niedziela, 20 marca 2016

Rozdział 21 cz.1

The smell of your perfume reminds me of when we were free, I swear that it's still haunting me


           Byłam śpiochem. Mogłam spać do południa i jeszcze nie mieć dość. W Newcastle jednak postanowiłam, że nie będę marnowała dnia tkwiąc w łóżku. Dlatego byłam z siebie naprawdę zadowolona – a także pełna podziwu – że udało mi się wstać przed Lukiem.
           Dochodziła godzina dziesiąta, a blondyn nadal przebywał w krainie snów. Postanowiłam go w końcu obudzić. Podeszłam do łóżka i powoli weszłam na materac. Spojrzałam z uśmiechem na chłopaka, który w tym momencie wyglądał naprawdę uroczo. Leżał na plecach, a jego włosy były rozczochrane na wszystkie możliwe strony. Jedną rękę trzymał przy policzku, a drugą zarzuconą miał na swoim brzuchu. Kołdra zsunęła mu się do pasa, przez co dokładnie mogłam obejrzeć jego szarą koszulkę z dużym kolorowym pingwinem. Zagryzłam lekko wargę, nie mogąc oderwać od niego wzroku.
            Jednocześnie przypominałam sobie to, jak blisko byłam powiedzenia mu w nocy prawdy. Jednak widząc, że Luke był naprawdę wykończony wczorajszym dniem, odpuściłam. Nie było sensu wtedy o tym rozmawiać. Wiedziałam jednak, że tego nie uniknę, bo z każdym dniem ukrywanie tego było coraz trudniejsze.
             Wzięłam głęboki oddech, z powrotem przybierając na usta naturalny uśmiech. Wdrapałam się na chłopaka, nachylając się nad nim. Cmoknęłam go w czubek nosa, jednocześnie łaskocząc go po twarzy włosami. Luke zacisnął mocniej powieki, marszcząc lekko nos, a potem cicho mruknął. Zaśmiałam się, powtarzając budzenie.
- Sammy? – odezwał się zachrypniętym głosem.
- Lukey! Mamy taki piękny dzień!
- Mój Boże – wydusił z siebie, próbując się przekręcić na bok, ale skutecznie mu to uniemożliwiłam przyciskając się do niego jeszcze bardziej.
- Budzimy się, królewiczu! Newcastle czeka!
- Jeszcze pięć minut – pociągnął, nadal nie otwierając oczu. Uśmiechnęłam się pod nosem i nachyliłam się do niego jeszcze bardziej. Teraz moje usta znalazły się tuż przy jego uchu.
- Jestem topless – wyszeptałam, a potem uniosłam się na rękach, zadowolona z siebie. 
             Luke był zdrowym normalnym facetem, więc nie dziwiła mnie jego reakcja. Momentalnie otworzył oczy, a błękitne tęczówki spojrzały wprost na mnie. Parsknęłam śmiechem.
- Ta… Masz mnie. – Wyciągnęłam się na nim jeszcze bardziej, podpierając głowę na ręku. – Dobra ściema.
- Zrobić ci mały pokaz? – wypaliłam, nie mogąc się powstrzymać.
- Sammy!
- Tylko dla ciebie- dodałam, przejeżdżając palcami po jego szyi i schodząc w dół, aż pod koszulkę. – Co ty na to, Lukey? – pociągnęłam, drocząc się z nim. Jego ręce znalazły się na moich plecach. Przejechałam wargami po jego ustach, nie pozwalając mu złączyć nas w pocałunku. Chłopak mruknął niezadowolony.
- Co to za gierki?
- Próbuję cię rozbudzić – odpowiedziałam ze śmiechem, muskając ustami płatek jego ucha. Zagryzł wargę tuż przy swoim kolczyku, kiedy otarłam się o niego zdecydowanie zbyt mocno.
- W tym momencie rozbudziłaś mnie za bardzo – powiedział, a potem jednym zręcznym ruchem, przewrócił mnie na bok, jednocześnie zwalając z siebie. Zaśmiałam się. Zakopał się w pierzynie, prawie po sam czubek nosa.
- Lukey…
- Sammy, teraz naprawdę potrzebuję chwili.
- Och… Jasne – rzuciłam, rozbawiona. Oparłam się na jego plecach, kiedy przekręcił się na drugą stronę. – Jak ci się spało?
- Przyznam, że naprawdę dobrze.
             Już chciałam się odezwać, kiedy rozdzwonił się jego telefon. Luke wynurzył się spod pierzyny, sięgając po komórkę. Zerknął na ekran, a potem szybko przejechał po nim palcem. Następnie przyłożył go do ucha, uśmiechając się do mnie lekko. Szybko odpowiedziałam tym samym.
- Cześć, babciu – powiedział, a ja wstałam z łóżka. 
            Nie chciałam podsłuchiwać jego prywatnej rozmowy, więc przeszłam na balkon, zamykając za sobą drzwi. Oparłam się o barierkę, biorąc powolny głęboki oddech. Spojrzałam w kierunku plaży, ciesząc oczy takim cudownym widokiem. Musiałam teraz poczekać, aż Luke skończy rozmawiać z Julianne, a potem w końcu wyciągnąć go z łóżka.
            Jednak po chwili okazało się, że nie będę musiała używać siły, by Hemmings w końcu podniósł z materaca swój seksowny tyłek. Tak, dokładnie… Luke miał świetny męski tyłek. Odwróciłam się w momencie, kiedy usłyszałam, jak idzie w stronę swojej walizki. Niewiele myśląc wróciłam do środka.
- Co u Julianne?
- Masz od niej pozdrowienia i chce byś w końcu do niej przyjechała- odpowiedział, kucając przy swoim bagażu.
- Byłam tydzień temu.
- To dla mojej babci zbyt długo – pociągnął. 
             Przyjrzałam się mu ważniej, gdy przerzucał rzeczy w swojej walizce. W końcu złapał za czystą koszulkę i bieliznę. Wyprostował się, a jego błękitne oczy spojrzały wprost na mnie.
- Co się stało?
- Nic się nie stało.
- Daj spokój, Luke, widzę to – rzuciłam, krzyżując ręce na klatce piersiowej. 
            Chłopak zacisnął usta, spuszczając na moment głowę. Mnie nie oszuka. Znałam go za dobrze, a mój mózg, niczym radar potrafił wyłapywać jego nastroje. A nieraz one potrafiły diametralnie się zmieniać w przeciągu kilku szybkich minut. 
- Czy u Julianne wszystko w porządku?
- Tak, wszystko jest okej.
- Luke – pociągnęłam, kręcąc nosem. Blondyn ponownie spojrzał na mnie.
- Naprawdę jest spoko. Mam do niej wpaść na Wigilię, ale tym razem musimy spotkać się szybciej, bo wieczorem wyjeżdża na wycieczkę.
- Wycieczkę?
- Zorganizowano dla mieszkańców domu rejs po oceanie.
- Bez jaj? Nie chcą mnie zabrać ze sobą? – wypaliłam, a Luke wzruszył tylko ramionami. – Siadaj – rozkazałam, wskazując mu jednocześnie miejsce obok siebie.
- Co?
- Siadaj – powtórzyłam tonem, nieznoszącym sprzeciwu. Chłopak przekręcił oczami, ale posłusznie podszedł do łóżka. Usiadł na miękkim materacu.
- Dlaczego z powodu wycieczki swojej babci jesteś taki ponury? To chyba dobrze, że trafiła jej się taka atrakcja, z której może skorzystać.
- Pewnie, że dobrze.
- Więc?
- Zapytała, czy nie będzie mi przykro, że w tym roku spędzimy Święta osobno. - Dopiero kiedy to powiedział, zyskałam pełniejszy obraz sytuacji. Zaczęłam też wszystko szybko analizować, by dostrzec kolejne elementy, które układały się w spójną całość.
- Co jej powiedziałeś?
- Że oczywiście, że nie będzie mi przykro i na rejsie ma się porządnie wybawić.
- Skłamałeś? – Luke niepewnie pokiwał głową.
- Nie chcę jej martwić, ani tym bardziej psuć jej wyjazdu, na który ciszy się, jak dziecko. Była naprawdę podekscytowana. Jest w porządku. Przeżyję te Święta bez niej. Może w końcu porządnie się wyśpię i w spokoju we własnym domu pogram na gitarze? – Przyjrzałam się mu ważniej. Blondyn wlepiał oczy w swoje ręce. Uniosłam lekko brwi do góry.
- Twoich rodziców nie będzie, prawda? Znowu zostawiają cię samego? 
            Ponownie pokiwał głową. Zacisnęłam zęby. Perspektywa spędzenia Świąt w samotności, była przytłaczająca i naprawdę przykra. Nie dziwiłam się, że zareagował właśnie w taki sposób. Żadna przyjemność z siedzenia w pustym domu, zwłaszcza w takim czasie.
- Jadą do znajomych. Też adwokatów – odpowiedział po chwili ciszy, jaka między nami nastała.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?
- A co by to zmieniło? – zapytał, spoglądając na mnie. – Zresztą nie ma, o czym mówić. To tylko kilka nudnych dni.
- Luke, to Święta.
- Mało istotne – wydusił z siebie, ale nie udało mu się ukryć tonu, w którym pojawiła się nuta żalu.
- Zawsze możesz wpaść…
- Nie – przerwał mi szybko. – Po pierwsze, Święta spędza się z rodziną. Po drugie, ja i Calum pod jednym dachem to nie najlepsze rozwiązanie. Po trzecie, naprawdę chcę skończyć ten temat – wyrzucił, podnosząc się z łóżka. Zrobił krok w stronę łazienki, ale nagle zatrzymał się, ponownie odwracając się w moją stronę. - O czym chciałaś powiedzieć mi w nocy?
- Co? – zapytałam, zaskoczona.
- Wiem, że chciałaś, o czymś powiedzieć mi w nocy, ale się wycofałaś. Co to było?
- Nic ważnego – odparłam, siląc się na neutralny ton. Nie kupił tego. Zacisnął usta i pokręcił głową. – Naprawdę to nic takiego - pociągnęłam, wstając z łóżka. 
             Podeszłam do niego. Luke miał w tym momencie taką minę, jakby chciał się ode mnie odsunąć i trzymać tak długo na dystans, dopóki mu tego nie powiem. Złapałam go za rękę. Była chłodna, jakby chłopakowi nagle zrobiło się zimno.
- Sammy proszę, chociaż ty mnie nie okłamuj – powiedział niemalże szeptem i do tego smutnym głosem, który ścisnął mi gardło.
- Dobra… Powiem ci, ale nie teraz.
- Dlaczego?
- To nie jest odpowiedni moment – pociągnęłam, bo wiedziałam, że podczas tej rozmowy kilka rzeczy może mu się nie spodobać. Szczególnie, że w jakiś sposób złamałam obietnicę, której co prawda nie złożyłam mu słownie i do której nie chciałam się nigdy ustosunkowywać. Wiedziałam jednak, że Luke był przekonany, że ona jest nadal aktualna.
- A kiedy będzie ten odpowiedni moment?
- Powiem ci wieczorem, okej? A teraz… Nie psujmy tego. Zostawmy Sydney za plecami i żyjmy znów chwilą, co ty na to? – wyrzuciłam z siebie, chcąc uciąć temat. – W końcu po to tu przyjechaliśmy.
- Masz rację – powiedział powili, a jego palce mocniej zacisnęły się na mojej dłoni. Uśmiechnęłam się do niego, a on odpowiedział tym samym, choć w bardzo ubogiej wersji. Na razie musiało mi to wystarczyć.

            Na całe szczęście humory wróciły nam po pysznym śniadaniu, które zjedliśmy w naszym hotelowym pokoju. Jakby jedzenie naprawdę podziałało na nas, jak zastrzyk energii i optymizmu. A kiedy Luke był zadowolony, ja również byłam. Jakby mój stan, był też zależny od jego stanu.
            Wyszliśmy z hotelu, kierując się w stronę plaży. Nie weszliśmy jednak bezpośrednio na nią. Trzymaliśmy się długiego deptaka, pełnego turystów i miejscowych, kręcąc się wokół budek z pamiątkami, drobiazgami i rzeczami do plażowania. Mieliśmy naprawdę sporo radochy i zabawy, przymierzając różne czapki czy wielkie okulary, które zakrywały nam połowę twarzy.
- To jest świetne – powiedziałam, wskazując na dwie bransoletki zrobione z rzemyków. 
             Były sprzedawane podwójnie. Każda z nich miała przepołowione serce z małą dziurką i malutką agrafkę tak, że gdyby się chciało można byłoby złączyć się z drugą osobą, która miała bransoletkę do kompletu. Spojrzałam na blondyna, który zaśmiał się pod nosem. Zerknął na mnie, unosząc brwi do góry.
- Co? Nie gadaj, że to jest tandetne i oklepane – mruknęłam, odpychając go lekko. Nie mógł jednak odsunąć się zbyt daleko, bo od samego wyjścia z hotelu nasze dłonie były prawie cały czas złączone tak, jak i w tym momencie.
- Nic takiego nie powiedziałem! Podobają mi się – rzucił, kiwając głową. – Kupisz mi takie? Proszę! Proszę! Proszę! Proszę?
- Jezu, jesteś okropny – odparłam, kręcąc głową.
- Kup mi takie! – Starsza kobieta stojąca obok, zerknęła na nas z politowaniem. Uśmiechnęłam się do niej.
- Proszę mu wybaczyć, ale mój kochany słodki cukiereczek, uwielbia wszelkiego rodzaju biżuterię – powiedziałam, a ona zmierzyła Luke'a wzrokiem. Hemmings wydął usta do przodu, formując je w dzióbek. Musiałam mocno się postarać, by nie parsknąć śmiechem i dalej trzymać się obranego scenariusza. – Mój kochany kotek.
- Kupisz kotkowi?
- Jestem twoją ulubioną pańcią?
- Zdecydowanie jesteś moją ulubioną pańcią, pańciu – skwitował Luke, a ja zauważyłam, jak zadrgały mu kąciki ust.
- Moje maleństwo – zagruchałam do niego, szczypiąc delikatnie jego policzek. 
             Starsza kobieta odsunęła się, a potem ruszyła w przeciwnym kierunku. Odwracała się w naszą stronę do czasu, aż nie przysłonili nas inni ludzie. Spojrzałam na blondyna, a ten parsknął śmiechem. Pociągnął mnie w swoją stronę, sprzedając szybkiego całusa w sam środek mojego czoła.
- To było piękne.
- Wczułeś się w rolę.
- Podoba mi się to całe granie – rzucił i zachichotał pod nosem.
- Mówiłam, że to całkiem niezła zabawa.
             Jeszcze w hotelu ustaliliśmy, że dzisiaj przez cały dzień będziemy odgrywać różne dziwne scenki, specjalnie zwracając na siebie uwagę innych. To miało być podstawą naszej dobrej zabawy, a także przełamania się. Wszystko miało wychodzić spontanicznie, a druga osoba musiała wejść w rolę, by pociągnąć ten cyrk dalej. Perspektywa robienia z siebie głupków, była całkiem kusząca i wyzwalająca na swój sposób, szczególnie, że nikt nas tu nie znał.
- Poproszę ten komplet. – Usłyszałam głos chłopaka. Od razu spojrzałam na niego. – I ten pierścionek z niebieskim oczkiem.
- Co ty robisz?
- Naprawdę mi się spodobały – rzucił z uśmiechem. Uniosłam jedną brew do góry, obserwując to, jak płaci, a potem odbiera bransoletki i pierścionek. Ten wylądował od razu w jego kieszeni.
- Po co ci on?- zapytałam, pukając go w miejsce, w którym przed chwilą zniknął.
- Nie interesuj się – powiedział rozbawiony. Następnie spojrzał na mężczyznę, do którego należało stoisko. – Mógłby pan mi to przeciąć? 
            Sprzedawca z uśmiechem przeciął białą tasiemkę, która łączyła dwie bransoletki. Luke z szerokim uśmiechem odwrócił się. Bez słowa złapał mnie za rękę, podciągając ją do góry. Następnie szybko zapiął mi ozdobę.
- Serio?
- Serio – pociągnął, kiwając głową. Podał mi swoją. Po chwili i on miał na nadgarstku bransoletkę z rzemyka. – A teraz idziemy dalej.
- Nie, poczekaj.
- Na, co?
- Dziękuję - powiedziałam, wspinając się na palce. Pocałowałam go przelotnie w usta, a on obdarzył mnie kolejnym szerokim uśmiechem.

            Przeznaczenie pierścionka z niebieskim oczkiem poznałam przy dużej fontannie, która mieściła się na środku niewielkiego parku, do którego doszliśmy. Ludzie robili sobie tu masowo zdjęcia, pozując na jej tle. My nie byliśmy gorsi. Kiedy w końcu nasze telefony ponownie spoczęły w kieszeniach, Luke rozpoczął kolejną zabawę w scenki.
           Opierałam się właśnie o wysoki murek, z ciekawością spoglądając na dno, w którym pełno było drobnych pieniędzy, jakie wrzucali tu turyści. Luke stał obok, rozglądając się dookoła. Zdążyłam się wyprostować, a on uśmiechnął się i zanim zdążyłam, w jakikolwiek sposób zareagować złapał mnie za rękę, wyciągając z kieszeni pierścionek. Moje oczy powiększyły się chyba stokrotnie, bo tym mnie kompletnie zaskoczył. Ludzie, którzy byli najbliżej zauważyli to i spojrzeli w naszą stronę, zaciekawieni tym, co się dzieje.
- Głupku ty, prawie miałam zawał – syknęłam cicho tak, by tylko on mógł mnie usłyszeć.
- Graj, kobieto – odpowiedział, rozbawiony. - Samantha – powiedział głośniej, dając mi jednocześnie znać, że rozpoczął scenkę. – Wiem, że nie jestem idealny. Wiem, że zrobiłem mnóstwo złych rzeczy, począwszy od skopanej nauki tańca, przekarmieniu twojego chomika, a kończąc na obściskiwaniu się po pijaku z twoim bratem. – Naprawdę byłam zdumiona tym, jak Luke szybko potrafił kreować dziwne historie. Najlepsze w tym wszystkim było to, że mówił to tak przekonującym głosem, że gdybym go nie znała, to z pewnością sama bym to kupiła. – Jednak liczysz się dla mnie, tylko ty.
- Luke, ja… Też nie byłam święta względem ciebie – pociągnęłam, spoglądając w jego błękitne oczy.
- Nie, proszę… Sammy, daj mi skończyć. Wielokrotnie się gubiliśmy, ale zawsze umieliśmy wyjść na odpowiednią drogę. Ty jesteś moją drogą. Ty jesteś moim światełkiem, który potrafi mnie prowadzić. Chcę być z tobą do końca moich dni. Wybaczam ci wszystko, ale proszę wybacz też i mi.
- Oczywiście, że ci wybaczam, kochanie – powiedziałam, przybliżając się do niego.
- W takim razie… Wiem, że jesteśmy młodzi i w ogóle, ale… Samantha, wyjdziesz za mnie? 
            A potem klęknął na jedno kolano. Zacisnęłam zęby tak mocno, że aż poczułam lekki ból. Nie mogłam spieprzyć tak genialnej gry, jaką tu pokazywał, więc musiałam się w sobie zebrać i pociągnąć to do końca. Ludzie wokół nas już nawet nie próbowali się kryć z tym, że na nas patrzą i nas słuchają.
- Oczywiście, że tak!
            Rozległy się brawa. Pojawiły się tak nagle, że aż podskoczyłam. Luke z uśmiechem, wcisnął mi na palec pierścionek. Następnie wstał i porwał mnie w swoje ramiona. Niewiele myśląc wpiłam się w jego usta, a on od razu odpowiedział tym samym. Oklaski zwiększyły się. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, podziękowaliśmy zgromadzonym, a potem ulotniliśmy się w stronę plaży, śmiejąc się, jak głupki. Gdy uciekliśmy na bezpieczną odległość, popchnęłam Hemmingsa na najbliższe drzewo.
- Co? – wydusił rozbawiony.
- Gdzie jest Luke Hemmings i co z nim zrobiłeś?- rzuciłam, nie mogąc uwierzyć w to, jak blondyn się dzisiaj rozkręcił. Teraz tym bardziej nie przypominał mi złamanego i smutnego chłopaka z Sydney. Kompletnie dał się porwać i wyluzował po całości, odkrywając kolejne swoje oblicze. Chłopaka, który umie się dobrze bawić i ma gdzieś to, co myślą o nim inni. Chłopaka, który lubi od czasu do czasu zaszaleć, nawet w taki głupi sposób, w jaki to robiliśmy. Ta kolejna jego odsłona, naprawdę mi się podobała. Szczególnie, że wyrywała go z bólu i cierpienia, jakie otrzymywał w Sydney.
- Żyję chwilą, moja przyszła żono.
- To było genialne.
- Dzięki. Mam nadzieję, że pozytywnie cię zaskoczyłem.
- Pozytywnie zaskakujesz mnie od samego początku  - skwitowałam, łapiąc go ponownie za rękę. – A teraz na lody!

            Kupiliśmy duże kręcone lody o smaku czekoladowym. Znowu złapałam jego dłoń. Musiałam przyznać, że uwielbiałam to uczucie, kiedy nasze ręce były ze sobą połączone. Jakby nigdy nie miałby mnie zostawić.
            Pociągnęłam go wzdłuż szarego murku, na którym można było usiąść i pogapić się na plażowiczów. W głowie pojawił mi się pomysł na kolejną scenkę, którą mogliśmy odegrać. Wokół nas, bowiem siedziały same zakochane pary. Chłopaki trzymali na kolanach dziewczyny. Ja postanowiłam odwrócić rolę. Dlatego, jak tylko zajęłam miejsce na murku, wciągnęłam na swoje uda Hemmingsa.
- Połamiesz się – rzucił ze śmiechem.
- Wytrzymam – odpowiedziałam cicho, chowając usta w jego koszulkę, bo w tym momencie naprawdę miałam ochotę znów zacząć się śmiać, szczególnie, że pierwsze zakochane w sobie parki, spojrzały na nas ze zdziwieniem. Wzięłam głęboki oddech i wyprostowałam się. Obok nas przechodziła wysoka brunetka, która rzuciła okiem na Luke'a, uśmiechając się do niego.
- Ej, to mój narzeczony – wypaliłam, a blondyn wyszczerzył się do niej szeroko. Dziewczyna lekko się zmieszała, a następnie odwróciła.
- Świetnie, kochanie – powiedział, głaszcząc mnie po głowie. Następnie owinął ramię wokół mojego karku, przyciskając policzek do mojego policzka. – Broń swojego terytorium.
             Ugryzłam kawałek loda, bo w tej temperaturze szybko zaczęły się topić. Postanowiłam, że jak go w taki sposób zjem, to uniknę tego, że w końcu mi spadnie z wafelka.
- Zawszę bronię swojego terytorium, misiu – pociągnęłam, całując go w nos. – Jesteś, tylko mój.
- Wrócimy do tamtego tematu?
- Znowu chcesz mnie namówić na kupienie ci klocków lego?
- Uwielbiam lego – jęknął Luke tonem nadąsanej księżniczki. Parsknęłam cicho pod nosem, ale zaraz opanowałam się i znów złapałam pełną udawaną powagę. – A to Star Wars!
- Przypomnieć ci, ile już pudełek leży w naszym domu?
- Mamy duży dom.
- Star Wars jest spoko – usłyszałam męski głos tuż obok nas. Zerknęłam na siedzącą obok parkę. Chłopak uśmiechnął się do nas, a jego dziewczyna prychnęła niezadowolona pod nosem.
- Nie namówisz mnie na oglądanie tego durnego filmu – warknęła, uderzając go w ramię. 
            Ja i Luke wymieniliśmy spojrzenia. Zagryzłam lekko wargę, patrząc, ja oboje się podnoszą, a potem odchodzą w stronę deptaka. Spojrzałam na blondyna, który aż trząsł się ze śmiechu, który w sobie dusił. Po chwili nie wytrzymaliśmy i zaczęliśmy się śmiać.
- Dobra, zmiana, pewnie nogi wgniotły ci się w murek – zarządził, kiedy się uspokoiliśmy.
- Nie, aż tak bardzo.
- To siedzę dalej.
- Nie, jednak złaź – powiedziałam, spychając go z siebie.
            Luke zachwiał się, prawie wypuszczając z ręki loda. Zachichotałam pod nosem, widząc, jak mruży nam nie oczy. Po chwili i on zaśmiał się. Usiadł na murku, a ja wdrapałam się na jego kolana.
- Tak jest idealnie – odparł cicho. 
           Objęłam jego kark dłonią. Oblizałam loda, a potem ze złośliwym uśmieszkiem, wymazałam sobie nim wargi. Zanim zdążył się zorientować, cmoknęłam go w usta mając na sobie taką oryginalną pomadkę.
- Sammy! – Nie wytrzymałam i znów zaczęłam rechotać, jak nienormalna.

~***~
            Nie musiałem długo namawiać Sam na plażowe kino, które organizowane było niedaleko naszego hotelu. Mieli puszczać Skyfall i choć oboje go widzieliśmy, to jednak żadne z nas nie oglądało wcześniej żadnej produkcji na wielkim telebimie, siedząc na piasku tuż przy wodzie. Dlatego postanowiliśmy nadrobić tą zaległość.
            Nie mieliśmy jednak żadnych koców, na których moglibyśmy usiąść. Samantha powiedziała, że się tym zajmie. Zostawiła mnie w sklepie, w którym kupowałem dla nas picie i przekąski. Nie miałem pojęcia, gdzie zniknęła i na jak długo. Kiedy wyszedłem na zewnątrz, namierzyłem pustą ławkę. Usiadłem na niej, stawiając siatkę między stopami. Musiałem na nią poczekać.
             Wyciągnąłem telefon z kieszeni. Sprawdziłem godzinę. Do rozpoczęcia filmu zostało nam dwadzieścia minut. Potem w ramach zabicia nudy, wszedłem w galerię. Na mojej twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech, kiedy powoli zacząłem przeglądać zrobione w Newcastle zdjęcia. Szybko pomijałem te, na których byłem sam – Samantha kilkukrotnie zrobiła mi fotkę moim telefonem – zatrzymując się na tych, na których była sama lub razem ze mną. W tym momencie naprawdę mocno żałowałem tego, że nie możemy żyć tak w Sydney. Bez ciężkiego bagażu doświadczeń i bez ludzi, którym nie podoba się to, co jest między nami.
             Uśmiechnąłem się po raz kolejny, przypominając sobie każdą pojedynczą chwilę, którą spędziliśmy w tym mieście. Przed wyjazdem tutaj obiecałem sobie, że naprawdę zapomnę o wszystkim, co działo się wcześniej i będę żyć chwilą tak, jak ona. I udało mi się to. Małymi krokami to działało. Czułem się o wiele lepiej. Nie potrzebowałem do szczęścia więcej, niż tego by ona była obok. Choć wiedziałem, że Sam nie czuje tego samego.
- Gotowy? - Poderwałem głowę do góry, słysząc jej głos. Złapałem za siatkę i wstałem z ławki.
- Skąd je masz? – zapytałem, wskazując wolną ręką na dwa puchate niebieskie koce, które trzymała w dłoniach.
- Za rogiem był sklep – powiedziała z uśmiechem. – Co prawda musiałam wybłagać babeczkę, by mi je sprzedała, bo było już kilka minut po zamknięciu. Ale udało się. To, co? Idziemy?

           Przed nami znajdowało się dużo ludzi. Zjawiliśmy się na plaży niemalże w ostatniej chwili. Nic dziwnego, że nie załapaliśmy się na lepsze miejsca. Musieliśmy pocieszyć się siedzeniem na samym końcu wielkiej grupy widzów. Mi jednak to nie przeszkadzało. Widziałem już Skyfall, więc mogłem bardziej skoncentrować się na dziewczynie, którą miałem przy sobie, niż na lecącym filmie. A to mi, jak najbardziej odpowiadało.
            Siedzieliśmy na jednym kocu, odcinając się od chłodnego piachu. Sam znajdowała się między moimi nogami, opierając się o moje uda. Zarzuciłem na siebie drugi koc, jednocześnie obejmując ją ramionami tak, by i ją nim przykryć. Dzięki temu, brunetka wciskała się w moją klatkę piersiową, a ja czułem przyjemne ciepło płynące od jej ciała.
            Film powoli zbliżał się do finału, kiedy Sam przekręciła się odrobinę w bok. Poczułem, jak mi się przygląda, ale ja dalej dla zgrywy wpatrywałem się w telebim. Spiąłem się w momencie, gdy jej dłoń przejechała po moim udzie. Słyszałem jej cichy śmiech, co tylko upewniło mnie w tym, że musiała tą nagłą zmianę wyczuć.
            Niemalże zachłysnąłem się powietrzem, gdy jej usta znalazły się na mojej szyi. Przez plecy przebiegł mi szybki dreszcz. Kurwa, to było tak cholernie przyjemne. Za nami nie było nikogo, a ludzie przed i tak byli skupieni na ekranie, więc nikt nie zwracał na nas uwagi. Przymknąłem oczy, czując, jak jej wargi zjechały odrobinę niżej. Musiałem mocno zacisnąć usta, by nie wydać z siebie żadnego kompromitującego dźwięku.
- Co ty… - rzuciłem w końcu, odwracając się w jej stronę. 
             Nie dokończyłem, bo Sam złączyła nasze usta, obejmując dłonią mój kark. Odpowiedziałem od razu, czując kolejną falę napływającego gorąca. Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że moje policzki zrobiły się czerwone.
- Lukey – wyszeptała, wprost w moje wargi. Spojrzałem w jej brązowe tęczówki, które miały w sobie te wesołe iskierki, które uwielbiałem.
- Jakieś kolejne wyzwanie? – zapytałem, nawiązując do naszego pocałunku w windzie.
- Nie. Po prostu jesteś ciekawszy, niż Skyfall – powiedziała szeptem. – I cholernie pociągający.
- Sammy – mruknąłem, kiedy wsunęła mi dłoń pod koszulkę. Jej palce od razu rozgrzały skórę na moim brzuchu. Szczególnie, że wcześniej zahaczyła o pewne miejsce na spodniach. – Do czego mnie prowokujesz?
- Do niczego – powiedziała udawanym niewinnym tonem, który jeszcze mocniej na mnie podziałał.
- Nie uważasz, że nie powinniśmy zbyt daleko się posuwać?
- Żyj chwilą, Lukey. Zresztą na razie nie robimy niczego złego- pociągnęła, a jej usta znów musnęły skórę na mojej szyi. – Nie podoba ci się?
- Wręcz przeciwnie – wyszeptałem, gdy jej wargi zjechały odrobinę niżej. 
             Zacisnąłem zęby, gdy poczułem, jak powoli przejeżdża po moim brzuchu paznokciami. Kolejne ciarki pojawiły się na moim ciele. Oderwała się, uśmiechając szeroko. Jej dłoń zniknęła, a ja spojrzałem na nią z niezadowoleniem, którego nie potrafiłem ukryć. Zaśmiała się, opierając się o moją klatkę piersiową. Objąłem ją mocniej, całując w skroń. Złapała za moją dłoń, splatając nasze palce.
- Lubię trzymać cię za rękę – powiedziała cicho. – To przyjemne uczucie.
- Ja też to lubię - odpowiedziałem z uśmiechem. 


***
Mamy mały smutek w tle, ale także happy time - gdzie Sam i Luke - Lammy (jakoś tak? serio, teraz tego nie mogę sobie przypomnieć XD), sobie trochę pofolgowali robiąc z siebie kretynów :) Mała odskocznia od szarej rzeczywistości w Sydney :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Bałam się, że nie uda mi się go dzisiaj dodać, bo mój komp odmówił współpracy - ale go uratowano i przywrócono do życia :)

Na szybko jeszcze przypominam o Asku i o sondach - głosować można do końca marca. Dalej wybieramy ulubione opowiadanie i bohaterkę :)

Dziękuję Wam za wszystkie otrzymane komentarze! Są świetną motywacją - ale to już wiecie.

Jako, że rozdział jest podzielony na części to... chcecie kontynuację tego dnia w środę czy ma się pojawić klasycznie w następną niedzielę?

Pozdrawiam!


10 komentarzy:

  1. Kontynuacja w środę, o tak!
    Nadal mnie ciekawi co Sam chciała powiedzieć Luke'owi. To było takie mega słodkie i śmieszne kiedy udawali tę parę. Spodobało mi się, że trochę było perspektywy Sam, gdzie można było wyczuć tę szczególną sympatię skierowaną do Luke'a. I to na końcu... :DD aaa jaram się.
    Kto za środą? Ja za środą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało :) Pewnie w końcu Luke z niej to wydusi, bo Hemmo sklerozy nie ma, więc z pewnością o tym nie zapomni. Rozdział weselszy, bo bohaterowie tego z pewnością potrzebowali :)
      Zapisuję głos na środę :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam :D

      Usuń
  2. Kochana siostra poinformowała mnie o rozdziale :)) yeey!! Taki mega pozytywny, choć była ta chwilka smutku. Może Sam po kolacji wigilijnej z rodziną spędziłaby czas z Lukiem? Wpadłam na takie rozwiązanie
    I taak, Hemmo musi wyciągnąć informacje od Sammy! Taka słodka z nich para narzeczonych :D
    Ja również głosuję za środą
    Pozdrawiam
    Zuzia♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie chyba jest to jeden z takich bardziej pozytywnych rozdziałów - chyba, że był jakiś jeszcze (pomimo tego momentu po rozmowie z babcią). Jestem już trochę dalej w tej historii, więc to się okaże, czy twoje rozwiązanie się sprawdzi czy może Święta wypadną zupełnie inaczej :)
      Dzięki bardzo a komentarz :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Środa !!!
    Rozdział mega już nie mogę się doczekać jak to się rozwinie ⌒.⌒

    OdpowiedzUsuń
  4. Środa!! Rozdział jak zawsze genialny ❤❤

    OdpowiedzUsuń
  5. Środa zdecydowanie ������

    OdpowiedzUsuń
  6. OMG swietny rodzial taki inny od poprzednich. Ciekawa jestem co Sammy chce powiedziec Lukowi?? Moze ze sie w nim zakochala??
    Oj musisz dodac w srode rozdzial �� Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mała odskocznia dla nich - a w szczególności dla Luke'a - od problemów :) Zobaczymy, czy trafiłaś w domysłach odnośnie tego, co chce mu powiedzieć :)
      Zaznaczam kolejny głos na środę :D
      Dziękuję bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. OMG swietny rodzial taki inny od poprzednich. Ciekawa jestem co Sammy chce powiedziec Lukowi?? Moze ze sie w nim zakochala??
    Oj musisz dodac w srode rozdzial �� Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń