niedziela, 27 grudnia 2015

Rozdział 5

How do I live? How do I breathe?


          Sobota była dniem na ogarnianie domu. Mama miała wolne, więc szybko zostałam przez nią zagoniona do roboty. Nie miałam nic przeciwko porządkom, bo dzięki nim mogłam nieco się odłączyć od otaczającego mnie świata. Zazwyczaj zakładałam na uszy słuchawki i w rytm ulubionej muzyki, doprowadzałam poszczególne miejsca do nienagannej czystości. Sprzątanie w jakiś sposób mnie odprężało, a że wiele rzeczy robiłam automatycznie, to pozwalało to także nieco pomyśleć.
           Oparłam się o mop, spoglądając na lśniącą wilgotną podłogę, którą przed chwilą umyłam. Hol był przedostatnim moim zadaniem, bo musiałam jeszcze ogarnąć swój pokój. Już chciałam sięgnąć po wiadro i wrócić z nim do łazienki, kiedy drzwi od mojego domu otworzyły się, a do środka wszedł – ignorując przed chwilą umytą podłogę – Calum.
- Hejka, Sammy – rzucił z uśmiechem, a ja myślałam, że zaraz trzepnę go mopem przez plecy.
- No, ty chyba żartujesz – mruknęłam, widząc, jak przeszedł wzdłuż holu, zostawiając po sobie ślady butów, które od razu zaczęły pojawiać się na mokrej podłodze. – Ja to przed chwilą myłam!
- Nie wiedziałem – skwitował, przybierając na twarz ten swój niewinny uśmieszek, przez co nie miałam serca się na niego złościć.
- A idź ty.
          Mulat uśmiechnął się szeroko, a następnie skierował do kuchni. Po chwili usłyszałam, jak otwiera lodówkę i zaczyna w niej grzebać, przestawiając produkty z jednej strony na drugą. Przekręciłam oczami, a następnie oparłam mop o ścianę i weszłam do pomieszczenia, w którym się znajdował. Cal odwrócił się do mnie, pożerając jakąś wędlinę.
- Nie krępuj się.
- Nawet nie zamierzam – odpowiedział, a widok jego napchanej po brzegi buzi skutecznie mnie rozbawił. Przełknął to, co miał w ustach. – Gdzie ciocia?
- Na górze.
- Mama kazała mi tu podrzucić, jakiś przepis. – Wyciągnął zgiętą kartkę z kieszeni, a następne położył ją na blacie. – Misja wykonana. Macie może te pyszne kiełbaski z serem?
- W szufladzie – odpowiedziałam, siadając na krześle.
- Bosko. Wpadniesz dzisiaj wieczorem do mnie? Będą też chłopaki. Posiedzimy, pogadamy i będziemy robić to, co zwykle.
- Jasne. W sumie i tak nie mam żadnych planów.
- W takim razie jesteśmy umówieni. Spadam, bo mama zrobiła mi jeszcze listę zakupów, które muszę odbębnić. – Po chwili uśmiechnął się szeroko, a ja odwróciłam się, gdy usłyszałam kroki. – Cześć, ciociu!
- Cześć, słoneczko – powiedziała mama, a następnie podeszła do Mulata, by go uściskać.
- Jak w nowej pracy?
- Dobrze, nawet bardzo. Zaczynam się rozkręcać. A jak w szkole?
- Normalnie. Na razie tragedii nie ma. Sammy chodzi ze mną na angielski, więc w tym roku liczę na lepsze stopnie.
- Ściągając ode mnie?
- No, właśnie – rzucił, wskazując na mnie palcem, a potem roześmiał się. Po chwili zawtórowała mu mama. Przekręciłam oczami po raz kolejny. – Będę leciał.
- Przypomnij rodzicom, by byli u nas na siódmą.
- Przypomnę. Do zobaczenia, Sammy.
- Trzymaj się, słoneczko – odpowiedziałam, a chłopak uśmiechnął się jeszcze szerzej. Odwrócił się i ruszył w stronę drzwi znów depcząc po mokrej podłodze. Westchnęłam i wstałam od stołu. Musiałam po raz drugi umyć korytarz.

