niedziela, 7 lutego 2016

Rozdział 13

First kiss just like a drug


          Wiedziałam, że oglądanie naszego serialu do wieczora nie jest dobrym pomysłem, szczególnie, że jest środek tygodnia. Wyszło jednak tak, jak zawsze. Ja i Calum skończyliśmy swój mały maraton w nocy. Nawet nie pamiętam dokładnie, która była godzina, gdy w końcu położyliśmy się spać.
          Jęknęłam niezadowolona, gdy ciężki kloc- czyli mój kochany kuzyn – powalił się na mnie, wciskając moje ciało jeszcze bardziej w miękką i ciepłą pościel. Usłyszałam nad uchem cichy śmiech. Nie cierpiałam tej jego metody budzenia mnie, a on i tak zawsze ją stosował.
- Pobudka, Sammy – powiedział, wciskając mi twarz we włosy. – Musimy zdążyć na angielski, bo inaczej babka się wkurzy. Nie lubi spóźnialskich.
- Jeszcze pięć minut.
- Miałaś już swoje pięć minut, które przerodziło się w piętnaście. Mama zrobiła nam śniadanie, które już czeka na stole.
- Jak mi się nie chce – wymamrotałam, próbując zakryć się kołdrą. – Puszczaj!
- Wstajemy!
- Cal, no…
- Nie, Cal no, tylko tyłek w górę – pociągnął, bujając mną na boki. – Mamy jeszcze zahaczyć o twój dom, bo musisz się wypindrzyć, więc ruszamy się! – Klepnął mnie w ramie, a potem sturlał się ze mnie, śmiejąc się, jak nienormalny. – Sammy!
- Jezu… Już…
- Wystaw swój słynny, zadowolony z życia uśmieszek i wracaj do świata ludzi nieśpiących.
- Żywych?
- Żywych. Chodź! 
          Wiedziałam, że z nim nie wygram, więc musiałam w końcu zwlec swoje zwłoki z jego ciepłego łóżka. A naprawdę nie miałam na to ochoty. Szczególnie, że byłam ledwo przytomna po zarwanej nocy. Zastanawiałam się, skąd Calum ma z rana tyle energii. Ale to był Cal, jego ciężko było nieraz ogarnąć.

           Zdążyłam usiąść w ławce, gdy rozległ się dzwonek oznajmiający początek zajęć. Spojrzałam na Luke'a, uśmiechając się do niego lekko. Przygotowałam się do lekcji matematyki, z góry wiedząc, że nasza nauczycielka dalej będzie wałkowała z nami temat logarytmów. Ciągnęliśmy to już od tygodnia.
          Otworzyłam zeszyt, a następnie sięgnęłam po długopis. Właśnie odbywało się sprawdzanie obecności. Po raz kolejny zerknęłam na blondyna, który posłał w moją stronę delikatny uśmiech. Odpowiedziałam tym samym, a wtedy pierwsza papierowa kulka trafiła go wprost w klatkę piersiową.
          Odwróciłam się powoli w stronę innych uczniów. Większość z nudą wpatrywała się w pustą tablicę lub grzebała w telefonie. Tylko Bradley, Dylan i Ally mieli rozbawione uśmieszki na twarzach. 
          Wróciłam do poprzedniej pozycji. Po chwili kolejna kulka poszybowała w kierunku Luke'a, niemalże przelatując mi koło nosa. Pacnęła na naszą ławkę, a potem sturlała się na ziemię. Zazgrzytałam zębami. Hemmings udawał, że niczego nie zauważa, starając się skupić na podręczniku, który przed chwilą otworzył. Zaraz po tym poleciały kolejne papierowe piguły, uderzając w jego dłoń, zeszyt, a potem w moje ramię. Raptownie odwróciłam się w stronę winowajców. Dylan wymamrotał ciche przepraszam.
          Niewiele myśląc otworzyłam piórnik. Ignorując nauczycielkę, która już rozpoczęła lekcję, wyciągnęłam z niego gumkę recepturkę. Następnie rozłożyłam zeszyt na jego środku. Zasłoniłam się nieco, by bliźniaki i Ally nie widzieli tego, co robię, a potem wyrwałam kartkę. Podarłam kawałek na mniejsze strzępy. Chcą wojny, to będą ją mieli.
          Poczułam spojrzenie Luke'a na sobie, gdy włożyłam do ust jedną z kartek. Naśliniłam ją porządnie, aby miała lepszą trajektorię lotu. Potem włożyłam gumkę między kciuk a palec wskazujący. Umiejscowiłam w niej mój prowizoryczny pocisk. Odczekałam chwilę, aż towarzystwo przestanie się patrzeć. Puściłam gumkę. Kulka poszybowała w ich stronę, trafiając blondynkę prosto we włosy. Odwróciłam się i jak gdyby nigdy nic, spojrzałam na nauczycielkę, która pisała pierwszy przykład zadania. Odczekałam chwilę i przygotowałam kolejny pocisk, który trafił Dylana w szyję.
- Sam – syknął Luke, nachylając się w moją stronę. – Nie prowokuj ich, proszę.
- Sami tego chcieli. To nie dotyczy teraz ciebie – odpowiedziałam, przygotowując kolejną kulkę. 
          Włożyłam ją w prowizoryczną procę, stworzoną z gumki i palców i wystrzeliłam po raz kolejny. Dylan oberwał ponownie. Widziałam, jak tamci zaczynają się wkurzać. Miałam z tego dziwną satysfakcję. Nigdy ich nie lubiłam.
- Sam – próbował dalej Hemmings. – Będziesz mieć kłopoty.
- Mam to gdzieś. Nie patrz się na mnie, ani na nich, by nie pomyśleli, że też bierzesz w tym udział.
- Ale…
- Skup się na logarytmach – odparłam, a on ciężko westchnął. Zamiast rozwiązywać zadanie, ja zabrałam się za przygotowywane kolejnych kulek. Dobrze, że miałam podzielność uwagi, więc orientowałam się też, o czym mówi nauczycielka.
- Jesteś trup – przeczytałam na kartce, którą pokazała mi rozzłoszczona Ally. 
           Zaśmiałam się, odpowiadając jej środkowym palcem. Wiedziałam, że dojdzie do starcia między nami. Ja jednak nie chciałam być wobec nich potulna, jak baranek i znosić wszystkiego, co robili. Nie… Nie teraz i nie w tym życiu. Przyszykowałam szybką wiadomość do Luke'a. Przesunęłam zeszyt w jego stronę. Chłopak spojrzał w te kilka słów.

Wyjdź od razu po dzwonku. Nie wtrącaj się.

- Sam…
- Po prostu to zrób, okej? – powiedziałam szeptem. Kolejny raz ciężko westchnął, a potem skinął mi prawie niezauważalnie głową. Miałam nadzieję, że chłopaki go nie dorwą, bo wtedy byłaby to tylko i wyłącznie moja wina.

          Rozbrzmiał dzwonek. Luke zgodnie z moją prośbą spakował się w trybie natychmiastowym, a potem opuścił salę, jako jeden z pierwszych osób. Ja na spokojnie schowałam swoje rzeczy. Zarzuciłam torbę na ramię i ruszyłam w kierunku drzwi. Wyszłam na korytarz, mijając, jak gdyby nigdy nic, bliźniaków i Ally. Wiedziałam, że coś zaczyna się dziać, bo Dylan niemalże siłą odgonił blondynkę, która niezadowolona poszła w przeciwnym kierunku.
          Zdążyłam dojść do pierwszego rozwidlenia na holu, gdy poczułam mocny uścisk dłoni na swoim ramieniu. Szarpnął mną, a ja stanęłam twarzą w twarz z Bradley’em. Tuż za nim stał jego brat. Brązowe oczy chłopaka wpatrywały się we mnie. Musiałam naprawdę mocno go z irytować, bo byłam pewna, że zaraz usłyszę, jak zgrzyta zębami. Strąciłam jego rękę.
- Coś ci nie pasuje, Hood?- warknął, przybliżając się do mnie.
- Tak. Zachowaj odpowiedni dystans, kochasiu – odparłam, odpychając go od siebie.
- Stajesz w obronie Hemmingsa?
- Jakbyś nie zauważył, wasze kulki trafiały też we mnie, więc nie… Tu nie chodzi o Hemmingsa.
- Zrób coś podobnego jeszcze raz, to…
- To, co? – przerwałam mu.
- Może jesteś kuzynką Hooda, ale nie masz prawa…
- Jezu… Przymknij się – rzuciłam i już chciałam się odwrócić, ale Bradley pociągnął mnie za rękę po raz kolejny. Wyrwałam się mu. – Zabieraj do cholery swoje łapy!
- Ej, co jest? – Bosko, na horyzoncie pojawił się Calum. Podszedł do nas, stając między naszą dwójką, która piorunowała się wzrokiem. Chłopak zacisnął usta tak mocno, że zmieniły się one w wąską linię. – No?
- Twoja kuzynka nas prowokuje.
- Ja?! – warknęłam z niedowierzaniem. – To wy kretyni zaczęliście i…
- Sam, uspokój się – przerwał nam Calum. – A ty – zwrócił się do kumpla – dotknij jej raz jeszcze, a twoja własna matka cię nie pozna. Nie wiem, o co wam poszło, ale zachowujecie się, jak dzieci.
- Oni zaczęli – odparłam, wskazując ich brodą.
- Starczy. Rozejść się – zarządził Mulat.
           Złapał mnie pod rękę i odciągnął od bliźniaków. Szedł tak szybkim tempem, że ledwo mogłam nad nim nadążyć. Zatrzymał się dopiero, kiedy doszliśmy do prawie pustego ślepego korytarza, na którymi mieściły się sale komputerowe. Puścił mnie, a potem wlepił we mnie swoje ciemne oczy. Czekał na wyjaśnienia. Prychnęłam cicho pod nosem.
- Więc?
- Oni zaczęli – powtórzyłam, a on przekręcił oczami. – Wiem, że to argument prosto z przedszkola, ale to było wkurwiające!
- Co zrobili?
- Rzucali kulkami. Z tego, co się zorientowałam próbowali ustrzelić Hemmingsa, ale mi też się obrywało, bo dzielę z nim ławkę i … Nie pozwolę tym kretynom na coś takiego!
- Dobra, wyluzuj. Jak mniemam odpowiedziałaś tym samym?
- A co miałam robić?! Siedzieć i bezczynnie obrywać?! – warknęłam pod nosem, machając jednocześnie rękami. Mała wojna na kulki przerodziła się w wielką aferę w naszej pseudo paczce, do której nie chciałam należeć. – Naprawdę uwielbiam twoich kumpli. Uwielbiam Michaela i Ashtona, ale z resztą twojej grupy się nie dogadam. Nawet ich nie lubię.
- Przyjąłem do wiadomości – powiedział spokojnie Cal. – Nie musisz ich lubić.
- I dobrze.
- Weź głęboki oddech. – Zrobiłam to, co mi kazał. – Lepiej?
- Lepiej. Muszę z tobą siedzieć na lunchu?
- Nie, nie musisz – powiedział ze śmiechem. – Nie będę cię do tego zmuszał.
- Jesteś najlepszy, Cal – rzuciłam, wspinając się na palce i obejmując go ramionami.
- Widzę, że dobry humor ci wrócił.
- Mój najlepszy kuzyn tak na mnie działa – odpowiedziałam, a on zaśmiał się pod nosem.

~***~
           Zatrzymałem się przed znanym mi domem. Podszedłem do drzwi, a potem zadzwoniłem dzwonkiem. Miałem nadzieję, że Sam jest w środku. Co prawda nie umawialiśmy się na konkretną godzinę. Powiedziała tylko, że jeśli mam ochotę, to mam do niej wpaść. A miałem ją… Zresztą spędzanie z nią czasu było o wiele lepsze, niż samotne przesiadywanie w pokoju czy na boisku. A odkąd ją poznałem, uznałem, że samotności jak na razie mi starczy. Miałem jej po dziurki w nosie, choć byłem do niej przyzwyczajony.
          Drzwi otworzyły się. Na progu jednak nie stała Sam, ale jej mama. Kobieta uśmiechnęła się do mnie szeroko, a potem gestem zaprosiła do środka. Zrobiłem to od razu, znikając razem z nią we wnętrzu tego przytulnego domu.
- Dzień dobry – rzuciłem szybko.
- Cześć, Luke. Sam jest u siebie – powiedziała, zanim zdążyłem zapytać o jej córkę.
          Ściągnąłem buty. Gabrielle zamknęła za mną drzwi, a potem przeszła do salonu. Nie czekając dłużej, ruszyłem w stronę schodów. Wszedłem na górę. Zatrzymałem się przed jej pokojem. Zapukałem. Kiedy usłyszałem głośne proszę, otworzyłem drzwi.
- Lukey – powiedziała na mój widok Samantha, uśmiechając się szeroko.
- Cześć. – Minąłem próg, a potem usiadłem obok niej na łóżku. Dziewczyna odstawiła na szafkę uruchomionego laptopa. Wyłapałem, że siedziała na Twitterze.
- Nie byłam pewna, czy przyjdziesz.
- Powiesz mi, co się stało po lekcji matematyki? – zapytałem od razu, by mieć pełniejszy obraz sytuacji, która mogła mieć miejsce na szkolnym korytarzu.
- Działo się niewiele – odpowiedziała powoli, wzruszając ramionami.
- Musiałaś to robić?
- Wkurzyli mnie.
- Sammy…
- Lukey – przerwała mi, a ja mimo wszystko się uśmiechnąłem. 
           Martwiłem się o nią i naprawdę nie chciałem, by miała kłopoty z bliźniakami, którzy do delikatnych osób nie należą. Gdzieś w środku czułem palące poczucie winy, że ta cała sytuacja wydarzyła się przeze mnie. Gdyby ze mną nie siedziała, nic by się nie działo.
- Dorwali cię?
- Poprztykaliśmy się trochę słownie, a potem Cal rozgonił nasze towarzystwo.
- Przepraszam.
- Co? Za co? – Poczułem, jak na mnie spogląda. Niepewnie zerknąłem w jej stronę. – Luke, to nie twoja wina. To nie przez ciebie. – Przysunęła się do mnie tak, by znaleźć się centralnie naprzeciwko mnie. – Nawet tak nie myśl, okej? – Pokiwałem lekko głową. – Zostawmy ten temat. Znalazłam w sieci horror, który ma dobre opinie i oceny. Obejrzymy go?
- Chętnie.
- Super. Skoczę po jakieś przekąski. Załadujesz go? Link jest w zakładce – powiedziała, łapiąc za laptopa. 
          Podała mi go, a potem wstała z miejsca i wyszła z pokoju. Zerknąłem niepewnie na ekran. Nie wyszła ze swojego konta na Twitterze. Zauważyłem fragment wiadomości od Ally. Właśnie wyrzuciła ostrą wiązankę przekleństw i innych epitetów w kierunku Sam. Zacisnąłem zęby, a potem wylogowałem ją, by pohamować chęć przeczytania wcześniejszego tekstu.
          Naprawdę nie chciałem, by Samantha znalazła się na językach, by miała kłopoty ze swoimi znajomymi. Teraz tym bardziej poczułem się winny. Powinienem dać jej spokój. Powinienem pozwolić jej żyć dawnym życiem, w którym mnie nie było. Byłem jednak pod tym względem zbyt wielkim egoistą, by tak po prostu to przerwać. Raz próbowałem i nic z tego nie wyszło.

           Obejrzeliśmy razem film, który okazał się być całkowitą porażką. Dotarliśmy do jego połowy nudząc się na nim, jak mopsy, a potem zaczęliśmy komentować każdą kolejną scenę, rozprawiając o tym, że my byśmy zrobili to lepiej. Potem mama Sam zawołała nas na kolację, którą zjedliśmy w naprawdę miłej atmosferze. Po posiłku znów zabunkrowaliśmy się w jej pokoju.
          Oboje byliśmy objedzeni, więc ułożyliśmy się na łóżku, pogrążając w spokojnej rozmowie. Sam włączyła odtwarzacz w komputerze, uruchamiając swoją playlistę, na której były kawałki, które lubiliśmy. Kiedy zapadła między nami chwilowa, acz przyjemna cisza, zacząłem cicho nucić pod nosem piosenkę Green Day’a Boulevard of Broken Dreams.
- My shadow’s the only one that walks beside me. My shallow heart’s the only think that’s beating. Sometimes I wish someone out there will find me. Till then I walk alone… - Urwałem, zerkając na nią. Sam wpatrywała się we mnie z zaciekawieniem. Dopiero po chwili doszło do mnie, że z pewnością to słyszała. Poczułem, jak moje policzki robią się czerwone.
- Nie przestawaj – powiedziała, opierając brodę na ręce. Leżała na brzuchu tuż obok, a ja w przeciwieństwie do niej, wylegiwałem się na plecach. – Masz ładny głos.
- Nie… Sammy… Tylko nie to…
- Nawet nie zaprzeczaj. Śpiewasz. Z pewnością umiesz śpiewać i to robisz, tylko nie chcesz mi się do tego przyznać. 
           Zasłoniłem twarz rękami, czując się zawstydzony. I to porządnie zawstydzony. Śpiewałem jedynie przy Liamie, gdy oboje wydurnialiśmy się, zdzierając gardła przy starych kawałkach. Ona była drugą osobą, która to słyszała. Nawet moja babcia nie wiedziała, że coś pod tym względem potrafię, bo najnormalniej w świecie się tego wstydziłem.
- Nie śpiewam.
- Oczywiście, że tak – powiedziała, wychylając się w moją stronę. Odsunęła od mojej twarzy jedną moją dłoń, by móc na mnie spojrzeć. Moje policzki zrobiły się w tym momencie chyba jeszcze bardziej czerwone, niż wcześniej. – Masz naprawdę dobry głos i jestem pewna, że sam to zauważyłeś.
- Możliwe…
- Zaśpiewasz coś?
- Nigdy w życiu – odparłem szybko, a ona zaśmiała się.
- Wstydzisz się?
- A nie widać – mruknąłem, co rozbawiło ją jeszcze bardziej. Puściła mnie, a ja znów zakryłem się dłońmi, robiąc z siebie kompletnego idiotę, ale to było silniejsze ode mnie.
- Lukey…
- Nie, na to się nie nabiorę – powiedziałem stanowczo, gdy zamruczała moje imię po raz kolejny. Zrobiło mi cholernie gorąco, bo było to po prostu mocno pociągające i podniecające.
- Dobra, odpuszczę ci.
- Tak? – zapytałem, odrywając jedną rękę od twarzy, by zerknąć na nią.
- Nie – rzuciła ze śmiechem, a potem znów chwyciła mnie za dłonie. Mocniej przycisnąłem je do siebie.  – Zaśpiewaj coś proszę…
- Nie mam mowy. Ty chyba chcesz, bym wykorkował. – Znów się zaśmiała. Drgnąłem, gdy przejechała nosem po mojej szyi, docierając do ucha.
- Proszę - wyszeptała, a ja zadrżałem pod wpływem jej ciepłego głosu i jeszcze gorętszego oddechu. Ona naprawdę chyba chce, bym padł tu na zawał. Moje serce momentalnie przyspieszyło, od tego, jak blisko mnie była.
- Sammy…
- Lukey…
- Sammy…
- Lukey… - droczyła się ze mną. W końcu nie wytrzymałem i zaśmiałem się, a ona zaraz zrobiła to samo. – Niech ci będzie.
- Naprawdę?
- Tak.
- Ale tak serio?
- Tak serio, serio. 
          Oderwałem całkowicie dłonie od twarzy i skupiłem na niej błękitne oczy. Uśmiechnęła się szeroko, opierając rękę na mojej klatce piersiowej. Jej palce przejechały wzdłuż mojego ciała, a ja przełknąłem ślinę.
           Potem… Potem stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewałem, a co spowodowało, że całe te uczucie do niej eksplodowało. Spojrzała mi głęboko w oczy tak, jak jeszcze nikt na mnie nie patrzył. Wstrzymałem oddech, gdy przybliżyła się jeszcze bardziej. Poczułem jej miękkie i delikatne wargi na moich. Zaszumiało mi w głowie, a ja przez moment nie wiedziałem, co się dzieje. Zrobiło mi się bardziej gorąco. Bicie mojego serca było jeszcze szybsze, niż chwilę temu. Zrobiła coś, czego pragnąłem od dawna. A ja oczywiście musiałem zachować się, jak skończony głupek. Będąc w zbyt wielkim szoku, nie potrafiłem odwzajemnić pocałunku.
           Sam uniosła się. Spojrzała na mnie ponownie. Zagryzła lekko wargę, a ja próbowałem sobie przypomnieć, jak się normalnie oddycha, bo nawet z tym miałem problemy. Spuściła głowę. Mogłem się założyć, że poczuła rozczarowanie. Kto normalny nie odwzajemnia czegoś takiego? W szczególności, gdy jest to Samantha Hood?
- Dlaczego to zrobiłaś?- wydusiłem z siebie, zanim zdążyłem się powstrzymać. Brawo Luke, punkt do bycia kretynem numer jeden zdobyty.
- Miałam na to ochotę – odpowiedziała, wzruszając ramionami. Usiadła na łóżku. – Przepraszam.
- Co?
- Przepraszam, nie chciałam cię…
          Mój mózg w końcu zaskoczył. W końcu naprowadził mnie na to, jak to powinno wyglądać. Poderwałem się z miejsca zaraz za nią. Chciałem znów poczuć jej wargi na swoich. Tą bliskość, którą dzisiaj po raz kolejny przekroczyliśmy i wydłużyliśmy. Dlatego nie pozwoliłem jej dokończyć.
          Urwała w połowie, gdy ująłem jej twarz w dłoniach, a potem wpiłem się zachłannie w jej usta. Teraz jeszcze intensywniej poczułem ich smak. Wiedziałem, że teraz będzie to mój ulubiony i najlepszy smak. Odpowiedziała od razu, zaciskając lekko palce na mojej koszulce. Przechyliłem głowę w bok, by pogłębić ten pocałunek, który wywoływał we mnie tyle pozytywnych emocji i doznań. Nigdy nie czułem się lepiej. W tym momencie miałem wrażenie, że mam w rękach wszystko, czego tak naprawdę mi potrzeba.
           Oderwałem się od niej, gdy zabrakło mi tchu. Spojrzałem w te jej cudowne brązowe oczy. Oparłem się delikatnie czołem o jej czoło, a nasze szybsze oddechy mieszały się ze sobą. Lekko zadrżałem nie mogąc tego powstrzymać, gdy przyjemny dreszcz przebiegł mi wzdłuż kręgosłupa. Po chwili mocniej zacisnąłem powieki. Nie powinienem był tego robić. Nie powinienem był, aż tak się do niej zbliżać. Karciłem się w myślach za to, co się stało. Nie byłem dla niej dobry. Nigdy nie będę dla niej wystarczająco dobry. Nie mogłem jej pozwolić poczuć tego samego, co ja czułem do niej.
- Luke…
- Obiecaj mi coś - wyszeptałem, a ona lekko kiwnęła głową. – Obiecaj mi, że nigdy się we mnie nie zakochasz. – Odsunęła się, by móc spojrzeć w moje oczy. Na jej twarzy wymalowało się niedowierzanie.
- Co?
- Nie jestem tego wart, okej?
- Co ty wygadujesz? – odparła, przybliżając się ponownie. Odchyliłem się, kręcąc szybko głową.
- Naprawdę Sammy, ja… Nie chcę niczego zepsuć i…
- Przymknij się, Lukey – powiedziała, a potem na nowo złączyła nasze usta. Nie zaprotestowałem, tylko od razu odpowiedziałem tym samym, oplatając ręce wokół jej talii. Przywarła do mnie mocniej, a ja pałałem się tą chwilą. Skupiłem się, tylko na niej. Nic innego nie istniało. Tylko ona.

