środa, 23 marca 2016

Rozdział 21 cz.2

Now I belive in miracles and a miracle has happened tonight


          Wróciliśmy do hotelu. Wzięliśmy po kolei prysznic. Sam wyszła na balkon, pogrążona w rozmowie ze swoim kuzynem. Siedziałem na łóżku. Stąd idealnie ją widziałem, a to też dzięki temu, że w pokoju paliła się, tylko lampka stojąca na szafce, a nie górne mocne światło, które odbijałoby się od szyby. Co jakiś czas na jej twarzy pojawiał się ten znany uśmiech, na który mogłem patrzeć się godzinami. Przyjrzałem się dokładniej jej sylwetce, a potem zerknąłem na telefon. Dochodziła jedenasta.
          Zacząłem się zastanawiać, czy Sam dotrzyma słowa i powie mi w końcu to, co zamierzała mi oznajmić wieczorem. Jak tylko o tym pomyślałem, poczułem niepokój. Z początku nie wiedziałem, skąd tak nagle się we mnie wziął, ale kiedy zacząłem analizować wszystko po kolei, wysunął mi się jeden wniosek. Wniosek, w którego nie chciałem uwierzyć i nawet zaakceptować. Wniosek, który cholernie bolał.
           Powrót choroby. Tylko to przyszło mi do głowy, gdy wracałem do tego wszystkiego, co działo się w Newcastle. Sam dała się porwać swoje dewizie życiowej jeszcze bardziej. Przypomniały mi się jej słowa, gdy kiedyś zapytałem ją o chorobę i depresję, jaką przechodziła. Wtedy też powiedziała, że żeby wyrwać się od smutnego szpitalnego życia, robili z Calumem czy z Mattem mnóstwo zwariowanych rzeczy, nie patrząc na konsekwencje. I to samo robiła tutaj. Pocałunek w windzie – bo tak chciała – granie w scenki – bo to pomagało się oderwać – zbliżenie na plaży – bo miała na to ochotę – picie i tańczenie w barze – bo to było znacznikiem dobrej wyzwolonej zabawy – naciskanie na nasze ustalone hasło życia chwilą – bo to pomagało zapomnieć.
           Poczułem, jak robi mi się zimno. Zimno ze strachu i zdenerwowania. Moje dłonie niebezpiecznie zaczęły się trząść, kiedy podsunąłem nogi pod samą brodę, owijać je ramionami. Oparłem głowę o przedramię, starając się uspokoić. Przecież nie powiedziała mi tego wprost. Przecież nie powiedziała mi tego otwarcie. Mimo wszystko cholernie się bałem, bo wiedziałem, że druga walka z rakiem jest znacznie trudniejsza, niż ta pierwsza. A ja tak bardzo nie chciałem jej stracić. Wiedziałem, że w tym momencie zachowuje się irracjonalnie, ale nie potrafiłem tego przerwać. Jakby myśl o jej chorobie zagnieździła mi się w mózgu, nie przyjmując żadnego innego wytłumaczenia związanego z tym, co mogę od niej usłyszeć.
- Luke? Co się stało?
           Nie zdążyłem podnieść głowy, a Sam już była obok mnie, obejmując ramionami. Wtuliła głowę w moje ramię, na co zadrżałem jeszcze bardziej. Czułem, że jeśli mi w końcu tego nie powie, to zaliczę kolejną psychiczną rozsypkę przez te czarne scenariusze, jakie zaczął tworzyć mój mózg.
- Powiedz mi, o czym chciałaś ze mną wczoraj rozmawiać. – Spojrzałem na nią. Zagryzła wargę. – Tylko szczerze. Nie chcę być okłamywanym. Nie przez ciebie – dodałem niemalże szeptem.
- Najpierw powiedz, co z tobą…
- Nie zmieniaj tematu - rzuciłem, kręcąc głową.
- Jesteś zdenerwowany.
- Bo zaczynam się martwić.
- Co? O co?
- O ciebie – powiedziałem cicho. 
           Dziewczyna złapała mnie za ręce, przesuwając je. Wcisnęła się między moje nogi, opierając się jednocześnie na kolanach. Nie wiele myśląc objąłem ją w pasie. Teraz wydała mi się być taka krucha.
- Nie musisz się o mnie martwić.
- To powiedz mi, o co chodzi. 
           Spojrzała mi głęboko w oczy, a ja przez moment wstrzymałem powietrze. Nikt nigdy nie patrzył się tak na mnie, jak ona. Jakbym był kimś ważnym. Ważnym dla niej. A to było mocno podbudowujące. Powoli pokiwała głową.
- Muszę ci się, do czegoś przyznać. Do czegoś, co dzieje się już od jakiegoś czasu… - zaczęła, ale nagle urwała, zwieszając przy tym głowę.
- To wróciło, tak? – wydusiłem z siebie, drżącym głosem. Panicznie bałem się uzyskania na to pytanie odpowiedzi. – Ty znowu... – Sam nie dokończyłem, bo reszta zdania po prostu nie chciała przejść mi przez gardło. Sam spojrzała na mnie lekko zdezorientowana.
- Co wróciło? – Zagryzłem wargę. Jej oczy powiększyły się. Szybko ujęła moją twarz w dłonie. – Boże, Luke… Nie. Nie jestem chora. Nic do mnie nie wróciło. Jestem nadal zdrowa. Nic mi nie jest. – Odetchnąłem z ulgą, choć nadal moje ciało pozostawało mocno spięte. Uśmiechnęła się lekko, a następnie pocałowała mnie w nos. – Tym się tak martwiłeś? – Pokiwałem głową.- Przepraszam.
- Za co?
- Za to, że w jakiś sposób wprowadziłam cię w błąd. Nie sądziłam, że możesz o tym pomyśleć.
- Cieszę się, że jednak moje przypuszczenia były błędne – powiedziałem, przejeżdżając palcami po jej policzku. – Naprawdę cholernie się cieszę - dodałem, muskając jej usta swoimi. – Więc, o czym chciałaś mi powiedzieć? – Zagryzła wargę. – Wyduś to z siebie, Sammy, przecież nie mamy przed sobą tajemnic, tak?
- Masz rację.
- Więc? – Nie spuszczałem z niej wzroku. Dokładnie widziałem to, jak jej oczy znów spotykają się z moimi. Jak bierze kolejny głęboki oddech.
- W sumie nigdy ci nie obiecywałam, że będę się tego trzymać – powiedziała powoli, a ja zmarszczyłem czoło, zastanawiając się, do czego zmierza. – Chociaż ty możesz myśleć inaczej.
- Z czym konkretnie? – zapytałem niepewnie.
- Z tym, że… Luke… - Pokiwałem głową, by dać jej znać, że uważnie słucham. – Na początku tego nie rozumiałam. Nie poznałam tego, co się działo. Teraz jednak wiem, że… Kurczę, nigdy tego nie robiłam i naprawdę nie wiem, jak ci to powiedzieć.
- Powiedz wprost – poprosiłem, gładząc jej odsłonięte ramię.
- Czuję do ciebie coś więcej – wydusiła z siebie. Zrobiłem wielkie oczy. – Mam wrażenie, że stopniowo i każdego dnia coraz mocniej zakochuję się w tobie. Wiem, że prosiłeś mnie bym tego nie robiła. Ale nie da się od tak tego trzymać. Zresztą, pozwoliłeś mi na to. W jakiś sposób otworzyłeś mi drzwi do tego uczucia, którego wcześniej nie znałam. Może nawet nieświadomie pokazywałeś, jak to wygląda. I od razu przyznam się do tego, że nigdy nie starałam się przed tym bronić. Bo jest to wspaniałe… Nie, to jest cudowne uczcie, a ja nie chcę go tracić. Nie chcę stracić ciebie. Przy nikim nie czułam się tak dobrze, jak przy tobie. Wiem jednak, że ty możesz nie czuć tego samego. Zrozumiem to…
- Nie, Sammy – przerwałem jej, kiedy wzięła głębszy oddech. Po jej słowach z jednej strony czułem się naprawdę wyśmienicie, że i ona odwzajemnia to, co ja czuję do niej. Z drugiej jednak, tak cholernie bałem się ją zranić, że powoli zaczynałem się wycofywać. – Nie powinnaś zakochiwać się we mnie. Nie jestem dobrym wyborem.
- Nie zaczynaj znowu…
- Mówię, jak jest – mruknąłem, odwracając głowę w drugą stronę. Na mojej skórze znów pojawiły się dreszcze, ale nie były one przyjemne. Wiązały się z przykrym uczuciem strachu i wewnętrznego lęku, który w sobie miałem. – Zasługujesz na kogoś lepszego. Zasługujesz na kogoś normalnego, kto nie jest złamany. Na kogoś, kto da ci radość i poczucie bezpieczeństwa. Ja… Ja nie mam nic do zaoferowania. Nie będziesz ze mną szczęśliwa. Nie jestem szczęśliwy, więc nie będę potrafił ci tego dać. – Sam spuściła głowę w dół. Zauważyłem, jak pospiesznie wyciera palcem kąciki oczu. Miałem ochotę strzelić sobie w łeb za to, że doprowadziłem ją do łez. Postanowiłem jednak kontynuować mój wywód. – Szczęście czerpię od ciebie, bo ty mi je dajesz. Jestem wybrakowanym i zepsutym egzemplarzem, Sammy. Nie jestem wart twoich uczuć.
- Mylisz się - powiedziała cicho. – Nie uważam cię za kogoś zepsutego. Nie uważam cię za kogoś bezwartościowego. Nie uważam cię za zły wybór. Nie uważam, że nie dajesz mi poczucia bezpieczeństwa czy szczęścia, bo będąc z tobą otrzymuję to wszystko… Zresztą, nic od ciebie nie chcę.
- Sam, proszę… Ja… Ja poradzę sobie z tym uczuciem do ciebie, ale ty… Ty powinnaś przenieść je na kogoś innego.
- Z tym uczuciem do mnie?- wydusiła z siebie, znów spoglądając w moje błękitne oczy.
- Kocham cię, Sammy. Kocham cię, jak wariat. To, co ty odkryłaś niedawno, tkwi i jest ze mną od dawna. Od bardzo dawna. Ale poradzę sobie, ty jednak powinnaś pójść inną drogą – pociągnąłem, przyznając się jej do wszystkiego. O dziwo poczułem się z tym lepiej. Było mi lżej i jakby łatwiej. – Znajdziesz kogoś, kto da ci wszystko, na co naprawdę zasługujesz, bo ja nie jestem w stanie ci tego dać.
- Przecież powiedziałam, że nic od ciebie nie chcę. Oprócz jednej rzeczy.
- Jakiej?
- Chcę byś mnie kochał i pozwolił mi na to samo uczucie względem ciebie. Wiem, że na razie nie jestem w stanie powiedzieć ci tego samego, ale… Błagam, Luke… Nie odtrącaj mnie tylko dlatego, że uważasz się za kogoś, kto nie powinien być kochany.
- Bo tak jest!
- Wcale nie – odparła, przywierając do mnie. Oparła się swoim czołem o moje, a ja wstrzymałem oddech, rozkoszując się tą bliskością. – Jesteś dla mnie idealny. Zakochałam się w tobie, akceptując wszystko, co w sobie masz. Wady, zalety, przeszłość. Dajesz mi więcej, niż myślisz, choć o nic nie proszę. Mimo wszystko otrzymuję od ciebie troskę, czułość, bezpieczeństwo i szczęście. Jesteś. Wystarczy mi to, że jesteś. – Ostatnie zdanie niemalże wyszeptała. 
            Zadrżałem od jej głosu i ciepłego oddechu, który owiał moją twarz. Musiałem mocno zacisnąć usta, by w tym momencie nie rozpłakać się przy niej, jak zwykły dzieciak. Nikt nigdy nie powiedział mi tylu przyjemnych i wzruszających słów. Moje myśli i ciało wręcz krzyczało w jej stronę i błagało o to, by i ona zawsze była obok. By nigdy mnie już nie zostawiła.
           Niewiele myśląc ująłem jej twarz w dłonie i wpiłem się zachłannie w jej wargi. Nie potrafiłem odpowiedzieć na jej słowa, ale wiedziałem, co mogę zrobić, by wiedziała, że są dla mnie cholernie ważne. Jej dłonie oplotły się wokół mojego karku, a ona naparła na mnie mocniej, jeszcze bardziej wciskając się w moje ciało. Nasze usta i języki poruszały się w idealnej synchronizacji. Miałem wrażenie, że w tym momencie nasze serca biją w tym samym identycznym rytmie, jakby tworzyły jedno.
- Kocham cię – wyszeptałem, kiedy minimalnie się odsunęła, by nabrać powietrza.
- To są dwa najpiękniejsze słowa, jakie mogę od ciebie usłyszeć – powiedziała cicho, dotykając mojej twarzy. 
           Zagryzłem wargę, gdy jej usta znalazły się na mojej szyi, już drugi raz tego samego dnia. Teraz jednak robiła to znacznie pewniej i czulej, niż wcześniej. Za nic nie chciałem tego przerywać. Zapragnąłem tego, by znaleźć się z nią jeszcze bliżej. By przekroczyć kolejną granicę. Wiedziałem jednak, że nie zrobię niczego, czego i ona by nie chciała.
           Włożyłem dłonie pod jej koszulkę, a potem cicho syknąłem pod nosem, gdy lekko przygryzła mi skórę na szyi. Na plecach pojawiła się gęsia skórka, którą Sam wywoływała taką bliskością. Poczułem w podbrzuszu przyjemny ucisk, gdy wsunęła mi palce we włosy. Byłem jej. Byłem cały jej.
- Luke?
- Sammy?
- Kochaj się ze mną – powiedziała, znów spoglądając mi głęboko w oczy.
- Muszę mieć pewność, że naprawdę tego chcesz.
- Naprawdę tego chcę. A ty?
- Cholernie tego chcę – odpowiedziałem, a ona uśmiechnęła się. 
            Połączyła nasze usta po raz kolejny. Jednak nie trwało to długo. Szybko odsunęła się. Złapała za dół swojej bluzki i zręcznym ruchem zrzuciła ją z siebie. Zwilżyłem usta językiem, dokładnie badając każdy skrawek jej ciała.
- Zostaw – odparła, kiedy wychyliłem się, chcąc zgasić lampkę. – Nie chcę tego robić po ciemku. Chcę cię widzieć, Lukey.
            Niepewnie pokiwałem głową. Musnęła swoimi ustami moje. Kiedy jednak chwyciła za dół mojej koszulki, od razu zesztywniałem. Złapałem za jej dłonie. Mój oddech nerwowo przyspieszył. Byłem pewny, że nie jestem w stanie się przełamać, by pozbyć się górnej garderoby. Sam ponownie utkwiła wzrok w mojej twarzy, wyłapując z niej zawahanie i niepewność.
- Nie wstydź się – powiedziała cicho. – Nie powinieneś się tego wstydzić. Nie przy mnie. Już i tak dużo widziałam.
- To jest obrzydliwe. Moje ciało jest obrzydliwe – odpowiedziałem, zanim zdążyłem się powstrzymać.
- Twoje ciało nie jest obrzydliwe – odparła, po raz kolejny dotykając mojego policzka, co było naprawdę kojące i w jakiś sposób uspakajające. – To tylko część twojej historii. Historii, która w końcu się skończy. A drogę do jej zakończenia, przejdziemy wspólnie. – W odpowiedzi pokiwałem, tylko głową.
            Jej palce mocniej zacisnęły się na materiale. Zamknąłem oczy. Pociągnęła go do góry. Pozwoliłem jej ściągnąć z siebie koszulkę. Wstrzymałem oddech, bojąc się na nią spojrzeć, dlatego zwiesiłem głowę. Czułem, jak mi się przygląda. Wychyliła się, by zobaczyć moje plecy. Zacisnąłem zęby, walcząc ze strachem, który odczuwałem. Co, jak jednak zrezygnuje?
            Nagle poczułem jej dłonie na klatce piersiowej. Zerknąłem na  nią niepewnie. Sam przejechała delikatnie palcami po zielono żółtym siniaku, który znajdował się na moim boku i wychodził odrobinę na żebra. Spojrzała na mnie i ja zrobiłem to samo, skupiając się na jej ciemnych oczach.
- Boli cię?
- Już nie.
- To dobrze. Jesteś idealny – odpowiedziała, a potem popchnęła mnie na poduszki. 
           Opadłem na nie. Sam znalazła się tuż nade mną. Wpiła się w moje wargi, a jej dłonie zaczęły wędrówkę po moim ciele, wrzucając mnie ponownie w objęcia przyjemności, z którą nie chciałem walczyć. Każdy jej dotyk rozpalał mnie na nowo. Smak jej ust dodatkowo nakręcał, a ja przestałem myśleć o tym, jak wyglądam. Skupiłem się, tylko na niej, ciesząc się każdą drobniejszą i mocniejszą pieszczotą, jaką mnie obdarowywała.
          Przełknąłem ciężko ślinę, czując jak mój oddech przyspieszył, kiedy jej usta zjechały po mojej brodzie, zaznaczając jednocześnie linię szczęki. Przez chwilę znów znalazły się na mojej szyi, by potem po raz kolejny zmienić miejsce. Jej powolne pocałunki, znaczyły mokrą i niewidzialną ścieżkę w dół mojego ciała, a ja byłem pewny, że zaraz wszystkie emocje i uczucia rozniosą mnie od środka.
           Wstrzymałem oddech, gdy przejechała dłonią po mojej widocznej erekcji. Uśmiechnęła się z udawaną niewinnością, co nakręciło mnie na nią jeszcze bardziej. Teraz Sammy zdecydowanie nie była grzeczną dziewczynką, co naprawdę mi się podobało i podniecało mnie jeszcze bardziej. Moje wszystkie mięśnie spięły się, gdy powoli rozpięła mój pasek, a potem guzik i rozporek. Było to cholernie przyjemne, bo co jakiś czas zahaczała i pocierała dłonią coraz bardziej twardniejące wybrzuszenie.
            Pomogłem jej zsunąć z siebie spodnie i bokserki. Pocałowałem ją po raz kolejny, a potem cicho jęknąłem wprost w jej usta, gdy owinęła dłoń wokół mojego członka, poruszając nią powoli. Na oślep odpiąłem jej czarny stanik, ściągając go, a potem odrzucając gdzieś w bok. Naparłem na nią mocniej i tym razem to ona opadła na poduszki. Miałem wrażenie, że oddycham jeszcze szybciej, kiedy zacząłem oddawać jej pieszczoty. Byłem spragniony jej ciała, więc szybko zacząłem badać je z dokładnością, nie omijając, ani kawałka.
           Chciałem być, jak najbardziej delikatny, by nie zrobić czegoś, co mogłoby się jej nie spodobać. Nie powstrzymałem się jednak przed tym, by szybko nie ściągnąć z niej spodni i czarnych damskich bokserek, które miała na sobie. Wychwyciłem to, jak zadrżała, gdy moje usta przejechały po zewnętrznej stronie jej uda. Piąłem się ku górze, pomagając sobie dłońmi. Teraz to ja rysowałem wilgotną ścieżkę, którą wędrowała przez jej ciało. Na dłużej skupiłem się na jej piersiach. Wsunęła mi dłoń we włosy, lekko zaciskając na nich palce. Nie odrywając się od klatki piersiowej, palcem przejechałem po jej wejściu, a ona zamruczała pod nosem. W końcu wróciłem do jej ust, wyczuwając to, że Sam oddycha już tak szybko, jak ja.
- Jesteś taka piękna – powiedziałem szeptem, ocierając się o nią.
- A ty nadal jesteś idealny. Chcę cię już we mnie poczuć - wyszeptała, ujmując moją twarz w dłoniach.
- Jesteś tego pewna? – zapytałem, unosząc jedną brew do góry, jednocześnie drocząc się z nią, choć jej słowa naprawdę mocno na mnie podziałały.
- Jezu, Luke, nakręciłeś mnie na siebie tak bardzo, że naprawdę się wkurwię, jak teraz dla zabawy sobie odpuścisz – rzuciła jednym tchem, co mnie rozbawiło.
- Podoba mi się twoje nastawienie. - Cmoknęła mnie w nos. – To podniecające, że nie możesz się doczekać.
- Lukey… - jęknęła, kiedy moja dłoń zahaczyła o jej sutek.
- Już, już- rzuciłem zadowolony, że udało mi się wprowadzić ją w taki stan. – Musisz jednać dać mi chwilę. Małą chwilę… - Ale sam urwałem, gdy podniosła biodra i otarła się o mnie. Wstrzymałem oddech, patrząc na jej usatysfakcjonowaną twarz. – Chwila – powiedziałem, muskając jej usta.
             Podniosłem się i rzuciłem się pospiesznie w stronę szafki. Otworzyłem pierwszą szufladę. Złapałem za portfel. Wyciągnąłem z niego błyszczące opakowanie z prezerwatywą. Niedbale wrzuciłem skórzany portfel do szuflady, zamykając ją nieco głośniej, niż powinienem. Wróciłem do Sam. Uśmiechnęła się. Rozerwałem szybko opakowanie, a następnie nałożyłem na siebie prezerwatywę.
             Spojrzałem na nią, dostrzegając w jej oczach te znane mi iskierki. Na jej policzkach wymalowały się urocze rumieńce. Oblizała usta, a potem lekko zagryzła wargę, gdy przybliżyłem się do niej jeszcze bardziej. Wsunąłem się między jej uda, a potem nachyliłem się nad nią, łącząc nas w kolejnym pocałunku, który tym razem był bardziej delikatny i spokojny. Utkwiłem wzrok w jej oczach, a potem wszedłem w nią powoli, wydobywając z niej głośniejszy jęk.
            Rozpocząłem od wolnego, niemalże ślimaczego tempa, dokładnie obserwując jej reakcję i każdą najmniejszą emocję, jaka wymalowywała się na jej twarzy. Spojrzałem w jej brązowe tęczówki, które cholernie mi się podobały. Sam ujęła moją szyję dłonią, a potem naparła na mnie, bym po raz kolejny złączył nasze wargi. Zrobiłem to od razu, próbując walczyć z szybszym oddechem, który sprawiał, że ten pocałunek stał się mniej dokładny, niż poprzednie.
            Wciągnąłem głośniej powietrze, a potem zamruczałem pod nosem. Mój głos zmieszał się z kolejnym jękiem, który wydostał się z jej gardła. Była to nasza wspólna reakcja na zwiększenie tempa. Poczułem na czole zbierające się kropelki potu. Czułem, jak od tego gorąca palą mnie policzki. Nie myślałem o niczym innym, skupiając się tylko i wyłącznie na niej. Moja dłoń zacisnęła się mocniej na pościeli, a druga podążyła wzdłuż jej ciała, które było rozgrzane, delikatne i cholernie pociągające.
           Opadłem odrobinę w dół, opierając się czołem o jej czoło. Nasze szybkie, urywane oddechy mieszały się ze sobą. Jęknąłem wprost w jej rozchylone wargi, kiedy przyspieszyłem jeszcze bardziej. W dalszym ciągu jednak byłem czujny na każdą jej reakcje, by mieć pewność, że daję jej taką samą przyjemność, jaką otrzymuję od niej. Nie chciałem robić nic, co by jej się nie podobało. Jej dłonie wciąż na nowo i na nowo, błądziły po moim ciele.
            Pokusiłem się o to, by jeszcze odrobinę zwiększyć tempo, czując, że powoli zbliżam się do końca. Czułem, jak Sam napręża tuż pode mną wszystkie mięśnie. Musnąłem lekko ustami skórę na jej szyi. W tym momencie słyszałem jej pojedyncze mruknięcia, które zmieniały się w ciche jęki. Aż zadrżałem od tych dźwięków, jakie z siebie wydawała. Kolejny dreszcz przeszedł mi po plecach, kiedy bardziej zacisnęła się wokół mnie.
- Sammy – wymamrotałem, napierając na jej ciało jeszcze mocniej. Wsunęła dłoń w moje włosy, delikatnie za nie pociągając.
- Luke… Przyspiesz – wyszeptała, a potem syknęła pod nosem, kiedy spełniłem jej prośbę. Kolejna fala przyjemności i gorąca uderzyła we mnie, a ja mocno zacisnąłem usta, by jeszcze odrobinę przeciągnąć moment finału.
           Sam zadrżała tuż pode mną, a potem mocniej wcisnęła się we mnie, pojękując pod nosem. Po chwili zrobiła to głośniej, gdy zaczęła szczytować, wbijając mi paznokcie w plecy. Syknąłem cicho wprost do jej ucha. Wykonałem jeszcze kilka szybkich pchnięć, doprowadzając i siebie do końca.
            Prawie opadłem na nią, czując się wykończony. Przez plecy przebiegły mi pojedyncze dreszcze, które na nowo wywołały na moim ciele gęsią skórkę. Jej dłonie owinęły się wokół mnie. Sam szybko odnalazła moje usta i powoli je połączyła, odbierając mi resztkę potrzebnego tlenu. Zaszumiało mi w głowie. A było to cholernie przyjemne uczucie.
            Uśmiechnęła się, a ja wiedziałem, że przed sobą mam cały swój świat, którego chcę być częścią. Że chcę być z nią, pomimo tego wszystkiego, co dzieje się w Sydney. Jakby Sam była moją osobistą latarnią, która wyprowadza mnie z ciemności. Jakby wskazywała mi drogę, którą powinienem podążać, ku temu, by po prostu być. Być i znów czuć się szczęśliwy.

            Szedłem pustym korytarzem. Słyszałem echo własnych kroków, które odbijały się od ścian. Wokół mnie panowała tak potworna cisza, że bolały mnie od niej uszy. Gdzieś w środku czułem niepokój. Narastał za każdym razem, kiedy zbliżałem się do sali od matematyki. Zatrzymałem się przed uchylonymi drzwiami, słysząc znajome głosy.
- Uwierzył mi na słowo, rozumiesz – powiedziała rozbawiona Samantha.
- Wiedziałem, że to łyknie – odparł jej kuzyn. 
            Przysunąłem się bliżej, by widzieć rozmawiające ze sobą osoby. W klasie była nie tylko ona i Hood. Znajdowała się tam też pozostała część ich paczki. Wszyscy cicho chichotali pod nosami.
- Czas na kolejny punkt. Złam mu serce. Zgnieć i roznieś je po całym Sydney – pociągnął Bradley, ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy.
- To da się łatwo załatwić – skwitowała Sam, wzruszając ramionami. 
            Jej twarz była tak inna od tego oblicza, które widziałem na co dzień. Była fałszywa i zakłamana, a w jej oczach zabrakło mi znanych iskierek. W środku poczułem potworny ból zawodu i porażki. Te uczucia wypełniały każdą komórkę mojego ciała. Zacząłem się trząść, a na moich policzkach pojawiły się łzy. Wrabiała mnie. Od samego początku mnie wrabiała, a ja jak idiota spijałem z jej ust, każde cieplejsze słowo, które okazywało się być kłamstwem.
- Chyba mamy towarzystwo! 
           Usłyszałem kolejny głos za plecami. Dłonie mojego ojca zacisnęły się na moich ramionach. Brutalnie wepchnął mnie do klasy. Nie utrzymałem równowagi i poleciałem na podłogę, uderzając mocno kolanami o parkiet. Grupka stojąca przy nauczycielskim biurku ryknęła śmiechem.
- Biedny Lukey – powiedziała Sam, podchodząc do mnie. Zaśmiała się złośliwie, łapiąc za moje policzki. – Po twojej reakcji wnioskuję, że dużo słyszałeś.
- Naprawdę byłeś przekonany o tym, że Sammy może cię pokochać? Kogoś takiego, jak ty?- pociągnął Calum i wybuchł śmiechem, który odbił się echem od ścian.
- Mam syna idiotę – skomentował Adam, łapiąc mnie za kark. – Jak bardzo teraz się nienawidzisz, Luke? Jak bardzo karcisz się w myślach za to, że jesteś pieprzonym naiwniakiem? Powiedz nam, jak bardzo to boli. Twój ból jest naszą pożywką.
- Jesteś nikim – syknęła Sam, nachylając się jeszcze bardziej. – Naprawdę sądziłeś, że mogę z tobą być?
           Nie byłem w stanie wydusić z siebie żadnego słowa. Słone łzy dalej ściekały mi po twarzy, a ja nie potrafiłem tego kontrolować. Nie potrafiłem nałożyć swojej znanej maski, bo zraniła mnie osoba, której doszczętnie ufałem. Bo była to osoba, dla której byłem gotowy zrobić wszystko. A ona kłamała.
- Pierdolony mazgaj! – warknął ojciec, a potem uniósł zaciśniętą pięść do góry. 
           Wiedziałem, co zaraz się stanie. Jednak psychiczny ból, był gorszy i wątpiłem w to, by ten jego cios go przewyższył. Jego ręka była coraz bliżej, a ja jakbym widział to w zwolnionym tempie. Wszystko urwało się, gdy pięść ojca znalazła się kilka milimetrów od mojej twarzy.

            Otworzyłem oczy, a potem poderwałem się raptownie do pozycji siedzącej. Wokół mnie panowała ciemność. Nadal byłem w Newcastle, a to był tylko pieprzony koszmar. Przycisnąłem dłonie do twarzy, czując pod palcami wilgotne policzki. Bosko, jeszcze popłakałem się, jak ostatnia ofiara losu. Dyszałem tak ciężko, jakbym przebiegł maraton. Próbowałem powstrzymać drżenie ciała, wywołane nieprzyjemnym i bolesnym snem. Był tak cholernie realistyczny, a z drugiej strony tak bardzo oddalony od świata rzeczywistego.
- Luke? – Nie odpowiedziałem, tylko zatrzęsłem się, jak galareta po raz kolejny. Najwidoczniej podczas mojego zrywu, musiałem ją obudzić. – Co się dzieje?
- Jest… Jest w porządku.
            Poczułem, jak Sammy się przybliża. Oparła głowę na moim ramieniu, wtulając się w moje plecy. Poczułem od niej przyjemną falę ciepła, ale mój sen nadal gdzieś krążył w powietrzu, przez co znów zaczynałem wątpić w to, że ona naprawdę mogła obdarzyć mnie większym uczuciem. Objęła mnie mocniej, a ja przejechałem palcami po jej dłoni, która zaciskała się na moim brzuchu.
- Miałeś zły sen? – Pokiwałem głową. – Chcesz mi o nim opowiedzieć?
- Nie chcę do niego wracać.
- To może rano.
- Nie odpuścisz?
- Ciebie sobie nie odpuszczę – powiedziała cicho. Troska i czułość w jej głosie sprowadzała mnie na ziemię. Nie mogłem wierzyć w sny. Byłoby to czystą głupotą. Odetchnąłem ciężko. – Chodź tu.
             Pociągnęła mnie lekko do tyłu, a ja znów położyłem się na poduszce. Niewiele myśląc od razu wtuliłem się w jej ciało, chowając twarz w zagłębieniu jej szyi. Poczułem znany zapach owocowego szamponu. Znów objęła mnie mocniej. Przymknąłem powieki, wsłuchując się w jej spokojny oddech. Wsunęła palce w moje włosy, powoli przeczesując je w uspokajającym geście i to pomagało. Pomagało się rozluźnić i stopniowo zapominać o koszmarze. Robiła to tak długo, dopóki znów nie pogrążyłem się we śnie.


***
Ten kto myślał o takim wyznaniu - zgadł w stu procentach :D Sam i Luke w końcu wyznali sobie, co do siebie czują i "zaliczyli kolejną bazę" (określmy to w ten sposób) w swojej relacji :D Po tej, jakże ważnej dla nich nocy, czeka ich jeszcze krótki pobyt w Newcastle, a potem niestety powrót do domu - z czego Luke pewnie się wcale nie cieszy. Mam nadzieję, że druga część rozdziału się Wam podobała :)

W dalszym ciągu zachęcam do głosowania na ulubione opowiadanie i bohaterkę. Głosowanie trwa do końca marca. Za wszystkie już oddane głosy bardzo dziękuję!

Przypominam klasycznie o Asku :D

Dziękuję również za wszystkie Wasze komentarze i opinie! To cholernie motywujące - ale to już wiecie :) Dziękuję!

Kolejny rozdział pojawi się w niedzielę.

Pozdrawiam!

7 komentarzy:

  1. Aaaa cudownie! Będą świetną parą. Tylko co na to ludzie z zewnątrz? Daj im pożyć własnym życiem haha nie no :c wiemy, że lubisz komplikować..
    Ale rozdział super! W końcu w moim ulubionym ff hot scenka 8) i wyznanie tego co czują... tylko ten głupi sen! Ale Luke-bohater po tylu przeżyciach ma psychikę znacznie różniącą się np. Od takiego Caluma i różnie to wszystko odbiera. Nie wydaje mi się, że Sam mogłaby go zostawić. Czytałam na asku że zastanawiasz się nad rozstaniem w którymś ff jako zakończenie. Wiesz co? Moje serduszko chyba wtedy będzie broken XD
    Do następnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię komplikować, więc nic nie obiecuję czy ta ich sielanka przetrwa :D Cieszę się, że rozdział się podobał :)
      Fakt, Luke ma inną psychikę, niż reszta bohaterów, przeżywa i widzi wszystko nieco inaczej.
      A co do rozstania, w którymś z ff - dzisiaj nadal jestem jeszcze przy happy endzie w tej jednej historii, więc może tak zostanie albo znów mi się odmieni :D Nie smutaj, nieraz zakończenie bez happy endu jest lepsze :)
      Dziękuję za komentarz :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. To chyba mój ulubiony rozdział na tym blogu ♥ Nie no, mam łzy szczęścia w oczach! Szkoda tylko, że ten sen mu się przyśnił, ale i tak wszystko jest wspaniałe, ten rozdział jest idealny. Niech nie wracają do Sydney, tylko wyjadą bardzooo daleko, pobiorą się i założą rodzinę ^^ Pozdrawiam, czekam z niecierpliwością na następny ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe całkiem ciekawy pomysł, tylko, że obojgu zależy na skończeniu szkoły. Jednak gdyby to było możliwe, to pewnie Luke już dawno by się wyniósł z Sydney :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Ja wiedziałam, że stanie się coś pozytywnego po tym jak zobaczyłam ten tytuł!
    Oni będą naprawdę piękna parą, tylko co na to Calum i reszta paczki? Może to jest ten czas, w którym prawda powinna zostać ujawniona? Jestem strasznie ciekawa co zgotowałaś Luke’owi i Sammy w przyszłości:) I mimo wszystko liczę, że tak historia zakończy się happy endem:)
    Rozdział jak zawsze świetny i czekam na nastepny!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znowu się zdradziłam cytatem z piosenki :D Ale cóż... pasował mi tu :)
      Może będą ładną parą, o ile postanowią nią być :) A ujawnienie prawdy może mieć zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki (o tym z pewnością będzie dalej :D).
      Zakończenia tym bardziej nie zdradzę i nawet nie pisnę o nim słowem :D
      Dziękuję bardzo za komentarz
      Pozdrawiam!

      Usuń