~***~
          Po szybkim zjedzonym posiłku, zabrałem się za mycie naczyń. Słyszałem, jak na piętrze krząta się matka. Ojciec był w salonie, rozmawiając z kimś przez telefon i przechodząc z jednego końca pomieszczenia na drugi. Wiedziałem, że niedługo przyjdą do nich znajomi, by odbębnić kolejny późny obiad, na który wszyscy się nawzajem zapraszają. Dzięki temu zyskiwałem odrobinę spokoju.
          Zapatrzyłem się przez okno na znany samochód, który przejeżdżał blisko mojego domu. Od razu rozpoznałem, do kogo należy. Gdy tylko Hood minął naszą posesję, w myślach pojawiła mi się ona. Jego kuzynka, z którą w ogóle nie powinienem rozmawiać. A robiłem to coraz częściej.
          Nigdy nie byłem nazbyt towarzyski. Nie obracałem się w kręgu ludzi znanych. No… Może gdy byłem mały. Potem wszystko się zmieniło. Samantha miała jednak w sobie coś takiego, co przyciągało do niej ludzi. To coś przyciągało także i mnie. Z pewnością skrywała w sobie nie jedną tajemnicę, a ja sam nie wiedziałem, czemu tak bardzo chciałbym je poznać. W jej ciemnych oczach widniały wesołe iskierki. Miała przyjazny i miły uśmiech. Choć była czasami nieco wścibska i ciekawska, to jednak coś mnie w niej fascynowało. Jedyną barierą w tym wszystkim był jej kuzyn i to, z kim trzymała się w szkole. A ja naprawdę nie chciałem mieć więcej problemów. Zresztą moje życie było już jednym wielkim problemem.
          Przez to całe myślenie o niej zgapiłem się i nie zauważyłem, jak woda prysła mi z garnka, ochlapując nie tylko mnie, ale także szafkę i podłogę. Zdążyłem złapać za szmatę i kucnąć, by to wszystko wytrzeć, kiedy usłyszałem ciężkie kroki, które zatrzymały się w progu białej kuchni. Kroki te spowodowały szybki i nieprzyjemny dreszcz, który pojawił się na moich plecach. A potem odezwał się, a ja wiedziałem, co mogę od niego usłyszeć.
- Nie potrafisz nawet zmyć pieprzonych naczyń, nie robiąc jeszcze większego syfu?!
- Przepraszam – wydusiłem z siebie, nawet nie patrząc na swojego ojca, który w dalszym ciągu stał w drzwiach.
- Jesteś tak beznadziejny, że dziwię się, jakim cudem możesz być moim rodzonym synem! – Zacisnąłem usta, kontynuując sprzątanie. Starałem się skupić, tylko na tym. – Nic dziwnego, że wszyscy omijają cię szerokim łukiem, bo wszystko potrafisz spierdolić! Sprzątaj to do cholery, bo niedługo mamy gości!
- Jasne.
          Pod czujnym okiem ojca, skończyłem wycierać podłogę i szafkę, a następie dokończyłem mycie naczyń, które zabrudziłem przy jedzeniu. Rzadko kiedy jedliśmy razem. Zresztą nawet nie miałem ochoty, by odbywało się to częściej, bo zawsze kończyło się to podobnie.
          Kiedy wszystko było ułożone tak, jak być powinno, odwróciłem się. Adam Hemmings nadal stał w drzwiach, krzywiąc się na mój widok, co też było na porządku dziennym. Zdążyłem się przyzwyczaić, że mój ojciec nigdy nie reagował na mnie w pozytywny sposób. Od małego zastanawiałem się, co takiego mogłem zrobić, że moi rodzice mieli mnie w głębokim poważaniu. Do tej pory nie uzyskałem na to żadnej odpowiedzi.
          Jego błękitne oczy, tak bardzo podobne do moich, były zimne i przeszywały człowieka na wylot. Brązowe włosy zawsze były idealnie uczesane. Adam był postawnym mężczyzną, z szerokimi ramionami i wielkimi dłońmi, których często używał.
- Zjeżdżaj stąd – warknął, kiedy ruszyłem w jego stronę. 
          Minąłem go w drzwiach, a on nie powstrzymał się od tego, by nie trzepnąć mnie w tył głowy. Zrobił to z taką siłą, że ledwo utrzymałem się na nogach. Zacisnąłem usta, by nie warknąć pod nosem, bo wtedy oberwałbym jeszcze bardziej. W środku czułem roznoszące mnie negatywne emocje, które wypłynęły po jego wcześniejszych słowach i zachowaniu. Musiałem odreagować.
          Wbiegłem na górę, mijając na korytarzu drobną blondynkę, która była moją matką. Lauren nie zaszczyciła mnie nawet jednym spojrzeniem, po porostu ignorując moją osobę tak, jak to robiła zawsze, gdy ojciec się mnie czepiał. Wleciałem do pokoju i od razu przebrałem się w dresy i luźną koszulkę. Złapałem piłkę do kosza, a następnie w trybie natychmiastowym ulotniłem się z domu, byleby jak najszybciej zejść z oczu mojemu ojcu. Moim celem było teraz pobliskie stare boisko, na które i tak nikt nie przychodził. Koszykówka tak, jak i muzyka dawały mi dobrą odskocznię od piekła, które potocznie nazywałem domem.

          Wsłuchiwałem się w dźwięk uderzanej o beton piłki, który mieszał się z głośniejszym hukiem drewna, gdy trafiałem w tablicę kosza. Co jakiś czas z daleka dochodziły do mnie odgłosy jeżdżących samochodów, które nikły w rytmie kozłowanej piłki. Koszykówka skutecznie potrafiła pomóc mi się wyciszyć i odreagować. Miałem wrażenie, że negatywne emocje wypływają ze mnie wraz z potem, który wsiąkał w moje włosy i ubranie.
          Starałem się nie myśleć o rodzicach i o domu. Chciałem pozbyć się ich obrazu, by całkowicie zatracić się w tym, co robiłem. I po dłuższym czasie mi się to udało. Wiedziałem jednak, że to wszystko wróci. Wróci na nowo. Zawsze wracało. Z każdym kolejnym gorzkim słowem. Z każdym momentem, gdy podnosił na mnie rękę.
          Podszedłem do jedynej ławki, która była cała. Sięgnąłem po telefon i sprawdziłem godzinę. Chciałem jeszcze dzisiaj odwiedzić jedną z ważniejszych osób w moim życiu. Wizytę tą planowałem wydłużyć, jak najbardziej byleby, jak najpóźniej wrócić do domu. W domu, gdzie czekali oni, a w szczególności mój wiecznie czepiający się o wszystko ojciec. Musiałem jednak tam wrócić, by się odświeżyć i przebrać, a także zabrać samochód, bo czekała mnie wycieczka na drugi koniec miasta.
          Gdy tylko o tym pomyślałem, znów poczułem narastającą frustrację. Niewiele myśląc odwróciłem się w stronę kosza. Zanim zdążyłem skarcić się za to w myślach, rzuciłem piłką w jego stronę. Włożyłem w to tyle siły, na ile było mnie w tym momencie stać. Skutkiem tego było to, że piłka odbiła się od tablicy, szybując wysoko nad moją głową. Prawie jęknąłem pod nosem, widząc, że kieruje się w stronę bramy, której tak naprawdę od dawna już nie było. Już miałem wizję zgubionej lub rozjechanej piłki, gdy nagle zza rogu wyłoniła się ona. Samantha Hood.

~***~
          Podniosłam głowę i odwróciłam się w stronę dźwięku odbijającej się piłki. Zauważyłam, że leci w moją stronę. Zacisnęłam mocniej dłoń na siatce z zakupami, a następnie złapałam za piłkę. Spojrzałam na idącego w moją stronę Luke'a. Uniosłam brwi do góry. Nie sądziłam, że chłopak gra w kosza. Choć o grze ciężko tu mówić, skoro był sam. Jak zawsze sam.
- Cześć – rzucił, zatrzymując się obok.
- Cześć. Jak mniemam to twoje – odparłam, oddając mu piłkę.
- Dzięki.
          Przyjrzałam się mu uważniej. Zagryzł lekko wargę, udając, że wszystko jest w porządku. Mimo tego, że mało go znałam, a chłopak umiał nieźle się maskować pod względem emocji, to wyłapałam ten moment przybicia i smutku, który gdzieś zawsze krążył wokół niego.
- Od razu powiem, że cię nie śledziłam – powiedziałam jednym tchem, a Luke delikatnie się uśmiechnął.
- Widzę po rekwizycie – odpowiedział, wskazując na moje zakupy. – A już myślałem, że mój prześladowca jest ze mną zawsze.
- Nie tym razem. Muszę iść.
- Ja tak samo.
- W którą stronę idziesz?- Wskazał na lewo. Kiwnęłam głową.
- A ty?
- W tą samą.
- Idziemy? – zapytał z lekkim uśmiechem. Odpowiedziałam tym samym i oboje ruszyliśmy chodnikiem.
          Zerknęłam na niego po raz kolejny. Jego skóra świeciła się lekko od potu, który z pewnością wylewał na boisku, trafiając bądź też nie, do kosza. Jego jasna koszulka kleiła mu się do ciała. Miał odsłonięte ramiona, więc dopiero teraz dostrzegłam, że Luke jest dość szeroki w barkach, co naprawdę dobrze komponowało się z jego całą sylwetką. Wcisnął piłkę pod pachę i dla odmiany, to on spojrzał na mnie. Udało mi się uciec wzrokiem i udawać, że koncentruje się na pokonywanej przez nas drodze. Między nami panowała klasyczna cisza.
- Jaki jest twój ulubiony kolor? – wypalił tak nagle, że w pierwszej chwili nie zrozumiałam pytania. Znowu spojrzałam na niego, nie będąc pewna, czy pyta poważnie czy robi sobie ze mnie jaja. Luke uniósł lekko brwi do góry i zaśmiał się cicho pod nosem. – Chciałem nawiązać rozmowę, ale jestem w tym naprawdę beznadziejny – skwitował i teraz to ja zaśmiałam się.
- W to ci nie uwierzę – powiedziałam z uśmiechem. – Niebieski.
- Lepiej w to uwierz. Też lubię niebieski.
- Chcesz rozmawiać na temat kolorów?
- To głupie, nie?
- To… Całkiem ciekawe – odpowiedziałam, a Luke zaśmiał się, lekko kręcąc głową.
- To głupie.
- Ciekawe.
- Niech ci będzie – mruknął, wzruszając ramionami. Przekręciłam oczami, a on zaśmiał się po raz kolejny, najwidoczniej rozbawiony moją reakcją.
- Jak widzę grasz w kosza…
- Czasami. A ty w coś grasz?
- Czasem ludziom na nerwach. – Luke parsknął śmiechem, co naprawdę mi odpowiadało, bo lubiłam sposób, w jaki się śmiał.
- Mamy coś wspólnego.
- Do zobaczenia w szkole, Luke – powiedziałam, a on momentalnie zatrzymał się. Zmarszczył czoło, nie odrywając ode mnie swoich błękitnych oczu. Aby nie pomyślał, że chcę go spławić, pokazałam na mój dom, do którego doszliśmy. – Tu mieszkam.
- O… Jasne – odparł, znów lekko się uśmiechając.- Do zobaczenia.
          Uśmiechnęłam się do niego po raz kolejny, a następnie ruszyłam w stronę drzwi. Chwyciłam za klamkę i odwróciłam się, by zerknąć na niego przez ramię. Machnęłam na odchodnym, a on odpowiedział tym samym. Po chwili ruszył chodnikiem, tylko w sobie znanym kierunku.

~***~
          Wszedłem do wysokiego budynku, witając się z kobietą siedzącą za kontuarem. Następnie przeszedłem wzdłuż jasnego korytarza, by dostać się na schody. Kiedy dotarłem na drugie piętro, ruszyłem wzdłuż kolejnego holu, mijając ponumerowane ciemne drzwi. Zatrzymałem się przy jednych z nich. Zapukałem, a gdy usłyszałem znane proszę, wszedłem do środka, uśmiechając się, jak małe dziecko.
- Luke! – zawołała z szerokim uśmiechem kobieta, siedząca na podłużnej sofie. W jej dłoni dostrzegłem kolorowy magazyn.
- Część, babciu- powiedziałem, pochodząc do niej. Pocałowałem ją szybko w szorstki policzek, a następnie usiadłem obok.
- Mój mały skarb- zagruchała Julianne, głaszcząc mnie delikatnie po policzku. – Wszystko w porządku?
- W porządku – odpowiedziałem z automatu. – Szykuj się, zabieram cię na spacer do parku.
- Myślałam, że już mi tego nie zaproponujesz – powiedziała, w dalszym ciągu uśmiechając się. Po chwili wstała i zaczęła się szykować.
          Moja babcia była najbliższą dla mnie rodziną. Była mi bliższa nawet, niż moi rodzice. Kochałem ją i byłem w stanie zrobić dla niej wszystko, bez względu na to, jak ekstremalne miało to być życzenie. Julianne była ciepłą kobietą o wielkim sercu. Od pięciu lat przybywała w domu spokojnej starości, na który zdecydowała się sama. Dziadek zmarł, gdy miałem rok, więc babcia i tak mieszkała sama. Aby zyskać większą opiekę, a przede wszystkim towarzystwo, zdecydowała się na ten krok. I faktycznie pozbyła się samotności. Przebywało tyle osób, więc babcia zawsze miała z kim pogadać czy pooglądać telewizję w olbrzymiej świetlicy. Dodatkowym plusem był świetnie wyszkolony personel, który co i rusz kręcił się po budynku, sprawdzając, czy nikomu nic nie brakuje. Cieszyłem się, że jest szczęśliwa.
          Babcia nie była, aż tak sprawna, jak kiedyś. Na dłuższe dystanse zabieraliśmy ze sobą wózek inwalidzki, by nie musiała się zbytnio przemęczać. Uwielbiała spacery, szczególnie po parku, który mieścił się na terenie jej domu. Julianne zawsze określała to miejsce, jako swój dom.
          Wyjechaliśmy na zewnątrz, mrużąc oczy w gorącym słońcu. Gdzie nie gdzie przechadzali się inni mieszkańcy. Jedni wybrali się na wspólne wyjście, które odbywało się pod czujnym okiem opiekuna, a inni spacerowali ze swoimi rodzinami. Park jednak był na tyle duży, że każdy się zmieścił, nie wchodząc sobie przy tym w drogę.
          Klasycznie zająłem ławkę naprzeciwko dość sporego stawku. Tafla wody była gładka, a na niej pływały leniwie kaczki. Babcia podniosła głowę, odrywając swoje zielone oczy od tego widoku, by znów spojrzeć na mnie.
- Jak w szkole?
- Nic się nie zmieniło – powiedziałem, bo byłem u niej przed wczoraj. – Jest weekend, nie mówmy o szkole – poprosiłem, a babcia zaśmiała się pod nosem. Przyjrzała mi się uważniej. – Co?
- Poznałeś kogoś? 
          Miałem wrażenie, że nie jest to czyste pytanie, a raczej stwierdzenie, bo Julianne, jakby to już wiedziała. Zresztą była drugą osobą, która znała mnie na wylot. Pierwszą był mój przyjaciel Liam. Oboje zawsze potrafili szybko mnie rozgryźć.
- Co? Nie… No, babciu.
- Poznałeś. Czuję to.
- Pomyślałaś o tym, by zostać jasnowidzem?
- Czyli jednak – odparła ze śmiechem, wskazując na mnie palcem. – Kto to taki?
- Nie znam jej za dobrze. Siedzimy razem na plastyce i matematyce. Słyszała, jak gram na gitarze…
- O! Podobało jej się? – Uniosłem jedną brew do góry, a Julianne znów zachichotała. – Z pewnością tak. Masz talent Luke, temu nie zaprzeczysz. Ale co z tą dziewczyną?
- Ma na imię Samantha.
- Jaka jest? – pociągnęła babcia, nawet nie ukrywając zaciekawienia.
- Inna… Tak mi się zdaje… I ciekawska, jak ty.
- O! To koniecznie chcę ją poznać! – Przekręciłem oczami, co dodatkowo ją rozbawiło. – Lubisz ją?
- Nie mam pojęcia. Nie znam jej, aż tak dobrze, by stwierdzić, czy ją lubię.
- Poznaj się z nią.
- To nie takie proste…
- Luke – powiedziała, kładąc mi pomarszczoną dłoń na ramieniu. – Jesteś naprawdę świetnym chłopakiem. Dobrym, miłym i uczynnym. Nawet tu cię wszyscy kochają, a Dorothy nie mówi o nikim innym, jak o tobie.
- Mam powodzenie u twoich koleżanek? – odparłem ze śmiechem, a babcia machnęła na mnie wolną dłonią.
- Chodzi o to, że zbudowałeś wokół siebie mury. Nie każdemu pozwalasz się przez nie przebić. Twojej byłej dziewczynie prawie się udało, ale…
- Ta… Nie wyszło, jak zwykle – przerwałem jej, przypominając sobie Lisę i to, że zostawiła mnie pod wpływem mojego ojca, który potrafił mnie gnoić nawet przy niej, co zupełnie jej nie odpowiadało. Nie chciała być z kimś, kto ma tego typu toksyczne relacje ze swoimi rodzicami, bo uważała, że ja będę w przyszłości taki sam. Skreśliła mnie dowiadując się o wszystkim, prawie łamiąc mi przy tym i tak już niemalże rozsypane serce.
- Luke, zostaw przeszłość i zajmij się teraźniejszością – pouczyła mnie babcia. – Daj szansę nowej koleżance. Może Samantha jest sympatyczna i warta poznania?

~***~
          Wpadłam do domu kuzyna, nawet nie pukając. Ruszyłam do salonu, który okazał się być pusty. Uniosłam lekko brwi do góry, zastanawiając się, gdzie podział się Hood i jego banda. Sprawdziłam jego pokój. Gdy i tam go nie zastałam, olśniło mnie. Garaż.
          Zeszłam na dół, a następnie odbiłam w bok, idąc jasnym korytarzem. Dotarłam do białych drzwi i otworzyłam je. Usłyszałam pojedyncze pociągniecie strun. Uśmiechnęłam się, widząc, jak chłopaki ustawiają się przy swoich instrumentach. Ashton zasiadł za perkusją, stojącą najdalej w kącie. Przed nim stał Calum ze swoim basem, a obok niego Michael z gitarą.
- Będziecie grać?! – zawołałam, a następnie rzuciłam się na pustą sofę, rozkładając się na niej. – Super!
- Spóźniłaś się – skomentował Calum, mierząc we mnie palcem. – Masz szczęście, że nigdzie nie wychodziliśmy.
- Nie poczekałbyś na swoją kuzynkę numer jeden? – Hood przekręcił oczami. Po chwili jednak uśmiechnął się, dając mi tym odpowiedź. – Właśnie! To co panowie? Dacie mi próbkę swojego talentu?
- Dla ciebie zawsze, mała – powiedział Clifford.
- Świetnie. Uwielbiam was w takim wydaniu.
- Myślałem, że ogólnie nas uwielbiasz – skwitował Ashton.
- Wy naprawdę lubicie, jak wam się słodzi, prawda? – Pokiwali głowami. – Żadna nowość. To, co? Gracie?
- Jedziemy panowie – zarządził Irwin, uderzając pałeczkami w perkusję. 


***
Mamy w końcu więcej Hemmo w tej historii, która dla niego nie jest zbytnio kolorowa. Od tej pory Luke będzie częściej gościł, jako narrator i o ile dobrze pamiętam, bo jestem bardzo do przodu z tym opowiadaniem - będzie praktycznie chyba w każdym rozdziale :)

Dziękuję Wam również za te wszystkie mega cudne komentarze. Uwielbiam je czytać i to nie tylko na tym blogu, ale na każdym (na Wattpadzie też :)). Jesteście najlepsze! Dziękuję za taką mocną motywację!

Anonimowy - wena zawsze się przyda :) Cieszę się, że ta nowa historia, która dopiero raczkuje już Ci się tak mocno spodobała :) Mam nadzieję, że będzie tak do końca.

Zazwyczaj odpowiadałam czy odnosiłam się do Waszych komentarzy pod najnowszymi rozdziałami, ale ostatnio też zaczęłam znów na nie odpowiadać bezpośrednio pod Waszymi komentarzami - wiem, wyszło trochę nie logicznie, ale chyba wiadomo, o co mi chodzi XD Dlatego, jak było jakieś pytanie, a nie znalazłyście tu na nie odpowiedzi, to sprawdźcie swój wcześniejszy komentarz - to taka mała drobna uwaga, co by nie było, że jestem ignorantką :)

Kolejny rozdział klasycznie za tydzień.

Pozdrawiam!

12 komentarzy:

  1. Jej pierwsza xD
    Rozdział miód malina. Po prostu boski :-*
    Czekam na dalszy ciąg xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Czemu dopiero za tydzień??? Tydzień to tak długo... Chciałabym czytać twoje rozdziały całymi dniami! Luke gra w kosza i na gitarze <3 No po prostu facet idealny *.* Bardzo mi go szkoda. Rozdział, oczywiście jak cały ten blog i inne blogi wspaniały.
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym wrzucała na każdym blogu rozdziały codziennie to chyba nikt z nas by tego nie wyrobił na dłuższą metę :) Cieszę się, że ta nowa - no może nie już aż tak nowa - historia Ci się podoba. Obym przetrzymała Cię przy niej na dłużej :)
      Również pozdrawiam! :)

      Usuń
  3. Bombastyczny rozdział!!
    O Boże, babcia Luka rozłożyła mnie na łopatki hihi ;)Ale (niestety) są też jego rodzice, którzy są ... no. I Sam, która przez dziwne zbiegi okoliczności coraz częściej spotyka się z Hemmo :D
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak Ci się podobał :) Babcia Luka to taka psiapsióła w starszej wersji - przynajmniej dla mnie :) Pomińmy może jego rodziców :P

      Usuń
  4. Zastanawia mnie czy babcia Luke'a wie o tym jak traktują go rodzice, ale w to wątpię. Czekam na ten moment aż Luke się postawi temu wszystkiemu, bo kiedyś musi to zrobić :c Jejku ja mam tyle pomysłów, a przecież to nie ja jestem autorką haha xD nie no, na brak akcji nie ma co narzekać. I choć opowiadanie jest jeszcze świeże to już czuje się bardzo w to emocjonalnie wplątana jeśli można tak powiedzieć. No lubię przeżywać wraz z bohaterami chociaż doskonale wiem, że ta historia jest wymyślona. Pisz dalej i życzę dużo weny, na której brak wodocznie nie możesz narzekać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym też chyba Luke gdzieś będzie wspominał - odnośnie Babci i jego rodziców - choć już nie pamiętam, gdzie dokładnie i czy aby na pewno :)
      Możliwe, że kiedyś znajdzie w sobie tyle odwagi i coś z tym zrobi :)
      Cieszę się, że Cię to, aż tak wciągnęło :) To naprawdę świetna motywacja do pisania dalszych rozdziałów.
      Na wenę nie narzekam - bardziej na: zbyt dużo pomysłów a doba za krótka :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Świetny rozdział.
    Nie mogłam doczekać się niedzieli bo rozdział. Teraz też czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
    Czekam na więcej momentów między nimi.
    Napisze jeszcze raz, kocham to.
    Weny życzę! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super :) Cieszę się, że ta historia tak Ci się spodobała, choć dopiero się zaczyna :) Mam nadzieję, że reszta też przypadnie Ci do gustu :)
      Wenę biorę!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Rozdział świetny !! Czekam na następny z niecierpliwością !! Mam nadzieję, że więcej będzie scen pomiędzy Sam a Lukiem :) <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało :) Będzie, będzie w końcu to są dwie główne postaci, więc muszą mieć jakąś relację częstszą ze sobą :)

      Usuń
  7. Biedny Luke, naprawdę mi go szkoda, szczególnie, że nie ma też łatwego życia w szkole. Już mocno nie lubię jego rodziców - nie, ja ich nie cierpię, tacy ludzie nie powinni mieć dzieci! Dobrze, że Luke ma kochającą go babcię. Mam nadzieję, że Sam złamie jego mury i stworzą ze sobą coś fajnego, choć pewnie nie spodoba się to Calumowi. Ale błagam Sam zaryzykuj i zapoznaj Luka bliżej :)
    nie mogę doczekać się nastpnego rozdziału :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń