niedziela, 24 kwietnia 2016

Rozdział 25 cz.2

Hey love, don't you buy me nothing. I am feeling one thing, your lips on my lips. That's a marry, marry Christmas


            Moi rodzice dysponowali naprawdę ogromnym telewizorem w salonie. Nic dziwnego, że to właśnie tam zrobiliśmy sobie miejscówkę, by obejrzeć razem jakiś film. Sammy znów została u mnie na noc, z czego niesamowicie się cieszyłem. Z początku nie uśmiechało mi się oglądanie żadnej świątecznej produkcji, ale Sam jednak była w tym nieugięta. Dlatego teraz w piżamach, siedzieliśmy razem na kanapie, a ja wlepiałem oczy w ekran, oglądając animowaną wersję Opowieści Wigilijnej.
            Obejmowałem Sam ramieniem, a ona wtulała się w mój bok. Byliśmy opatuleni kocem, który przyniosłem z pokoju. Jej oczy śledziły dokładnie wizytę ostatniego ducha, który pojawił się u Scrooge’a. Dopijałem na spokojnie ciepłe kakao, od czasu do czasu zerkając na nią. Ona wypiła je znacznie szybciej, a jej pusty kubek stał na szklanym stoliku, niedaleko sofy. Gdy na ekranie pojawiły się napisy, odsunąłem się od niej na moment, by również pozbyć się z dłoni pustego naczynia.
- Co teraz? – zapytała, podnosząc głowę.
- Może jakiś horror?
- Świąteczny?
- Nie przejadło ci się to wszystko? – odparłem, lekko marszcząc nos. – Te wszystkie Mikołaje, elfy, prezenty i…
- Nie czujesz klimatu – skwitowała, wracając na swoją poprzednią pozycję. Jej dłoń przejechała po moim brzuchu.
- Dziwisz się?
- W sumie nie – powiedziała ciszej. – Jaki horror chcesz obejrzeć? Duchy? Mordercy? Ociekające krwią kanibale czy może wyżerające mózgi zombie, gdzie resztki ciała spływają im po brodach?
- Smacznego – rzuciłem ze śmiechem. Podniosła głowę, by móc na mnie spojrzeć. Uśmiechnęła się. – Bez różnicy.
- To może nawiedzony dom?
- Może być nawiedzony dom – odpowiedziałem, kiwając głową. – Albo może…- Ale urwałem, bo dziewczyna podciągnęła się na ręku, by znaleźć się ze mną twarzą w twarz. – Sammy?
- Pocałuj mnie.
              Nie musiała mnie o to prosić dwa razy. Od razu ująłem jej twarz w dłonie i wpiłem się w jej miękkie wargi. Jej usta smakowały tak samo dobrze, jak zawsze. Z lekką domieszką kakao, które niedawno piła. Przechyliłem głowę, by pogłębić pocałunek. Spiąłem lekko mięśnie, gdy wsunęła dłoń pod moją koszulkę. Jej dotyk rozgrzewał mi skórę, powodując jednocześnie pojawienie się gęsiej skórki.
              Na oślep odgarnąłem koc. Moja ręka znalazła się na jej udzie, a potem powoli wsunęła się pod ubranie. Przez chwilę dotykałem ją w tym miejscu, starając się to robić, jak najwolniej, by nieco się z nią podroczyć. W końcu kiedy przeniosłem się pod górną część jej garderoby, Sammy mruknęła wprost w moje usta, co jeszcze bardzie mnie nakręciło.
- Idziemy na górę? – zapytała szeptem, a jej gorący oddech zatrzymał się na moich wargach.
- Zostańmy tutaj – odpowiedziałem, na nowo łącząc nas w pocałunku. 
              Gdzieś w podświadomości miałem niesamowitą radochę z tego, że w jakiś sposób robię moim rodzicom na złość. Że ośmielam się w ich salonie, na ich wymuskanej sofie uprawiać seks z dziewczyną, której z góry by nie polubili. Uśmiechnąłem się, co nie uszło uwadze Sam.
- Co? – zapytała, przyglądając się mi z ciekawością.
- Cholernie chcę to zrobić tutaj – powiedziałem, jeszcze bardziej wsuwając dłoń pod jej koszulkę.
- Mi pasuje – odpowiedziała, a potem znów wpiła się w moje wargi, nadając naszemu pocałunkowi szybsze tempo.
              Momentalnie zrobiło mi się gorąco, a na twarzy pojawiły się wypieki, kiedy jej dłoń rozwiązała sznurek od moich krótkich spodenek, zahaczając jednocześnie o widoczną już erekcję. Zerknąłem na nią, w momencie, gdy i ona spoglądała na mnie. Uwielbiałem sposób, w jaki się na mnie patrzyła, mając w oczach te wesołe iskierki. Kilka razy przejechała dłonią po twardniejącym wybrzuszeniu, wydobywając ze mnie głośniejsze westchnienie, a potem głębszy pomruk.
              Moje usta przeniosły się na jej szyję, w tym samym momencie, gdy jej ręka wsunęła się pod moje spodenki i bokserki. Syknąłem cicho od nosem, czując jej dotyk w tamtym miejscu. Przycisnąłem mocniej usta do jej skóry, jednocześnie zaciskając powieki. Ująłem jej kark dłonią, napierając na nią jeszcze bardziej. Kiedy jej dłoń owinęła się wokół mojego członka, kolejny dreszcz przebiegł wzdłuż mojego kręgosłupa. Zaczęła wykonywać powolne ruchy, co jakiś czas przyspieszając, skutecznie doprowadzając mnie na skraj racjonalnego myślenia. Jęknąłem w jej usta, gdy przejechała palcem po główce.
- Sammy – wymamrotałem, odsuwając się od niej. – Muszę iść na górę – dodałem, starając się pokonać przerywany oddech. Uśmiechnęła się, kiwając głową. Wyciągnęła rękę z moich spodni. Wstałem z miejsca, całując ją przelotnie w czoło, a potem szybkim tempem skierowałem się w stronę schodów.
               Wparowałem do swojego pokoju, niczym torpeda. Było mi duszno i gorąco i cholernie pragnąłem wrócić do tego, co musiałem niestety przerwać. Doskoczyłem do małej szafki, stojącej przy łóżku. Wyciągnąłem z niej paczkę prezerwatyw. Od tego wszystkiego trzęsły mi się dłonie, więc miałem problem z otworzeniem opakowania. W końcu udało mi się wyjąć jedną z nich. Wsadziłem ją do kieszeni. Zatrzasnąłem szufladę z hukiem, a następnie wypadłem na korytarz, wracając do swojej dziewczyny.
- Urządziłeś sobie maraton? – zapytała ze śmiechem, kiedy wróciłem na kanapę.
- Nie chciałem niczego niepotrzebnie przedłużać – odpowiedziałem, ponownie wpijając się w jej usta.
               Przewróciłem ją na plecy. Sam padła na poduszki, mając na twarzy wymalowany niewinny uśmiech, który podniecał mnie jeszcze bardziej. Otarłem się o nią, czując przyjemny ucisk w podbrzuszu. Uniosłem się, by ściągnąć z siebie koszulkę. Złapałem ją za dłoń, by i ona na chwilę usiadła. Zrobiła to od razu, a ja szybko pozbyłem się jej górnej części garderoby.
- Ktoś się nakręcił – odparła, gdy znów przyssałem się do jej szyi, powoli zjeżdżając w dół.
- Nawet nie zaprzeczę – powiedziałem, błądząc ustami po jej rozgrzanej skórze.
- Lukey - mruknęła, kiedy skupiłem się na jej piersiach. Wsunęła dłoń w moje włosy, lekko ciągnąć za ich końcówki.
- Jesteś idealna - wszeptałem, kiedy znów znalazłem się na wprost niej. – Tak bardzo... – dodałem, przejeżdżając kciukiem po jej dolnej wardze. 
               Rozchyliła usta jeszcze bardziej, a ja pocałowałem ją ponownie. Moje dłonie od razu zajęły się jej spodenkami i bielizną, czyli rzeczami, które chciałem by jak najszybciej straciła. Kiedy tylko zsunąłem z niej ostatnie warstwy garderoby, Sam podniosła się, napierając na mnie. Teraz to ja opadłem na miękką sofę, a ona znalazła się na górze. Mój oddech przyspieszył jeszcze bardziej, gdy zaczęła błądzić ustami po mojej klatce piersiowej, powoli schodząc w dół.
- Gdzie ją masz?
- W kieszeni – odpowiedziałem, a potem moje palce mocniej zacisnęły się na ozdobnej poduszce, którą miałem za głową. 
              Sammy właśnie dobrała się do ostatniej warstwy garderoby, jaką na sobie miałem, ówcześnie wyciągając z kieszeni prezerwatywę. Wypuściłem głośno powietrze z ust, unosząc lekko biodra do góry, by ułatwić jej ściąganie pozostałych moich ubrań. Bokserki równie szybko podzieliły los spodenek, które już leżały na ziemi. Zagryzłem wargę odrobinę mocniej, kiedy jej dłoń znów znalazła się na mnie. Wykonała kilka powolnych ruchów w górę i w dół, a potem otworzyła prezerwatywę.
- Chcesz się jeszcze pobawić czy przechodzimy do konkretów? – zapytała, uśmiechając się niewinnie. Oblizała powoli usta, nie spuszczając ze mnie wzroku. Moje podniecenie w tym momencie wzrosło jeszcze bardziej.
- Co to za pytanie?
- Proste i nieskomplikowane – odparła, przejeżdżając palcem po mojej klatce piersiowej, by zakończyć na podbrzuszu.
- Matko, Sammy, chcę już konkrety – wydusiłem, gdy dziewczyna ponownie przejechała po moim ciele dłonią, ale tym razem jej palce zatrzymały się na moim członku.
- Dobra odpowiedź – rzuciła, nachylając się. 
              Pocałowała mnie krótko, by znów się wyprostować. Dokładnie śledziłem jej ruchy, obserwując to, jak wyciąga z opakowania prezerwatywę. Mruknąłem pod nosem, gdy zaczęła ją na mnie nakładać. Wiedziałem, że jej ślimacze tempo ma na celu dokuczenie mi, ale cholera, uwielbiałem wszystkie te jej gierki.
- Chodź do mnie – powiedziałem, wyciągając ręce w jej stronę.
             Przysunęła się bliżej, zajmując miejsce na moich biodrach. Zagryzła lekko wargę, przejeżdżając wzrokiem po mojej odsłoniętej klatce piersiowej. Przyzwyczaiła się do widoku siniaków i zadrapań, jakie miałem na ciele. Cieszyłem się, że w takich momentach nie zwraca na nie uwagi, nie pogrążając mnie znów we wstydzie. W końcu uniosła się, pozwalając mi w siebie wejść. Z jej ust wydobył się cichy pojedynczy jęk. Od razu złapałem ją w talii, gdy zaczęła wykonywać płynne, nieco szybsze ruchy w górę i w dół.
             Moje ręce oplotły jej nadgarstki. Pociągnąłem ją w swoją stronę, a ona opadła na mnie. Poczułem na wargach jej przyspieszony i gorący oddech, który rozpalał mi skórę. Mruknąłem pod nosem, przejmując inicjatywę. Pocałowała mnie po raz kolejny, odcinając od potrzebnego tlenu. Po raz kolejny przyjemnie zaszumiało mi w głowie.
            Ponowna fala ciepła rozprzestrzeniła się po całym moim ciele. Sam przywarła do mnie mocniej, zaciskając palce na moich ramionach. Niewiele myśląc przekręciłem nas, by zmienić pozycję. Na szczęście sofa rodziców nie należała do wąskich, więc żadne z nas nie skończyło na podłodze. 
            Dziewczyna podciągnęła się do góry, a ja szybko rozchyliłem jej uda, by zrobić sobie więcej miejsca. Wszedłem w nią ponownie. Usta stłumiły jęki, jakie wydobyły się z naszych gardeł, gdy po raz kolejny wpiłem się w jej wargi. Od razu poczułem, jak Sam wsuwa mi dłoń we włosy, lekko pociągając za ich końcówki. Oddychałem już tak ciężko, jakbym przebiegł maraton, a kropelki potu zebrały się na moim czole, kiedy nadałem szybsze tempo.
- Luke – jęknęła, a potem zacisnęła mocniej zęby.
- Chcesz skończyć beze mnie? – wydusiłem z siebie.
- Ja… Kurwa – syknęła głośniej. 
              Nie odrywałem od niej oczu, patrząc, jak dochodzi tuż pode mną. Jej ciałem wstrząsnęły dreszcze, a do moich uszu doszły pojedyncze jęknięcia i pomruki. Przyspieszyłem jeszcze bardziej, by i siebie doprowadzić do końca.
- Sammy – mruknąłem, opadając na nią. Objęła mnie mocniej, pozwalając na to, bym niemalże wciskał się w jej rozgrzane ciało. Wykonałem jeszcze kilka szybkich pchnięć, a potem sam zacząłem szczytować w jej ramionach.
             Ciężko dysząc, uniosłem się odrobinę na rękach. Spojrzałem w jej ciemne tęczówki. Uśmiechnęła się. Przejechała dłońmi po mojej spoconej twarzy, by po chwili lekko musnąć moje drżące wargi. Wysunąłem się z niej, a następnie ściągnąłem prezerwatywę. Zawiązałem ją i wyrzuciłem za kanapę. Bez słowa zamieniliśmy się miejscami tak, że to znów ja leżałem na plecach, a ona wtulała się w mój bok. Złapałem za koc, przykrywając nas. Wokół panowała cisza, przerywana tylko naszymi oddechami, które z każdą mijającą minutą uspakajały się.

              Ocknąłem się. Mój wzrok od razu powędrował w stronę okna. Na dworze powoli robiło się jasno. Przeniosłem błękitne oczy na zegarek, stojący na szafce tuż przy telewizorze. Dochodziła piąta rano. 
             Spojrzałem na wtuloną we mnie dziewczynę. Sammy spała, wciskając twarz w zagłębienie w mojej szyi. Jej ręce oplotły mnie w pasie. Przerzuciła mi zgiętą nogę przez udo. Przez tę pozycję była do mnie niemalże przyklejona, a jej nagie ciało skutecznie rozgrzewało moje. Uśmiechnąłem się pod nosem, nie mogąc oderwać od niej wzroku.
- Sammy?
- Yhy?
- Zasnęliśmy. Przenieśmy się do mojego pokoju, będzie ci wygodniej – powiedziałem, ogarniając z jej twarzy pojedyncze brązowe kosmyki włosów.
- Jest mi wygodnie – odpowiedziała, a jej usta lekko zahaczyły o skórę na mojej szyi. – Jesteś dobrą poduszką, Lukey.
- Na pewno?
- Która godzina?
- Niedługo piąta.
- Nie zmusisz mnie do ruszenia tyłka o tej porze - wymamrotała, a potem na oślep złapała za koc, by przykryć się nim prawie po samą brodę. Zaśmiałem się cicho pod nosem.
- W porządku – odparłem, zaciskając mocniej ramiona wokół niej. – Mi pasuje.

~***~
             Spakowałam swoje rzeczy, które rozwaliłam w pokoju blondyna. Dzięki temu jego królestwo straciło na schludności i porządku, który zawsze tam panował. Gdy moja torba była spakowana, znów zapanował tam ład. Byłam większym bałaganiarzem, niż Hemmings. Tylko o nim pomyślałam, a chłopak wrócił do środka.
- Odprowadzę cię.
- Nie musisz – odparłam, zapinając zamek torby.
- Ale chcę. – Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się. – Spakowałem rzeczy z kuchni.
- Dzięki. Idziemy?
- Idziemy.
- Może obejrzymy u mnie, jakiś film?
- Nie masz mnie dość?
- Ciebie? – zapytałam, z przekąsem. Luke zagryzł wargę. – Nie. Nie ma cię dość. – Po moich słowach na jego twarzy znów pojawił się szeroki uśmiech. – Chyba, że z naszego filmu nic nie wyjdzie, bo tata zaciągnie nas do kolejnej gry.
- Nie mam nic przeciwko.
- A ja mam.
- Dlaczego? – rzucił ze śmiechem.
- Jesteś moim przyjacielem, a nie jego – odparłam, udając nadąsany ton.
- Jestem przyjacielem?
- W oczach moich rodziców, tak – powiedziałam, podchodząc do niego. Kiwnął tylko głową, a następnie złapał za moją torbę. – Dzięki.
              Przepuścił mnie w drzwiach. Oboje zeszliśmy na dół. Na szafce zauważyłam dużą siatkę z naczyniami, w których znajdowało się wcześniej nasze wigilijne jedzenie. Zabraliśmy się za nakładanie butów i bluz, bo na zewnątrz zrobiło się chłodniej. 
             Nagle zauważyłam, jak Luke cały się spiął. Spojrzałam na niego, lekko marszcząc czoło. Dopiero po chwili doszedł do mnie dźwięk silnika. Jakiś samochód zatrzymał się na podjeździe jego domu. Po reakcji blondyna, nie musiałam pytać, kto przyjechał. Chłopak pobladł, a jego dłonie od razu zaczęły się trząść. Jego rodzice wrócili szybciej, niż myślał.
- Luke?
- Jest okej – wydusił z siebie, pospiesznie zapinając czarną bluzę.
              Usłyszałam, jak dwie osoby opuszczają samochód. Rozległ się dźwięk kółek, co mogło oznaczać, że właśnie wyciągnęli walizki i ciągną je w stronę drzwi wejściowych. Luke ze zdenerwowaniem przełknął ślinę.
- Nie zwracaj uwagi na to, co będą mówić – poprosił, a ja tylko kiwnęłam głową.
              Zdążyłam to zrobić, a drzwi otworzyły się. Do środka weszła drobna blondynka, a zaraz za nią ojciec chłopaka, z którym kiedyś wymieniłam kilka zdań. Pamiętam, jak wcisnął mi kłamstwo, mówiąc, że Luke nie pojawił się w szkole, bo był u swojej babci, która mieszkała Bathurst. Wtedy już wiedziałam, że blondyn ma tylko Julianne, która mieszka w Sydney w Domu Spokojnej Starości.
              Pierwsza zauważyła mnie jego matka, która uniosła z zaskoczeniem brwi do góry. Zmierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu, zatrzymując dłużej swoje zielone oczy na torbie i siatkach w naszych dłoniach. Instynktownie przysunęłam się bliżej Luke'a.
- Mamy gościa – powiedziała, odwracając się do swojego męża. Po jej słowach Adam Hemmings spojrzał wprost na mnie. Nie byłam pewna, czy mnie pamięta, ale w tym momencie naprawdę wolałam w to nie wnikać.
- No, proszę – zaczął, uśmiechając się, choć ten uśmiech nie był, aż tak do końca przyjazny. Chłodne oczy spoczęły na jego synu. Odruchowo wsunęłam rękę w jego dłoń. Luke mocniej zacisnął palce na mojej skórze. Czułam, jak po raz kolejny zadrżał. – Kim jest ta panna?
- To Samantha Hood - odpowiedział od razu Luke.
- To ta twoja dziewczyna? – Chłopak kiwnął głową. – Może zostaniesz na kolacji? Poznamy się lepiej. – Kiedy to mówił, nie patrzył na mnie, a na swojego syna, świdrując go spojrzeniem. Ostatnią rzeczą jaką chciałabym robić, to usiąść z nimi przy jednym stole.
- Dziękuję, ale niestety nie mogę – odpowiedziałam, siląc się na uprzejmość. – Obiecałam rodzicom, że nie wrócę późno do domu.
- Na pewno? Może ich przekonasz? – ciągnął dalej Adam.
- Naprawdę nie mogę – odparłam, nie dziwiąc się, czemu jego syn na niego reaguje strachem. Sama w tym momencie, w jakiś sposób się go bałam. – Rano mam… Rano mam wizytę u lekarza, na której muszę być wyspana, więc…
- Oczywiście – przerwała mi kobieta z lekkim uśmiechem. – Miło było cię poznać. Luke jakoś nie był skory, by szybciej cię nam przedstawić.
- Nie było ku temu okazji – odparł młodszy Hemmings. – Pójdziemy już.
- Luke – zaczął jego ojciec. – Odprowadź swoją dziewczynę, a potem wracaj do domu.
- Ale… 
             Tym razem moja dłoń zacisnęła się mocniej na jego. Naprawdę nie chciałam, by się mu sprzeciwiał, szczególnie, że Adam nie należał do spokojnych osób. No i często wyładowywał swoje frustracja na własnym dziecku. Luke jednak dobrze odczytał ten mój sygnał, więc natychmiast zmienił odpowiedź. 
- Jasne. Niedługo będę z powrotem.
- Do zobaczenia – rzucił mężczyzna, kiwając nam głową.
- Do zobaczenia – odpowiedziałam, a następnie wyszłam z Lukiem na zewnątrz. Minęliśmy jego i ich samochód, by dojść do chodnika. Żadne z nas się nie odzywało, tylko szło równym i nie za szybkim tempem przed siebie, oddalając się od domu.
- Luke – zaczęłam, kiedy budynek zniknął nam z pola widzenia. Chłopak nadal miał spuszczoną głowę i intensywnie wpatrywał się w swoje trampki. – Luke?
- Tak?
- Wściekli się, że u ciebie byłam? – zapytałam cicho, mając nadzieję, że moja obecność nie sprawi mu kłopotów.
- Nie… Chyba nie. Nie przejmuj się.
- Jak mam się nie przejmować? – mruknęłam, czując, że jestem gdzieś na granicy paniki. Najchętniej w ogóle nie puściłabym go do domu.
- Nic się nie stanie.
- Och, jasne – prychnęłam pod nosem. – Zadzwoń do mnie, jak skończą przesłuchanie.
- Co?
- Chcę mieć cholerną pewność, że on… Że on nic ci nie zrobił, okej? Proszę… Proszę cię, tylko o to.
- Sammy. - Zatrzymał się i stanął naprzeciwko mnie. Dotknął palcami moich policzków. – Nie przejmuj się mną.
- Czy ty się słyszysz? - odparłam, lekko odpychając go od siebie. Luke uniósł brwi do góry. – Kocham cię, więc jak do cholery mam się tobą nie przejmować? – pociągnęłam z wyrzutem.
- Powiedziałaś to – wyszeptał, robiąc wielkie oczy.
- Co powiedziałam? – zapytałam, bo jego słowa nieco wytrąciły mnie z równowagi.
- Powiedziałaś, że mnie kochasz.
- Bo to prawda.
- Nareszcie – odparł, a potem objął mnie, przyciskając do siebie.
- Kocham cię, Lukey.
- Ja też cię cholernie kocham, Sammy - wyszeptał, przeczesując mi dłonią włosy. – To dwa najpiękniejsze słowa…
- Jakie można usłyszeć – dokończyłam za niego, a on uśmiechnął się szeroko. 
             Musnął swoimi ustami moje, sprawiając, że znów wpadłam w objęcia przyjemnego ciepła i uczucia, którym mnie darzył. A ja odwzajemniałam je z taką samą siłą. Podczas tej chwili, chciałam naprawdę wierzyć w to, że będzie dobrze. Teraz i później. W końcu kiedyś musi nastąpić poprawa, prawda?

~***~
            Byłem upojony jej słowami, które przyjemnie rozgrzewały mnie od środka. Czerpałem z tego uczucia garściami, nie mogąc przestać się uśmiechać. W końcu usłyszałem to, na co tak bardzo czekałem. Kochała mnie. Tak samo, jak ja kochałem ją. Miałem wrażenie, że znów wracam na stabilny emocjonalny grunt, który dzięki niej budowałem i utrzymywałem się na nim na dłużej.
             Wszystko jednak prysło, kiedy tylko minąłem próg domu. Dopiero znajdując się na holu, przypomniałem sobie o tym, że pewnie nie bez powodu mój ojciec chciał, bym wrócił. Miałem nadzieję, że tylko poznęca się nade mną słownie, a potem mi odpuści, pozwalając wrócić do lepszych chwil, które przeżywałem z kimś innymi, niż z nimi.
- Chodź tutaj.
             Drgnąłem na dźwięk jego chłodnego głosu. Ściągnąłem pospiesznie buty i bluzę, odkładając je na ich miejsce. Wszedłem wolno do salonu, spoglądając na ojca i matkę, którzy siedzieli przy stole. Zauważyłem, że już szykowali się do kolejnego dnia w pracy, bo mebel ten zaczął być na nowo zawalony ich służbowymi papierami.
- Więc to Samantha – zaczął ojciec, na szczęście nie wstając z krzesła.
- Moja dziewczyna – dopowiedziałem niepewnie, próbując pohamować drżenie całego ciała.
- To coś poważnego, tak? – odparła matka.
- Tak.
- Ma jutro wizytę u lekarza – pociągnął ojciec, mrużąc na mnie oczy. – Mam tylko pieprzoną nadzieję, że nie wpadłeś, gnojku. Nie zamierzam utrzymywać twojego dzieciaka, którego zrobiłeś sobie w tak młodym wieku, smarkaczu.
- Samantha nie jest w ciąży – odpowiedziałem powoli.
- Więc na co jej lekarz, co? Jeśli okaże się być łasą na pieniądze dziewuchą w ciąży, to wiedz, że postaramy się, by nie zobaczyła, ani centa, rozumiesz to?
- Sam była chora – wytłumaczyłem, czując, jak ogarnia mnie wściekłość, że mówi o niej w taki sposób. – Miała raka. Chodzi na kontrole. Po to jej lekarz. - Mój oddech stał się coraz bardziej przerywany, a ja musiałem naprawdę się postarać, by nie wybuchnąć. Gdyby tak się stało, mój ojciec pewnie nie czekałby długo, aby znów mnie stłuc.
- Och, ale teraz jest zdrowa? – zapytała matka, ale ja nie dałem się nabrać na jej łagodniejszy ton.
- Jest zdrowa, ale musi się co jakiś czas badać.
- Była tu przez całe święta? – drążył dalej ojciec.
- Nie – skłamałem od razu.
- Idź na górę – rozkazał, a ja odetchnąłem z ulgą, że to już koniec.
               Nie zwlekając, ani chwili dłużej, odwróciłem się i ruszyłem w stronę schodów. Niemalże wbiegłem na górę, wpadając do pokoju. Zamknąłem za sobą cicho drzwi. Rzuciłem się na łóżko, by wyciągnąć z kieszeni telefon. Miałem dać znać Sam, że nic mi nie jest. Szybko odszukałem jej numer, a następnie nacisnąłem zieloną słuchawkę.
- Luke?
- Jest okej – powiedziałem, a na dźwięk jej głosu, uśmiechnąłem się szeroko.
- Całe szczęście – odpowiedziała z ulgą. – Naprawę… naprawdę przez chwilę się bałam, że…
- Chcieli mnie, tylko wypytać o kilka rzeczy.
- Małe przesłuchanie?
- Dokładnie.
- Teraz mogę wrócić na płaszczyznę spokoju – powiedziała, a ja zaśmiałem się. – Co cię tak bawi?
- Ciągle czuję to, co mi powiedziałaś po wyjściu ode mnie. Nic nie jest wstanie mi zepsuć humoru, po tak cudownych słowach, Sammy.
- Aż tak cię to rozczuliło?
- Też – odpowiedziałem z uśmiechem, czując, jak moje serce przyspiesza. 
              Te dwa słowa, nie tylko mnie rozczuliły, ale skutecznie wzruszyły. Przez moment byłem pewny, że rozpłaczę się przy niej ze szczęścia, gdy mi to powiedziała. Musiałem jednak wziąć się w garść, by nie uznała mnie za totalnego mazgaja i kretyna do kwadratu. Ale to jest tak fantastyczne uczucie, gdy ktoś odwzajemnia to samo, co ty. Gdy dzieli się tym z tobą, nie tylko gestem, ale też słowem. W tamtym momencie Sammy dopełniła mnie całego, a ja wiedziałem, że jest ona dla mnie naprawdę idealną osobą, z którą chcę być do końca swojego marnego życia.
- Lukey…
- Tak?
- Kocham cię.
- Kocham cię.



***
Przypominam, że jest to kontynuacja dnia z poprzedniej części oraz ostatni dzień Świąt. Sam w końcu oficjalnie poznała państwa Hemmings. Na szczęście ojczulek Hemmo dzisiaj mu darował i się do niego za mocno nie doczepił. Teraz pora na powrót do szkoły. Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Dziękuję Wam bardzo za wszystkie komentarze, które są naprawdę dobrą motywacją. Dodatkowo są cholernie miłe! Dziękuję!

Standardowo przypominam Wam o Asku i Twitterze - @RoxyDonau w obu przypadkach :)

Pozdrawiam i do następnej niedzieli!

8 komentarzy:

  1. założę się że jego rodzice znajdą tą prezerwatywę za łóżkiem ��

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też myślałam, że znajdą XD Uu hot scenka i słowa 'kocham cię'. Czy może być lepiej pomiędzy nimi? W sumie dobrze, że jego rodzice nie drążyli dalej tematu. I jego matka jest nadal takim wielkim znakiem zapytania. Ona go ignoruje i to tak porządnie, ale nigdy nie traktuje go tak źle jak Adam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah XD Hemmo miałby przekichane jeszcze bardziej, gdyby tak się stało. Fakt, jego matka jest dość... specyficzna? Może kiedyś się bardziej nakreśli, jako charakter w tej historii :)
      Dzięki bardzo za komentarz :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Uwielbiam hot scenki jakie piszesz :) oni są idealną parą i Sam w kkońcu powiedziała mu kocham :) cieszę się, że Luke ją ma, że ma osobę, której może zaufać i która jest za nim i go wspiera. Nienawidzę jego ojca, dla mnie też jego matka jest zagadką. Kocham tą historię :)
    czekam na ciąg dalszy :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobają :) A co do jego rodziców - wcale się nie dziwię, szczególnie w kwestii ojca.
      Mega się cieszę, że tak lubisz Broken :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Awww :3
    Love scenki ❤
    Kocham ❤❤
    To takie piękne 😍
    Aż zapragnęłam mieć kogoś takiego...
    Dobra dość...
    Bardzo lubię twoje opowiadania.
    Żeby nie przegapić ustawiłam sb każdą niedzielę na Twojego bloga.
    Powie tak...
    Nie spodziewałam się takiej reakcji Hemmingsów.
    Tak bardzo mi się podoba sceną gdy Sammy mówi Luke'owi ,że to kocha.
    Mój stan samopoczucia sprawia jednak iż nie cieszę się z tego tak jak powinnam.
    Mianowicie powinnam się uśmiechać i wymachiwać rąsiami mówiąc jakie to piękne.
    A tak leżę z grymasem w łóżku przykryta szczelnie kołdrą myśląc ,że schowam się w ten sposób przed bólem.
    Ale nic z tego :C
    To nic mi nie pozostaje piecz czekania na następny rozdział , a w tym czasie zabranie się za inne twoje blogi , a przeczytałam już "Pod jednym dachem " i jeszcze jakiŚ Ale tytułu nie pamiętam.
    To pa ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że Ci się podoba :) Mam nadzieję, że inne historie Cię nie zawiodą i że również przypadną Ci do gustu.
      Dziękuję za tak fantastyczny komentarz!
      Mam nadzieję, że Twoje samopoczucie wzrośnie i będzie lepiej :)
      Pozdrawiam

      Usuń