środa, 3 lutego 2016

Rozdział 12

That baby you're never fully dressed without a smile 


          Przeszedłem wzdłuż kolorowej alejki ze słodyczami. Zatrzymałem się dwa razy, by sięgnąć po wybrane produkty, które od razu trafiły do koszyka. Dzisiaj pogoda w Sydney od rana była sto razy lepsza, niż wczoraj, więc znów umówiłem się z Sam na naszej polanie. Naszej… Ona już była nasza. Tym razem to ja postanowiłem zaopatrzyć nas w coś do jedzenia i picia. Dlatego wędrowałem po sklepie mając nadzieję, że o niczym nie zapomnę.
          W końcu kiedy wziąłem wszystko, co chciałem, skierowałem się w stronę kasy. Młoda kobieta za ladą uśmiechnęła się, mierząc moją sylwetkę od góry do dołu. Odpowiedziałem tym samym, a potem podałem jej kartę. Po chwili wcisnąłem portfel z powrotem do tylnej kieszeni spodni, podziękowałem i złapałem za siatki. Ruszyłem ku wyjściu.
          Jak tylko znalazłem się na zewnątrz, poczułem ciepłe promienie słońca na swojej skórze. Po wczorajszym deszczu nie było śladu, a wszystko na około wyschło w zastraszająco szybkim tempie. Odbiłem w bok, by wrócić do samochodu, który zaparkowałem kawałek dalej.
          Zdążyłem jednak zrobić kilka kroków, gdy ktoś mocno szarpnął mnie za ramię. Zanim zdołałem cokolwiek z siebie wydusić, chłopak pociągnął mnie w stronę zaułka. Gruchnąłem plecami o zimny mur, krzywiąc się z bólu, który przebiegł mi po kręgosłupie. Spojrzałem w rozwścieczone tęczówki Caluma, który mocno zaciskał wargi. Jego dłonie zacisnęły się na mojej czarnej koszulce. Przybliżył się jeszcze bardziej.
- Chyba zapomniałeś o naszym poprzednim spotkaniu, Hemmings – warknął przez zaciśnięte zęby. – Co miałeś zrobić?
- Trzymać się od Sam z daleka – odpowiedziałem od razu, bo doskonale pamiętałem sytuację, która miała miejsce za szkołą.
- Więc dlaczego siedziałeś wczoraj u niej w pokoju?
- Ja…
- Mam z tobą problem, Hemmings – przerwał mi, a jego palce jeszcze bardziej zacisnęły się na materiale mojej bluzki.- Sam cię lubi, a ja na razie nie wiem, jak to wszystko rozegrać, by jej nie skrzywdzić. Dlatego posłuchaj mnie uważnie. Zrób coś, co mi się nie spodoba, zrób jej cokolwiek, co mi się nie spodoba, niech tylko raz się na ciebie poskarży, a będziesz mieć przejebane do końca swojego nędznego życia, jasne?
- Jasne.
          Puścił mnie, jednocześnie odsuwając się. Zmierzył mnie po raz kolejny pogardliwym wzrokiem, a potem odwrócił się na pięcie i wyszedł z zaułka, zostawiając mnie samego. Wyprostowałem się, czując, jak moje plecy cicho krzyczą z bólu. Wolną dłonią poprawiłem koszulkę. Zdziwiłem się, że Hood tak po prostu odszedł. Że nie doszło, do czegoś więcej. Zaskoczony tym całym spotkaniem, ruszyłem w stronę samochodu. Po głowie wciąż chodziły mi jego słowa. A ja raz za razem skupiałem się na tych jednych jedynych, które sprawiały, że chciałem się uśmiechać, jak idiota. Sam cię lubi… Ona cię lubi…

~***~
          Wyszłam z lasu, kierując się na znaną mi polanę. Z daleka dostrzegłam siedzącego blondyna. Trzymał gitarę. Do moich uszu doszła melodia, którą wygrywał. Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc skupienie na jego twarzy. Na tym, jak jego palce układają się na gryfie i jak trącają w struny. Robił to z taką pasją, że nie chciałam mu przerywać.
          On jednak tchnięty, jakby nagłym impulsem, podniósł głowę. Jego błękitne tęczówki od razu spoczęły na mojej osobie. Uśmiechnął się, przerywając grę. Podeszłam bliżej, a on śledził każdy mój następny ruch.
- Długo tu siedzisz?
- Odrobinę – odpowiedział, wkładając gitarę do futerału.
- Nie zagrasz nic więcej? – zapytałam z zawodem. Uwielbiałam go słuchać i nie miałam nic przeciwko, by wrócił do tego, co robił przed moim przyjściem.
- Innym razem – powiedział, zapinając zamek. Spojrzał na mnie i zaśmiał się, widząc moją skrzywioną minę. – Będzie jeszcze ku temu okazja.
- Widzę, że masz dzisiaj lepszy humor.
- To prawda – odpowiedział, wstając z miejsca. – Chodź, chcę ci coś pokazać.
- Co cię tak uszczęśliwiło? – dopytałam, kiedy ruszył w kierunku samochodu. 
          Poszłam za nim, niemalże depcząc mu po piętach. Po chwili razem z nim, zatrzymałam się przy jego aucie. Luke zacisnął lekko usta, jakby się wahał nad odpowiedzią. W ostateczności znów się uśmiechnął.
- Tajemnica.
- Luke, no – wyjęczałam, a to sprawiło, że chłopak znowu się zaśmiał.
- Po porostu cieszę się, że cię widzę.
- Och, jasne… A tak na serio? - Blondyn przekręcił oczami. Otworzył bagażnik, wkładając do środka czarny futerał z gitarą. Najwidoczniej Luke zdecydował się uciąć temat, bo zaczął przekładać rzeczy znajdujące się w bagażniku. – A powiesz mi chociaż, co chcesz mi pokazać?
- Bardzo fajne miejsce. Trzymaj – wcisnął mi w rękę jedną z siatek. On wziął drugą. Na samym końcu wyciągnął koc, który włożył pod pachę. Zamknął bagażnik, a następnie samochód. – To niedaleko. Myślę, że ci się spodoba.
- W takim razie prowadź.
           Trzymałam się blisko niego, gdy pokonywaliśmy mały dystans między polaną, a tym miejscem, które stało się naszym celem. Kolejną tajemniczą miejscówką Hemmingsa. Musieliśmy wdrapać się na większą górę, więc zaczynałam się domyślać, co to może być. Pewnie, jakaś cudna panorama czy coś takiego.
           Szłam za nim, gdy wspinaliśmy się na górę. W pewnym momencie zachwiałam się. Byłam pewna, że polecę na tyłek i sturlam się na dół, ale w ostatniej chwili poczułam przyjemnie ciepłą dłoń, która chwyciła moją rękę. Podniosłam głowę, spoglądając z wdzięcznością na Luke'a, który uchronił mój tyłek przed potłuczeniem. Znowu. Uśmiechnął się, podciągając mnie do pionu.
- W porządku?
- Tak, dzięki – odpowiedziałam, zrównując się z nim.
- Jeszcze trochę.
          Kiwnęłam głową, mocniej zaciskając palce na jego dłoni. Jego skóra przyjemnie grzała i elektryzowała, jakby miała w sobie małe elektryczne punkciki, które wybuchały przy bliższym kontakcie. Ku mojej uciesze nie puścił mnie, aż do samego końca.
          Stanęliśmy na górze, a ja zrobiłam wielkie oczy. Tak, jak myślałam była to panorama, ale widok nie był cudny, a dosłownie przepiękny. Z daleka majaczyły mi budynki z samego centrum Sydney, a po bokach dało się wyłapać domy z osiedli, które leżały na obrzeżach. Dostrzegłam też fragment plaży i spokojnej wody. Miało się wrażenie, jakby było się ponad miastem. Jakby przebywało się w całkiem innej rzeczywistości i można było dokładnie śledzić to, co dzieje się na ulicach, choć było się zbyt daleko, by naprawdę to dostrzec.
- Podoba się?
- Jezu… Tu jest pięknie – wydusiłam z siebie.
          Odwróciłam wzrok dopiero wtedy, gdy Luke puścił moją rękę. Spojrzałam na niego, zauważając za naszymi plecami pojedyncze niewielkie drzewa i krzaki. Blondyn odłożył siatkę, a potem rozłożył duży niebieski koc. Umiejscowił go tak, że łatwo można było na siedząco patrzeć na to, co rozprzestrzeniało się przed nami.
           Uśmiechnął się po raz kolejny. Podeszłam do niego i tak jak on, zajęłam miejsce na miękkim kocu. Luke zaczął grzebać w siatkach, wyciągając z nich picie i jedzenie. Przez moment nie mogłam oderwać od niego wzroku. Od jego jasnych, jak niebo oczu i od tego uśmiechu, który dzisiaj nie schodził mu z twarzy. Znów zaczynałam się zastanawiać, co takiego się stało, że chłopak promieniał. Cieszyłam się jednak, że w końcu stało się coś dobrego. Coś, co nie musiało go łamać po raz kolejny. Coś, co sprawiło mu małą odskocznię.

~***~
           Leżałem na kocu. Sam była tuż obok, opierając głowę na mojej klatce piersiowej. Było to cholernie przyjemne uczucie. Mieć ją tak blisko. Czuć ją tak blisko siebie. Jedną rękę trzymałem pod głową, a drugą lekko ją obejmowałem. Nie miała nic przeciwko takiemu bliższemu kontaktowi z mojej strony.
          Byłem przesłodzony słodyczami, które ze sobą zabrałem. A trochę tego było. Żadne z nas jednak nie hamowało się przed tym, by dorwać się do ostatnich ciastek czy czekolady, jaka została. W końcu jednak poczułem, że przekroczyłem swój limit, który o dziwo istniał. Byłem przekonany, że jeśli chodzi o słodycze, to w moim przypadku nie ma czegoś takiego, jak granica w ich jedzeniu.
          Sam podniosła głowę, a jej ciemne oczy spojrzały wprost na mnie. Uśmiechnęła się. Przyjrzałam się jej dokładnie, próbując wyczytać coś z jej twarzy. Przysunęła policzek do mojego ciała jeszcze bardziej. Ponownie poczułem przyjemną falę ciepła.
- Ale bije ci serce – powiedziała powoli, znów podnosząc głowę.
- Za szybko?
- Nie… Bije w równym, spokojnym rytmie – odpowiedziała, unosząc się jeszcze bardziej. – Zaskoczony?
- Mówisz teraz o tempie bicia mojego serca czy o tym, że właśnie powiedziałaś, że nigdy nie miałaś faceta?
- Zdecydowanie o tym drugim.
- Zaskoczony – powiedziałem, a ona znów się zaśmiała.
- I nie patrz się tak…
- Jak? – dodałem ze śmiechem.
- Od razu naprostuję twoje myśli. Nie… Nie jestem dziewicą – wypaliła, a ja zrobiłem wielkie oczy. Dobra, może wcześniej faktycznie o tym pomyślałem, ale to nie było istotne. Zauważyłem, że Sam zbyt szybko potrafi mnie rozgryźć. – Po prostu ludzie chorzy też czasem lubią się zabawić.
- Mów dalej.
- Chcesz mnie sprawdzić, czy nie rozhulałam się za bardzo? – Pokręciłem głową, a ona przekręciła oczami.- Był tylko jeden facet, z którym chodziłam do łóżka. Nazywał się Matt. Miał różowe włosy, które przypominamy mi gumę balonową. Potem nosił różową chustę. Zawsze lubił się wyróżniać.
- Przyjaciel od seksu?
- To była przyjaźń z dodatkiem – poprawiła mnie z uśmiechem.
- Masz z nim kontakt?
- Nie. Matt był chory tak, jak ja. Ale jemu… Jemu nie udało się z tego wyjść.
- Przykro mi.
- A jak było z tobą?
- Za mną?
- Miałeś przecież dziewczynę. Kochałeś ją?
- Nie wiem… Nie wiem, czy to była ta miłość. Coś do niej czułem, ale może to było tylko przywiązanie i mocniejsze zauroczenie. Moja… sytuacja ją odstraszyła. Dała nogę i tyle ją widziałem.
- Najwidoczniej nie była tą właściwą – podsumowała Sam, opierając brodę na mojej klatce piersiowej. Teraz jeszcze łatwiej mogłem widzieć jej twarz.
- Uważała, że będę taki sam, jak… jak mój ojciec.
- Nie będziesz, Luke – powiedziała szybko, przywierając do mnie jeszcze bardziej. Objęła mnie na tyle, na ile pozwoliła jej na to nasza pozycja, w jakiej leżeliśmy. – Ty nigdy nie będziesz taki, jak on. Masz w sobie za dużo ciepła i dobroci. Jesteś inny. Nie jesteś nim. – Zacisnąłem mocniej usta, odrywając wzrok od jej ciemnych oczu. Po chwili jednak znów skupiłem się, tylko na niej. – Chciałabym się zakochać.
- Co? – zapytałem z lekkim śmiechem. Sam szybko potrafiła przeskakiwać z tematu na temat, gdy tylko wyczuwała, że coś mi nie pasuje.
- Tak naprawdę się zakochać – powtórzyła, przejeżdżając palcami po moim boku. Musiałem mocno się postarać, by nie zadrżeć od tego dotyku. – Jak w filmach. Tak właśnie sobie wyobrażam prawdziwą miłość. Że jest, jak w tych pieprzonych romansach. Że masz tą drugą osobę, która jest zawsze u twego boku, bez względu na to, co się dzieje. Że możesz na nią liczyć. Daje ci ciepło, szczęście i poczucie bezpieczeństwa. Że na sam jej widok, chcesz się uśmiechać. Że, jak tylko o niej pomyślisz, od razu czujesz się lepiej. Myślisz, że to tak właśnie wygląda prawdziwa miłość?
           Zawahałem się nad odpowiedzią. Opisała to wszystko w taki sposób, że sam poczułem, jakbym znalazł się w środku filmu. Bo wszystko, o czym ona mówiła miało odzwierciedlenie w tym, co ja czułem do niej. Mogłem na nią liczyć. Dawała mi szczęście. Na sam jej widok uśmiechałem się, jak kretyn, a myśl o niej wprawiała mnie w lepsze samopoczucie. Poczułem na twarzy lekkie wypieki. Miałem nadzieję, że ona tego nie zauważyła.
- Całkiem możliwe. Jak mówiłem, sam chyba nie kochałem tak naprawdę. Ale… Myślę, że tak to może wyglądać.
- Chciałabym się w końcu zakochać – powiedziała ciszej, z powrotem kładąc głowę na mojej klatce piersiowej.
- Ja już się zakochałem. Zakochałem, choć nigdy do tego nie powinienem dopuścić – pomyślałem, zagryzając mocniej wargę.
- Twoje serce przyspieszyło- odparła takim tonem, które upewniło mnie w tym, że się uśmiecha. – Bije znacznie szybciej.
- To… źle?
- O ile czujesz się dobrze, to raczej nie.
- Czuję się rewelacyjnie – powiedziałem i była to prawda. Przy niej naprawdę czułem się fantastycznie. Słyszałem, że się zaśmiała. Nie mogąc tego powstrzymać, uśmiechnąłem się sam do siebie.

~***~
          Bez przeszkód podałam mu rękę, gdy schodziliśmy w dół stromej górki, pod którą wcześniej musieliśmy podejść. Dzięki temu, ani razu się nie przewróciłam, choć pewnie do tego by doszło, bo parę razy moje trampki poślizgnęły się na suchej ziemi. Następnie skierowaliśmy się ścieżką, wracając do samochodu, który został na dole. Luke w dalszym ciągu trzymał moją dłoń, co wywoływało u mnie przyjemne uczucie, które kumulowało się gdzieś w środku. Uśmiechałam się pod nosem.
           W końcu blondyn puścił mnie, by załadować do bagażnika koc. Przez chwilę spoglądałam na jego płynne ruchy. Spojrzał w moją stronę, a potem podszedł bliżej, opierając się plecami o tylne drzwi.
- Podrzucę cie do domu.
- A ty, co teraz będziesz robił?
- Jadę w odwiedziny.
- Odwiedziny? – zapytałam nieco zaskoczona, zanim zdążyłam się powstrzymać. – Do tej osoby, dzięki której masz dzisiaj taki dobry humor?- Zaśmiał się i szybko zaprzeczył. Przekręciłam oczami.
- Jadę zobaczyć się z moją babcią.
- Och… No, tak. Mówiłeś mi, że często ją odwiedzasz. – Luke zerknął gdzieś w dal, a potem jego błękitne oczy ponownie spojrzały w moje ciemne tęczówki. Znów się uśmiechnął.– Co?
- Moja babcia chciała cię poznać.
- Co?
- Więc jeśli nie masz nic lepszego do roboty, to może chciałabyś pojechać tam ze mną?
- Serio?
- Serio – odparł, kiwając głową.
- Luke – rzuciłam, łapiąc go za ramię, gdy chciał otworzyć drzwi od strony kierowcy. – A jak ona mnie nie polubi?
- Julianne? – Kiwnęłam głową. – Polubicie się obie. Jesteście do siebie podobne.
- Tak?
- Tak. To, co? Zrobimy jej małą niespodziankę? Ucieszy się.
- Tylko zobacz, jak ja wyglądam – mruknęłam, przejeżdżając rękami po białej koszulce z logo The Rolling Stones. Do tego założone miałam czarne dżinsy i trampki. Jak dla mnie nie był to odpowiedni strój na takie odwiedziny.
- Wyglądasz idealnie, Sammy. – Przyjrzałam się mu uważniej. W sumie on też miał na sobie zwykłą koszulkę i czarne dżinsy, więc nie odbiegałam chyba, aż tak od nieustalonej oficjalnej normy w kwestii strojów. - Jaka decyzja?
- Pojadę z tobą, Lukey – odparłam, a on uśmiechnął się pod nosem.
- W takim razie w drogę – zarządził, machając na mnie ręką.

          Denerwowałam się i to bardzo. Pierwszy raz miałam okazje poznać kogoś od strony Hemmingsa. Kogoś z jego rodziny. Luke kiedyś opowiadał mi o swojej babci, więc wiedziałam, gdzie dokładnie jedziemy.
         Julianne postanowiła zamieszkać w Domu Pogodnej Starości mieszczącym się na obrzeżach Sydney. Było tu cicho i spokojnie. Okolica naprawdę była dopieszczona pod każdym względem. W końcu zobaczyłam olbrzymi biały budynek, a także niewielki park znajdujący się obok niego. Na parking wjeżdżało się przez wysoką bramę, ozdobioną fikuśnymi kwiatami i liśćmi zrobionymi z metalu. Wszystko to przypominało mi pięciogwiazdkowy hotel. Robiło wrażenie.
          Luke zaparkował samochód w cieniu, które rzucały wysokie i gęste drzewa. Wysiadł pierwszy, a ja zaraz po nim. Automatycznie zaczęłam wygładzać swoją koszulkę i poprawiać włosy, mając nadzieję, że będę wyglądać, jak człowiek. Nie chciałam już na wstępie odstraszyć od siebie Julianne. Usłyszałam cichy śmiech chłopaka. Podniosłam głowę. Spoglądał na mnie rozbawiony.
- Bardzo śmieszne – mruknęłam, zaczesując niesforny brązowy kosmyk za ucho.
- Denerwujesz się?
- Aż tak to widać? – Pokiwał głową, w dalszym ciągu uśmiechając się szeroko. Przekręciłam oczami i podeszłam do niego. – Idźmy, zanim padnę tu na zawał.
- Moja babcia cię nie zje.
- Chcę dobrze wypaść.
- Wypadniesz. Chodź.
          Jego dłoń lekko musnęła moją, jakby chciał ją złapać, ale w ostateczność się rozmyślił. Wstrzymałam oddech, zerkając na niego. Luke odwrócił wzrok w drugą stronę. Niewiele myśląc sama splotłam nasze ręce. Spojrzał na mnie z lekkim zaskoczeniem, a potem uśmiechnął się. Poprowadził mnie w stronę wejścia.
          Zatrzymaliśmy się przed drzwiami, które musiały prowadzić do pokoju jego babci. Przenosiłam ciężar z jednej nogi na drugą, czując jeszcze większe podenerwowanie, a także coś w rodzaju ekscytacji. Nie spuszczałam wzroku z chłopaka, który podszedł do drzwi i szybko zapukał. Nie czekając na jakąkolwiek reakcję po drugiej stronie, odtworzył je i jako pierwszy wszedł do środka, niemalże wciągając mnie tam za sobą.
- Jest moje słoneczko! – Usłyszałam radosny kobiecy głos. 
          Wychyliłam się lekko zza pleców blondyna, by dojrzeć starszą kobietę siedzącą na wysokim fotelu. W tle cicho grał telewizor, a sądząc po odgłosach, musieliśmy jej przerwać oglądanie, jakiegoś filmu. Zielone oczy Julianne spoczęły na jej wnuku, a na ustach pojawił się szeroki uśmiech, który pogłębił jej zmarszczki mimiczne. Siwe włosy spięte miała w idealnie uczesany kok.
- Cześć, babciu. – Luke podszedł do niej, całując ją delikatnie w policzek. Sama uśmiechnęłam się szeroko na widok tej scenki. Cieszyłam się, że Hemmings nie był sam, a miał kogoś z rodziny, kto naprawdę go kochał. – Mam niespodziankę.
- Uwielbiam niespodzianki!
          Luke odsunął się, by jego babcia mogła mnie w końcu zobaczyć. Poczułam, jak zrobiło mi się ciepło, gdy dwie pary oczu wpatrywały się we mnie. Modliłam się w duchu, by nie spłonąć rumieńcem. 
- Och! Czy to ona? – zapytała podekscytowana Julianne. To wystarczyło, bym naprawdę oblała się szkarłatem.
- Babciu, to Samantha…
- Ta Samantha? – przerwała mu. Teraz to na policzkach Luke'a pojawiły się małe wypieki. Uśmiechnęłam się.
- Ta Samantha – odpowiedział, kiwając głową, a potem spojrzał na mnie. – Sam, to moja babcia Julianne.
- Milo mi panią poznać – powiedziałam, podchodząc bliżej. Kobieta wyciągnęła w moją stronę pomarszczoną dłoń. Kiedy tylko podałam jej swoją, ona zgarnęła mnie w swoje objęcia, co naprawdę mocno mnie zaskoczyło.
- Cieszę się, że Luke w końcu postanowił cię tu przyprowadzić, kochanie – odparła Julianne. – Naprawdę chciałam cię poznać. Luke dużo o tobie mówił i…
- Babciu – jęknął blondyn z niedowierzaniem.
- Ja też o pani dużo słyszałam.
- To, co? Klasycznie spacer? – zaproponował Hemmings.
- I może lody? – dodała Julianne.
- Lody pasują – skwitował Luke z uśmiechem.

          Wyszliśmy z budynku, kierując się w stronę zielonego małego parku. W samym jego sercu znajdował się niewielki staw. Luke szedł tuż obok mnie, pchając wózek inwalidzi, na który siedziała Julianne. Po chwili jednak zatrzymał się i spojrzał na mnie.
- Pójdę po te lody. Za rogiem jest sklep.
- Jasne.
- Zajmiemy tą samą ławkę, co zawsze – powiedziała Julianne. – Zaprowadzę tam Sam.
- W porządku. Zaraz wracam – odparł Luke. – Przejmiesz stery?
           Pokiwałam głową, a potem zajęłam miejsce za wózkiem. Spojrzałam, jak odchodzi, idąc szybko w stronę bramy. Po chwili sama ruszyłam w kierunku ławek. Podążając za instrukcją Julianne, zatrzymałam się w końcu przy tej jednej konkretnej, na której zawsze przesiadywali. Ustawiłam wózek bardziej do siebie tak, byśmy obie mogły się dobrze widzieć. Kobieta przez chwilę spoglądała na mnie z uśmiechem. Potem wzięła głęboki oddech.
- Naprawdę się cieszę, że cię poznałam – powiedziała powoli. – Luke naprawdę cię lubi.
- Ja go też- odpowiedziałam, kiwając dodatkowo głową, aby jeszcze bardziej potwierdzić moje słowa.
- To dobry dzieciak, ale całkowicie zagubiony i złamany. Ty też wiele przeszłaś – zacisnęłam lekko usta. – Luke mi powiedział o twojej chorobie, z którą wygrałaś. Takie rzeczy nie powinny przytrafiać się dzieciom i młodym osobą, które mają jeszcze przed sobą całe życie.
- Nieraz los jest naprawdę okrutny.
- Jest. Nawet nie zaprzeczę – powiedziała ciepłym głosem.  – Cieszę się, że oboje daliście sobie szansę. Luke tego potrzebował. Ty jakoś się podniosłaś po tym, co musiałaś przejść. On… On przy tobie dopiero raczkuje, ale wierzę, że będzie lepiej. Dodajesz mu siły. Widzę to. Widzę, jak się zmienił. – W tym momencie nie wiedziałam, co powinnam powiedzieć. Uśmiechnęłam się po raz kolejny, ale najwidoczniej Julianne to wystarczało. – Tylko nie mów mu tego, co ci powiedziałam.
- Może być pani spokojna, nie pisnę o tym słowem.
- Nasza tajemnica.
- Oczywiście.
- Jestem. 
          Aż podskoczyłam, gdy Luke zjawił się obok. Sklep naprawdę musiał być blisko, skoro wrócił tak szybko. Chciałam się przesunąć, aby zrobić mu miejsce obok babci, ale chłopak usiadł po prostu obok mnie, lekko klepiąc mnie po ramieniu, że taki układ mu odpowiada.
- Jesteś szybki – podsumowała go Julianne.
- Popieram – odparłam, gdy blondyn podał mi śmietankowego rożka.
- Nie mieli za dużego wyboru, ale…
- Najlepsze rożki – skwitowała Julianne, a potem spojrzała na mnie. – Masz śmietankowy smak?
- Chce się pani zamienić na truskawkę?
- Śmietankowe to moje ulubione – powiedziała, zerkając na blondyna.
- Wyleciało mi to z głowy – jęknął przepraszającym tonem.
- Ja lubię czekoladowe – pociągnęłam temat, a Luke przekręcił oczami, co wywołało cichy śmiech ze strony Julianne. Chłopak westchnął, a potem zabrał mi i swojej babci loda. Pozamieniał je tak, że to on miał truskawkowego, ja czekoladowego, a Julianne dostała swój ulubiony śmietankowy.
- Idealnie – podsumowała babcia.
- Kobiety – prychnął Luke, a my zaczęłyśmy się śmiać.


***
Przyszedł czas na trochę wytchnienia dla Hemmo - choć było niewielkie spotkanie z Calumem. Jest także wizyta u babci :) Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :) 

Jeśli ktoś z Was nie czyta Pod Jednym Dachem, to szybka informacja wstępna, bo... będzie nowa historia. Na tamtym blogu wspominałam o wyzwaniu, jakie wymyśliły mi koleżanki i którego ja się podjęłam. Wyszło dość spontanicznie, ale ponoć takie akcje są najlepsze. Warunki, jakie musiałam spełnić do stworzenia wyzwaniowej historii były takie:
1. Sparować ze sobą dwóch chłopaków - głównych bohaterów (bo nigdy o tym nie pisałam) - jako, że wciąż zostaję przy 5SOS, to postawiłam na Muka :D
2. Opracować fabułę w niecałe dwa dni - wykonane!
3. Dodać do historii coś, czego jeszcze nie tknęłam w ff o 5SOS (pomijając inne ff, które kiedyś pisałam) - głównie chodziło o dodatkowy gatunek. Z początku pomyślałam o horrorze, ale trudno mi było wrzucić do tego romans z Mukiem, więc... dodatkiem będzie fantastyka. Czyli w sumie opowiadanie będzie wielkim miszmaszem. Tytuł: The Guardian Angel.

Dostałam już zwiastun, a blog jest w trakcie ogarniania. Jeśli, więc nie macie nic przeciwko Mukowi i innym łączeniom, to już Was na nową historię serdecznie zapraszam :) Oficjalne otwarcie bloga wraz z publikacją prologu pojawi się już jutro. Dzisiaj jednak chcę Wam zaprezentować cudowny zwiastun - kolejne dzieło Moni :) Enjoy! 


Zachęciłam lub zaciekawiłam? Mam nadzieję! Z tą historią i jej bohaterami widzimy się oficjalnie w czwartek.

Przypominam również o możliwości zadawania mi pytań odnośnie historii i bohaterów na Asku- link w kolumnie Menu :)

Następny rozdział na Broken pojawi się już standardowo w niedzielę. 

Pozdrawiam!

8 komentarzy:

  1. Genialny rozdział - jak to zwykle ;) Julianne jest świetna, uwielbiam ją. W sumie to spotkanie z Calem serio nie skończyło się źle, bo powiedział, że Luke będzie miał przerąbane, jak Sam się poskarży, więc nie było tak źle..
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się spodobał :) Na razie Cal przechodzi w stan złagodnienia ehehe A czy długo tak wytrzyma?
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Świetny rozdział!
    Bardzo podoba mi się to, że Sam i Julianne to dobrze się dogadują:) Ja i Sammy mamy wspólną cechę, a mianowicie nasz ulubiony smak lodów to truskawkowy haha:3 Cóż nie może być tak pięknie mamy, scenkę z Calum’em. Widać przybrał inna metodę gry. Mam nadzieję, że mu się nie uda, jeśli Luke go nie posłucha, będzie miał do czynienia z jego bandą…
    Jestem strasznie ciekawa co zgotowałaś bohaterom w następnym rozdziale!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki - cieszę się, że się podobało :)
      W sumie Sam jadła czekoladowego, ale to tak na marginesie :)
      Pięknie może będzie kiedyś, ale też nic nie obiecuję.
      Mam nadzieję, że kolejny Cię nie rozczaruje.
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Podoba mi się ten rozdział. Cal - moje ty cukierkowate słoneczko - weź zluzuj portki i zostaw Hemmo, on jest spoko. Dobrze, że mu nie przywalił, ale wiadomo, że Hoodowi może jeszcze odbić. Mam jednak nadzieję, że nie odbije i Cal nie stanie się czarnym charakterem. To spotkanie ich na tej górze no... idealne, jak ze sobą rozmawiali i Luke w taki sposób o niej myślał. Oni do siebie pasują! Chciałabym by byli razem :) No i dochodzi do tego jeszcze jego babcia. Cudowna kobieta. Z niecierpliwością czekam na nn.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało. Hood jest tak co prawda na granicy. Niby dobry, ale czasem zły :)
      Pozdrawiam!

      Usuń