środa, 20 stycznia 2016

Rozdział 9

No hope, just lies and you're taught to cry in your pillow


          Byłam pewna, że ludzie w szkole mi, choć trochę odpuszczą. Ale byłam zbyt naiwna. Na drugi dzień nadal byłam dziewczyną Hemmingsa, co spotykało się z wieloma komentarzami na ten temat, a także zabawnymi uśmieszkami. Miałam dość. To zaczynało naprawdę mnie wkurzać. Dlaczego ludzie wtykają nosy w nie swoje sprawy? Czy ich życie jest, aż tak nudne, że muszą koncentrować się na życiu innych?
- Hej, Hood! Gdzie masz swojego faceta? – Usłyszałam roześmiany głos Ally. 
          No, nie... Jeszcze ona. Spojrzałam na blondynkę z obrzydzeniem, którego nawet nie próbowałam ukryć. Widziałam w jej oczach rozbawienie. A potem zrobiłam coś, co nieco ją zaskoczyło. Uśmiechnęłam się szeroko, choć nie był to przyjazny uśmiech. Ally jednak była na to za głupia, by wychwycić w mojej twarzy złośliwość.
- A co? Masz na niego ochotę? – wypaliłam. Blondynka uniosła jedną brew do góry, a potem zachichotała pod nosem, co brzmiało, jak skrzypiąca stara huśtawka na placu zabaw.
- Nie wygłupiaj się, Hood.
- Byłam pewna, że też widziałaś go bez koszulki – pociągnęłam, nie mogąc się opanować. Dziewczyna zrobiła wielkie oczy. – No… Super widok. Jest na co się pogapić. Jeszcze lepiej wygląda, jak pół nagi gra w kosza. To jest… Muszę iść, bo ta myśl cholernie mnie rozpaliła. - Minęłam ją, ciesząc wzrok jej zszokowaną miną. Chyba blondynka nie spodziewała się, czegoś takiego. Odwróciłam się jeszcze, posyłając jej kolejny uśmiech z serii: punkt dla mnie, mała. – Do później, Ally.
          Ruszyłam przed siebie. Zza zakrętu wyłonił się Luke. Jego wzrok skupiony był na ekranie komórki. Długie i chude palce szybko wędrowały po wyświetlaczu, jakby Hemmings brał udział w konkursie na, jak najszybsze pisanie sms-ów. Nagle jednak podniósł głowę, a ja uśmiechnęłam się do niego. Niepewnie odpowiedział tym samym, a potem wrócił do przerwanej czynności. Zerknęłam na niego, jak odchodził. Ally w dalszym ciągu bacznie nas obserwowała.

          Siedziałam pod salą od historii. Nauczycielki jeszcze nie było, więc klasa była zamknięta. Dlatego zajęłam miejsce pod ścianą, podsuwając nogi pod swoją klatkę piersiową. Przerzuciłam kolejną stronę książki, próbując choć na chwilę skupić myśli na czymś innym, niż na tej budzie, którą zaczęłam lubić coraz mniej.
- Hej, Hood, gdzie…
- Tak, tak… Zaraz idziemy z Hemmingsem uprawiać iście gorący seks w męskiej toalecie.
- Serio?  
          Podniosłam głowę, gdy załapałam z kim mam do czynienia. Jak mogłam być tak głupia i nie poznać Clifforda po głosie. Spojrzałam na chłopaka, który przejechał kilka razy dłonią po swoich zielonych włosach. Usiadł obok mnie.
- Nie poznałam cię.
- Książka, aż tak wciągnęła?
- Tak.
- Nie przejmuj się ludźmi.
- Nie zamierzam.- Uśmiechnął się do mnie, a ja szybko odpowiedziałam tym samym. – Lepiej jednak ze mną nie rozmawiaj, bo jeszcze pomyślą, że zdradzam Hemmingsa z tobą. – Chłopak zaśmiał się. – Mówię poważnie. W tej szkole ludzie szybko tworzą historię rodem z Harlequinów.
- Może dlatego, że nikt nie rozmawia z tym świrem. – Zacisnęłam lekko usta na słowo, jakim określił Luke'a. Rany… Dajcie temu biednemu chłopakowi w końcu spokój. Czy o tak wiele proszę? – Nikt nie traci na niego oddechu i…
- Dobra, załapałam – przerwałam mu. – Zmieńmy temat.
- Jak sobie życzysz – powiedział ze śmiechem. – Nauczona na sprawdzian z historii?
- Weź mnie nie dobijaj. I tak… Możesz się legalnie do mnie szczerzyć z triumfem, bo oboje wiemy, że i tak pójdzie ci on lepiej, niż mi.

          Sprawdzian z historii nie był tak ciężki, jak się tego spodziewałam, choć przy dwóch pytaniach miałam małe problemy. Na szczęście Michael dał mi zerknąć do swojej pracy, gdy nauczycielka odwróciła się do nas placami. Legalnie mogłam od niego ściągnąć, jednocześnie naprowadzając się na dalszą pełniejszą odpowiedź, którą sobie przypomniałam. Po tej lekcji oboje udaliśmy się na stołówkę, by odbębnić lunch. Zresztą naprawdę byłam głodna. Na szczęście przy stoliku pozostali z paczki Clifforda mi odpuścili i przestali dopytywać się o Luke'a – a raczej to Ally przestała, bo jako jedyna z nich, przyczepiła się do tego tematu.
          Po zjedzonym posiłku, pognałam na matematykę, zostawiając blondynkę i bliźniaków za plecami, którzy też mieli tą samą lekcję. Nie zamierzałam się dłużej z nimi pokazywać, jeśli nie było to konieczne. Jak dla mnie nie były to osoby, z którymi chciałabym się trzymać.
          Wpadłam do klasy, a następnie podeszłam do ostatniej ławki, przy której już siedział Luke. Jego błękitne oczy wpatrywały się w zeszyt, jakby idealnie równe kratki były naprawdę ogromnie ciekawym zjawiskiem. Usiadłam obok, a on wydusił z siebie ciche cześć. Odpowiedziałam tym samym, przygotowując się do zajęć.
- Nadal jesteśmy na poziomie wzajemnej ignorancji w tym miejscu? – zapytałam, zanim zdążyłam się powstrzymać.
- Mało już plotek chodzi?  - odpowiedział, przekręcając oczami.
- Mam je gdzieś.
- Nie powinnaś. Jesteś w czołówce. Ludzie zwracają na ciebie uwagę.
- Tyle, że nie chcę być w czołówce – powiedziałam, używając określenia, które sam wykorzystał do opisania szkolnej elity. – Nigdy nie chciałam i nigdy się o to nie prosiłam, więc…
- Spotkajmy się dzisiaj na polanie o czwartej – rzucił cicho. Następnie odwrócił się, by znów skupić się na zeszycie, który leżał przed nim. 
           Podniosłam głowę i rozejrzałam się po klasie, zastanawiając się, co znowu było dla niego nie tak. Dostałam szybką odpowiedź. Co prawda bliźniaki w tym momencie nas ignorowali, ale Ally wlepiała w nas swoje niebieskie oczy, które nie kryły zaciekawienia. Może była pewna, że zaraz zaczniemy się całować czy obmacywać na środku klasy? Jej usta wykrzywiły się w szyderczym uśmieszku, jakby złapała nas na gorącym uczynku. Jakbym nie miała prawa otwierać ust do Hemmingsa. Nie wiem, co mnie napadło, ale ta laska wywoływała we mnie najgorsze instynkty, dlatego niewiele myśląc pokazałam jej środkowy palec. Blondynka uniosła brwi do góry, rozchylając jeszcze bardziej swoje różowe wargi. Chyba moje zachowanie nieco ją przytkało, ale na daną chwilę miałam to gdzieś. Miałam gdzieś ich wszystkich. Niech się odczepią.

