środa, 9 marca 2016

Rozdział 19

I see your blue eyes everytime I close mine


           Luke w końcu pojawił się w szkole, wzbudzając swoim wyglądem jeszcze większe zainteresowanie. Nadal na jego twarzy widniały siniaki i zadrapania, więc ludzie zachodzili w głowę, co takiego się stało. Do moich uszu dochodziły zaciekawione szepty, kiedy dyskutowali, kto tym razem spuścił mu taki łomot i czy mogli to być bracia Woods. Luke jednak odłączył się od tego zupełnie, coraz częściej snując się po korytarzu w swoich białych słuchawkach, w których zapewne leciały jego ulubione kawałki.
            Calum szturchnął mnie ramieniem. Warknęłam pod nosem, przenosząc na niego swoje ciemne oczy. Hood zachichotał, robiąc przy tym niewinną minę. Prychnęłam cicho, co rozbawiło go jeszcze bardziej.
- Wpadnij do mnie – powiedział, przerzucając mi rękę przez ramię. – Stęskniłem się za swoją ulubioną kuzynką. Tak dawno nie oglądaliśmy naszego serialu i…
- Porzuciłeś mnie dla… Jak jej tam? – Mulat zmarszczył nos, niezadowolony z tego, że nie zapamiętałam imienia jego nowej sympatii.
- Meggie – mruknął, odsuwając się ode mnie. – I nie porzuciłem cię dla niej.
- Ostatnio często się z nią spotykasz.
- Lubię ją, ale na razie to nic poważnego.
- Poznam ją kiedyś?
- Poznasz – powiedział z uśmiechem. – Jak będzie to coś poważnego.
- No, nie… Chcę ją poznać wcześniej, by mieć pewność, że jest idealną kandydatką na dziewczynę dla mojego ukochanego słodkiego Cala – odparłam przesłodzonym głosem. – Zresztą – dodałam, przechodząc na normalny ton. – Z tobą to nigdy nic nie wiadomo. Mogę nigdy się nie doczekać.
- Bo?
- Wiesz… Różne rzeczy się zdarzają. Mogę tego na przykład nie dożyć – rzuciłam, wzruszając ramionami. Calum momentalnie spoważniał, spoglądając na mnie czujnym wzrokiem, jakbym miała już teraz paść trupem. – Co jest?
- To akurat było mało śmieszne – odburknął, zwieszając głowę. 
            Dopiero wtedy zrozumiałam, co mogło mu się, aż tak nie spodobać. Ze względu na moją chorobę, którą miałam już za sobą, Hood nie cierpiał, jak żartowałam właśnie w taki sposób. Tego typu teksty zawsze omijałam szerokim łukiem, bo Cal zaraz po nich zmieniał się w zamyślonego i smutnego faceta, jakby przeszłość atakowała go w takich momentach ze zdwojoną siłą.
- Przepraszam – powiedziałam, głaszcząc go po ramieniu. – Powinnam zamknąć jadaczkę.
- Jest okej, Sammy – rzucił, wzruszając ramionami. Ta, kogo on chce oszukać. Musiałam, jak najszybciej zmienić temat.
- Masz zadanie domowe z angielskiego?
- Było coś zadane?!- zapytał z niedowierzaniem, a ja parsknęłam śmiechem na widok jego wielkich oczu. Chyba przed nimi już widział ogromną jedynkę, jaką by dostał za nieodrobienie zadania. Nasza nauczycielka była dość surowa.
- Nie – odpowiedziałam szybko, chichocząc pod nosem. Calum wypuścił ze świstem powietrze.
- Wielkie dzięki, prawie doznałem zawału.
- Starasz się być przykładnym uczniem?
- Staram się po prostu skończyć tą pieprzoną szkołę – powiedział z jękiem, a ja, aż parsknęłam śmiechem. – Widzimy się dzisiaj?
- Widzimy.
- Zaraz po szkole?
- Pasuje.

            Oglądanie serialu musieliśmy przełożyć na wieczór. Powodem tego było to, że w domu Caluma oprócz mnie zjawił się także Michael i Ashton. Oni jednak nie byli, aż takimi zapaleńcami, by ślęczeć przed monitorem i poznawać po raz kolejny historię braci Winchester. Dlatego trzeba było wybrać inną rozrywkę. W tym celu mój kuzyn odpalił konsolę, a my ścigaliśmy się drużynowo. Ta grupa, która przegra stawia na następnym wspólnym spotkaniu olbrzymią pizzę. Nic dziwnego, że ja i Calum ze wszystkich sił staraliśmy się ich pobić – byliśmy razem w drużynie. Ashton może nie był za dobry w grach, ale za to Michael wymiatał, więc musieliśmy mocno się przyłożyć, aby nie dać ciała.
- O tak, Irwin! – krzyknęłam, kiedy mój samochód dotarł do mety tuż przed nim. W sumie perkusista miał szczęście i dziś całkiem nieźle mu szło. Ja jednak byłam wyszkolona przez Hooda, więc znałam kilka sztuczek, by go sprawnie wyprzedzić.
- To kurwa niesprawiedliwe! – warknął, kręcąc głową.
- Szach-mat, przystojniaku – rzuciłam, sprzedając mu pstryczka w nos, przez co Irwin oburzył się jeszcze bardziej.
- Nie wiem czemu zgodziłem się na ten pieprzony zakład, mając ciebie w drużynie – skwitował Michael, kiedy ja i Calum przybyliśmy sobie piątki. – Jesteś beznadziejny.
- Pierdol się.
- Ty się pierdol.
- Wal się.
- Skocz mi.
- Jesteście uroczy – skwitowałam, łapiąc za puszkę z napojem. – Może powinniście zacząć się spotykać?
- Jestem hetero! – warknęli obydwoje. Calum nie wytrzymał i wybuchł śmiechem na widok ich niezadowolonych min.
- Nie wnikam, ale do zakochania jeden krok – wydusiłam z siebie, a Clifford, aż zazgrzytał zębami. Ashton puścił soczystą wiązankę przekleństw, która zniknęła pod kolejną salwą gromkiego śmiechu mojego kuzyna.
- Ale macie miny – wyrzucił z siebie Hood, kiedy nabrał odpowiednio dużo powietrza, by w końcu się odezwać. – Mogłem to nagrać!
- Nie rozumiem, dlaczego my się w ogóle z wami trzymamy – powiedział Michael, kręcąc głową.
- Bo mamy urok Hoodów! – zawołaliśmy, a chłopak przekręcił oczami.

            Cioci i wujka nie było w domu, a Calum był zbyt leniwy, by ruszyć tyłek do kuchni w celu zrobienia nam jakiegoś jedzenia. Jako jedyna dziewczyna w grupie, zostałam wybrana do tego, by nakarmić resztę. Wiedziałam, że wywalą mi z czymś takim, sugerując jednocześnie, że gotuję lepiej od nich. Prawda była jednak taka, że i Irwin dobrze radził sobie w kuchni. Dlatego niewiele myśląc, zabrałam go na dół ze sobą, aby mi pomógł.
- Zróbmy makaron z jakimś sosem – powiedział, zaglądając do lodówki. – Będzie szybciej.
- Pasuje. Masz tam jakieś mięso?
- Mam. Może być pierś z kurczaka?
- Idealnie – rzuciłam, grzebiąc cioci po szafkach. Musiałam znaleźć jakiś garnek. Grace chyba musiała zrobić na nowo porządek w kuchni, bo nic nie leżało tam gdzie zawsze. W końcu jednak znalazłam odpowiednią szafkę.
             Wyprostowałam się i powoli odwróciłam, czując na sobie spojrzenie Irwina. Wlepiłam w niego oczy, a on odrobinę się zmieszał, wpatrując się teraz w swoje ręce, które opierały się o jasny kuchenny blat. Uniosłam zaciekawiona brwi do góry.
- Co jest?
- Mogę cię o coś zapytać?
- Jasne, pytaj – powiedziałam z uśmiechem, a Irwin oparł się pośladkami o blat. Zagryzł lekko wargę, wlepiając we mnie swoje ciemne oczy. Między nami zapanowała cisza. Widziałam, jak kręci nosem, by ułożyć w końcu jakieś sensowne zdanie.
- Obiecuję, że nie powiem Calumowi – zaczął powoli, a ja skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej. Po jego słowach nie byłam do końca pewna tego, czy chcę usłyszeć to jego pytanie. – Czy ty i Hemmings to coś poważnego?
- Co?
- Widziałem, jak dzisiaj uśmiechałaś się do niego na korytarzu. To był całkiem inny uśmiech, niż…
- Można powiedzieć, że się przyjaźnimy, choć to może za duże słowo. Od czasu do czasu spędzimy ze sobą odrobinę czasu, grając w kosza czy oglądając jakiś film- odpowiedziałam naginają prawdę. Nie wiem, czemu skłamałam, ale coś w mózgu podpowiadało mi, że powinnam to zrobić.
- Hemmings gra w kosza? – Po chwili Ash pokręcił głową. – Zresztą nieważne. Po prostu wiem, jak Cal na niego reaguje. Wiem, jak reagują na niego bliźniaki. Nie chcę po prostu…
- O mnie się nie martw – rzuciłam, a on uśmiechnął się do mnie szeroko.
- Wiem, nigdy tego nie lubiłaś.
- Nadal nie lubię. Bierzemy się za ten obiad?
- Pod jednym warunkiem.
- Słucham?
- Że jakby coś się stało, to mi o tym powiesz. Przyjaźnimy się, a ja nie chcę dowiadywać się po fakcie.
- Pewnie – odpowiedziałam, a Ashton uśmiechnął się ponownie.

            Wyszliśmy z domu. Całą czwórką władowaliśmy się do samochodu Hooda. Mieliśmy odwieść chłopaków, a potem udać się do sklepu, bo Calum koniecznie chciał napić się piwa podczas oglądania naszego serialu. Miał też mi kupić owocowe żelki, na które miałam ochotę.
             Podjechaliśmy pod jedyny sklep, który otwarty był po dziesiątej. Mulat wyskoczył z niego i od razu ruszył w stronę drzwi. Ja również wysiadłam, opierając się o jego auto. Noc była ciepła i po prostu w środku zrobiło się cholernie duszno. Wyciągnęłam telefon, spoglądając na wyświetlacz. Chciałam odpalić sobie, jakąś gierkę, która umiliłaby mi czas.
              Nie zareagowałam, gdy usłyszałam pośpieszne kroki. Nie podniosłam głowy, kiedy były coraz bliżej mnie. Instynktownie jednak zablokowałam komórkę i wsunęłam ją do kieszeni. Kątem oka dostrzegłam dwójkę starszych chłopaków, ubranych w ciemne dresy z widocznym logo sklepu, w jakim je zakupili.
- No, no, no – powiedział jeden z nich, a ja już wiedziałam, że popełniłam wielki błąd. 
              Mogłam zostać w samochodzie. Zrobiłabym jeszcze lepiej, gdybym ruszyła tyłek i poszła z kuzynem. Powoli spojrzałam na dwójkę nieznajomych. Jeden z nich zaśmiał się, ukazując mi krzywe zęby.
- Na kogo tak księżniczka czeka? – zapytał drugi, podchodząc bliżej mnie.
- Nie twój zakichany interes – odpowiedziałam, zanim zdążyłam się powstrzymać.
- No, kotku – rzucił drugi, idąc w ślady kolegi. 
             Odsunęłam się od samochodu, do którego oni podchodzili. Nie spuszczając z nich ciemnych oczu, zaczęłam powoli wycofywać się w kierunku sklepu, w którym tkwił Calum. W myślach błagałam los o to, by już z niego wyszedł.
- Zostań, nie uciekaj.
- Ej, mała, no! Chodź tu!
- Może masz jakieś pieniądze? Poratujesz kolegów? – pociągnął drugi, a ja szybko pokręciłam głową. 
              Byłam zbyt zajęta uspakajaniem oddechu, który nagle przyspieszył, by im odpowiedzieć. W tym momencie naprawdę byłam wystraszona. Nic dziwnego, że odwróciłam się na pięcie i chciałam dać nogę w stronę sklepu. Jednak, jak tylko to zrobiłam, poczułam mocny uścisk męskiej, szorstkiej dłoni na swoim nadgarstku. Nieznajomy szarpnął mną, a ja zachwiałam się.
- Jak będzie z tą kasą, cukiereczku?
- Nic przy sobie nie mam.
- To może chociaż kluczyki do auta?
- To nie mój samochód!
- W takim razie oddawaj telefon albo przestanę być miły – zagroził, przyciągając mnie bliżej siebie. Skrzywiłam się i zatrzęsłam, gdy stanął niemalże tuż przed moim nosem. Był ode mnie wyższy, więc z łatwością górował nade mną.
- Zabieraj od niej łapy!
             Momentalnie odetchnęłam z ulgą, słysząc znajomy głos, który wręcz uwielbiałam. Nie wiem skąd, nie wiem jak, ale praktycznie znikąd pojawił się Luke. Zanim zdążyłam się zorientować, odepchnął tego, który mnie trzymał, stając jednocześnie między nami. Zadrżałam, czując, jak spinam się jeszcze bardziej. A jak coś mu zrobią?
- Wypieprzać - syknął Luke, przez zaciśnięte zęby.
- To twoja laska, stary?
- Moja.
- Dobra, nie unoś się tak – rzucił ten, stojący najbliżej nas. 
              Puknął palcem w klatkę piersiową blondyna. Hemmings szybko złapał go za rękę, a potem ścisnął jego palce w taki sposób, że facet niemalże zaskomlał z bólu.
- Wynocha – wysyczał, świdrując go wściekłym spojrzeniem.
- Tylko się zgrywaliśmy! – odparł drugi. – Wyluzuj, kurwa! 
              Następnie złapał swojego kumpla, odciągając go od naszej dwójki. Najwidoczniej byli tylko chojrakami w gębie. Luke jeszcze przez chwilę stał, wpatrując się w nich, by mieć pewność, że stąd poszli. Potem odwrócił się w moją stronę.
- Nic ci się nie stało? – Pokręciłam głową, czując, jak znowu zaczynam się trząść. Teraz wiedziałam, że te wszystkie negatywne emocje po prostu ze mnie schodzą. – Na pewno?
- Na pewno. Dziękuję – wydusiłam z siebie.
- Czemu kręcisz się tu sama?
- Ja… Calum jest w sklepie i… Chciałam na niego poczekać, a oni… Oni wzięli się… Nawet nie wiem skąd i…- dukałam, nie potrafiąc ułożyć jednego sensownego zdania. 
              Luke tylko pokiwał głową, a potem zgarnął mnie w ramiona. Zatrzęsłam się raz kolejny, czując od niego przyjemne ciepło. Uwielbiałam, gdy mnie przytulał. Uwielbiałam być tak blisko. Pogładził mnie po plecach, co miało mnie uspokoić. Przy nim czułam się bezpieczniej.
- A ty, co tu robisz?
- Zgłodniałem – powiedział, odsuwając się odrobinę, by móc na mnie spojrzeć. Dotknął palcami mojej twarzy.
- Cieszę się, że zgłodniałeś – odpowiedziałam, zaciskając mocniej palce na jego białej koszulce. Uśmiechnął się lekko, po raz kolejny przejeżdżając dłonią po moim policzku. Wzięłam głębszy oddech, rozluźniając się.
- Odwal się od niej, Hemmings!
              Podskoczyłam, jednocześnie odsuwając się od blondyna. Spojrzałam na Caluma, który wyłonił się ze sklepu. Jego lewa dłoń mocniej zacisnęła się na siatkach. Szybko pokonał dystans dzielący nas dystans, zatrzymując się między mną a blondynem. Zmierzył go, a potem zmrużył na niego oczy. Słyszałam, jak zazgrzytał zębami. Był wściekły.
- Cal, to nie tak. Luke tylko…
- Niech ten pierdolony świr zejdzie mi natychmiast z oczu!
- Calum! On mi pomógł!
- Tak, czyżby?
- Gdybyś na nią uważał, to nie musiałbym tego robić – odezwał się Hemmings. – Zostawiłeś ją tu samą!
- Podnieś na mnie głos jeszcze raz, a przyozdobię ci buźkę większą ilością ozdób – rzucił Hood, łapiąc go za koszulkę.
- Cal, proszę, zostaw go – powiedziałam niemalże płaczącym tonem. Nie sądziłam, że to wszystko zacznie zmieniać się w katastrofę. Mulat odepchnął Hemmingsa, który musiał zrobić kilka kroków do tyłu, by utrzymać się na nogach.
- Masz szczęście, Hemmings – warknął Calum.
- Chodź – rzuciłam, łapiąc go za ramię i ciągnąc w stronę samochodu. – Wracajmy do domu. 
             Na odchodnym odwróciłam się jeszcze w stronę Luke'a, który nadal stał w tym samym miejscu. Jego błękitne tęczówki, które teraz były znacznie ciemniejsze, spoglądały wprost na mnie. Po chwili spuścił głowę i sam ruszył do sklepu. Wsiedliśmy do samochodu. Calum nie czekał, ani minuty dłużej, tylko od razu odpalił silnik.
- Co się tam stało?! – warknął, mocno zaciskając palce na kierownicy.
- Zaczepili mnie tacy jedni… Chcieli ode mnie kasę lub telefon.
- Co?! Dlaczego nie krzyczałaś?
- Przestraszyłam się – powiedziałam cicho. – Nie chciałam oberwać.
- Hemmings był z nimi?
- Co? Nie. On przyszedł po chwili i zobaczył, co się dzieje. Pomógł mi. Gdyby nie on… Na pewno był oberwała.
- Czemu stałaś tam sama? Czemu nie zostałaś w samochodzie lub nie przyszłaś do mnie?
- Ja… Nie wiem- powiedziałam szeptem, czując się naprawdę zażenowana swoim bezmyślnym zachowaniem.
- Okej, spokojnie – pociągnął, kładąc mi dłoń na ramieniu. – Już jest w porządku. Nie rób tego proszę nigdy więcej, dobra?
- Dobra – odparłam, kiwając głową.

              Oglądanie naszego serialu, nieco mnie rozluźniło. Przestałam myśleć o tym, co wydarzyło się pod sklepem. Nie roztrząsałam tego dłużej, bo nadal gdy tylko pomyślałam o tym, co mogłoby się stać, czułam narastający strach. Chyba na długo porzucę nocne solowe wędrówki, choć nigdy nie bałam się chodzić po ulicach Sydney. Jednak, jak przydarza ci się coś takiego, to obraz spokojnej okolicy i bezpieczeństwa, diametralnie ci się zmienia.
              Calum odprowadził mnie do domu, gdy dochodziła pierwsza w nocy. Oboje nieco się zagapiliśmy, nie biorąc pod uwagę tego, że jutro musimy rano wstać, by wyrobić się do szkoły. Pod tym względem byliśmy naprawdę dwójką nieogarniętych i mało odpowiedzialnych osób.
              Po szybkim prysznicu, położyłam się do ciepłego łóżka. Nie mogłam jednak od tak zasnąć. Zagryzłam lekko dolną wargę. Spojrzałam na niewinnie leżący telefon, który znajdował się na szafce. Przez chwilę nie odrywałam od niego wzroku. W końcu złapałam za niego i weszłam w wiadomości.

Do Luke:
Śpisz?

              Było mi głupio przez to, co stało się między nim a Calumem. Choć w jakiś sposób udało mi się odciągnąć od niego kuzyna i nie doprowadzić do totalnej katastrofy, to jednak gdzieś w środku czułam palące poczucie winy. Nawet go za to nie przeprosiłam.
             Podskoczyłam, słysząc znany dzwonek. Z automatu wyciszyłam go, a potem spojrzałam na wyświetlacz. Uśmiechnięty blondyn pojawił się na ekranie. To zdjęcie zrobiłam mu kiedyś na polanie. Podobało mi się i to bardzo, więc nic dziwnego, że wstawiłam je, jako fotkę do jego kontaktu. Przejechałam palcem po szybce, odbierając.
- Tak?
- Co się stało, Sammy? – zapytał spokojnym głosem. Próbowałam wychwycić to, czy go czasem nie obudziłam, ale chłopak brzmiał normalnie. Jakby i on nie spał.
- Ja… Przepraszam Luke – wydusiłam z siebie. Położyłam się na plecach, wpatrując się w ciemny sufit.
- Co? Za co?
- Za Caluma. Naprawdę nie powinien zachowywać się w taki sposób. Nie po tym, co dla mnie zrobiłeś…
- Nic się nie stało. Jego reakcja wcale mnie nie zaskoczyła.
- Nie, Lukey… Tak nie powinno być. Przepraszam.
- Nie, poczekaj – powiedział szybko. – Sammy, proszę… Nie mów, że przez Hooda masz zamiar mnie zostawić.
-Co? Nie, nie mam takiego zamiaru. – Słyszałam, jak odetchnął z ulgą. W jakiś sposób mnie to podbudowało. Ponownie Luke utwierdził mnie w przekonaniu, że nie jestem mu obojętna i naprawdę zależy mu na tej relacji, jaką między sobą mamy.
- Przez chwilę naprawdę się przestraszyłem- rzucił, a ja domyśliłam się tego, że musiał się uśmiechnąć. – I nie przepraszaj mnie za niego. To nie twoja wina. Nie jesteś w stanie tego zmienić i zapanować nad tym, co mówi.
- Wiem… A chciałabym – rzuciłam, rozczarowana. 
              Luke jednak miał rację. Nie byłam w stanie wpłynąć na Caluma i sprawić, by zaczął go lubić lub chociaż w bardziej ludzki sposób traktować czy akceptować. Nie byłam magikiem czy pierdoloną wróżką, która miałaby magiczną moc, by nagiąć odpowiednio rzeczywistość.
- Powiedzieć ci coś?
- Mów.
- O ile wycieczka do Newcastle nadal jest aktualna – pociągnął, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
- Oczywiście, że jest.
- Znalazłem wolne miejsce w hotelu, więc możesz odhaczyć nocleg z naszej listy do zrobienia.
- Kiedy to zrobiłeś?
- Dzisiaj po południu.
- Czemu nic mi nie powiedziałeś?
- Wiedziałem, że spędzasz czas ze swoją paczką i nie chciałem ci przeszkadzać.
- Wystarczyłby jeden sms- jęknęłam, a on zaśmiał się.
- Naprawdę nie chciałem przeszkadzać.
- Lukey…
- Sammy… - Teraz to ja się zaśmiałam. Chłopak skutecznie potrafił poprawić mi humor. – Nie mogę się doczekać naszego wyjazdu.
- Ja też.


***
Ten gif idealnie obrazuje stosunek Hooda do Hemmo :P Minęło trochę czasu, a Calum dalej się nie ogarnął, co do niego. Myślicie, że tak już zostanie? Czy może w końcu załapie i się zmieni?

Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Kolejny pojawi się klasycznie w niedzielę. Dwa następne rozdziały wyszły mi dość długie, więc prawdopodobnie będą podzielone na części - a na pewno jeden z nich. Nie wiem jeszcze, jak podzielić numer 20, by miał ręce i nogi. Zobaczymy, co z tego wyjdzie :)

Przypominam o sondach i o Asku :) - wszystko znajdziecie w bocznej kolumnie :)

Pozdrawiam i do niedzieli!



13 komentarzy:

  1. Tak coś czułam, że Luke pojawi się niczym książę na białym koniu, tyle, że bez konia XD
    Jeśli nie wiesz jak podzielić to nie dziel :D będzie dłuższy. Raczej nikt się nie obrazi, hm?
    Świetny rozdział :)
    Do niedzieli!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah dobre :P Kurcze, to muszę znaleźć jakiś sposób, byś tak łatwo nie przewidywała moich ruchów :)
      Tylko on ma 12 stron, a nie chcę byście mi tu pozasypiały.
      Dziękuję za komentarz
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. O, Jezu! Skąd ja to znam: ”Było coś zadane?”, zupełnie jakbym obserwowała mnie i moich przyjaciół:). Nic nie uczy człowieka życia, tak jak zżynanie 10 zadań z matmy na 5 minutowej przerwie w 8 osób z jednego zeszytu, kiedy nauczyciel widzi wszystko pomimo, że wcale nie ma go na tym korytarzu i to jest tajemnica, której nie możemy rozszyfrować… jakaś ukryta kamera w wydaniu szkolnym, czy jak?:’)
    Luke jako obrońca- to mi się podoba, ale zarazem jest taki troskliwy i opiekuńczy *.* Zresztą nie tylko on Ash też daje popis<3 Tylko Calum, ale jestem pewna, że gdyby znał całą prawdę zareagowałby inaczej, a przynajmniej mam taką nadzieję…
    Super rozdział i czekam na następny! Ja tez się nie obrażę jeśli następny będzie dłuższy:)
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah oni oczy mają wszędzie. Ja pamiętam, jak spisywaliśmy zadania domowe w tramwaju. Razem z kumpelami dojeżdżałyśmy do liceum ponad 40 minut, więc nieraz w zatłoczonym wagonie można było zobaczyć "kółko spisujące" XD
      Luke w końcu w odrobinę innej roli się pojawił :) Pewnie, gdyby znał prawdę, to by faktycznie może zaczął patrzeć na wszystko inaczej. Jednak nie jest wtajemniczony.
      Cieszę się, że Ci się podobało :) Co do następnego rozdziału to zobaczę, ale nie chcę byście mi zasnęły w czasie czytania :)
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Świetny, czekam na następny ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością przyda im się taki wyjazd z Sydney, jednak czy będzie on spokojny i bezproblemowy? To się okaże :)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Aaaa napisałam na koncie siostry, usunęłam i miałam nadzieję ze nikt nie zauważy XD Sorkaa
      Zuzia

      Usuń
    3. Hahah co za zgranie w czasie XD

      Usuń
  5. To jeszcze raz napiszę w takim razie! Sam i Luke powinni wyjechać i odpocząć od wszystkiego i wszystkich jak najszybciej :D błagam, tylko tam nic nie komplikuj, a wiem, że lubisz 8)
    Zuzia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie obiecuję :D Jednak rozdziały już są napisane, więc nie zamierzam niczego zmieniać. Mam jednak nadzieję, że się spodobają -mimo tego, co się tam będzie działo :D

      Usuń
  6. Luke jako obrońca :) Podoba mi się to :) Chłoptasie, którzy ją zaczepili zupełnie się nie spodziewali takiego obrotu spraw. W sumie nie dziwię się, że Sam spanikowała. Ludzie w obliczu zagrożenia robią naprawdę dziwne i nieraz głupie rzeczy,a ona ewidentnie się przestraszyła tych typów.
    Super rozdział, czekam na ciąg dalszy
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tak. Robią dziwne i głupie rzeczy. A Sam była przestraszona i spanikowała - chociaż zawsze mogło być gorzej.
      Cieszę się, że Ci się podobało :)
      Pozdrawiam

      Usuń