niedziela, 13 marca 2016

Rozdział 20

Remember that weekend we got out of town. Drove into infinity, I held you till you fell asleep


            Minął miesiąc odkąd tak naprawdę zaczęliśmy planować nasz wspólny wyjazd. Stanęło na Newcastle, kiedy się okazało, że Samantha nigdy tam nie była. Postanowiłem to zmienić. Nie było to też daleko, więc czekała nas, tylko ponad dwu godzinna jazda samochodem. Chciałem też zrobić wszystko, by zapamiętała ten wspólny weekend na długo. By dodała te wspomnienia do tych lepszych i milszych. By mogła z uśmiechem do nich wracać.
            Przed wyjściem do szkoły, sprawdziłem raz jeszcze swój, przyszykowany dzień wcześniej, bagaż. Będąc sam w pokoju, nawet nie próbowałem udawać, że nie jestem podekscytowany perspektywą spędzenia całego weekendu z Sammy. I to z dala od Sydney. Dlatego znów szczerzyłem się do siebie, jak kretyn, kiedy otworzyłem walizkę, by przejrzeć po raz kolejny jej zawartość, upewniając się, że wszystko mam. Chcieliśmy wyjechać zaraz po zakończeniu zajęć, więc wolałem mieć pewność, że o niczym nie zapomniałem.
            Raptownie wyprostowałem się, gdy drzwi od pokoju otworzyły się. Szybko odwróciłem się i odetchnąłem z ulgą, widząc przed sobą Lauren. Przez chwilę byłem pewny, że to mój ojciec. Matka oparła się o framugę, spoglądając na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Umiała ukrywać dobrze emocje, więc nic dziwnego, że nie byłem wstanie zgadnąć, o co jej chodzi. Skrzyżowała dłonie na klatce piersiowej.
- Wybierasz się gdzieś?
- Do Newcastle zaraz po szkole – powiedziałem od razu.
- Kiedy wrócisz?
- W niedzielę wieczorem.
- W porządku. Z kim tam jedziesz? – W tym momencie naprawdę byłem zaskoczony, że wypytuje się mnie o to wszystko. Zazwyczaj ona i mój ojciec naprawdę mieli gdzieś to, co robię, gdzie jestem i z kim.
- Z Sam.
- To twoja dziewczyna?
- Tak – rzuciłem szybko, sprzedając jej kłamstwo.
- Poznam ją kiedyś?
- Co?
- Jestem twoją matką, więc chcę wiedzieć, z kim się spotykasz. Chcę mieć pewność, że jest to normalna dziewczyna, która nie poleciała na twój samochód czy pieniądze, jakie mamy. Gdyby wrobiła cię w dziecko…
- Przestań – rzuciłem, kręcąc głową. – Sam taka nie jest.
- Ciekawe, jak dobrze ją znasz – prychnęła pod nosem, jednocześnie mierząc mnie od góry do dołu. – Nie chcę problemów.
- Problemem jesteście wy – pomyślałem, jednak nie powiedziałem tego głośno. Zacisnąłem tylko usta, powstrzymując się przed jakimkolwiek komentarzem.
- W takim razie do niedzieli – rzuciła, a potem wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Przez chwilę gapiłem się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stała. Moi rodzice byli specyficzni i dziwni, a to był dla mnie doskonały dowód na to, by moje słowa się potwierdziły.

~***~
           Nie mogłam doczekać się końca lekcji. Nie mogłam doczekać się, kiedy wyjdę z budynku, pognam do domu, a potem rozpocznę weekend, wyjeżdżając z Lukiem do Newcastle. Przy kuzynie i chłopakach musiałam jednak się powstrzymać przed nadmiernym entuzjazmem, by nie musieć odpowiadać na ich pytania odnośnie mojego stanu. Nie było to jednak takie trudne, bo chłopaki sami byli nakręceni na zbliżający się wolny weekend. Mianowicie, oni wybierali się całą drużyną do Central Coast. Mieli tam odbyć treningi z profesjonalnymi trenerami wielkich drużyn australijskich, a także spotkać się z zawodnikami z reprezentacji. Wszystko przez to, że byli na pierwszym miejscu w tabeli, a Szkolny Związek Piłki Nożnej w ramach nagrody i motywacji do dalszych treningów, zafundował im właśnie taki wypad.
            Calum, aż się cały trząsł, kiedy odwoził mnie do domu. Zerknęłam na niego rozbawiona, widząc nieschodzący uśmiech z jego twarzy, który towarzyszył mu dzisiaj od rana. W końcu nie wytrzymałam i parsknęłam cichym śmiechem, zakrywając usta ręką. Hood zmrużył na mnie oczy, by po chwili obdarzyć mnie kolejnym szerokim uśmiechem.
- Zachowujesz się, jak dzieciak, który ma dostać białego kucyka na własność.
- Spadaj, Sammy.
- Wal się, Cal – rzuciłam, a on zaśmiał się, kręcąc głową.
- Będziesz za mną tęsknić?
- Oczywiście. Nie połam się tylko na tych treningach.
- Spokojna głowa, mam nienaganną kondycję i dobrze wyćwiczone seksowne ciało.- Przekręciłam oczami. – Jestem bogiem seksu i boiska – zanucił pod nosem. – Właśnie tak! – dodał głośniej, a potem sprzedał mi pstryczka w ucho.
- Chyba potrzebuję psychologa, a ty kaftana i pokoju bez klamek – skwitowałam. Następnie odpięłam pas. Przybliżyłam się do niego, obejmując go mocno ramionami. Cmoknęłam go w policzek. – Miłego i udanego weekendu, kretynie.
- Wzajemnie, Sammy.
- Baw się dobrze.
- A ty nie zanudź się w domu – powiedział z uśmiechem. 
            Odpowiedziałam tym samym, a potem wysiadłam z samochodu. Calum odjechał natychmiast. W końcu musiał zabrać ze sobą rzeczy, przebrać się i wrócić do szkoły, by wstawić się na zbiórce. Kiedy jego samochód zniknął mi z pola widzenia, odwróciłam się na pięcie i pognałam do domu. W końcu ja też wyjeżdżam.
- Ej, kochanie! Ej! Samantha Gabrielle Hood! – krzyknęła moja mama, wyłaniając się z kuchni.
- No, słyszę- rzuciłam, wychylając się przez balustradę, bo byłam już w połowie drogi na górę. Musiałam mocniej się wysunąć, by dostrzec rodzicielkę.
- Nie rób tak- powiedziała, machając na mnie palcem. – Nie jesteś Spider-Manem i jeśli spadniesz, to zrobisz sobie krzywdę! – Przekręciłam oczami, a potem zeszłam na dół, by w bezpiecznych warunkach odbyć z mamą rozmowę.
- Tak?- zapytałam, pukając nogą w drewniany parkiet.
- Co ty taka niecierpliwa?
- Mamo – jęknęłam tonem naburmuszonego dziecka, co rozbawiło matulę. – Newcastle!
- Och, tak, faktycznie – rzuciła z uśmiechem. – O której wyjeżdżacie?
- Luke ma być tu o czwartej.
- Masz czterdzieści minut, więc zdążysz zjeść…
- Nie mam czasu – powiedziałam, a potem rzuciłam się w jej stronę. Cmoknęłam ją szybko w policzek. – Muszę zobaczyć, czy mam wszystko spakowane!
- Sam! Samantha!
- No, mamuś! – odparłam, kiedy już chciałam się odwrócić.
- Skąd ta nagła, aż tak wielka ekscytacja?
- Mamo, nigdy nie byłam w Newcastle – powiedziałam, zgodnie z prawdą.
- A może to Luke tak cię napawa optymizmem?
- Jesteśmy przyjaciółmi i ty dobrze o tym wiesz – rzuciłam, patrząc na nią z niedowierzaniem.
- Ja nic nie sugeruję…
- Och, jasne – prychnęłam, a ona zaśmiała się. – Mogę już iść?
- Leć kochanie, tylko nie zapomnij się ze mną pożegnać przed wyjściem.
- Nie zapomnę – rzuciłam, a potem pognałam na górę, jakby się co najmniej paliło.

            Wyszłam z domu, ciągnąc za sobą niebieską walizkę. Jak tylko podniosłam głowę, zauważyłam blondyna opartego o swój czarny samochód. Na nosie miał ciemne okulary przeciwsłoneczne, a na głowie bordową czapkę, którą założył daszkiem do tyłu. Uśmiechnął się, jak tylko podeszłam bliżej.
- Gotowa?
- Pewnie.
            Kiwnął mi głową, zabierając ode mnie walizkę. Podszedł z nią do bagażnika, a potem umiejscowił ją w środku. Zamknął go i wrócił do mnie. Oboje wsiedliśmy do samochodu. Luke uśmiechnął się po raz kolejny, odpalając silnik. Wyjechaliśmy na ulicę.
- Nie mogłem się doczekać – odezwał się, kiedy odjechaliśmy kawałek od mojego domu.
- Nie tylko ty. Cały dzień myślałam, tylko o naszej wspólnej wycieczce.
- To samo – rzucił ze śmiechem. – Boże… W końcu wyrwiemy się na trochę z tego pieprzonego miasta.
- Widzę, że masz z tego powodu bardzo dobry humor.
- Dziwisz się?
- Ani trochę – powiedziałam, rozkładając się wygodniej na fotelu.
- Żyj chwilą.
- Załapałeś?
- Może… Wiem, że w ten weekend naprawdę chcę żyć chwilą – odparł, a ja uśmiechnęłam się szeroko.

            Podczas jazdy nawet na moment nie zamilkliśmy. Miałam wrażenie, że z Lukiem mogę rozmawiać dosłownie o wszystkim. Nawet zaśpiewaliśmy wspólnie kilka piosenek, wtórując wokalistom w ich utworach, które rozbrzmiewały z głośników. Patrzyłam na chłopaka z zaciekawieniem, że wyjazd z Sydney wywoływał w nim, aż tak pozytywne emocje. Miałam wrażenie, że blondyn zmienił się diametralnie. Jakby zostawił za plecami dawnego, niepewnego siebie, zmieniając się w osobę, która faktycznie chce wyznawać razem zemną moją życiową zasadę.
           Kiedy wjechaliśmy do Newcastle, Luke zjechał na pobocze. Spojrzałam na niego z zaskoczeniem, nie rozumiejąc, czemu się zatrzymał. Blondyn jednak odwrócił się do mnie z szerokim uśmiechem. Uniosłam brwi do góry, a on zaśmiał się pod nosem. Nachylił się, otwierając podłokietnik. Wyciągnął z niego bandanę.
- A to, po co? – zapytałam, wskazując palcem czerwony materiał.
- Mała niespodzianka – powiedział tajemniczo. – Chodź tu.
- Nie, najpierw powiedz, o co chodzi. Jaką mam pewność, że nie wywieziesz mnie do lasu, a potem mnie tam nie zamordujesz?
- Serio, Sammy – mruknął kręcąc głową. – Przecież mnie znasz.
- Dobra, dobra.
- Zresztą to niespodzianka, więc nie mogę ci powiedzieć.
- W sumie racja.
- No - ponaglił mnie ze śmiechem. 
            Przekręciłam oczami i przybliżyłam się do niego. Pozwoliłam mu zasłonić sobie oczy. Zawiązał niedbały supeł na końcu materiału. Następnie przejechał palcami po bandanie, upewniając się, że nic nie widzę. Jego dłonie zjechały na moje policzki, a ja poczułam przyjemne ciepło, które rozchodziło się po mojej skórze. Luke niewiele myśląc musnął swoimi ustami moje, by po chwili złączyć nas w spokojnym i delikatnym pocałunku.

~***~
           Miałam wrażenie, że jestem największym szczęściarzem pod słońcem. Odsunąłem się od niej, nadal jednak będąc blisko. Samantha wstrzymała na moment oddech, a potem westchnęła cicho. Ciepłe powietrze z jej ust owiało moją twarz, a ja znów zacząłem szeroko się uśmiechać. Cmoknąłem ją szybko w nos – w taki sposób, jak ona to często robiła, a potem wróciłem na swoje miejsce, prostując się.
- Co teraz?
- Zobaczysz, to w końcu niespodzianka – powiedziałem szybko, mając nadzieję, że mój wybór jej się naprawdę spodoba. 
             Chodziło głównie o to, że pozmieniałem odrobinę nasze plany dotyczące noclegu. Zarezerwowałem nam pokój w zupełnie innym miejscu, ówcześnie podsuwając jej zdjęcia zwykłego hotelu z małym pokoikiem. Mój wybór jednak był znacznie większy, przestronniejszy i bardziej luksusowy. Szczególnie jeśli chodziło o parę nastolatków.
            Moja matka nigdy nie żałowała mi pieniędzy i raz w miesiącu przelewała na moje konto dość sporą sumę. Liam zawsze twierdził, że robi to tylko po to, by w sposób finansowy odrobinę odkupić swoje winy za to, że jest tak beznadziejnym rodzicem. W sumie – mógł mieć rację. Nie byłem jednak osobą, która wydawałaby wszystko, co do grosza. Tak naprawdę większa część miesięcznej wpłaty od matki była nieruszona, przez co miałem naprawdę całkiem duże oszczędności, jak na osiemnastolatka. Z drugiej jednak strony umiałem uszanować pieniądze. Nie szastałem nimi na prawo i lewo, bo bardzo dobrze wiedziałem, jak szybko można je stracić i jak ciężko jest bez nich. Tym razem jednak nie miałem oporów, by je wydać.
            Zaparkowałem na parkingu dla gości. Poprosiłem Sam, by nie ruszała się z miejsca. Nie chciałem, by zrobiła sobie krzywdę, próbując poruszać się z chustą na oczach. Wyciągnąłem nasze bagaże, a potem zatrzymałem się przy drzwiach. Otworzyłem je, pomagając jej wysiąść. Wcisnąłem jej walizkę w dłoń, a potem pomału poprowadziłem ją w stronę głównego wejścia.
- Dobra, to tutaj – odparłem, stając w połowie drogi.
- Mogę już to ściągnąć?
- Zaciekawiona? – zapytałem ze śmiechem.
- Bardzo zaciekawiona – odpowiedziała, zagryzając lekko wargę. 
            Po raz kolejny sprzedałem jej szybkiego całusa w czubek drobnego nosa, a następnie rozwiązałem bandanę. Zamrugała kilka razy. Jej ciemne tęczówki spojrzały najpierw na mnie, a potem przeniosły się na budynek. Z uśmiechem obserwowałem to, jak momentalnie się powiększyły.

~***~
            Moje oczy musiały teraz przypominać wielkością spodki, gdy patrzyłam na ten ogromny budynek przed nami. Biła od niego elegancja i pewnego rodzaju wytworność. Był niemalże cały oszklony i strasznie wysoki. Musiałam mocniej poderwać głowę, aby zobaczyć jego szczyt i płaski dach. Do środka prowadził równy biały chodnik, który kierował gości do ciężkich jasnych drzwi. Nad nimi wisiała półokrągła zielona markiza, podtrzymywana na dwóch ozdobnych białych słupkach. Wisiał tam też szyld z nazwą hotelu – Malcolm Grand Hotel.
- Ty chyba sobie żartujesz – wydusiłam z siebie, odrywając wzrok od budynku i przenosząc go na blondyna, który przyglądał mi się ze śmiechem. – Wkręcasz mnie, tak?
- Nic z tych rzeczy – odpowiedział, nawet przez moment nie puszczając mojej ręki. – To nasz hotel.
- Zwariowałeś?! Przecież my… Zarezerwowałeś nam pokój w innym miejscu.
- No, nie. Nagiąłem trochę prawdę, by niespodzianka się udała. I chyba się udała, tak? – zapytał niepewnie.
- Udała się pewnie, ale… Luke, spanie tutaj musi kosztować sporo kasy.
- Wszystko zapłaciłem z góry i…
- Nie – przerwałam mu, odsuwając się. Nadal jednak nie puściłam jego ciepłej dłoni. – Mieliśmy pokryć koszty na pół! – Zmarszczył lekko nos. – Oddam ci za swoją połowę, nawet jeśli miałabym cię spłacać w ratach.
- Nie, nic nie będziesz mi oddawać.
- Nawet nie próbuj…
- Ty nie próbuj – rzucił i znów się uśmiechnął. – Żyj chwilą - dodał, przyciągając mnie do siebie tak, że prawie wpadłam w jego klatkę piersiową. – Nie chcę od ciebie pieniędzy.
- Ale…
- Nic nie chcę, jasne? Jeśli cokolwiek mi oddasz, obrażę się do końca życia. To był mój pomysł i dlatego ja płacę.
- Co? Nie!
- Przestań, Sammy.
- To ty przestań!
- Sammy?
- Co?
- Nie była to, aż tak duża fortuna, jak myślisz. Zresztą, miałem odłożoną sporą sumę pieniędzy, więc mogę powiedzieć, że było mnie na to stać. A teraz bądź tak dobra i wspaniała i przestań się cisnąć, stojąc na środku drogi.
- Nie wiem, co mam z tobą zrobić, Hemmings – prychnęłam pod nosem.
- Daj buziaka – powiedział, nachylając się w moją stronę. – Za mój wspaniały pomysł.
            Pokręciłam głową, uśmiechając się do niego. Przybliżyłam swoją twarz do jego twarzy, a potem musnęłam szybko wargami jego usta. Blondyn rozpromienił się jeszcze bardziej, co naprawdę dodawało mi w pewien sposób skrzydeł.
- Chodźmy. Chcę już zobaczyć ten nasz pokój – rzucił, a potem pociągnął mnie w stronę drzwi.
            W środku wszystko było wykonane z ciemnego, lśniącego drewna z dodatkiem zieleni i złota. Już na pierwszy rzut oka był to hotel z górnej półki, ale dopiero po wejściu do lobby, zrozumiałam, jak wysokiej. Moja rodzina nie należała do najbogatszych, mimo iż mój ojciec był cenionym lekarzem. Jednak rodziców sporo pieniędzy kosztowało utrzymanie mnie przy życiu, kiedy byłam chora. Bo prawda jest taka, że rak nie tylko wykańcza człowieka fizycznie i psychicznie, ale także mocno oskubuje go z pieniędzy, jeśli stawia się na nowe metody leczenia. A moi na to postawili. Dlatego ich oszczędności mocno zeszczuplały. Do tego doszła przeprowadzka i kupno nowego domu. Nie było jednak tak, że musieliśmy borykać się z problemami finansowymi. I całe szczęście, bo nie chciałam być tego przyczyną. Nadal mogliśmy pozwolić sobie na więcej, ale raczej jadąc na wakacje, nie postawilibyśmy na taki hotel.
            Luke zaciągnął mnie do kontuaru, za którym siedziała rudowłosa kobieta przed trzydziestką. Przestałam podziwiać to miejsce, skupiając się na chłopaku i jego rozmowie z recepcjonistką. Okazało się, że mamy dwuosobowy pokój na samej górze tego wielgachnego budynku. Do tego możemy korzystać ze wszystkich pomieszczeń przeznaczonych dla gości, bo Hemmings wykupił nam pełen pakiet na czas naszego pobytu. Do dyspozycji mieliśmy basen, saunę i masaże.
            Zauważyłam, jak kobieta ukradkiem spogląda na Luke'a, zaczesując kosmyk włosów za ucho. Bawiła się łańcuszkiem, który swobodnie wpadał pod jej białą koszulę, która była odrobinę rozpięta, przez co subtelnie eksponowała dość spory biust. Ale czemu ja się dziwiłam. Luke w końcu był naprawdę przystojnym młodym facetem. Ciekawiło mnie tylko to, czy rudowłosa zdaje sobie sprawę z tego, ile tak naprawdę ma lat. Musiałam jednak powstrzymać chęć parsknięcia śmiechem. Było to dość zabawne, gdy wysyłała mu wyraźne sygnały o tym, że jest nim zainteresowana.
            W końcu Luke podpisał wszystkie papiery, otrzymał rozpiskę pakietu, a także kartę, która była kluczem do pokoju. Obok nas zaraz pojawił się młody chłopak, który z uśmiechem na ustach, zabrał nasze bagaże, prowadząc nas jednocześnie do dużej windy. Dopiero gdy wcisnął odpowiedni guzik, zorientowałam się, ile tu jest pięter. Szesnaście! A my mieliśmy mieć pokój na samej górze! Nie zdziwiłabym się, jakbym nabawiła się lęku wysokości.
            Gdy wysiedliśmy z windy, poprowadzono nas przez długi zielony hol. Zatrzymaliśmy się przed drzwiami, które były prawie na końcu korytarza. Chłopak szybko otworzył je, przesuwając kartę przez czytnik.
- Życzę udanego pobytu – powiedział, kiedy weszliśmy do środka, a Luke podał mu zwinięty banknot.
- Dzięki – rzucił, zamykając za nim drzwi.
           Moje oczy kolejny raz tego dnia zyskały mino wielkich, jak spodki. Pokój był kremowo brązowy i bardzo przestronny. Zauważyłam po boku śnieżnobiałą łazienkę. Z drugiej strony jedna ściana była cała oszklona, a drzwi prowadziły na podłużny taras, na którym mieściły się dwa leżaki i stolik, a także zielone doniczkowe kwiaty. Weszłam w głąb pomieszczenia, przenosząc wzrok na duże łóżko z mnóstwem ozdobnych poduszek i brązową kapą. Po bokach stały małe szafeczki. Naprzeciwko znajdował się płaski telewizor, odtwarzacz DVD i wieża. Po drugiej stronie pokoju stały dwa pękate skórzane fotele, stolik do kawy i komoda z prostą, wysoką szafą.
           Bez słowa odwróciłam się, podchodząc do wielkiego okna balkonowego. Wstrzymałam oddech, widząc ten cudowny widok, jaki miałam przed oczami. Na samym dole znajdował się basen, barek i mnóstwo leżaków dla gości. Wszystko jednak zakrywał bujnie rosnący zielony żywopłot. Jednak to nie ten widok był tak piękny. Mianowicie kawałek dalej rozprzestrzeniała się złocista plaża z otwartym oceanem, który ciągnął się, aż po horyzont.
- Podoba się?
- Jezu, Luke, tu jest przepięknie – powiedziałam, nie odrywając ciemnych oczu od szyby.
- Cieszę się – odpowiedział, przysuwając się. Jego ramię lekko trąciło moje. Odwróciłam się, a potem mocno objęłam go, wciskając twarz w jego klatkę piersiową. – A to za co?
- Za wspaniałą niespodziankę – powiedziałam, zaciskając ręce wokół jego karku. Jego dłonie od razu owinęły się wokół mojego pasa. Słyszałam, jak się zaśmiał.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci to, że mamy wspólne łóżko?
- Nic, a nic – odpowiedziałam, uśmiechając się pod nosem.

~***~
           Nie byłem zbytnio zachwycony, kiedy Sammy rzuciła pomysł, by udać się na basen. Przez chwilę pomyślałem o tym, by zostać w pokoju i tu na nią zaczekać, ale równie dobrze mogłem wylegiwać się na leżaku, mając ją cały czas na oku.
           Przebrałem się w krótkie spodenki. Na górę wciągnąłem białą koszulkę z Nirvaną na grubych ramiączkach, która idealnie zasłaniała to, co miała ukryć. Ubrałem czarne japonki, a na nos wcisnąłem ciemne okulary przeciwsłoneczne. Już chciałem rzucić się na łóżko i dalej czekać na Sam, która przebierała się w łazience. Kiedy tylko zrobiłem krok do przodu, drzwi otworzyły się i dziewczyna wróciła do pokoju.
            Pierwsze, co zobaczyłem to jej kręcone włosy spięte w wyższy niedbały kok. Kilka kosmyków wydostało się jednak z upięcia i delikatnie opadały na jej twarz. Potem lekko rozchyliłem usta, czując, jak znów robi mi się gorąco. Byłem pewny, że najnormalniej w świecie znowu oblewam się rumieńcem, którego za cholerę nie potrafiłem ukryć. Pierwszy raz, bowiem widziałem Sam w tak bardzo odsłoniętym wydaniu. I musiałem to przyznać, że cholernie mi się to podobało.
            Miała na sobie dwuczęściowy kostium kąpielowy. Był czarno niebieski, z ozdobnymi paskami na biuście i w pasie, które formowały się na końcu w supły, a pozostałość swobodnie zwisała. Na całe szczęście dziewczyna nie widziała mojej reakcji na jej nowe wydanie, bo od razu odwróciła się w stronę swojej walizki. Wyciągnęła z niej luźną czarną koszulkę i dżinsowe szorty, bo po chwili wsunąć te rzeczy na siebie. Złapała za ręcznik, wskakując w kolorowe japonki.
- Możemy iść?
- Ja-jasne – wydusiłem, niczym ostatnia ofiara losu. Sprawdziłem na szybko, czy mam w kieszeni telefon, a potem wyszedłem za nią na cichy hol.
           
            Byłem jednak zadowolony, że postanowiłem z nią iść. Miałem w sumie całkiem dobry widok, na pluskającą się w basenie brunetkę. Mogłem się też zrelaksować, popijając przy tym truskawkowy koktajl, który sobie zamówiłem. Sammy nie zmuszała mnie nawet do wchodzenia do wody. Podejrzewałem, że wiedziała, że nigdy by mnie na to nie namówiła. W końcu widziała, co ukrywam. Spaliłbym się chyba ze wstydu, gdybym musiał ściągnąć ubranie w tak publicznym miejscu.
            Leżałem na leżaku, a rozłożysty biały parasol idealnie chronił mnie przed grzejącym słońcem. Podciągnąłem się do góry, by po raz kolejny oprzeć głowę o puchaty niebieski ręcznik, który należał do niej. Nadal na nosie miałem ciemne okulary, a przed twarzą telefon komórkowy. Dzięki takiemu małemu kamuflażowi mogłem legalnie się w nią wpatrywać, nie wychodząc przy tym, na jakiegoś psychicznego napaleńca.
            Nagle jednak zacisnąłem zęby, przenosząc wzrok na zupełnie inną osobę. Do Sammy podszedł młody chłopak, którego wcześniej mijaliśmy w holu. Był naprawdę nieźle zbudowany i z pewnością odrobinę starszy od niej. Zaczął coś do niej mówić, żywo gestykulując. Automatycznie cały się spiąłem, nie mogąc oderwać od nich oczu. W tym momencie poczułem się cholernie zazdrosny. Szczególnie, że Sam posłała mu jeden ze swoich najlepszych uśmiechów. Myślałem, że coś mnie strzeli. Ale przecież ona nie jest moja.
            Odetchnąłem z lekką ulgą, choć nadal mój żołądek ściśnięty był w ciasny supeł, gdy dziewczyna pokręciła głową, a potem wyszła z basenu. Jej kroki od razu skierowały się w moją stronę, a ja, aż wstrzymałem oddech, widząc, jak kropelki wody ściekają po jej ciele. Dla mnie było idealne, pomimo tego, że i ona nosiła na nim kilka drobnych blizn, które były teraz już ledwie widoczne. Usiadła obok mnie. Zaśmiała się, gdy dla zabawy machnęła w moją stronę rękami. Odrobina wody przeleciała mały dystans, zatrzymując się na mojej twarzy.
- No, weź – mruknąłem, unosząc się. Wyciągnąłem zza głowy jej ręcznik. Przejęła go, rozkładając i zakrywając się nim, ucinając mi jednocześnie przyjemny widok.
- Mam nadzieję, że się nie wynudziłeś?
- Nie. Czego chciał ten koleś?
- Zaprosił mnie na drinka do baru.
- Idziesz z nim?
- Nie, odmówiłam. Nie jestem zainteresowana – powiedziała, wycierając twarz kawałkiem ręcznika. Ulżyło mi i to bardzo. – Co jest?
- Co? – wydusiłem z siebie, zdając sobie sprawę z tego, że znów uśmiechałem się, jak idiota. Brawo, głupi ja. Dziewczyna uniosła brwi do góry. Spojrzałem na zegarek. – Co powiesz na jedzenie?
- Zapraszasz mnie na obiad?
- Raczej kolację – poprawiłem ją, a ona uśmiechnęła się od mnie.
- Z chęcią.
- Tutaj czy na mieście?
- Chodźmy na miasto.

           Kiedy wyszliśmy z włoskiej restauracji, najedzeni po uszy, skierowaliśmy się na plażę. Na dworze już od jakiegoś czasu panowała ciemność, więc ludzi było znacznie mniej, niż za dnia. Przeszliśmy niewielki kawałek, kiedy usłyszeliśmy dochodzącą z daleka muzykę. Grano stare kawałki, które oboje dobrze znaliśmy. Nie wiem, co mnie napadło, ale zaproponowałem, by udać się właśnie do tego baru. Sammy od razu się zgodziła.
            Po wejściu do środka, odkryliśmy, że jest to bar połączony z tańcami, choć Sam określiła to mianem dancingu, bo królowały tu same osoby starsze. Wyłapałem, tylko jedną grupę młodszych osób, które mogły być w podobnym wieku, co my. To jednak nas nie zniechęciło.
            Podeszliśmy do bambusowego baru. Usiedliśmy na wysokich krzesłach. Już chciałem zamówić sobie piwo, a dla niej jakiegoś kolorowego drinka, kiedy inicjatywę przejęła Sammy. Oparła się o blat, wychylając się bardziej w stronę barmana, który uśmiechał się do niej.
- Cztery razy Blue Shots – powiedziała, a on szybko pokiwał głową.
            Po chwili tuż przed nami wylądowały kieliszki wypełnione niebieskim alkoholem. Brzegi naczynia umoczone były w cukrze. Sammy przysunęła w moją stronę dwa z nich, a następnie złapała za swój zestaw. Spojrzała na mnie, puszczając mi oczko.
- Za udany weekend w Newcastle. Tak na dobry początek, Lukey – rzuciła, a potem stuknęła swoim kieliszkiem o mój. Zanim zdążyłem przysunąć go do ust, Samantha opróżniła już swój. Następnie oblizała się i złapała za kolejny.
- Może zwolnij – powiedziałem, kiedy wypiłem swój shot, który w smaku był naprawdę słodki.
- Spokojnie, ja się nie upijam – odparła, a potem zamachała na mnie ręką, bym się pospieszył. Wziąłem w dłoń drugi kieliszek. Uśmiechnąłem się do niej, a potem na jej znak wypiłem jego zawartość.
- Więc?
- To ciebie spróbuję upić- powiedziała ciszej, nachylając się w moją stronę. – Może wtedy łatwiej wyciągnę cię na parkiet.
- Co? Chcesz ze mną tańczyć?
- Żyj chwilą – odparła ze śmiechem, a ja już wiedziałem, że mi nie odpuści.

            Odstawiłem piwo tuż obok szklanki Sam, która wypiła swojego drinka do połowy, a potem została porwana do tańca przez jakiegoś starszego mężczyznę, który w sumie mógł być jej dziadkiem. W tle leciała piosenka Jennifer Lopez Let’s get loud. Spojrzałem w stronę parkietu, szybko wyłapując dziewczynę, mimo że było tam dość sporo ludzi. Ich taniec kojarzył mi się ze starymi filmami. Nie było tu wyuzdanych i niestosownych ruchów, a starsi bawili się na równo z młodszymi, którzy też nie próżnowali i nie siedzieli przy stoliku. I nie trzymali się tylko swojego towarzystwa, bo praktycznie każdy tańczył z każdym, jakby tworzyli wielką zbiorową grupę.
            Odwróciłem się, słysząc za plecami głośniejsze chrząknięcie. Gdy tylko to zrobiłem, spotkałem się z wielkimi zielonymi oczami blondynki, która siedziała obok mnie. Kojarzyłem ją ze stolika tych młodszych, których wyłapałem zaraz po wejściu do baru.
- Jestem Mia.
- Luke – odpowiedziałem od razu, łapiąc za swoje piwo.
- Jesteś tu sam?
- Nie.
- Mogłam się domyślić – rzuciła, przeczesując palcami włosy. – Przyszedłeś z kolegą?
- Nie.
- Nie jesteś zbyt rozmowny. Och… rozumiem, masz dziewczynę.
- Zdecydowanie mam dziewczynę – skłamałem, bo naprawdę nie miałem ochoty na bawienie się z nią w żadne podchody. Zresztą nie byłem nią zainteresowany, bo jedyny mój obiekt westchnień przebywał teraz na parkiecie. A raczej byłem pewny, że Sam nadal tam jest. Dlatego lekko podskoczyłem, kiedy poczułem dłoń na plecach. Spojrzałem przez ramię. Stała tuż obok.
- Miłej zabawy – powiedziała Mia, a potem zeskoczyła z barowego krzesła i poszła do swoich.
- Nowa koleżanka?- zapytała ze śmiechem Sam, zajmując jej miejsce.
- Nie.
- Co jest? Mogłeś się zabawić, szczególnie, że była do tego chętna.
- W tym momencie nie wierzę, że to powiedziałaś – jęknąłem, marszcząc nos. Sam wybuchła śmiechem, który uwielbiałem.
- A co z hasłem żyj chwilą?
- Żyję chwilą – odparłem, kiwając głową. - Ale nie jestem zainteresowany taką zabawą, o której mówisz.
- Nie twój typ?
- Nie mój typ.
- Jaki jest twój typ?
- Serio, Sammy?
- Lukey – wymruczała, nachylając się. Oparła się o mój bark przedramieniem, przez co zmniejszyła jeszcze bardziej dystans między nami.
- Lubię brunetki – wydusiłem z siebie pierwsze, co przyszło mi na myśl. Spojrzałem na nią. Nadal się uśmiechała. – A ty?
- Co?
- Jaki jest twój typ?
- Lubię blondynów – odparła, przejeżdżając palcem po moim policzku, które w tym momencie się zarumieniło. Jeśli ona to widziała, to nie zrobiła nic, co by mnie pogrążyło jeszcze bardziej. Inaczej pewnie spaliłbym się ze wstydu. – Zatańczysz ze mną w końcu?
- Ja nie tańczę, Sammy.
- Od kiedy?
- Od zawsze.
- Pora to zmienić. – Musnęła lekko mój policzek ustami. – Dzisiaj. – Aż zadrżałem, gdy poczułem jej oddech na skórze. – Natychmiast. 
            I zanim zdążyłem się zorientować, wyciągnęła mi z dłoni piwo, a następnie pociągnęła w stronę parkietu. Przekląłem się w myślach za to, że zbyt łatwo potrafię jej ulec. Z drugiej jednak strony, gdzieś w środku nie miałem nic przeciwko temu, by zmuszała mnie do takich rzeczy.
- Jezu – mruknąłem, kiedy puszczono Whitney Houston I Wanna Dance With Somebody.
- Co? Nie lubisz tego?
- Liczyłem na coś spokojniejszego. Połamię sobie nogi.
- Nic ci nie będzie – rzuciła z uśmiechem, przysuwając się do mnie.
- Tylko się nie śmiej.
- Nie będę – odparła, wpatrując się we mnie.
            Przez chwilę stałem, jak słup, ale Sammy w końcu przekręciła oczami i chwyciła mnie za rękę. Jeszcze bardziej przybliżyła się do mnie. Położyłem jej dłoń na biodrach, starając się złapać rytm. Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie zachęcająco. Matko, Hood do czego ty mnie zmuszasz! Mimo wszystko po chwili uznałem, że nie jest wcale tak źle, jak myślałem, że może być. I było to naprawdę przyjemnie, szczególnie, że mogłem bez przeszkód być tak blisko niej.

           Przez całą drogę podśpiewywaliśmy pod nosem stare kawałki, przy których jeszcze niedawno się bawiliśmy. Mijający nas ludzie spojrzeli na nas z rozbawieniem, kiedy okręciłem Sammy dookoła jej własnej osi, jakbyśmy nadal byli na parkiecie. Dałem się porwać. Dałem się wciągnąć w jej świat i żyć chwilą. I było mi z tym naprawdę dobrze.
           W końcu dotarliśmy do hotelu. Weszliśmy do cichego lobby, witając się z nocną zmianą. Następnie ruszyliśmy do windy, która już na nas czekała. Zdążyliśmy do niej wsiąść, gdy znikąd pojawił się chłopak, którego Sam spotkała na basenie. Uśmiechnął się do niej szeroko.
- Jak wieczór? – zagadał, a ja niemalże warknąłem pod nosem.
- Udany, a twój.
- Również. – Spojrzał na mnie. – Mógłbyś nacisnąć czwórkę?
           Kiwnąłem tylko głową, wciskając jego piętro, a także i nasze. Między nami zapanowała cisza. Sammy jednak dalej cicho nuciła pod nosem, lekko się przy tym bujając. Tym sposobem zwracała na siebie uwagę tego nieznajomego kolesia, który szczerzył się szeroko, nie odrywając od niej ciemnych oczu. Wkurwiające było to, że Samantha odpowiadała mu tym samym. W tym momencie poczułem się niepotrzebny i pominięty. Jakby nie na miejscu. I naprawdę zapragnąłem opuścić tą windę, jak najszybciej.
           Na szczęście wjazd na czwarte piętro nie trwał tak długo, jak myślałem. Chłopak pożegnał się z nami i wysiadł, zostawiając nas samych. Spuściłem głowę w dół, koncentrując wzrok na swoich czarnych butach. Nagle jednak poczułem, jak Sammy przybliża się do mnie. Jej dłonie zatrzymały się na moich biodrach.
- Nie mogłam się doczekać, kiedy wysiądzie – wyszeptała mi do ucha, a ja zadrżałem od jej cichego głosu.
- Myślałem, że nie masz nic przeciwko takiemu towarzystwu – odparłem, choć sam nie byłem do końca pewny, czemu w ogóle to powiedziałem. Po chwili zrozumiałem, że znów odezwała się we mnie najczystsza zazdrość o nią.
- Lukey – mruknęła, a ja w końcu zebrałem się w sobie i spojrzałem w jej brązowe tęczówki. – Pośpiewaj ze mną.
- Samej ci dobrze idzie. – Sam przyjrzała mi się uważniej. – Co?
- Gdzie twój dobry humor?
- Nadal na swoim miejscu –skłamałem, bo ciągle po głowie chodził mi ten pieprzony typek, który ewidentnie na nią leci.
- Szkoda, że ci nie wierzę, ale okej – rzuciła, wzruszając ramionami. Zerknęła gdzieś w bok, a potem rozejrzała się po windzie. Jej dłonie przeniosły się z moich bioder na mój kark, oplatając go. -  Is it true that you love me? I dare you to kiss me, with everyone watching, it’s truth or dare on the dance floorzanuciła mi jeden z utworów Shakiry. Mimo wszystko uśmiechnąłem się, wpatrując się w jej oczy. - Wyzywam cię – dodała po chwili ze śmiechem.
- Co?
- Wyzywam cię, abyś mnie w tej chwili pocałował – powiedziała pewnym siebie głosem.
- Wiesz, że tu są kamery?
- No i co? Zawsze chciałam całować się w windzie – rzuciła, wzruszając ramionami. Na jej twarzy znów zagościł uroczy uśmiech. Nic dziwnego, że od razu na to poszedłem i podjąłem wyzwanie.
            Złapałem ją w talii, przyciągając do siebie jeszcze bardziej. Niewiele myśląc wpiłem się w jej wargi, od razu przechodząc do szybszego i bardziej zachłannego tempa. Przywarła do mnie mocniej, nie pozostawiając między nami żadnej wolnej przestrzeni. Przyjemny dreszcz pojawił się na moich plecach, gdy pogłębiłem pocałunek. Jej palce musnęły skórę na moim karku. Zamruczała pod nosem, a ja poczułem kolejną falę przyjemnego gorąca, jaka wybuchła w moim ciele.
             Niemalże odskoczyła ode mnie, kiedy drzwi otworzyły się na naszym piętrze. Oboje spojrzeliśmy na elegancko ubrane małżeństwo, które mogło być w wieku naszych rodziców. Kobieta zerknęła na nas rozbawiona. Byłem pewny, że nasze zaczerwienione usta, zdradzały to, co robiliśmy przed chwilą.
            Wyszliśmy z windy, a oni zajęli nasze miejsca. Z głupkowatymi uśmiechami ruszyliśmy korytarzem, docierając w końcu do drzwi. Wyciągnąłem kartę z kieszeni, otwierając je. Weszliśmy do pokoju. Sammy parsknęła śmiechem.
- Przepraszam – powiedziała, kręcąc głową.
- To było miłe.
- Nie, przepraszam za to- rzuciła, wskazując na mnie.
- Co? – zapytałem, zdezorientowany.
- Masz na ustach moją szminkę – odparła, a potem znów ryknęła śmiechem. Przetarłem dłonią wargi, a potem spojrzałem na różowe smugi, które zostały na skórze.
- Kurwa, teraz wiem, czemu ta kobieta tak się na mnie gapiła- wyrzuciłem z siebie. Widząc, że Hood dalej dusi się ze śmiechu, nie wytrzymałem i dołączyłem do niej.

            Prawie przysypiałem, kiedy Samantha w końcu wyłoniła się z łazienki. Zobaczyłem skrawek jej niebieskiej piżamy w czarne gwiazdki, która składała się z krótkich spodenek i koszulki na ramiączkach. Przekręciłem się na bok, przyciskając twarz do poduszki. Ten dzień był dla mnie pełen zaskakujących atrakcji, więc nic dziwnego, że byłem po prostu wykończony.
            Zgasło światło. Materac ugiął się pod jej ciężarem, gdy dziewczyna weszła na łóżko. Byłem pewny, że zajmie miejsce po jego drugiej stronie, ale ona od razu przysunęła się bliżej mnie. Uniosła kołdrę do góry, wślizgując się pod nią. Poczułem przyjemny owocowy zapach, choć nie byłem pewny, co z jej kosmetyków tak pachniało. Może szampon do włosów? Albo balsam do ciała? Teraz jednak nie było to ważne.
- Luke?
- Tak?
- Dziękuję.
- Za co?
- Za tak fantastyczny dzień – powiedziała, a ja po tonie jej głosu domyśliłem się, że się uśmiecha. Odpowiedziałem tym samym, choć wiedziałem, że ona tego nie widzi.
- Dzięki tobie był tak fantastyczny – skwitowałem.
- Luke?
- Tak?
- Jesteś zmęczony?
- Cholernie zmęczony, a co?
- Nic- odpowiedziała, ale dałbym sobie uciąć w tym momencie rękę, że kłamała.
- Powiedz.
- Naprawdę nic. Śpij dobrze.
- Sammy?
- Dobranoc, Lukey – rzuciła, urywając jednocześnie temat. Jej wargi szybko odnalazły mój nos. Potem położyła się na poduszce obok, odwracając się do mnie plecami.
           Zacisnąłem lekko usta. Naprawdę chciałem wiedzieć to, co chciała mi powiedzieć. Byłem jednak stu procentowo pewny, że Sam jest zbyt uparta i nie piśnie już słowem. Skoro dla niej nasza rozmowa dobiegła końca, to za nic nie zmusiłbym jej do tego, by ją kontynuowała. Zbeształem się za to w myślach. Byłem przekonany, że może chciała powiedzieć mi coś ważnego. Coś, czego już się z pewnością nie dowiem.
- Sammy?
           Nie byłem zdziwiony, że odpowiedziała mi cisza. Zacisnąłem zęby. Postanowiłem jednak spróbować wyciągnąć to od niej rano. Może wtedy będzie skłonna do tego wrócić. Wziąłem powolny głęboki oddech, a potem objąłem ją w pasie, wtulając się w jej plecy. Teraz jeszcze bardziej poczułem przyjemny owocowych zapach. Sam złapała mnie za rękę, splatając nasze palce ze sobą. To dało mi mały znak na to, że być może nie jest zła czy rozczarowana moim zachowaniem.



***
Mamy ich wycieczkę do Newcastle :D Mam nadzieję, że nie pozasypiałyście podczas czytania. Nie wiedziałam, jak podzielić ten rozdział, by miał ręce i nogi, więc dałam go w całości. Mam nadzieję, że się Wam spodobał. Luke i Sam odrobinę odpoczną od tego, co dzieje się w Sydney :)

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze! Uwielbiam je!

Przypominam również o Asku i sondach - nadal zbieram głosy na ulubioną historię i bohaterkę :) 

Kolejny rozdział pojawi się w następną niedzielę.

Pozdrawiam :)

12 komentarzy:

  1. Bardzo miły i kochany rozdział, było co czytać i bardzo mi się podobało, czekam na następny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało :) Dziękuję bardzo i pozdrawiam :)

      Usuń
  2. To jeden z moich ulubionych rozdziałów. Zdecydowanie wolę takiego Luke'a, żyjącego chwilą ;-) Jestem bardzo ciekawa, co Sam chciała powiedzieć/zrobić. Już nie mogę się doczekać następnego! Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luke zdecydowanie potrzebował takiego odsapnięcia od rzeczywistości i życia chwilą :)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Nie usnęłam, za to rozdział bardzo fajny. Haha i te małe sceny zazdrości. Ciekawe co Sam chciała powiedzieć Luke'owi.
    Pozdrawiam
    Zuzia♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze, że nie zasnęłaś :D Cieszę się, że się podobał.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. O jejku jak się cieszę! Ten wyjazd był zdecydowanie super pomysłem. Trochę zdziwiła mnie postawa matki Luke'a. Że niby ją to nie obchodzi, ale jednak chce wiedzieć. Ja też chyba muszę uznać ten rozdział za mój ulubiony, bo był po prostu świetny. Oni tak bardzo pasują do siebie. Zachowują się jak para, wyglądają jak para tylko jeszcze nią nie są :c Chyba sobie jeszcze raz przeczytam xD Rozdział 21 będzie podzielony na części? Aa no i mnie też ciekawi co chciała Sam! Z niecierpliwością do niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matka Hemmo jest dziwna i niczym chorągiewka. Cieszę się bardzo, że rozdział Ci się spodobał :)
      Tak, rozdział 21 będzie w częściach, bo wyszedł mi jeszcze dłuższy niż 20 XD
      Dziękuję za tak miły komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Najlepszy rozdział! ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział!! Zdecydowanie należy do moich ulubionych, przeczytałam go już dwa razy, ale chyba zrobię to po raz kolejny, bo za każdym razem jest coraz bardziej super:) Jestem strasznie ciekawa co takiego Sammy chciała powiedzieć Luke’owi, ale cóż Hood to Hood… :P I ta scenka w windzie- bezcenne, chciałabym zobaczyć minę Luke’a po tym jak dowiedział się o tej szmince hahahahah
    Jestem strasznie ciekawa co stanie się w następnym rozdziale!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, bardzo dziękuję :) Cieszę się, że aż tak Ci się podoba :) Tak, Sam pokazała po raz kolejny swoją upartą stronę - ale być może Hemmo to od niej wyciągnie :)
      Dziękuję za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń