niedziela, 27 marca 2016

Rozdział 22

I want to breathe you in like a vapor. I want to be the one you remember. I want to feel your love like the weather. All over me, all over me


          Obudziłam się przyciśnięta do poduszki. Wyciągnęłam rękę, ale ona trafiła na zimną pustkę. Powoli rozchyliłam powieki. Słońce, które wpadało przez wielkie balkonowe okna, oślepiło mnie na tyle, że musiałam kilkakrotnie zamrugać, by wyostrzyć obraz, który malował się przed moimi oczami. Już chciałam zacząć rozglądać się po pokoju w poszukiwaniu blondyna, ale niemalże od razu go zauważyłam. Siedział na podłodze z podkurczonymi nogami, opierając się plecami o łóżko. Przez chwilę byłam pewna, że wpatruje się w okno, ale on miał zwieszoną głowę, opartą niemalże na przedramionach.
            Przez dłuższy moment wpatrywałam się w niego, bojąc się poruszyć. Mój mózg od razu zaczął zastanawiać się, co się stało. Z czym Luke znowu walczy i co przetrawia? Jakby nie patrzeć blondyn należał do dość skomplikowanych i skrytych osób, bo nie wszystko mówił wprost. Nieraz musiałam mocniej się nagimnastykować, by wyciągnąć z niego cokolwiek. Niemniej jednak obraz, który miałam przed oczami, zaniepokoił mnie.
             Owinęłam się szczelniej kołdrą, bo pod spodem nie miałam kompletnie nic. Przybliżyłam się do chłopaka, który najwidoczniej nie usłyszał tego, że się przebudziłam. Dotknęłam delikatnie jego ramienia, a on raptownie podskoczył.
- Przepraszam, nie chciałam cię wystraszyć.
- W porządku - odparł, wracając do poprzedniej pozycji. 
             Przyjrzałam się drobnym siniakom, jakie miał na łopatce. Oderwałam od nich wzrok. Oplotłam jego kark rękami, wtulając się w jego ciepłe ciało. Przejechał palcami po skórze na moim ramieniu. Pocałowałam go w policzek. Luke od razu oparł głowę o moją rękę.
- Co się dzieje?
- Nic się nie dzieje – odpowiedział klasycznie, a ja nawet nie trudziłam się z tym, by mu uwierzyć.
- Daj spokój, Luke – mruknęłam, trącając lekko palcami jego włosy. Zauważyłam, jak na jego ramionach pojawiła się gęsia skórka. Uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem, widząc tę reakcję na ten mój mały gest. – Sam wczoraj powiedziałeś, że nie mamy przed sobą tajemnic, więc tym bardziej nie rozumiem, czemu mnie spławiasz.
- Nie spławiam.
- Odnoszę inne wrażenie. – Wziął głęboki oddech. Milczałam, czekając, aż w końcu zacznie mówić prawdę.
- Myślałem o tym, co powiedziałaś mi wczoraj - zaczął powoli, a ja pokiwałam głową. Nie mógł tego zobaczyć, bo dalej jego twarz zwrócona była w stronę okna, ale z pewnością mógł to wyczuć przez to, jak blisko niego byłam. – Naprawdę… to czujesz?
- Mówiłam prawdę. Skąd te wątpliwości? – zapytałam ze zdziwieniem.
- Miałem dziwny sen – powiedział cicho. – To chyba przez to.
- Tylko nie mów, że w tym śnie robiłam cię w balona. – Nie zareagował w żaden sposób, co tylko utwierdziło mnie w tym, że tak właśnie było. – To głupie, Luke.
- Wiem… Doskonale o tym wiem. Jestem idiotą.
- Nie, nie jesteś – rzuciłam, pocierając jego klatkę piersiową dłonią. Chłopak wtulił się we mnie jeszcze bardziej. – Sny są kijowe. A ja mogę ci obiecać, że w żadnym wypadku cię nie wkręcam. Przecież mnie znasz.
- Wiem... Przepraszam - powiedział, odwracając się. Pocałował mnie lekko w policzek, uśmiechając się przy tym. – Przepraszam.
- Tak lepiej. To, co? Śniadanie?
- Możemy iść na pizzę?
- Na śniadanie? – odparłam, a on szybko pokiwał głową.- Niech ci będzie.

~***~
             Wiem, że z rana zachowywałem się wprost irracjonalnie, ale to było silniejsze ode mnie. Mój sen, w który w ogóle nie powinienem był wierzyć, wszczepił we mnie nutę wątpliwości, że ktoś taki, jak Sam może coś do mnie poczuć. Tak cholernie bałem się ją stracić, że nawet głupi koszmar wzbudzał we mnie wewnętrzny lęk. Dopiero rano zdałem sobie sprawę z tego, że nigdy nikogo nie kochałem tak mocno, jak jej. Nie czułem tego nawet w połowie do swojej byłej dziewczyny. Ona ujęła mnie całego, a ja kurczowo trzymałem się jej, jakby od tego zależało moje życie. Pierwszy raz pragnąłem, aby niczego nie zepsuć. Aby tego po prostu nie schrzanić. Wiedziałem jednak, że w Sydney będzie to dużo trudniejsze, niż tu.
            Pchnąłem palcem okulary przeciwsłoneczne, które zsunęły mi się na czubek nosa. Słońce przyjemnie grzało mnie w plecy. Sammy dla zabawy puknęła w daszek od mojej czapki, przez co ta prawie spadła mi z głowy. Dziewczyna parsknęła śmiechem, a ja uśmiechnąłem się. Uwielbiałem, gdy się śmiała. Udałem jednak niezadowolonego, poprawiając nakrycie głowy.
             Nagle Sam zatrzymała się tak raptownie, że prawie się przewróciłem. Nasze dłonie były ze sobą złączone, więc kiedy ona stanęła, mną, aż zachwiało, bo zrobiła to tak spontanicznie i dość mocno. Od razu zerknąłem na nią, zastanawiając się, co tak bardzo przykuło jej uwagę.
              Sammy wpatrywała się w wystawę jednego z mijanych przez nas sklepów. Na witrynie zaprezentowano trzy sukienki, a ona patrzyła się konkretnie na jedną z nich. Przekrzywiła lekko głowę. W tym momencie naprawdę wyglądała uroczo. Podszedłem bliżej, aby dokładniej przyjrzeć się kreacji, która niewątpliwie wpadła jej w oko.
- Podoba ci się? – zapytałem, przenosząc wzrok na dziewczynę.
- Jest bardzo ładna. Idealna na bal.
- Na przykład na bal maturalny? – Spojrzała na mnie, a potem pokręciła głową. – Co?
- Nie zaczynajmy tego tematu. – Westchnąłem ciężko pod nosem. Nasz szkolny bal maturalny miał się odbyć kilka dni po nowym roku. Nie miałem ochoty na niego iść, ale było widać, jak na dłoni, że Sam chciałaby tam być.
- Możemy na niego iść.
- Nie, Luke – powiedziała, znów kręcąc głową. – To nie wypali. Wiem, że byś się tam źle czuł. Zresztą przeczuwam, że ludzie nie daliby nam spokoju.
- Ale…
- Zapomnijmy o tym. To tylko głupi szkolny bal – wyrzuciła z siebie, machając jednocześnie ręką.
             Spojrzałem na nią po raz kolejny, dokładnie przyglądając się jej twarzy. Widziałem, że próbuje ukryć to, że jest zawiedziona. Nic dziwnego, że szybko postanowiłem zainterweniować. Nienawidziłem tego, kiedy Sam wpadała w taki dość pochmurny nastrój, mimo tego, że szybko potrafiła z niego wychodzić. Jak tylko pociągnęła mnie za rękę, chcąc byśmy poszli dalej, ja zaparłem się nogami, nie ruszając się z miejsca.
- Co jest?
- Wejdźmy do tego sklepu.
- Nie chcę.
- Nie zachowuj się, jak mała rozkapryszona księżniczka – rzuciłem, ciągnąc ją w stronę drzwi. Teraz to Sam stawiała opór. Na swój sposób, było to całkiem słodkie. – Tylko ją zobaczymy.
- Naprawdę nie chcę i nie zachowuję się, jak… Puszczaj mnie, Hemmings! – Warknęła, kiedy przekręciłem oczami i niewiele myśląc, przerzuciłem ją sobie przez ramię. Akurat byłem od niej większy i silniejszy, więc musiało stanąć na moim. Do tego miałem niesamowity ubaw.
             Trzymając brunetkę, bez problemu pchnąłem szklane drzwi. Wchodząc do sklepu, od razu zwróciliśmy uwagę starszej sprzedawczyni, która uniosła brwi do góry, widząc, w jakim stylu odwiedzamy jej lokal. Postawiłem Sam na podłodze, która zacisnęła mocno usta, jednocześnie krzyżując ręce na klatce piersiowej. Teraz swoją postawą przypominała mi prawdziwą nieznośną panienkę. Zaśmiałem się pod nosem. Zazgrzytała zębami, mrużąc na mnie swoje ciemne oczy.
- W czym mogę wam pomóc? – zapytała kobieta, poprawiając blond włosy, które spięte miała do tyłu wielką zieloną klamrą. Ta jej spinka przypominała mi z wyglądu ogromną modliszkę.
- Chcielibyśmy zobaczyć tę sukienkę z wystawy – powiedziałem, zagradzając drogę Sammy, która chciała czmychnąć w stronę drzwi. Skutkiem tego było to, że odbiła się od mojego ciała.
- Którą?
- Tą pośrodku.
- Jaki rozmiar? – Spojrzałem na Hood, która odwróciła głowę w drugą stronę.
- Widzę, że moja dziewczyna nic mi nie powie – powiedziałem powoli. 
           Po moich słowach Samantha od razu zerknęła na mnie. Zauważyłem cień uśmiechu na jej ustach, kiedy określiłem ją tym mianem. Starsza kobieta zaśmiała się. Wzruszyłem ramionami i niewiele myśląc odchyliłem jej bluzkę na plecach.
- Teraz ma na sobie koszulkę w rozmiarze M.
- Koszulka jest luźna, więc weźmiemy do przymiarki mniejszy rozmiar sukienki – rzuciła, idąc na tyły sklepu.
- Zabiję cię – mruknęła Sammy, kiedy sprzedawczyni oddaliła się od nas.
- Byłem pewny, że wczoraj miałaś na sobie bluzkę w rozmiarze S – odparłem rozbawiony.
- Nosze i takie i takie – warknęła.
- Rozchmurz się, króliczku, chcę dobrze – powiedziałem ze śmiechem, a potem szybko cmoknąłem ją w czoło.
- Nie założę jej.
- Oczywiście, że założysz.
- Nie zmusisz…
- Oczywiście, że cię zmuszę – pociągnąłem. 
             Nie powiem, ale bawiłem się znakomicie. Sammy prychnęła pod nosem. Najwidoczniej poczuła się na przegranej pozycji, bo podeszła do małej dwuosobowej sofy i opadła na nią, zupełnie zrezygnowana.
            Po chwili sprzedawczyni wróciła, niosąc sukienkę, którą wybrała Sam. Przejąłem ją od niej, przez chwilę gapiąc się na tę jej spinkę, która naprawdę wyglądała, jak wielki robal. Odwróciłem się jednak, skupiając się na dziewczynie. Machnąłem na nią, ale ona nie raczyła ruszyć się z kanapy.
- Chyba twoja dziewczyna nie chce jej zakładać.
- Niech mi pani wierzy, że chce – powiedziałem z pewnością w głosie. Uśmiechnąłem się do Sam. – No, wstawaj.
            Sammy prychnęła pod nosem, a potem posłusznie podniosła się z kanapy. Uniosłem jedną brew do góry. Dla mnie trwało to stosunkowo za długo. Dlatego niewiele myśląc chwyciłem ją za rękę i pociągnąłem w stronę przymierzalni. Podałem jej sukienkę, niemalże wpychając ją do środka.
- W tym momencie, Hemmings, naprawdę cię nie lubię – odparła, kiedy zasłoniłem bordową zasłonkę.
- Cieszę się, że jednak nie powiedziałaś, że mnie nienawidzisz – odpowiedziałem, opierając się o ściankę. – Byłby mi wtedy cholernie przykro. Wiem jednak, że mnie nie lubisz. Czujesz do mnie coś znacznie bardziej odjazdowego.
- Teraz mam ochotę…
- Na obściskiwanie się w przymierzalni? – wtrąciłem, a potem zaśmiałem pod nosem. 
             Całe szczęście, że miałem całkiem dobry refleks, bo w moją stronę poszybowała jej zaciśnięta pięść. Zdążyłem odskoczyć, a ona uderzyła w ścianę. Syknęła z bólu pod nosem.
- Nic ci się nie stało?
- Nie gadam z tobą.
- Jak długo zamierzasz się na mnie gniewać?
- Tak długo, dopóki nie skończysz tego cyrku.
- Na pewno nic sobie nie zrobiłaś?
- Wal się, Luke.
- Jesteś uparta – skwitowałem. – Jak rozmiar?
- Pasuje. Mogę już ją ściągnąć?
- Nie, chcę cię w niej zobaczyć.- Sam warknęła cicho pod nosem, co wywołało u mnie szeroki uśmiech. Odsunąłem zasłonkę, stając za jej plecami. Bez słowa zapiąłem zamek, który znajdował się z tyłu sukienki. - Pokaż się.
             Ponownie złapałem ją za rękę, wyciągając z przymierzalni. Zwiesiła głowę, wpatrując się w swoje buty. Po chwili podniosłą ją do góry i spojrzała wprost w moje oczy. Na jej twarzy nie była wymalowana już złość, ani zaciętość, którą miała wcześniej. Teraz jakby jeszcze bardziej posmutniała. Nie byłem pewny, co zrobiłem źle, bo chciałem uzyskać całkiem inny efekt.
            Przyjrzałem się jej uważniej, mierząc ją dokładnie od góry do dołu. Biała sukienka sięgała jej przed kolano. Była odrobinę rozkloszowana na dole. Miała tylko jedno ramiączko, które ukrywało się pod czarnym koronkowym zdobieniem, złożonym z delikatnych listków, które zachodziło na połowę biustu, pas i lewy bok. Oprócz tego dodano czarny materiał, który zaznaczał wyraźnie talię. A na nim naszyte były drobne czarne kamienie. Musiałem to przyznać, że Sam wyglądała w tej sukience po prostu zjawiskowo, więc zupełnie nie rozumiałem, skąd wziął się u niej ten smutek.
- Nie podoba ci się? – zapytałem, podchodząc do niej. – Dla mnie wyglądasz cudownie.
- Jest świetna, tylko po co to? – wydusiła z siebie. Nie odrywała ode mnie wzroku, a ja przez chwilę nie wiedziałem, co mam powiedzieć. – Przymierzyłam ją. Możemy już iść?
- Nie.
- O co ci chodzi? – jęknęła, zagryzając wargę.
- Nie chciałabyś jej mieć?
- Nie potrzebuję takiej sukienki. – Uśmiechnąłem się do niej, a ona lekko zmarszczyła nos. Przybliżyłem się, całując ją przelotnie w czoło.
- Potrzebujesz sukienki – powiedziałem, gładząc ją po policzku.
- Co?
- Zrobimy sobie swój własny bal maturalny.
- Co? – zapytała ponownie, a jej oczy powiększyły się. To wywołało u mnie jeszcze szerszy uśmiech.
- W końcu to część życia licealnego, by zaliczyć bal maturalny. My będziemy mieć swój. Więc, potrzebujesz sukienki.
- Ty tak na serio?
- Całkowicie serio, króliczku. – Raz jeszcze zmierzyłem ją wzrokiem od góry do dołu. – A ta jest idealna. Wyglądasz w niej szałowo. Powinnaś się na nią zdecydować, bo jakby nie patrzeć, nie zostało ci zbyt dużo czasu na szukanie odpowiedniej kreacji.
- Czy ty właśnie zaprosiłeś mnie na bal?
- Tak. Właśnie tak – odpowiedziałem ze śmiechem. – Na nasz prywatny bal.
- Będziesz w garniturze?
- Naturalnie, to przecież bal. To, co? Zrobisz mi ten zaszczyt i pójdziesz ze mną? O ile pasuje ci ta opcja.
- Pewnie, że pasuje – powiedziała, a ja w końcu zobaczyłem jej uśmiech.
- To pójdziesz ze mną czy nie?
- Pewnie, że pójdę – odparła, a potem rzuciła mi się w ramiona. 
             Teraz miałem bardzo dokładny i wyraźny dowód na to, że Sam naprawdę chciała mieć odhaczony w swoim życiorysie bal maturalny. Bez względu na to, jak będzie on wyglądał. A ja postanowiłem spełnić to życzenie. W głowie miałem już ułożony pewien plan.
- Kupisz ją?
- Jest moja. 

~***~
            W Newcastle bawiłam się wyśmienicie. Jednak oprócz zabawy zyskałam coś jeszcze. Coś niesamowitego i pięknego za razem. Miłość. Tą całkiem inną, niż czuje się do rodziców i najbliższej rodziny. To uczucie, którego wcześniej niedane mi było poznać. To, które sprawia, że na samą myśl o tej drugiej osobie zaczynasz się uśmiechać, a każdy pojedynczy dotyk czy pocałunek wywołuje w tobie olbrzymią burzę emocji i dreszczy. Tę osobę, która wypełnia cię, by tworzyć z tobą jedną całość. Dla niej jesteś gotowy zrobić wszystko, bez względu na okoliczności. Luke wybrał mnie i w tym momencie byłam najszczęśliwszą osobą na świecie.
            Oderwałam wzrok od naszych spakowanych bagaży. Jak to się mówi: wszystko, co dobre szybko się kończy. My musieliśmy zostawić Newcastle za plecami, by wrócić do Sydney. Do naszego życia i rzeczywistości, która nie zawsze jest kolorowa.
            Spojrzałam na blondyna. Luke podszedł do łóżka i rzucił się na materac. Przez chwilę leżał nieruchomo z zamkniętymi oczami. Gdy zrobiłam krok w jego stronę, drgnął, przecierając rękami twarz. Uśmiechnęłam się lekko.
- Nie chce się wracać?
- Zostałbym tu na zawsze – powiedział cicho.
            W tym momencie doskonale wiedziałam, co ma na myśli. Tu jego życie było całkiem inne. Wolne od ojca kata i matki, która go ignorowała. Wolne od bliźniaków i ich paczki i tych wszystkich wścibskich oczu, które nieustannie obserwują go na szkolnych korytarzach. Wolne od bólu i cierpienia – zarówno tego psychicznego, jak i fizycznego.
            Podeszłam do łóżka. Powoli wspięłam się na materac. Ułożyłam się obok niego. Luke na oślep odszukał moją dłoń, a potem złączył ze sobą nasze palce. Zacisnęłam rękę mocniej. Chłopak otworzył oczy, przekręcił głowę, a jego błękitne tęczówki spojrzały wprost na mnie. Uwielbiałam jego oczy, które przypominały mi kolorem jasne niebo. Mogłabym się w nie wpatrywać przez długi czas, zatapiając się w ich barwie.
- Chciałbym… - Ale urwał, zaciskając lekko usta. Jego wzrok na moment skupił się na idealnie białym suficie. Po chwili jednak znów wrócił na mnie. – Chciałbym nigdy się z tobą nie rozstawać. Wiem jednak, że nie będzie tak cudownie.
- Pod względem tego, że mieszkamy w dwóch różnych domach czy pod względem tego, że będziemy musieli się przed niektórymi ukrywać?
- I to i to i… - zawahał się.- I to, że w końcu i tak nas rozdzielą studia. Za nic nie zostanę w tym mieście, a wiem, że ty bierzesz Uniwersytet Sydney pod uwagę.
- Jeśli postanowisz studiować w Melbourne i obojgu nam się uda, to może nie będziemy musieli żyć na odległość.
- Co? – Raptownie uniósł się do góry, jednocześnie puszczając moją dłoń. – Jak to Melbourne?
- Może nie wyglądam na ambitną osobę, ale chcę spróbować dostać się do jednego z najlepszych uniwersytetów w Australii – powiedziałam powoli, a on uśmiechnął się lekko. – Melbourne też brałam pod uwagę.
- Melbourne lub Sydney?
- Dokładnie – rzuciłam, a on uśmiechnął się jeszcze bardziej. – Może się uda. Wiem, że jesteś dobry w naukach ścisłych, więc masz większe szanse. Moje jako typowego humanisty są mniejsze, bo ludzi na miejsca na takich kierunkach jest sporo. Musiałabym się mocniej przyłożyć…
- Możemy uczyć się wspólnie – przerwał mi, obejmując mnie ramieniem w pasie. – Ty pomożesz mi z angielskim i całą resztą, a ja tobie z matematyką i…
- I całą resztą – dodałam, a Luke zaśmiał się.
- Sammy, jeśli zyskamy wyższe średnie i dobrze pójdzie nam egzamin końcowy, to mamy duże szansę na Melbourne – powiedział z nieukrywanym optymizmem. Ton jego głosu i błyszczące oczy naprawdę mi się podobały. – Bylibyśmy razem. Zaczęlibyśmy razem od nowa.
- Znakomita perspektywa.

             Nie miałabym nic przeciwko temu, by nasz weekend się przedłużył. Jednak musieliśmy jutro znów wcisnąć się w role uczniów i pójść do szkoły. Nie mogliśmy sobie pozwolić na wagary, bo Luke szybko zapowiedział, że powinniśmy realizować nas cel od razu. Dlatego trzeba było zmusić mózg do pracy i stać się wzorowym uczniem.
             Czarny samochód Luke'a zatrzymał się przed moim domem. Spojrzałam na chłopaka, który od razu odwrócił się w moją stronę. Wziął głęboki oddech, a potem uśmiechnął się lekko. Odpowiedziałam tym samym, delikatnie gładząc wierzch jego dłoni.
- Do zobaczenia w szkole.
- Dziękuję za wspaniały weekend – powiedział ciszej.
- Ja również. Naprawdę dobrze się bawiłam.
- Cieszy mnie to – dodał, przez chwilę obserwując ruch mojego palca na swojej skórze. Znów spojrzał na mnie. – Myślisz, że twoi rodzice czają się w oknie i czekają, aż przyjedziesz?
- Wątpię w to oni…
-To bardzo dobrze – przerwał mi.
             Uniosłam zaskoczona brwi do góry, nie wiedząc, o co mu chodzi. Luke jednak uśmiechnął się, a potem szybko złączył nasze wargi, wychylając się w moją stronę. Od razu przeniosłam wolną dłoń na jego kark, pogłębiając pocałunek. Jego usta całowały powoli, rozważnie, jakby on sam chciał zapamiętać tę chwilę na dłużej. Kiedy się odsunął, przejechał palcami po moim policzku. Na mojej twarzy wymalował się rozmarzony uśmiech.
- To dlatego pytałeś o moich rodziców? – rzuciłam ze śmiechem.
- Lubię twojego tatę, ale…
- Ale?
- Jesteś jego kochaną córeczką.
- Oj, przestań, Lukey.
- Jesteś – droczył się ze mną, chichocząc cicho pod nosem.-  Nie chciałbym, aby Ray gonił mnie z tasakiem po całym Sydney, tylko dlatego, że pozwoliłem sobie na skradnięcie ci jednego pocałunku.
- Jednego?
- O innych nie musi wiedzieć – rzucił niewinnym tonem, co w jego wykonaniu było naprawdę urocze.
- Goniłby cię z tasakiem, gdyby się dowiedział, co żeśmy zrobili w hotelowym pokoju – powiedziałam z udawaną powagą. – Nigdy nie lubił facetów, którzy się koło mnie kręcili – ciągnęłam dalej, widząc, jak oczy blondyna rozszerzają się.
- Mam przejebane też i u niego?
- Żartowałam – powiedziałam, całując go szybko w nos. – Masz szczęście, że tata cię lubi, więc może jakoś by to przegryzł.
- Ten hotelowy pokój?
- Nie, pocałunek. O hotelowym pokoju naprawdę nie powinien wiedzieć, chyba, że chcesz potem zostać zmuszonym na długą pogadankę na temat seksu, antykoncepcji i przedwczesnym rodzicielstwie.
- Z całym szacunkiem dla niego, ale nie… Podziękuję – rzucił, z uśmiechem.
- Do zobaczenia, Lukey.
- Do zobaczenia, Sammy.
              Nie mogąc się oprzeć, sprzedałam mu jeszcze jeden szybki cmok w jego lekko zadarty nos, a potem wysiadłam z samochodu. Otworzyłam bagażnik, wyciągając z środka walizkę. Po jego zamknięciu, ruszyłam w stronę drzwi. Odwróciłam się jednak w połowie drogi, by na odchodnym pomachać do Hemmingsa. Odpowiedział szybko tym samym, a potem odjechał. Weszłam do domu. Zdążyłam ściągnąć buty, a na holu pojawiła się mama.
- Kochanie! Jak wyjazd? Udał się?
- Było świetnie, mamo – powiedziałam zgodnie z prawdą.
- Chodź, musisz nam wszystko opowiedzieć! – rzuciła, łapiąc mnie za rękę i siłą wciągając do salonu.

~***~
            Zaparkowałem samochód na podjeździe. Przez chwilę siedziałem nieruchomo, wpatrując się w budynek przede mną. Naprawdę nie miałem ochoty wracać do domu. Nie tam, gdzie nic mnie nie czeka, oprócz wiecznie czepiającego się, brutalnego ojca i matki ignorantki. Wiedziałem jednak, że nie mogę tkwić w aucie w nieskończoność. Adam Hemmings z pewnością by uznał, że to moje bezczynne siedzenie, zwraca zbytnio uwagę sąsiadów, a potem siłą wciągnąłby mnie do domu, aby ukarać za nieodpowiednie zachowanie.
           Wyciągnąłem kluczyk ze stacyjki, a następnie pozbierałem swoje rzeczy. Gdy wysiadłem na zewnątrz, poczułem lekki wiatr, który sprawił, że na moim ciele pojawiła się nieprzyjemna gęsia skórką, wywołana chłodem. Z bagażnika szybko zabrałem walizkę, a potem niechętnie ruszyłem w stronę drzwi.
             Po wejściu do środka, przywitał mnie jedynie odgłos włączonego telewizora. Ściągnąłem buty. Złapałem ponownie za walizkę. Już chciałem zrobić krok w stronę schodów, kiedy z salonu wyłonił się Adam. Jego oczy zmierzyły mnie od góry do dołu. Prychnął cicho pod nosem.
- W końcu jaśnie pan raczył się zjawić – mruknął, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Mama wiedziała, że wyjeżdżam – powiedziałem szybko, robiąc krok do tyłu. – Tylko na weekend.
- Mam to gdzieś. Zjeżdżaj na górę, gnojku i przygotuj się do szkoły.
             Bez słowa odwróciłem się, pospiesznie wykonując jego polecenie. Naprawdę nie chciałem mieć problemów. Chciałem jeszcze żyć wspomnieniami z Newcastle i jak najbardziej opóźniać powrót koszmaru. Byłem w połowie schodów, kiedy ojciec odezwał się po raz kolejny.
- I ty naprawdę uważasz, że twoja nowa dziewczyna – słowo nowa wypowiedział z kpiną – będzie z tobą dłużej? Mogę się założyć, że kopnie cię w ten twój leniwy tyłek jeszcze w tym miesiącu, bo zobaczy, z kim się związała.
- Mylisz się – wyrzuciłem z siebie cicho, niemalże zgrzytając zębami.
- Chyba, że jest na tyle głupia, by być z takim nieudacznikiem, jak ty. Albo poleciała na pieniądze.
             Przestałem go słuchać. Moja dłoń mocniej zacisnęła się na walizce, a ja niemalże wbiegłem do pokoju. Zamknąłem cicho za sobą drzwi. Odłożyłem bagaż na bok. Odwróciłem się i od razu padłem na łóżko, zasłaniając rękami twarz. Zacząłem brać powolne oddechy, by się uspokoić. Wmawiałem sobie raz za razem, że mój ojciec nie ma racji.
             W końcu oderwałem dłonie od twarzy, a moje oczy zatrzymały się na bransoletce. Brązowe rzemyki lekko oplatały mój nadgarstek, a metalowa zawieszka, z jedną połówką serca i agrafką, lekko odbijała światło. Uśmiechnąłem się pod nosem, przejeżdżając po niej palcem. Nie miał racji. Mój ojciec za cholerę nie miał racji.


***
Niestety nasza dwójka bohaterów musiała wrócić już do Sydney. Znowu pojawił się nam mały kontrast przy powitaniu przez rodziców - co w przypadku Hemmo ciężko nazwać powitaniem. 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Sondy nadal działają i trwają do końca marca. Zachęcam do oddawania głosów :) Za już oddane bardzo dziękuję :)

Przypominam także o Asku!

Kolejny rozdział pojawi się w następną niedzielę. Wyszedł długi, więc może zostać podzielony na dwie części, o ile mi się to uda, bo chcę by te połówki miały przysłowiowe ręce i nogi :)

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze! 

Pozdrawiam i życzę Wam wesołych i spokojnych Świąt oraz mokrego dyngusa! Trzymajcie się!

11 komentarzy:

  1. No i po kryzysie! A ten pomysł z prywatnym balem maturalnym jest genialny :D Jestem ciekawa jak będą wyglądały ich relacje w szkole. Z jednej strony ciężko nie zagadać do osoby którą się bardziej lubi, a co dopiero kocha, a z drugiej strony nie mogą zwracać na siebie aż takiej uwagi z wiadomych przyczyn.
    Aa i jeszcze uniwersytet. Oni muszą dostać się do Melbourne!
    Również życzę radosnych, spokojnych Świąt!
    Do niedzieli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można śmiało powiedzieć, że będą mieli swoją małą prywatną imprezę. W szkole z pewnością nie będą mieć łatwo, ale chyba dadzą radę :)
      Dziękuję bardzo za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Genialny. Serio nienawidzę Adama. Gołymi rękami bym go udusiła. Chciałabym żeby zostali w Newcastle Xd Jestem bardzo ciekawa tego balu �� Dobry pomysł, Luke. I mam ogromną nadzieję, że dostaną się do Melbourne. Muszą się dostać. Z niecierpliwością czekam na następny. Wesołych Świąt i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale się nie dziwię, czemu go nienawidzisz. Jak widać, Luke potrafi zaskoczyć swoimi pomysłami :)
      Dzięki bardzo za komentarz!
      Pozdrawiam :D

      Usuń
  3. Ostatni dzień pobytu w Newcastle, ja dla mnie to mogliby tam zostać jeszcze kilka dni, ale ich plan co do wspólnego studiowania niestety to wyklucza. Jestem ciekawa jak rozwinie się ich relacja i jak będą się zachowywać w szkole, gdzie niezawodne oko Cal’a widz wszystko XD Tak, posterunkowy Hood melduje się na służbie hahahah:)
    Rozdział jak zawsze super i czekam na następny!
    Pozdrawiam i Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oni pewnie też z chęcią, by tam zostali :) Posterunkowy Hood - dobre XD
      Cieszę się, że Ci się podobał :)
      Pozdrawiam i raz jeszcze Wesołych Świąt!

      Usuń
  4. O rany rozdział jak zawsze świetny. Podobała mi się scenka w sklepie z sukienkami :) Ciekawa jestem jak będzie wyglądać ich bal maturalny :)
    Szkoda,że już muszą wrocić do szarej rzeczywistości i mam nadzieję że ten sen co miał Luke się nie spełni.
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się podobał :) Zanim oni jednak dotrą do balu, muszą jeszcze przeżyć Święta :)
      Dziękuję bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Jakby co, to ja tu juz jestem gdzieś od kilka minut po północy bo Chołka be like yhgfvchvghvgghv

    OdpowiedzUsuń