niedziela, 17 stycznia 2016

Rozdział 8

A million shards of glass, that haunt me from my past


          Minęły trzy dni odkąd podzieliłam się z Lukiem swoją historią. Teraz oboje znaliśmy swoje ciemne zakamarki z życia. Opowieść za opowieść. Cieszyłam się z tego, że Hemmings dotrzymywał swojej obietnicy. Po tym, co mu powiedziałam, dalej traktował mnie tak, jak kiedyś. Nie zaczął się nade mną litować, ani zbyt ostrożnie podchodzić do mojej osoby. I to naprawdę mi pasowało.
          Zamknęłam drzwiczki i założyłam kłódkę. Odwróciłam się. Mój wzrok od razu zatrzymał się na blondynie. Stał kawałek dalej, grzebiąc we wnętrzu swojej szafki. Zmierzyłam go od góry do dołu, zatrzymując się na dłużej na jego czarnym ubraniu i białych słuchawkach. Jak zwykle jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Luke potrafił się naprawdę mocno bunkrować. Jego mina nie zdradzała tego, jak bardzo nienawidzi tego miejsca.
          Poprawiłam torbę, którą miałam na ramieniu i ruszyłam w jego kierunku, ignorując zaciekawione spojrzenia innych osób. Nadal w szkole miałam łatkę z napisem nowa, choć minęło już trochę czasu od rozpoczęcia roku. No i dodatkowo na nazwisko miałam Hood i trzymałam się z elitą, choć w ogóle nie chciałam do niej przynależeć. Chciałam, by w końcu ludzie zaczęli mnie ignorować, choć wiedziałam, że potrzebują na to więcej czasu.
           Dotarłam do blondyna, a następnie klepnęłam go w ramię. Nadal miał na uszach słuchawki. Muzyka grała w nich tak głośno, że bez przeszkód słyszałam poszczególne słowa piosenki All Time Low. Luke drgnął i od razu odwrócił się w moją stronę. Cicho wypuścił powietrze z ust. Wyłączył odtwarzacz w telefonie i ściągnął słuchawki, zawieszając je sobie na szyi.
- Cześć.
- Część... Miałaś nie rozmawiać ze mną w szkole – powiedział od razu, a ja przekręciłam oczami.
- Myślałam, że sobie to już odpuściliśmy. Zresztą mamy do przedyskutowania pracę domową ze sztuki, którą mieliśmy zrobić parami.
- Zrobiliśmy to wczoraj…
- Przez internet – przypomniałam mu. – Zapomnieliśmy o podsumowaniu. Napisałam je sama i chcę byś rzucił na to okiem.
- Na sztuce znasz się lepiej ode mnie, wiec nie muszę niczego sprawdzać.
- Dobra, załapałam. – Sięgnęłam do torby i wyciągnęłam z niej kolorową teczkę. Następnie wcisnęłam mu ją w dłonie. Luke zaskoczony podniósł brwi do góry. – Już sobie idę. To nasza praca.
- Sam ja…
- Spoko, rozumiem. Nadal trzymasz się zakazu publicznego rozmawiania ze mną.
- To nie tak… Zresztą ludzie już się na nas dziwnie gapią.
- I co? Zaraz mi wyjedziesz z tym, że upadam społecznie w tej budzie? – Luke zacisnął mocno usta. – Jest okej. Nic na siłę. Widzimy się na zajęciach.
           Zanim zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę schodów. Po chwili jednak zrozumiałam, że Hemmings w jakiś sposób miał rację. Ludzie jeszcze bardziej wlepiali we mnie swoje zaciekawione oczy. Tyle, że ja miałam to gdzieś. Ale on… On najwidoczniej nie. Postanowiłam to na razie zostawić i uszanować jego decyzję. Dla mnie dziwną decyzję, ale to jego wybór.
           Zatrzymałam się przy Calumie, który stał oparty o ścianę pod salą, w której zaraz miała rozpocząć się chemia. Mulat wlepiał swoje ciemne oczy w ekran komórki. Dopiero kiedy odchrząknęłam, zorientował się, że stoję obok. Uśmiechnął się szeroko, wsuwając telefon do kieszeni.
- Co tam, Sammy?
- Hej, Sam! – zawołała Agnes, z którą chodziłam na historię. Przechodziła obok nas i zatrzymała się. Spojrzała na mnie rozbawiona. – Zostałaś laską Hemmingsa?
- Co? – wydusiłam z siebie, nie wiedząc, o co jej chodzi.
- Hommo-Lu może znalazł sobie w końcu dziewczynę, a nie chłopaka – odparła, a potem zaśmiała się i ruszyła w głąb korytarza. Uniosłam brwi do góry, a potem spojrzałam na kuzyna, który powoli analizował tą krótką sytuację, która się właśnie wydarzyła. Naprawdę byłam pod wrażeniem, jak szybko w tej szkole przekazuje się plotki.
- Co do kurwy? – mruknął, kręcąc głową. – Gadasz z Hemmingsem?
- Siedzę z nim na zajęciach i mieliśmy do odbębnienia pracę domową – odpowiedziałam szybko. – I przestań się tak patrzeć. Nie wolno mi się do niego odzywać, czy jak? – Chłopak przekręcił oczami.
- Ej, Sam! Jak tam twój chłopak gej?
- Będziemy musieli o tym porozmawiać – warknął Calum, machając w moją stronę palcem. Potem odwrócił się i spojrzał na jakiegoś chłopaka, który właśnie do mnie krzyczał. – Jeszcze jedno słowo White, a…
- Nie, nie… Przepraszam, Calum – przerwał mu szybko, unosząc ręce w obronnym geście. – Mam niewyparzoną gębę, to wszystko. Wybacz stary. Zostawiam twoją kuzynkę w spokoju.
- Masz szczęście, kretynie – wysyczał Hood, a potem znów odwrócił się do mnie. – Ty tego szczęścia nie masz. – Zdążył to powiedzieć, a na korytarzu zabrzmiał dzwonek. – Dokończymy tą rozmowę na temat Hemmingsa – pociągnął, a ja ciężko westchnęłam pod nosem. Bosko. Niech jeszcze Cal zrobi mi przedstawienie. Co jest do cholery z tymi ludźmi?

          O tym, że zostałam dziewczyną Hemmingsa słyszałam później niemalże na każdej przerwie. Nie wiem, czy ci wszyscy ludzie byli nastawieni na to, że mnie w jakiś sposób sprowokują lub może wkurzą. Jeśli to drugie, to prawie im się udało. Dodatkowo Luke też stanął w centrum uwagi, a zaczepki rzucane w jego stronę były o wiele ostrzejsze, niż te skierowane do mnie. Oprócz tego blondyn całkowicie wycofał się z jakiekolwiek okazji do bliższego kontaktu ze mną. Gdy mijałam go na korytarzu, nie zaszczycił mnie, ani jednym spojrzeniem. Na sztuce usiadł na drugim końcu ławki, odgradzając się ode mnie, jakby między nami pojawił się duży niewidzialny mur. Po lekcji zaś wstał tak szybko, że zanim ja zdążyłam się spakować, jego już nie było. Pięknie… Po prostu pięknie.

          Leżałam wyciągnięta na kanapie. Przed moim nosem znajdowała się książka. Wlepiałam oczy w drobny druk, zagłębiając się w sprawę tajemniczego morderstwa. Zagadkę tą miał rozwiązać główny bohater powieści, a ja nie mogłam się doczekać, kiedy poznam tożsamość zabójcy. W głowie już miałam kilku podejrzanych, którzy nadawaliby się do tej roli.
           Nagle drzwi od domu otworzyły się. Podniosłam głowę znad lektury. Po chwili do salonu wszedł Calum. Uśmiechnął się lekko, a potem ciężko westchnął. Podszedł do mnie, siadając mi na pośladkach.
- Pogrzało cię? – warknęłam, próbując go z siebie zepchnąć.
- Mamy do pogadania, Sammy – pociągnął, nie robiąc sobie nic z moich prób uwolnienia się od jego ciężaru. – To ważne.
- Złaź!
- Czy ty i Hemmings się kumplujecie?
- Złaź powiedziałam! - A potem niewiele myśląc przekręciłam się raptownie. Skutkiem tego było to, że Calum prawie zleciał na podłogę. Na szczęście udało mu się złapać równowagę i nie runąć na stojący naprzeciwko niego stolik. Chłopak przesunął się, a ja usiadłam prosto tak, by lepiej go widzieć. 
- Dlaczego z nim gadasz?
- Jezu, Cal – mruknęłam, a on pokręcił głową. – Przecież mówiłam, że musieliśmy zrobić pracę domową ze sztuki i byłam z nim w parze. Ludzie sobie szybko dopisują teorie spiskowe.
- Cała szkoła o was gada i to mi się nie podoba. Jeśli on się do ciebie przyczepił, to po porostu mi to powiedz i…
- Cal – przerwałam mu, przybliżając się do niego. Oparłam głowę na jego ramieniu, wlepiając w niego swoje ciemne oczy. – On się do mnie nie przyczepił. – W sumie powiedziałam prawdę, bo to ja, w jakiś sposób przyczepiłam się do niego. – Uważam, że jest… w porządku.
- Żartujesz sobie?! Hemmings?! To podła gnida i kabel! – No, tak… Calum nie znał całej historii Luke'a, a ja obiecałam, że nic nikomu nie powiem. Musiałam, więc trzymać buzię na kłódkę. – Mam nadzieję, że się od ciebie odpierdoli!
- Cal proszę, wyluzuj.
- Nie powinnaś z nim gadać. – Już otwierałam usta, by mu odpowiedzieć, ale Mulat kontynuował. – To nie jest osoba dla ciebie. To świr i tyle. Tak samo, jak ten jego kumpel.
- Uspokój się – rzuciłam proszącym tonem. Jeszcze tego mi brakowało, by Calum się wściekał. Poklepałam go po ramieniu. – Nic się nie dzieje.
- Mam nadzieję…
- Wiem, co skutecznie poprawi ci humor – pociągnęłam z uśmiechem. Chciałam, by mój kuzyn przestał myśleć o Hemmingsie. – Co powiesz na kolejne odcinki naszego ukochanego serialu, a do tego duże czekoladowe lody?
- Z polewą czekoladową?
- Z polewą czekoladową – odpowiedziałam, uśmiechając się do niego jeszcze bardziej.
- Przekonałaś mnie.
- Super. Rusz tyłek i idź do mnie przygotować nam miejscówkę. Ja obskubię zamrażalnik z lodów.
- Stoi – skwitował, a potem podniósł się z miejsca. 
           Uśmiechnął się, a potem ruszył na górę. Odprowadziłam go wzrokiem, czekając, aż zniknie mi z pola widzenia. Gdy to się stało, wziąłem głęboki oddech i pokręciłam głową. Zaczynałam czuć, że niedługo wszystko się okropnie pokomplikuje, a ja będę w samym centrum tej pieprzonej zadymy.

~***~
          Siedziałem przy biurku, obracając niebieski długopis w dłoni. Na uszach miałem swoje słuchawki. W tle, więc leciała mi muzyka, a ja zastanawiałem się, jak rozwiązać kolejne zadanie z matematyki. W końcu powoli zaczęłam pisać równanie, które dało mi dobry wynik.
Przyjrzałem się zapisanej kartce w zeszycie, ale moje myśli szybko uciekły w innym kierunku.
          Teraz, gdy odrobiłem w całości swoją pracę domową, mogłem legalnie skupić się na czymś innym. Mianowicie na sytuacji, która miała dzisiaj miejsce w szkole. I na tym, jak Sam znalazła się na językach innych i to z mojej winy. Wiedziałem, że nie powinna ze mną rozmawiać, ale ona była zbyt uparta, by się do tego dostosować. A teraz ludzie wytykali ją palcami i pewnie będą to robić dalej. Banda pieprzonych kretynów! 
           Zależało mi na niej. W jakiś sposób mi na niej zależało i dlatego tak bardzo nie chciałem, by spotkało ją coś złego i przykrego. Ale to powoli zaczęło się dziać. I to wszystko przeze mnie. Teraz doskonale wiedziałem, że trzeba wrócić do dawnych metod. Unikania się w szkole i spotykaniu się po za jej murami, z daleka od ciekawskich i złośliwych spojrzeń innych. To musiało nam wystarczyć, bo nie byliśmy osobami, którym dane jest normalne funkcjonowanie. Nie z nią. A przede wszystkim nie ze mną.
            Nagle coś mocno szarpnęło mnie za ramię. Twarda dłoń uderzyła w tył mojej głowy, a ja zaliczyłem bliski kontakt z blatem biurka. Rozległ się huk. Słuchawki spadły mi z uszu, uderzając w podłogę z cichym łoskotem. Poczułem ciepłą ciecz wypływającą z nosa i pulsujący ból. Nie musiałem się odwracać, by wiedzieć, kto pojawił się w moim pokoju.
- Posłuchaj gówniarzu – zaczął ojciec rozzłoszczonym głosem. – Ile razy do cholery mam ci powtarzać, byś w końcu skosił ten pieprzony trawnik w ogrodzie?! – Powoli odwróciłem się w jego stronę, tamując lewą dłonią lecącą z nosa krew. – No i?!
- Zapomniałem, przepraszam- wydusiłem z siebie. Zresztą to była prawda. Zupełnie wyleciało mi z głowy, że mam to zrobić. A to wystarczyło, by wkurzyć ojca.
- Masz problemy z pamięcią?! Czy może jesteś niedorozwinięty, by nie móc zapamiętać tak prostego pieprzonego komunikatu?!
- Zaraz się tym zajmę.
- Trawnik ma być skoszony jeszcze dzisiaj, bo inaczej sobie porozmawiamy – warknął, nachylając się nade mną. – Bierz się, kurwa do roboty, gnojku!
          Trzepnął mnie mocno w klatkę piersiową tak, że prawie całe powietrze uleciało z mi płuc, więc musiałem ratować się głębszym i płytszym wdechem, by pozyskać utracony tlen. Adam odwrócił się i wyszedł z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.
          Wstałem z miejsca, zgrzytając zębami. Moje życie było jedną wielką porażką po całości. Było jednym wielkim problemem, z którym musiałem się mierzyć każdego dnia. Nienawidziłem tego domu, nienawidziłem szkoły. Musiałem jednak tkwić w tym koszmarze i przetrzymać to, aby doczekać tej chwili, w której w końcu będę mógł uciec. Uciec na zawsze. Uciec i nie oglądać się za siebie.
          Wytarłem koszulką krew, która znalazła się na biurku, a potem ruszyłem do łazienki. Wszedłem do białego pomieszczenia. Nachyliłem się nad śnieżnobiałą umywalką, by po chwili patrzeć, jak brudzę ją wielkimi czerwonymi kroplami.
           Kiedy w końcu udało mi się zatamować krwawienie, poczułem ból w nosie, który teraz mocniej dawał o sobie znać. Na szczęście Adam mi go nie złamał. Ściągnąłem koszulkę i zamoczyłem ją pod zimną wodą. Przyłożyłem ten prowizoryczny okład do nosa, czując ulgę. Nie mogłem jednak spędzić w łazience całego dnia. Miałem do skoszenia ten cholerny trawnik, o który tak cisnął się ojciec. Dlatego wrzuciłem brudną koszulkę do kosza na pranie, a następnie wyszedłem z pokoju. Złapałem pierwszą lepszą bluzkę. Naciągnąłem ją na siebie, zakrywając ślady innych starć, a potem wyszedłem z pokoju, aby zabrać się szybko za robotę i uniknąć kolejnej konfrontacji z ojcem.
  

***
Komuś coś się nie spodobało... Zresztą nie tylko jednej osobie w tym rozdziale. Na tapecie pojawił się ponownie tatusiek Hemmo, który wśród was wszystkich staje się wrogiem numer jeden - zresztą się nie dziwię.

Rozdział jest krótszy, nieco przejściowy, choć ważny dla następnej części. W ramach wyjątku postanowiłam dodać kolejny rozdział w środę. Pasuje? :)

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze, które są dla mnie naprawdę cudowne, miłe i motywujące. Dają kopa! Dziękuję!

Pozdrawiam i - wyjątkowo - do środy! 

13 komentarzy:

  1. O tak, w środę będzie okej :D ludzie są do bani. Zajmują się życiem innych, tak też niestety jest w prawdziwym życiu. Na dodatek ojciec Hemmingsa... Zaczęłam sobie rozmyślać co by można zrobić, aby go powstrzymać, ale to nie jest takie proste. Zwłaszcza, że jest on dobrym prawnikiem.
    Do środy w takim razie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego wtykania nosa w nie swoje sprawy, chyba nigdy się ludzie nie wyzbędą (oczywiście nie mówię o wszystkich, bo wyjątki są :D)
      Dzięki za komentarz!

      Usuń
  2. Następny w środę - nie zamierzam się sprzeczać ^^ Jak. Ja. Nienawidzę. Jego. Ojca. No normalnie wykastrować go powinni i potem na dożywocie! Uwielbiam Sam, genialna babka.
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podoba Ci się główna bohaterka :) A co do ojca Hemmo, to chyba nikt go nie trawi - ale taką ma tu rolę, brutalnego czarnego charakteru (jednego z kilku, jakby nie patrzeć :))
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  3. Świetny :) Czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  4. Nienawidzę go! Mam nadzieję, że Luke kiedyś się mu postawi i mu odda za te wszystkie lata cierpienia i bólu, jakie mu zafundował. Nie, no Cal... Błagam, weź się chłopie ogarnij. Luke to dobry facet. Nie traktuj go, jak zło wcielone i kłamce. Sam mam nadzieję, że zmienisz nastawienie kuzyna.
    Super! Pewnie, że środa! To krócej niż tydzień :D
    Czekam
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w końcu Luke nabierze odwagi i się postawi, ale wtedy może też z drugiej strony rozwścieczyć go jeszcze bardziej. A co do Cala - niestety co do Luka ma ograniczone "pole widzenia".
      Cieszę się, że się podoba! :D
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Bardziej wkurwia mnie jego matka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział świetny !! Szkoda mi Luke naprawdę
    Czekam na następny z niecierpliwością <3
    Bardzo się cieszę, że będzie nowy rozdział w środę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Cieszę się, że Ci się podobało :)

      Usuń
  7. Świetny rozdział!
    Ojciec Hemmo to psychopata i serio nie trzeba być psychologiem żeby to stwierdzić, bo kto zorkwasza twarz syna bo nie skosił pieprzonego trawnika??? Mam na dzieję, że Luke kiedyś się od nich wyprowadzi bo chyba nie ma sensu liczyć na to, że on się zmieni... a co do Caluma i bandy to jestem pewna, gdyby znali prawdę sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Sammy to super dziewczyna i mam nadzieję ...nie czekaj chwilę... Ja to wiem, ona nie da się zrazić i nadal będzie 'walczyć' o Hemmo ;)
    Bardzo się cieszę,że postanowiłaś dodać następny rozdział już w środę!!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodzę się z Tobą - jego ojciec nie ma równo pod kopułą. Luke już kiedyś wspominał, że czeka tylko na dokończenie szkoły, aby zacząć studia gdzieś indziej - więc plany takie Hemmo ma.
      Z pewnością, gdyby wcześniej wyszło wszystko na jaw życie Hemmo w szkole było by łatwiejsze.
      Cieszę się, że podoba Ci się główna bohaterka :)
      Dziękuję za tak megaśny komentarz! Pozdrawiam :)

      Usuń