~***~
          Samantha była silniejsza ode mnie. Albo tak dobrze maskowała się z tym wszystkim. Wyglądało na to, że nie za bardzo obchodzą ją te wszystkie docinki i plotki, które pojawiły się wczoraj, a które swoją kontynuację miały dzisiaj. Próbowałem ją pod tym względem, jakoś rozgryźć. W końcu skapitulowałem, bo nie miałem pojęcia, jak to zrobić. Lubiłem ją i to bardzo, dlatego tak cholernie chciałem, by się od niej odczepili. By skoncentrowali się na mnie, a jej dali spokój.
          Wyszedłem z budynku szkoły. Zszedłem po schodach, patrząc, jak pozostali uczniowie pospiesznie dobiegają do swoich samochodów lub kierują się na przystanek autobusowy, byle by dostać się do domów i zacząć leniuchować. Sam już miałem zamiar skierować swoje korki w stronę własnego auta, ale nagle poczułem czyjeś ręce na ramionach. Przekręciłem oczami, a potem, gdy mną szarpnięto, cicho warknąłem pod nosem. Co znowu?!
- Mamy małe spotkanie na tyłach, Hommo-Lu – wysyczał mi przy uchu Bradley. – Jest sprawa do wyjaśnienia.
- Sam umiem chodzić – odparłem, próbując strącić jego łapy ze swoich ramion.
- W końcu frajer odnalazł język w gębie – odezwał się Dylan, uśmiechając się głupkowato. – Idziesz z nami, Hemmings!
          Zanim zdążyłem się zorientować, zostałem mocno pociągnięty w lewą stronę. Uścisk z ramion przeniósł się na kark, a ja przekląłem pod nosem, co nie uszło uwadze bliźniaków. Bradley naparł na mnie mocniej, więc musiałem się niemalże zgiąć, by sobie chociaż odrobinę ulżyć. Wiedziałem, że gdybym się teraz im postawił, to dostał bym dwa razy mocniej, niż to, co dla mnie szykowali.
          W końcu kiedy dotarliśmy na tyłu budynku, Bradley puścił mnie. Odwróciłem się, a potem lekko uniosłem brwi do góry. Przede mną stała pozostała część ich grupy. Calum był najbardziej wysunięty na przód. Jego usta były mocno zaciśnięte, tak samo, jak ręce, które krzyżowały się na klatce piersiowej. Zmierzył mnie wzrokiem.
- Czego chcecie?- odezwałem się pierwszy, bo oni nadal milczeli.
- Słyszałem od Ally, że znów zagadujesz moją kuzynkę – powiedział powoli, nie odrywając ode mnie swoich zimnych i ciemnych oczu. – Nie podoba mi się to, że się do niej przyczepiłeś.
- Ja…
- Przymknij się, Hemmings! – warknął Hood, podchodząc do mnie. Złapał mnie za koszulkę, a jego palce owinęły się ciasno wokół czarnego materiału. – A teraz posłuchaj mnie uważnie, bo kurwa nie będę tego dwa razy powtarzał! Masz się od niej odpieprzyć raz na zawsze! Żadnych pogaduszek czy uśmieszków w jej stronę! Nie ta liga, świrze!
- Calum… - mruknął Irwin, przekręcając oczami. Mulat jednak go zignorował.
- Zapamiętaj to sobie! Przez ciebie Sammy stała się obiektem kpin, więc odwal się albo będziesz mieć tu jeszcze gorsze piekło, zrozumiano?!- Puścił moją koszulkę, a potem popchnął mnie. Nie zrobił tego jednak, aż tak mocno, więc tylko zachwiałem się na nogach. – Jest wasz – powiedział do bliźniaków.
          Zdążyłem zauważyć, jak on, Irwin i Clifford odwracają się i kierują w stronę parkingu, gdy poczułem mocne uderzenie w brzuch. Zgiąłem się w pół, czując, jak wszystko podjeżdża mi do gardła. Ból powoli rozchodził się po całym ciele. Zadrżały mi dłonie, a na czole pojawiły się małe krople potu. Po chwili jeden z nich – nie byłem pewny, który z braci – uderzył mnie po raz kolejny, a ja padłem na kolana, walcząc z odruchem wymiotnym.
- Co tam, Hommo-Lu? – zaśmiał się Dylan. 
          Nie zawahał się nawet przez moment, gdy wymierzył mi solidnego kopniaka w twarz. Moja głowa odskoczyła, a ja padłem na plecy. W ustach zebrała mi się ślina połączona z krwią. Zaszumiało mi w uszach, a przed oczami pojawiły się małe plamki, wywołane mocnym uderzeniem. Przez chwilę przestałem ogarniać to, co się działo. Dopiero kolejny kopniak w brzuch, a potem w żebra, przywrócił mnie do rzeczywistości.
- Chyba ci starczy, frajerze – powiedział Bradley, nadeptując mi na palce u lewej ręki. – Pamiętasz słowa Hooda? – Pokiwałem tylko głową, koncentrując się na oddechu, który był przyspieszony. Przez moment czułem się, jak topielec nie mogąc zrobić porządnego wdechu. Miejsca, w które dostałem, paliły mnie, jakby przyciskali mi do skóry ogień.
- I dobrze. Na razie, frajerze – rzucił Dylan, śmiejąc się cicho pod nosem.- Co za kutas…
          Odczekałem chwilę, aż odejdą, a potem powoli dźwignąłem się na nogi, które teraz były, niczym galareta. Wyplułem trochę krwi na zielony trawnik, ocierając usta wierzchem dłoni. Warga bolała mnie tak, jakby miała mi zaraz odpaść. Przycisnąłem dłoń do brzucha, a potem powoli ruszyłem na parking, mając nadzieję, że nikogo już tam nie będzie. Chciałem wrócić do domu, na futrować się tabletkami przeciwbólowymi i przespać resztę tego pieprzonego dnia. Ale nie mogłem… Wsiadając do samochodu, przypomniałem sobie o spotkaniu, które zaproponowałem Sam. Jęknąłem cicho pod nosem, opierając czoło o kierownicę. Nie mogłem się z nią więcej widywać, a z drugiej strony nie chciałem tego przerywać. Czy ten dzień może być jeszcze bardziej chujowy?

          Siedziałem na murku. Wokół mnie panowała cisza. Na głowie miałem czarny kaptur. Ręce wcisnąłem w kieszenie bluzy. Patrzyłem się tempo, gdzieś przed siebie. Musiałem się przygotować. Przygotować na to, co chcę jej powiedzieć. A wiedziałem, że przynajmniej dla mnie nie będzie to zbyt miłe.
          Drgnąłem, słysząc kroki. Wiedziałem, że to ona. Nie musiałem nawet podnosić głowy, by ją rozpoznać. Zacisnąłem mocnej usta, gdy usiadła obok mnie, lekko zahaczając łokciem o moje przedramię. Wyczuwałem w powietrzu delikatny zapach jej perfum. Po chwili do moich uszu doszedł jej spokojny i ciepły głos, którego mogłem słuchać godzinami.
- Co się stało? I nie mów, że nic. Widzę to.
- Jest okej – odpowiedziałem, mocniej zaciskając dłonie w pięści.
           Słyszałem, jak ciężko westchnęła. Odwróciła się w moją stronę, a ja wstrzymałem oddech, gdy zsunęła mi odrobinę kaptur z głowy. Przełknąłem w panice ślinę, gdy ujęła moją twarz w dłonie. Jej dotyk wywoływał przyjemne uczucie gorąca, które powoli rozchodziło się po całym moim ciele. Spojrzałem w jej ciemne tęczówki. Moje oczy od razu skierowały się na jej usta, które lekko zagryzła. Musiałem mocno się postarać, by nie odsunąć od siebie tego, co zamierzałem zrobić.
- On znowu ci to zrobił? – zapytała, a ja wychwyciłem troskę w jej głosie.
- On?
- Twój ojciec – powiedziała, wpatrując się w moją rozciętą wargę.
- Tak… Znowu to zrobił – skłamałem. Nie chciałem, by wiedziała o spotkaniu z Calumem i jego koleżkami za szkołą. Wiedziałem, że czułaby się temu winna.
           Puściła mnie, a ciepło, które dawały mi jej dłonie, zniknęło. Spojrzała gdzieś przed siebie, pewnie w duchu przeklinając mojego ojca. Po chwili znów brązowe tęczówki znalazły się z powrotem na mojej osobie. Między nami zapanowała cisza. Z każdą kolejną minutą czułem się coraz gorzej. W końcu jednak musiałem poruszyć ten temat.
- Sam - powiedziałem cicho, a ona kiwnęła mi głową. Uśmiechnęła się, a ja przekląłem w myślach wszystkich, którzy uniemożliwiają nam wspólną znajomość. Wziąłem kolejny głęboki oddech.
- Co jest?
- Nie możemy się więcej widywać. Nie możemy więcej ze sobą rozmawiać. Ani tu, ani nigdzie indziej.
- Ale Luke…
- Nie, poczekaj… Daj mi skończyć. Od początku tak powinno być. Nie powinniśmy nigdy nawet próbować się poznać. Znajomość ze mną nie wróży ci niczego dobrego. Nie jesteśmy na tym samym… na tym samym poziomie.
- O czym ty do cholery mówisz? –jęknęła, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
- Posłuchaj Sam… Jesteś jedną z lepszych osób, jakie ostatnio spotkałem. Nie powinnaś marnować czasu na kogoś takiego, jak ja. Na osobę bez wartości, która jest kompletnie bezużyteczna i zagubiona. Ja cię pociągnę w dół. To tylko kwestia czasu. Powinnaś się obracać w towarzystwie, które może dać ci coś od siebie. Ja… Ja nie mam nic do zaoferowania. Nie mam nic oprócz pieprzonego cierpienia i bólu, które jest częścią mojego życia. Źle wybrałaś, Sam. Trzymaj się paczki Hooda. To są twoi przyjaciele.
- Ty też teraz zaczniesz mi dyktować z kim mogę przebywać, a z kim nie? – odparła, wstając z miejsca. Zmarszczyłem lekko czoło, zastanawiając się kto jeszcze mógł z nią o tym rozmawiać. Szybko zorientowałem się, że musiał to być Calum. – Zresztą nie uważam, że jesteś bezwartościowy i bezużyteczny, Luke!
- Mylisz się.
- Bo, co?! Bo tak mówi ci twój ojciec i wszyscy mamy tak uważać?! – Zacisnąłem usta. Mówił. Mówił mi to tak często, że naprawdę sam zaczynałem w to wierzyć. – Nie wierzę… Ja w to akurat nie wierzę.
- Odpuść, Sam. Odpuść sobie mnie. Tak będzie lepiej.
- Lepiej? Dla kogo? – Nie odpowiedziałem. W tym momencie bałem się, że zaraz zmienię zdanie. Dziewczyna wzięła kolejny głęboki oddech. – Okej… Odczepię się od ciebie, jeśli ty będziesz tego chciał. Nikt nie będzie mi mówił, co mam robić. Odpuszczę, jeśli powiesz mi prosto w oczy, że właśnie tego chcesz. 
          Podniosłem głowę, by móc dokładnie na nią spojrzeć. Widziałem w jej ciemnych oczach niedowierzanie. Czekała na moją decyzję. Moje serce zaczęło walić, jak szalone. Zupełnie, jakby nie zgadzało się z tym, co zamierzam zrobić. I wcale się temu nie dziwiłem.
- Tego właśnie chcę. Ja nie jestem nawet pewny, czy cię lubię – powiedziałem powoli. Kolejne kłamstwo. Zauważyłem, jak zadrżała jej dolna warga. Zgnoiłem się za to w myślach. Wiedziałem jednak, że tak będzie lepiej. Sam zasługiwała na lepsze znajomości. Na kogoś lepszego ode mnie.
- Okej, to twoja decyzja – odpowiedziała, lekko kiwając głową. – Szanuję to. Miło było cię poznać Luke. – A potem odwróciła się i szybko ruszyła w stronę lasu. Po chwili zniknęła mi z oczu.
          Spuściłem głowę, naciągając kaptur. Czułem, jak cały się trzęsę. Wiedziałem, że nie będzie to miłe, ale nie sądziłem, że będzie to tak cholernie boleć. W środku. Gdzieś w środku to rosło, przemieniając się w pojedyncze ukłucia bólu, żalu i goryczy. Byłem wściekły sam na siebie, choć próbowałem do samego końca przekonywać się, że tak musi być. Zacisnąłem usta tak mocno, że rozcięcie na wardze znów odezwało się tępym bólem. Ale na daną chwilę miałem to gdzieś. W tym momencie poczułem się niesamowicie samotny, złamany i po prostu nieszczęśliwy. Wracałem do punktu wyjścia. Odkąd Sam pojawiła się w moim życiu, zrobiło się w nim odrobinę jaśniej. Teraz na nowo wpadałem w ciemność.

~***~
          Wróciłam do domu. Ściągnęłam buty, wymieniając kilka słów z rodzicami i zapewniając ich po raz kolejny, że wszystko jest w porządku. Ale w porządku nie było. Było mi źle, a przede wszystkim przykro po słowach, jakie usłyszałam od Luke'a. Naprawdę wierzyłam w to, że mogliśmy się zaprzyjaźnić. Że mogliśmy sobie nawzajem pomóc. On jednak tą wiarę szybko zgniótł i rozwalił na małe kawałki, porzucając je gdzieś za nami.
          Weszłam do pokoju, od razu rzucając się na łóżko. Poczułam, jak dwie samotne łzy wypłynęły z moich oczu. Zacisnęłam zęby, wciskając twarz w poduszkę. Lubiłam go i to bardzo, dlatego nawet nie próbowałam zmienić jego decyzji. Chciał tego. Nie można przecież zmusić kogoś do swojego towarzystwa. Do tego, by ta osoba też cię lubiła. A on nawet tego nie był pewny. Musiałam to uszanować, choć nie było to przyjemne. Bolało na swój sposób. Zdążyłam się przyzwyczaić do tego smutnego i spokojnego blondyna o tych jasnych niesamowicie błękitnych oczach. Teraz musiałam uwolnić się od niego i żyć dalej tak, jakby nigdy nic między nami nie było. Jakby nie było tych wszystkich wspólnych chwil i opowieści. Jakby go nigdy nie było.

  

***
Nagonki na ich znajomość ciąg dalszy. A to za skutkowało właśnie czymś takim. Jak myślicie? Obudzą się i znów zaczną ze sobą gadać? Jeśli tak, to kto pierwszy zawalczy o to drugie? 

Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Tradycyjnie dziękuję Wam za wszystkie komentarze! Dają naprawdę kopa i mocną garść motywacji! Dziękuję!

Kolejna część pojawi się klasycznie w niedzielę.

Pozdrawiam! 

8 komentarzy:

  1. Kurde, czemu on to zrobił?! Mam nadzieję, że szybko się ogarnąć i zaczną ze sobą znowu rozmawiać. Rozdział oczywiście genialny. Mam wrażenie, że pierwsza zagada Sam, ale naprawdę nwm.
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^
    ~OliwiaxDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało :)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  2. Ja nie wytrzymam, Calum to uhh.. nawet nie wiem jak go nazwać bo pieprzony idiota to trochę za mało. I ta jego banda. Wiem, że Ash nie lubi Luke, ale wtrącił swoje trzy grosze kiedy Cal na niego krzyczał, a to zdecydowanie dobry znak:) Luke i Sam MUSZĄ znowu zacząć ze sobą rozmawiać i spotykać!!!Nie wiem kiedy, nie wiem jak, ale muszą! Ona była jego promyczkiem w tym wszystkim ,a teraz znowu został sam :(
    Nie mogę sie doczekać następnego rozdziału!
    Pozdrawim i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można powiedzieć - Irwin postęp hehe :) Calum w tym rozdziale nie należał do tych dobrych postaci i wszystko to zakończyło się tak, a nie inaczej.
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Cal właśnie zawaliłeś całą sympatię, jaką do ciebie miałam w tym opowiadaniu - musisz to chłopie naprawić! Irwina chyba coś tchnęło, ale chyba nie na tyle, by przerwać to co się działo. Szkoda mi cholernie Luka. Ludzie zmusili go do tej decyzji - chociaż byłam pewna, że jej nie zostawi i zawalczy o tą ich relację. Szkoda mi też Sam. Polubiła go, dała szansę by się na wzajem poznali, a tu coś takiego. Rozdział smutny. Mam nadzieję, że ta dwójka się ogarnie i będzie ponad to. Coś czuję, że to Sam wyciągnie do niego rękę, jako pierwsza. Nienawidzę bliźniaków! To taka mała uwaga na koniec.
    Czekam na kolejną część.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Cal w końcu się ogarnie :) Wiem, że ich nie lubisz, zresztą chyba nikt ich nie trawi.
      Niestety taka prawda - został jakby nie patrzeć w pewien sposób do tego zmuszony. Teraz tylko pytanie czy w końcu się temu postawi :)
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam!

      Usuń