~***~
          Leżałam na łóżku, wpatrując się w sufit. Moje myśli krążyły wokół tego, co stało się jakiś czas temu w tym pokoju. Coś, co zbliżyło mnie i Luke'a jeszcze bardziej. Sama nie byłam pewna, dlaczego w ogóle to zrobiłam. Zadziałałam pod impulsem, którego nie próbowałam pohamować. Może chciałam się przekonać, co tak naprawdę do niego czuję. Całując go, dostałam odpowiedź. Nie był mi obojętny, choć na razie to coś wewnątrz mnie, dopiero się kształtowało. Jakby to większe uczucie dopiero kiełkowało.
         Odwróciłam się na bok, przymykając powieki. Przed oczami stanął mi blondyn. Uśmiechnęłam się na wspomnienie jego ust na moich. Na tym, jak przyjemnie łaskotał mnie jego kolczyk w wardze. Jak jego dłonie lekko zaciskały się na moich biodrach, gdy mnie obejmował. 
          Brałam go całego w ciemno, nie patrząc na konsekwencje. Nie zważałam na jego słowa, które bolały. Nie powinien tak o sobie myśleć. Nie ktoś taki, jak on. Zrozumiałam, że Luke Hemmings zaczął zmieniać swój status. Zaczął wydostawać się z szufladki przyjaciel, by po cichu przemknąć do całkiem innego działu. Postanowiłam, że wbrew temu co mówił, nie będę przed tym protestować. To, co ma być, to będzie.



***
No i mamy ich pierwszy pocałunek :D Do tego Sammy chyba zaczęła do niego też coś czuć. Może nie jest to tak silne uczucie, jakim darzy ją Lukey, ale... Jest postęp :D

Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał.

Dziękuję Wam za wszystkie cudowne komentarze, które uwielbiam czytać!

Kolejny rozdział klasycznie pojawi się w następną niedzielę. Od razu uprzedzam, że będzie odrobinę dłuższy, ale nie zamierzam go dzielić na części. Mam nadzieję, że wytrzymacie :)

Zapraszam również na historię z Mukiem - wczoraj pojawił się pierwszy rozdział :) Link poniżej, jakby ktoś miał ochotę poczytać.


Przypominam również o możliwości zadawania mi pytań odnośnie fabuły i bohaterów na Asku - link w kolumnie Menu.

Pozdrawiam i do następnej niedzieli! 

9 komentarzy:

  1. Noo i na to właśnie czekałam! Na dodatek Lukey zaśpiewał, musi robić to przy Sam zdecydowanie częściej :) tak się cieszę... nie mogę doczekać się następnego rozdziału, ja tam się cieszę, że będzie dłuższy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś nastąpi ten czas, że Luke zaśpiewa jej normalnie całą piosenkę :) Cieszę się, że się cieszysz :D
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Rozdział genialny, nie mogę uwierzyć, że się pocałowali, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona ♥
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się Cię zaskoczyć i to w pozytywny sposób :)

      Usuń
  3. Aż mnie przytkało jak zobaczyłam ten tytuł ja wiedziałam , że coś się stanie i się stało!!!<3 Sammy zaczyna dostrzegać w nim coś więcej, to jest tak cholernie suuuper :D Na razie nie jest tak silne jak u Luke’a, ale od czegoś trzeba zacząć;) A skoro już przy nim jesteśmy to Lukey- mój ty słodki misiaczku, zluzuj porty i się tak nie spinaj, nie wolno ci myśleć w ten sposób i wygadywać takich głupot z resztą kto jak kto, ale Samantha Hood zrobi co zechce więc… pełen chill:)
    Rozdział oczywiście genialny i nie mogę się doczekać następnego!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tytuł trochę zdradza, ale nie mogłam się powstrzymać, by nie dać tego fragmentu piosenki, bo pasuje tu idealnie :)
      Po tym, jak Luke o sobie myśli widać, jak wszystko co się wokół niego działo, jak go w pewien sposób zniszczyło.
      Cieszę się, że Ci się podobał :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. OOOOO MAAAAATKOOOOOOOO W KOŃCU SIĘ POCAŁOWALI!!! Jaram się tym!!!!!!!!! To było urocze, a jednocześnie smutne - nie chcę by Hemmo w taki sposób o sobie myślał. Musi w końcu zdobyć więcej wiary w samego siebie, mam nadzieję, że Sam mu w tym pomoże. To było cholernie przeurocze - czytałam ten fragment kilka razy :) Sammy mam nadzieję, że się w nim też zakochasz :) Stworzyli by śliczną parę:)
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że aż tak Ci się podobało :) Niestety Luke przez tyle lat, prawie zupełnie zatracił poczucie własnej wartości. Może jednak powoli zacznie to odzyskiwać? :)
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń