niedziela, 24 stycznia 2016

Rozdział 10

I can't let you go, can't let you float away. 'Cause that would be a mistake


          Rzuciłam torbę na ziemię. Schyliłam się, łapiąc za czarne trampki za kostkę. Zaczęłam je pomału ubierać, ignorując klakson, który przed chwilą przerwał ciszę. Calum znów był na czas, a ja byłam spóźniona. Dzisiaj jednak miałam to gdzieś. Nadal czułam się źle po rozmowie z Lukiem i nawet nie próbowałam ukrywać tego, że było inaczej. Dobra, nie próbowałam ukrywać tego przed sobą, bo przy innych, jak zwykle nakładałam na twarz maskę, udając, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
          Gdy zawiązałam buty, złapałam za torbę i wyszłam z domu, rzucając w stronę mamy szybkie zobaczymy się później. Mój wzrok natrafił na znany samochód. Podeszłam do niego. Otworzyłam drzwi od strony pasażera, a potem usiadłam z przodu, zapinając od razu pas. Ciemne oczy mojego kuzyna zatrzymały się na mnie.
- Co jest?
- Co?
- Daj spokój. Widzę, że coś się stało.
- Nic się nie stało.
- Miałaś… Miałaś złe wyniki?
- Co? Nie… Nic mi nie jest, naprawdę – odpowiedziałam szybko, poprawiając torbę, którą miałam na kolanach. Calum ciężko westchnął. – Co się stało, że nie dostałam nagany za spóźnienie?
- Ja… Jesteś nieodpowiedzialną osobą, Sammy Hood – powiedział, a ja mimo wszystko zaśmiałam się pod nosem.- Może być?
- Może. – Chłopak spojrzał na mnie, bębniąc palcami w kierownicę. – Co?
- Coś jednak jest.
- Cal, błagam.
- Nawet nie domagasz się batona w mlecznej czekoladzie – skwitował, uważnie mi się przyglądając.
- A masz?
- Tam, gdzie zawsze. – Nachyliłam się w stronę schowka, a następnie wyciągnęłam z niego dwa batony w błyszczących opakowaniach.
- Sammy?
- Tak? – Odwróciłam się do niego.
- Gdyby działo się coś złego, to powiedziałabyś mi to, prawda?
- Oczywiście. Ale zapewniam cię po raz kolejny, że wszystko jest w porządku.
- Okej – wydusił, a potem odpalił i ruszył, wyjeżdżając na ulicę.

          Wyszłam z kabiny. Podeszłam do umywalki. Umyłam porządnie ręce, a potem wsunęłam je pod suszarkę. Dźwięk urządzenia zagłuszył otwierające się drzwi od łazienki. Dlatego dopiero, gdy się odwróciłam, zauważyłam, że nie jestem w niej sama. Przede mną stała Ally w towarzystwie swojej przyjaciółki Sadie. Blondynka uśmiechnęła się do mnie lekko, a wyraz jej twarzy był dość żmijowaty.
- Co znowu?- wypaliłam. Odkąd pokazałam Ally środkowy palec nasze stosunki mocno się ochłodziły.
- Myślisz, że jesteś taka cwana?
- Co znowu? – powtórzyłam, zarzucając torbę na ramię. – Wysil mózg i niech złoży te słowa w jedno zrozumiałe zdanie – dodałam, choć mogłam się zamknąć.
- Może i jesteś kuzynką Hooda, ale ostatnio przegięłaś.
- Wiedziałam, że jesteś zazdrosna o Hemmingsa – wypaliłam, świdrując ją spojrzeniem. – Spoko, jest twój.
- Nie pieprz głupot, Hood!
- Nie podnoś na mnie głosu, Foster!
- Zaraz mnie coś strzeli! – warknęła dziewczyna, robiąc krok do przodu. Sadie od razu złapała ją za ramię.
- Przestańcie obie – odezwała się brunetka.
- Ona zaczęła – wskazała na mnie Ally.
- A ty, co? W przedszkolu jesteś? – odparłam, prychając cicho pod nosem. Widziałam, jak się w niej zagotowało. Przekręciłam, tylko oczami. – Wybacz, ale mam lepsze rzeczy do roboty, niż głupie dyskusje w kiblu.
- Jak obściskiwanie się z Hemmingsem?
- Tu cię boli- powiedziałam ze śmiechem. – Wyluzuj. Mówiłam, że jest twój.
          Zmierzyłam jedną i drugą wzrokiem, a następnie ruszyłam w stronę drzwi. Bez słowa minęłam je, choć byłam pewna, że Ally odezwie się do mnie po raz kolejny. Na szczęście tego nie zrobiła, a ja nie musiałam marnować oddechu na bezsensowną konwersację.
          Wyszłam na korytarz. Odbiłam w lewo, by dostać się na schody. Za chwilę miałam ekonomię, więc musiałam wdrapać się na samą górę. W połowie drogi, z bocznego holu wyłonił się Luke. Zerknęłam na niego, dostrzegając jego błękitne oczy, a także strupa na wardze. Chłopak spojrzał na mnie. Odwróciłam głowę, by utkwić spojrzenie w swoich butach, a potem przyspieszyłam kroku, zostawiając go za plecami. Znów poczułam przykre uczucie żalu. Mimo tego, co powiedział nadal w jakiś sposób go lubiłam i wiedziałam, że to będzie najtrudniej zbić i stłamsić. Nie potrafiłam od tak przejść do neutralnego stosunku względem niego. Potrzebowałam czasu. Najlepiej czasu bez niego. Problemem było to, że siedziałam z Hemmingsem na matematyce i sztuce. I to wcale nie polepszało mojego samopoczucia.

~***~
          Odprowadziłem ją wzrokiem. Dopiero kiedy zniknęła mi z pola widzenia, odwróciłem się i ruszyłem w stronę korytarza z szafkami. Wiedziałem, że kolejne dni nie będą przyjemne. Jej reakcja na moją osobę wcale mnie nie zdziwiła. Zasługiwałem na to, szczególnie, wyjeżdżając jej z niektórymi tekstami. Nie byłem z siebie zadowolony. Byłem na siebie wściekły. Mimo iż w dalszym ciągu uważałem, że właśnie tak trzeba było.
          Widzenie jej na szkolnym korytarzu to jedno. Zawsze przecież można było szybko zejść z jej ślicznych brązowych oczu, które tak mi się podobały. W klasie to była zupełnie inna bajka. Odsunąłem się od niej, jak najdalej mogłem, a potem męczyłem się przez te czterdzieści pięć minut, walcząc sam ze sobą, by pokonać chęć odezwania się do niej lub chociażby spoglądania w jej stronę. I udało mi się, choć nie było to przyjemne. Ona zresztą też ignorowała mnie całego. Z jednej strony to bolało, ale taka była moja decyzja, z drugiej nie robiła nic, czego bym wcześniej nie doświadczał. W końcu moja matka była mistrzynią ignorowania swojego własnego syna.
           Po lekcjach nie miałem zamiaru wracać do domu. Wolałem pojechać do małej knajpki, która mieściła się w centrum Sydney. Chciałem odrobić tam lekcje i zjeść coś ciepłego, zanim udam się do babci w odwiedziny. Wychodząc z budynku, zauważyłem z daleka stojącego Hooda i jego bandę. Momentalnie coś się we mnie zagotowało. To wszystko przez nich. To oni zmusili mnie do tego, bym odtrącił Sam. Bym zrobił coś wbrew sobie. Zazgrzytałem zębami i przyspieszyłem kroku, by jak najszybciej dotrzeć do samochodu. Kiedy wsiadłem do środka, odpaliłem silnik. Po chwili, jako jedna z pierwszych osób, opuściłem teren szkoły, wsłuchując się w utwór Nirvany.

           Usiadłem na tej samej ławce, którą zawsze zajmowałem w tym miejscu. Babcia siedziała obok mnie na wózku inwalidzkim i przez chwilę wpatrywała się w stawek, pogrążona w milczeniu. Wsunąłem dłonie do kieszeni, podążając za jej wzrokiem. Co jakiś czas dochodziły do nas ciche śmiechy innych osób, które kręciły się po parku, mieszczącym się zaraz przy olbrzymim budynku Domu Pogodnej Starości.
           Nagle Julianne odwróciła się, a jej czujne zielone oczy spojrzały wprost na mnie. Zagryzłem lekko wargę w miejscu, w którym mam kolczyk, by po chwili skubnąć ją lekko zębami. Wiedziałem, że babcia zaraz z czymś mi wyskoczy, a ja nie byłem pewien, czy chcę to usłyszeć.
- Co się stało?- zapytała, mierząc moją sylwetkę od góry do dołu. – Widzę, że coś cię gryzie.
- Jest w porządku – odpowiedziałem automatycznie, starając się uśmiechnąć w miarę naturalnie.
- W to wątpię – pociągnęła, wyciągając w moją stronę pomarszczoną dłoń, z niewielkimi brązowymi plamkami wątrobowymi na skórze. Poklepała mnie po przedramieniu. – W domu?
- Nie.
- W szkole?
- Nie… Babciu…
- Luke, znam cię i widzę, że coś jest nie tak. Chcę ci tylko pomóc. – Przyjrzałem się uważnie jej zielonym tęczówkom. Po chwili lekko pokiwałem głową. Julianne uśmiechnęła się delikatnie. – Więc?
- Zrobiłem coś, z czego nie jestem dumny – powiedziałem powoli.
- Co takiego?
- Pamiętasz Sam, o której ci opowiadałem?
- O której mi wielokrotnie opowiadałeś? – dopytała z lekkim śmiechem. Znowu pokiwałem głową. – Pokłóciliście się?
- Co? Nie… Ja… Po porostu niektóre osoby uznały, że nie powinniśmy się spotykać i… odpuściłem.
- Twój ojciec lub matka?
- Nie. Ktoś inny.
- Rozumiem. Nikt nie powinien decydować o tym, kto z kim może lub nie może się spotykać. Lubisz ją, więc inni nie powinni się w to wtrącać. Przyjaźnienie się z kimś nie jest przecież karalne. To normalna relacja, która łączy dwóje lub więcej ludzi. Nie rozumiem tylko, czemu odpuściłeś. Skoro ją lubisz, to powinieneś o to zawalczyć. Z tego, co mówiłeś, wnioskuję, że i ona cię lubi.
- To nie jest takie proste…
- W tym przypadku jest. Wystarczy odrobina chęci, słoneczko – powiedziała babcia z uśmiechem, a jej palce mocniej zacisnęły się na moim przedramieniu. – Zastanów się nad tym. Jeśli ci na niej zależy, to powinieneś ją przeprosić i spróbować to wszystko naprawić.

           Babcia miała rację. Miała tą cholerną rację mówiąc na głos to, co chodziło mi wcześniej po głowie. Nikt poza nami nie powinien decydować z kim możemy się przyjaźnić i spotykać, a z kim nie. A to właśnie robił Hood i inni ludzie ze szkoły. Wtykali nosy w sprawy, które ich nie dotyczą. Wciskali się tam, gdzie nikt ich nie chciał.
           Z drugiej strony wiedziałem, czemu Calum tak bardzo chce naszej separacji. Nie było to dla niego wygodne. Sam nie powinna widywać się z kimś takim, jak ja. Sam nie powinna mieć styczności ze szkolnym popychadłem, którego głównym powodem istnienia w tej placówce jest robienie za worek treningowy bliźniaków. Jednak w tym momencie nie był to dla mnie żaden dobry argument.
           Wziąłem sobie słowa babci do serca i postanowiłem zadziałać. Postanowiłem to, w jakiś sposób naprawić. Odzyskać Sam na nowo. Odzyskać tą osobę, przy której czułem się lepiej. Która nie patrzyła na mnie z góry. Która sprawiała, że chciałem się uśmiechać i cieszyć tym, co mam. Która sprawiała, że wszystko było łatwiejsze. Dawała uczucie szczęścia, choć ja byłem pewny, że już nigdy czegoś takiego nie odczuje. Ale byłem szczęśliwy – byłem szczęśliwy, gdy ona była obok. Wprowadzała nowe jaśniejsze barwy do mojego szarego życia.
           Wiedziałem, gdzie mieszka Samantha. Zapamiętałem ten budynek, kiedy pierwszy raz spotkaliśmy się na boisku. Potem też kilkukrotnie odprowadzałem ją pod dom, gdy nasze spotkania odrobinę przeciągały się w czasie. Zaparkowałem samochód na podjeździe, mając nadzieję, że nie wkurzę jej rodziców. Powoli zbliżał się wieczór, więc domyślałem się, że mogą być już w domu. Nie wiedziałem jacy są, ale na pewno byli normalniejsi od moich. Zresztą większość rodzin przewyższała moją. Ja nawet nie czułem tego, że mam prawdziwą rodzinę.
           Wysiadłem szybko z samochodu. Byłem w jakiś sposób podbudowany słowami Julianne, więc to zmuszało mnie do jeszcze większego zaangażowania i działania. Nie mogłem stracić czegoś, co sprawia, że chcę się żyć dalej. A Sam to miała. Pozytywna energia, która od niej biła pomagała mi funkcjonować.
           Dotarłem do drzwi, a potem wyciągnąłem dłoń w stronę dzwonka. Przez chwilę zawahałem się. Nie byłem pewny, czy to odpowiednia pora na składnie komuś wizyt. Jednak potrząsnąłem głową. Nie mogłem tego przeciągać w nieskończoność. Nacisnąłem mały guzik.
           Usłyszałem po drugiej stronie klasyczny dźwięk dzwonka, a zaraz po nim szybkie kroki. Wstrzymałem oddech, gdy drzwi otworzyły się. Nie zobaczyłem w nich jednak Sam. Musiała to być jej matka. Dostrzegłem podobne rysy twarzy i niemalże identyczny kolor włosów, jaki miała jej córka. Uśmiechnęła się do mnie, a ten uśmiech był zbliżony do tego, którym zawsze obdarzała mnie młodsza Hood.
- Dobry wieczór – wypaliłem, przystępując niepewnie z nogi na nogę. – Jest może Sam?
- Dobry wieczór. Jest – odpowiedziała, a potem odsunęła się od drzwi. – Wejdź, proszę. Jesteś jej nowym kolegą ze szkoły?
- Tak – powiedziałem, choć po wczorajszej rozmowie z pewnością straciłem status kolegi ze szkoły. Wszedłem do środka nie mogąc pohamować ciekawości. Wnętrze było jasne i przytulne. Po chwili usłyszałem jej śmiech, który dochodził z salonu i od razu zrobiło mi się cieplej.
- Już ją wołam – odparła brunetka. Odwróciła się i przeszła do pomieszczenia obok. Mój wzrok natrafił na kolorowe obrazy i zdjęcia, które wisiały w holu. Ciemne schody prowadziły na górę. – Sam, ktoś do ciebie.
- Do mnie? 
           Jej matka musiała pokiwać głową lub wykonać jakikolwiek inny gest, bo nie usłyszałem odpowiedzi. Doszedł do mnie za to odgłos kroków i po chwili przed moimi oczami ukazała się ona. Uniosła lekko brwi do góry. Widziałem, że była zaskoczona moją wizytą. Zresztą wcale jej się nie dziwiłem. Ciemne oczy dokładnie zlustrowały moją sylwetkę. Przygryzłem wargę.
- Cześć ja…
- Co ty tu robisz? – przerwała mi, podchodząc jeszcze bliżej. Ściszyła nieco głos. – Chciałeś, bym się odczepiła, a teraz sam do mnie przychodzisz? Nie można od tak bawić się drugą osobą, Luke.
- Nie, to nie tak – powiedziałem szybko, kręcąc dodatkowo głową. - Ja… Proszę, porozmawiaj ze mną na spokojnie. Daj mi chociaż minutę. Potem obiecuję, że dam ci święty spokój. – Sam przez chwilę spoglądała na mnie.
- Masz minutę- odparła, łapiąc za bluzę. Wskazała mi drzwi.
           Przed wyjściem z domu, zerknęła jeszcze przez ramię, upewniając się, że jej rodzice nie będą nas słuchać. Zarzuciła na siebie granatową bluzę, wsunęła na nogi rozwiązane trampki, a potem wyszła ze mną na zewnątrz.
- Mów.
- Chodzi o wczoraj, ja… - Słowa pouciekały z mojej głowy, a ja nie wiedziałem, od czego powinienem zacząć. – Kłamałem.
- Co?
- Wczoraj skłamałem. To pierwsza sprawa. Nie jest tak, że nie wiem czy cię lubię. To było kłamstwo. Lubię cię i to bardzo. Nie powinienem też mówić innych rzeczy. Nie powinienem pozwolić, by ludzie ze szkoły nas rozdzielili, tylko dlatego, że przestraszyłem się tych wszystkich plotek- wydusiłem z siebie, w dalszym ciągu zachowując w tajemnicy spotkanie z jej kuzynem. O tym nadal nie musiała wiedzieć. Pokiwała głową, czekając na to, co powiem dalej. – Nie chciałem, byś oberwała za to, że ze mną rozmawiasz. To głównie, dlatego zarządziłem ewakuację i wcale nie jestem z tego dumny. Czy my… Czy moglibyśmy… Zapomnieć o tym, co stało się wczoraj?
- Na ile?
- Co na ile?
- Na ile chcesz o tym zapomnieć, bo może za jakiś czas znów uznasz, że trzeba mnie ochronić przed plotkami i całą tą nagonką i…
- Nie, nie… Już nigdy do czegoś takiego nie dojdzie. Źle mi z tym, co zrobiłem. Przepraszam. Naprawdę cię przepraszam. 
          W tym momencie nie potrafiłem przyznać jej się do tego, że najnormalniej w świecie jej potrzebuję. Zagryzłem wargę po raz kolejny, skupiając swoje błękitne oczy na jej twarzy. Sam zerknęła na mnie, zastanawiając się nad czymś, a potem delikatnie skinęła mi głową.
- Zapomnijmy o tym, co stało się wczoraj.
- Przyjmujesz moje przeprosiny? – zapytałem niepewnie.
- Wybaczam ci – odparła poważnym tonem, a potem jak gdyby nigdy nic, uśmiechnęła się do mnie. Od razu poczułem kolejną falę przyjemnego ciepła. – Ale wywal mi z czymś takim jeszcze raz, to będziesz musiał się mocniej nagimnastykować, by wrócić w moje łaski.
- Pewnie. Nigdy więcej… 
           Ale nie dokończyłem, bo Sam przybliżyła się do mnie. Wspięła się na palce, a potem objęła mnie. Przywarłem do niej mocniej, czując przyjemny zapach jej delikatnych perfum. Uśmiechnąłem się sam do siebie, ciesząc się tym gestem, który wykonała. Którym pozwoliła mi się zbliżyć do niej jeszcze bardziej. Po chwili odsunęła się, choć wolałbym z nią tak stać do rana.
- Dobrze wykorzystałeś swoją minutę – powiedziała, poprawiając bluzę.
- Jeszcze jedna sprawa- pociągnąłem, a ona znów kiwnęła mi głową.- Nie chcę być twoim kumplem.
- Co? Przed chwilą… Kurwa, Hemmings! – warknęła, zaciskając dłonie w pięści. Zaśmiałem się cicho pod nosem, bo ten widok był dla mnie dość zabawny.
- Chodzi o to, że nie chce być, tylko twoim kumplem. Ja… Naprawdę… Chcę być twoim przyjacielem.
- O! – mruknęła, robiąc większe oczy. A potem na jej twarzy znów zagościł tak dobrze znany mi uśmiech. – To zmienia postać rzeczy.
- Tak?
- Tak. Mi pasuje. – Zerknęła przez ramię na drzwi, a potem ponownie spojrzała na mnie. – Wejdziesz?
- Ja… Nie wiem, czy…
- Daj spokój, nie zostałeś moim facetem, więc nie będziesz mieć przesłuchania. To, jak? – Pokiwałem głową, a potem ruszyłem za nią w stronę wejścia.
           Gdy znów wróciliśmy do holu, ściągnąłem swoje buty. Niepewnie ruszyłem za nią do salonu. Sam szybko przedstawiła mnie swoim rodzicom, a oni… Oni byli tak bardzo normalni, sympatyczni i mili. Przypominali mi rodziców Liama, którzy też byli do mnie pozytywnie nastawieni. Tak bardzo różnili się od mojej rodziny. Porozmawialiśmy chwilę, a następnie przeszliśmy do kuchni. Sam nalała mi pomarańczowego soku. Dopiero mając szklankę przy ustach, doszło do mnie to, jak ze stresu chciało mi się pić. Dlatego opróżniłem ją całą na raz.
           Weszliśmy do jej pokoju, a ja uśmiechnąłem się pod nosem. Szerokie łóżko było idealnie zaścielone. Na jej biurku panował lekki bałagan. Regał uginał się pod ciężarem różnych książek. Dywan i zasłony, współgrały kolorystycznie ze ścianami, nadając temu pomieszczeniu pewnego klimatu. Dostrzegłem rządek płyt CD, wyłapując nazwy zespołów, które sam bardzo lubiłem.
- Czuj się, jak u siebie – powiedziała, siadając na łóżko.
- Lepiej nie – odpowiedziałem, zanim zdążyłem ugryźć się w język. Dziewczyna zerknęła na mnie, a potem lekko skinęła głową.
- Czuj się, jak u mnie? – zapytała z uśmiechem, od którego przez chwilę nie mogłem oderwać wzroku.
- Stoi – rzuciłem, a potem wróciłem do zbioru płyt. – Dużo tego masz. – Przejechałem palcem po plastikowych pudełkach.- Metallica?
- Lubię ich – skwitowała, wzruszając ramionami. Sięgnęła po laptopa. Jej ciemne oczy skupiły się na płaskim ekranie. – Podoba mi się też to całe All Time Low, które polecasz. Zamówiłam sobie ich płyty i…
- Mogłem ci je pożyczyć.
- Lepiej nie, bo pewnie byś ich już nie odzyskał – powiedziała ze śmiechem. – Chcę ci coś pokazać, a raczej chcę byś czegoś posłuchał. Może ci się spodoba.
          Uśmiechnąłem się pod nosem, w dalszym ciągu na nią spoglądając. Sam znów utkwiła ciemne oczy w ekranie laptopa, a ja wstrzymałem przez chwilę oddech. Dopiero tak na nią patrząc, mając ją tak niedaleko siebie, to wszystko do mnie dotarło. Wszystko zaczęło układać mi się w spójną całość, której nie dostrzegałem wcześniej. 
           Nie bez powodu tak cholernie dążyłem do kontaktu z nią. Tu nie chodziło o przyjaźń, której tak chciałem. Która była w pewnym sensie moją wymówką. Dokładnie obserwowałem to, jak lekko zagryza wargę, jak delikatnie marszczy nos. Każdy ten maleńki szczegół sprawiał, że czułem się lepiej. Czułem się lepiej, niż kiedykolwiek. Patrząc tak na nią, zrozumiałem, że powoli zaczynałem czuć do niej coś więcej. A kiedy jej oczy ponownie spojrzały na mnie, a ona posłała mi ten szeroki uśmiech, uderzyło to we mnie ze zdwojoną siłą. Zakochiwałem się w niej. Powoli i stopniowo zakochiwałem się w niej.
- A ty co?
- Co?
- Zaciąłeś się? – odparła ze śmiechem. – Chyba, że mam coś na twarzy?
- Zaciąłem się – odpowiedziałem z uśmiechem.
- Chcesz tego posłuchać?
- Pewnie.
           Poklepała miejsce obok siebie. Usiadłem, czując, jak moje serce przyspiesza. Miałem ochotę skarcić się za to w myślach, bo to nigdy nie powinno się dziać. Nie zasługiwałem na nią, aż tak. Nie mogłem pozwolić sobie na nic więcej. Mimo tego pałałem się tym przyjemnym uczuciem, które wywoływała, gdy była obok. Chciałem czerpać z tego, jak najwięcej. Umiałem się maskować i wiedziałem, że będę musiał bunkrować to w sobie, by się nie zdradzić. 
           Teraz jednak korzystałem z tej chwili, gdy znów byliśmy sami. Sami w jej pokoju. Słuchając kawałka, który dobrze już znałem. Ale to nie było teraz ważne. W tej chwili nic nie było ważne, oprócz niej i tego, że mogę siedzieć tuż obok. I być przez nią w pełni akceptowany. 


***
Jednak to Luke się ogarnął i poszedł przeprosić, jak na grzecznego chłopaka przystało. Ale za tym kryło się coś jeszcze - w ostatniej scence sam się przed sobą do tego przyznał :) 

Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał :)

Dziękuję też za wszystkie - i te długie i te krótkie komentarze! Uwielbiam je!

Kolejny klasycznie w następną niedzielę. Od razu uprzedzam, że numer 11 będzie odrobinę dłuższy.

Pozdrawiam!


Szybki Edit
Jeśli komuś się to przyda - dostałam sprezentowanego własnego Aska.
Jeśli macie, jakieś pytania odnośnie opowiadań i bohaterów, a nie chcecie tego pisać tutaj, ani w mailu, a dysponujecie Askiem - zapraszam do linku poniżej.


Pozdrawiam!

14 komentarzy:

  1. Yeeey! Tak się cieszę, że Luke przeprosił Sam, a ona mu wybaczyła. Czekam bardzo na ten moment, aż postawi się temu wszystkiemu. Pora najwyższa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ten drugi moment chyba będziesz musiała jeszcze długo poczekać - tak myślę :) (bo już nie pamiętam, co jest w następnych rozdziałach)

      Usuń
  2. Julianne cieszę się, że twoje słowa dotarły do Hemmo - Luke, to wielki twój krok :) I do tego się zaaaakochoooochał :D Nie powiem, ale serio on i Sam by do siebie pasowali, więc trzymam za nich kciuki. Pewnie Calumowi się to nie spodoba, ale może do tego czasu przestanie być dupkiem i się ogarnie. Cudowny rozdział. Czekam na więcej
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i przyjdzie czas na ogarnięcie się Hooda - czas pokaże. No, jakby nie patrzeć babcia Luka miała mały swój udział w przełamaniu się chłopaka ;)
      Cholernie się cieszę, że Ci się podobało :)

      Usuń
  3. Awh, jak to kocham. Ciesze się, że się pogodzili.
    Normalnie idealny prezent na urodziny! Zastanawiałam się kiedy się pogodzą, a tu proszę, szybciej niż myślałam.
    Dużo weny życzę! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Cieszę się, że to opowiadanie Ci się podoba :)
      Twoje urodziny? W takim razie Wszystkiego Najlepszego!!! - i to tak porządnie :)

      Usuń
  4. I tak ma być! Lukey jestem z ciebie dumna. I jeszcze zakochał się Sammy. Mam nadzieję, że ona czuje (albo poczuje w niedalekiej przyszłości) do niego to samo, pasują do siebie, nawet bardzo. A Calum na początku pewnie szczęśliwy nie będzie, ale mam nadzieję, że wszystko dobrze się ułoży ♥
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że postawa Luka zbiera kolejne plusy :)
      No, Calum pewnie nie skakał by z radości, gdyby ta dwójka się zeszła.
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. GENIALNY ROZDZIAŁ!!
    Awww zalała mnie fala waty cukrowej i tęczy :3Luke robi ogromny krok w przód i do tego jeszcze zakochuje się w Sammy. Podobnie jak Oliwia mam ogromną nadzieją, że i ona w niedługiej przyszłości coś do niego poczuje<3. Czytają ten fragment, w którym Luke przebywa w pokoju Sam miałam wrażenie, że za chwilę coś sie stanie np. Calum postanowi nagle zrobić wjazd z buta, ale (na szczęście) nic takiego sie nie stało... ufff;)
    Czekam na następny!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że jesteś kolejną osobą, która miałam obawy odnośnie Caluma :) Nie, no... Nie mogłam mu, aż tak uprzykrzać życia, szczególnie, że przyszedł przeprosić :)
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Świetny rozdział !! Luke świetnie, że się tak szybko opamiętałeś !! Czekam na następny rozdział z niecierpliwością <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz! Cieszę się, że rozdział Ci się spodobał :)

      Usuń