ze śmiechem, a potem odwrócił się i ruszył na lewo, by pewnie udać się na kolejne zajęcia.
 O, dzięki, Hemmings!  krzyknęłam, kręcąc głową. 
             Zerknął przez ramię i machnął mi na odchodnym, obdarzając mnie kolejnym uśmiechem, który naprawdę polubiłam. Niewątpliwie Luke był dla mnie człowiekiem zagadką.

          Przygotowałam wszystko, co było mi potrzebne do umówionego spotkania z kuzynem. Popcorn już czekał na szafce, a ja dodatkowo przytargałam jeszcze chipsy i czekoladę. Wiedziałam, że Calum nie pogardzi takimi przekąskami. Zdążyłam ustawić telewizor i podłączyć do niego DVD, kiedy drzwi od pokoju się otworzyły.
 Jak zwykle na czas  powiedziałam, gdy Cal wszedł do środka. Odgarnął z czoła ciemnobrązowe włosy i padł na przyszykowane poduszki, rozsiadając się na nich.
 Szybkie pytanie.
 Słucham.
 Naprawdę w szkole czułaś się dobrze?  Uśmiechnęłam się i podeszłam bliżej. Usiadłam obok, obejmując go ramieniem.
 Nic mi nie było, Cal. Wiesz, że powiedziałabym ci, gdyby coś się ze mną działo.
 Mam taką nadzieję…
 Cal, proszę… Nie zamartwiaj się, bo naprawdę nic się nie dzieje.
 Ja po prostu... Po prostu nie chcę, byś znów przez to przechodziła.
 Jestem zdrowa. Nic mi nie jest  powiedziałam, przyciskając się do niego jeszcze bardziej. Hood objął mnie ramieniem, opierając głowę o moje ramię. – Naprawdę nic. Nigdy nie czułam się lepiej.
 To chciałem usłyszeć.
 To, co? Oglądamy?
 Na jakim odcinku skończyliśmy naszą kolejną powtórkę?
 Sezon trzeci, odcinek pięć – odpowiedziałam, a on uśmiechnął się szeroko. 



***
Kolejny niezbyt miły dzień w szkole dla Hemmo, ale Sam już jest w pogotowiu, by znów się do niego przykleić :) 
Zdradzę wam jeszcze to, że od następnego rozdziału Luke zacznie już opowiadać historię - a dokładniej pojawi się jego perspektywa i to znacznie dłuższa, niż w dwójce. Będziecie mogli też poznać osoby z jego otoczenia. Więcej nic nie mówię.

Dziękuję wam za te cudowne komentarze! Naprawdę mega się cieszę, że udało mi się was zaciekawić - znowu :) Mam nadzieję, że polubicie w jakiś sposób tą historię, choć dopiero ona raczkuje :)

Życzę wam również zdrowych i wesołych Świąt! Bogatego Mikołaja, dużo pysznego jedzonka, które nie pójdzie w tyłek :D, a także spokojnego czasu w gronie najbliższych. 
Wesołych Świąt!

Kolejna część w następną niedzielę.

Pozdrawiam!

#BrokenFF

8 komentarzy:

  1. Super rozdział ( jak zawsze )!
    Wow, widzę, że Sam zamienia się w małego detektywa, odkrywając kolejne tajne miejsce Luka:) Calum nadal jest odrobinę przewrażliwiony, ale to takie słodkie:3 Jestem strasznie ciekawa jak to wszystko wygląda z perspektywy Hemmingsa.
    Pozdrawiam, wesołych świąt i weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe Tak, Cal jest na razie słodki, ale kto wie... może się to w końcu zmieni :)
      W końcu Hemmings trochę się odkryje - bo teraz jest dość tajemniczą postacią :)
      Dziękuję bardzo za ten miły komentarz. Wenę biorę od razu :)
      Wesołych Świąt!

      Usuń
  2. Calum kocham cię chłopie za to, że jesteś taki przewrażliwiony i opiekuńczy w stosunku do Sam :) Widać, że naprawdę się kochacie - prawie, jak rodzeństwo - zresztą ja was traktuję, jak rodzeństwo :)
    Bradley ty cholerny dupku! Jak ja ich nie nienawidzę! Tak serio, już ich nienawidzę za to, co robią i na razie mam gdzieś wersję Hemmo, który może też nie był w podstawówce święty - zobaczymy, jak prawda wyjdzie na jaw, bo w końcu wyjdzie.
    Sammy dziewczyno, dzięki, że masz tak dobre serducho i poświęciłaś chwilę dla Luka. Chłopak mnie intryguję w tak samo dużym stopniu, jak główną bohaterkę. Scenka za szkołą była cudowna :)
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i tą perspektywę Hemmo. Być może dowiemy się o nim czegoś więcej i tajemniczy Hemmo przestanie być taką wielką tajemnicą.
    Chcę już NN
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjdzie, wyjdzie :) No, widzę, że szybko się zniechęciłaś do braci Woods - chociaż wcale Ci się nie dziwię.
      Z pewnością dowiesz się o Hemmo kilku rzeczy, kiedy to on "wdepnie" do rozdziału na dłużej :)

      Usuń
  3. Nienawidzę bliźniaków. Nie cierpię ich. Oni są z pewnego serialu, nie wiem, czy z niego ich wzięłaś, ale nie ważne, chodzi o to, że nawet w serialu ich nie lubię! Rozdział oczywiście genialny, jakże mogłoby być inaczej?!
    W następnym rozdziale bliżej poznamy Luke'a, więc już nie mogę się doczekać... Ja nigdy nie mogę się doczekać! Mam ogromny zaciesz, ponieważ jutro ostatni dzień do szkoły i zaczyna się u mnie przerwa świąteczna ♥
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie bliźniaków wymyśliłam od podstaw sama, ale "twarzy" użyłam bliźniaków z serialu Teen Wolf :D
      Cieszę się, że Ci się podobało :) - też chce mieć wolne - jakiekolwiek
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Rozdział świetny !! Czekam na nexta z niecierpliwością <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku, zakochałam się. To jest świetne. Już nie mogę doczekać się kolejnego.
    Jestem ciekawa jak to się dalej potoczy, jak Cal zareaguje na ich znajomość.
    Kocham to, jak każde Twoje ff. <3
    Duużo weny życzę i Wesołych Świąt! ;)

    OdpowiedzUsuń