niedziela, 8 maja 2016

Rozdział 27

If I showed you my flews. If I couldn't be strong. Tell me honestly would you still love me the same?


            Między mną a Calumem znów było w miarę w porządku. W miarę, bo nadal rozpamiętywałam to, co zrobił Lukowi. Wiedziałam jednak, że jeśli chodzi o Hooda, to nie będę potrafiła zbyt długo się na niego gniewać. W stosunku do niego miękłam stanowczo za szybko. Z pewnością wpływ na to miała nasza bardzo bliska relacja. Był moim kuzynem, ale ja od zawsze traktowałam go, jak brata i przyjaciela w jednym. To, co przeszłam podczas choroby, scaliło nas jeszcze bardziej. I to z pewnością też odbijało się na tym, że szybko mu wybaczałam. Nawet to, co zrobił w stosunku do osoby, którą kochałam tak samo mocno, jak jego.
              Nie podobało mi się to, że to, co się dzieje zaczyna stawiać mnie jeszcze bardziej pomiędzy tą dwójką. Byłam, jak linia graniczna, do której oni się zbliżali, ale żaden nie mógł jej przejść, zważywszy na przeszłość. Byłam rozbita między osobami, które były mi tak bliskie. Miałam wrażenie, że działam na dwóch płaszczyznach, starając się robić wszystko tak, by było, jak najlepiej. Jednak czasem odnosiłam wrażenie, że moje kłamstwa odnośnie Hemmingsa, a także nie poruszanie tematu Hooda w obecności Luke'a, przyniesie w końcu całkiem odmienny skutek. Cholernie bałam się tego, że któregoś dnia, jeden z nich postawi mi ultimatum i każe wybierać. On, albo ten drugi. Za nic w świecie nie chciałam dopuścić do tej sytuacji.
- Słuchasz mnie?
               Podniosłam zdezorientowana głowę, słysząc szept Ashtona. Odwróciłam się do chłopaka, który cicho zaśmiał się pod nosem. Musiałam mieć naprawdę zabawną minę. Siedzieliśmy od piętnastu minut na biologii. Temat poruszony na lekcji był mi znany, bo o tym uczyłam się w mojej starej szkole, rok wcześniej. Jak widać, obie te placówki szły nieco innym programem.
- Co mówiłeś?
- Mieliśmy w parach wykonać zadanie, ale widzę, że ty śpisz z otwartymi oczami – przypomniał mi z uśmiechem. – Zobacz – podsunął mi ćwiczenie pod nos. – Dobrze to wszystko jest oznaczone?- Przejechałam wzrokiem po opisach poszczególnych elementów mózgu.
- Dobrze. - Lubiłam biologię. Była ciekawa, szczególnie, gdy na zajęciach poruszaliśmy temat budowy ciała człowieka. Chłonęłam z łatwością tego typu wiedzę, dlatego nigdy nie miałam z nią problemów. – Muszę do łazienki.
- Powodzenia, byle by cię nie wciągnęło.
- Jakiś potwór z kanałów?
- Jest nawet taki horror…
- Wiem, masakra – rzuciłam ze śmiechem, przypominając sobie fabułę filmu, o zmutowanym mordercy, który atakuje swoje ofiary przez muszę klozetową. Czego to ludzie nie wymyślą. Podniosłam rękę do góry.
- Tak, panno Hood?
- Muszę do toalety.
- Proszę bardzo – odpowiedział nauczyciel. Na szczęście u niego nie było problemów z wyjściem z klasy. Nie każdy belfer chętnie zgadzał się na opuszczanie jego lekcji, ale w tym wypadku było inaczej.
              Wstałam z miejsca i ruszyłam od razu w stronę wyjścia. Zerknęłam na Irwina, który dla zabawy złapał się za gardło, udając, że się udusi, a potem kiedy dotarłam prawie pod drzwi, był już na kulminacyjnej scenie, kiedy coś wciąga go pod ławkę. Musiałam mocno zacisnąć usta, by nie wybuchnąć śmiechem. Pozwoliłam sobie na cichy chichot, dopiero jak znalazłam się na korytarzu. Matko, uwielbiałam Ashtona.
               Po skorzystaniu z toalety, wyszłam z powrotem na cichy hol. Zrobiłam kilka kroków w stronę głównego korytarza, kiedy zza rogu wyłonił się wysoki blondyn. Na mojej twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech. Jak tylko Luke mnie zobaczył, od razu odpowiedział tym samym. Zatrzymaliśmy się w połowie drogi.
- Czemu nie na lekcji?- zapytałam poważnym tonem.
- Muszę do łazienki. A czemu ty nie na lekcji?
- Też musiałam do łazienki.
- Zobaczymy się dzisiaj po szkole?
- Tylko nie na długo. Umówiłam się z Calumem.
- W porządku. Możemy przełożyć spotkanie na jutro. Co ty na to?
- A nie możemy się spotkać dzisiaj na krótko i jutro? - zaproponowałam z uśmiechem.
- Możemy – odpowiedział, a następnie rozejrzał się po korytarzu. 
              Uniosłam z zaciekawieniem brwi do góry. Zanim jednak zdążyłam się zorientować, Luke pochylił się i pocałował mnie szybko w usta. Teraz w końcu zaskoczyłam, po co sprawdzał hol. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. To było w jego wykonaniu naprawdę słodkie. 
- Muszę iść, bo inaczej babka od ekonomii mnie rozszarpie.
- Pewnie. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia – rzucił z uśmiechem, a potem ruszył w stronę męskiej toalety.

~***~
               Towarzyszył mi dźwięk, uderzanej o asfalt piłki. Umówiłem się z Sam na starym opuszczonym boisku. Jak zwykle przyszedłem szybciej. Na szczęście do towarzystwa miałem piłkę, która idealnie nadawała się do zabijania czasu. Wykonałem rzut, a piłka odbiła się z hukiem o starą tablicę, a potem idealnie wpadła do kosza. Przeleciała obok mnie, a ja nie zdążyłem jej złapać.
- No, no, no…
               Raptownie odwróciłem się na dźwięk znanego głosu. Uniosłem brwi do góry, spoglądając na Dylana, który trzymał w rękach moją piłkę. Nie był sam. Zresztą, miałem wrażenie, że bliźniaki nigdy się od siebie nie odrywają. Oprócz jego brata obok znajdowały się także Sadie i Ally. Zastanawiałem się, co robią tu robią, skoro mieszkają na sąsiednim osiedlu. W sumie nigdy ich tu nie spotkałem. Chyba, że przypadkiem, jak szkli w odwiedziny do Clifforda, Hooda lub Irwina.
- Hommo-Lu gra w kosza! – zawołał Bradley, uśmiechając się złośliwie. – Kto by pomyślał.
- Czego chcecie?
- Mamy sprawę, frajerze – odparł Dylan, a następnie rzucił we mnie piłką. 
               Nie celował mi w ręce. Zamachnął się, trafiając nią prosto w moje nogi. Piłka odbiła się od mojego ciała, wracając do niego. Zrobił to ponownie i tym razem dostałem w obojczyk. Piłka odskoczyła, zatrzymując się tuż przy starym płocie.
- Gamoń – skomentował Bradley. Podeszli bliżej, a ja instynktownie zrobiłem krok do tyłu. – Nie bój się, Hommo-Lu. Kumpli ze szkoły nie lubisz? – zakpił, ze śmiechem.
- Czego chcecie? – ponowiłem pytanie.
- Obściskiwałeś się na korytarzu z Sam – powiedział Dylan, a ja przełknąłem ślinę. – Ciekawe, co na to powiedziałby Hood, gdyby się dowiedział, co zrobiłeś.
- Nic nie zrobiłem – skłamałem, choć wiedziałem, że raczej to mi w niczym nie pomoże. I tak już byłem w czarnej dupie.
- Nie? – odezwała się Sadie, odgarniając z ramion brązowe włosy. – Widziałam was. Pocałowałeś ją, świrze. Pocałowałeś na środku korytarza. Byłeś pewny, że jesteście sami? Szkoda, że nie obejrzałeś się za siebie – dodała ze śmiechem, a następnie zmierzyła mnie wzrokiem. – Dziwię się, że Hood kręci z takim typem, jak ty. Że w ogóle nie brzydzi się ciebie dotknąć.
- Pieprz się – wysyczałem, przez zaciśnięte zęby.
- Hommo-Lu chyba faktycznie znalazł sobie dziewczynę – pociągnął Bradley, zbliżając się do mnie. Zagryzłem wargę, robiąc kolejny krok do tyłu. – Ej, nie uciekaj! – I zanim zdążyłem się zorientować doskoczył do mnie. Poczułem jego szorstką dłoń, która zacisnęła się na moim karku. Zgiąłem się w pół, gdy naparł na mnie jeszcze mocniej. – Podoba ci się Sam, frajerze?
- Wal się.
- Zła odpowiedź.
                Mocne uderzenie z pięści zatrzymało się na moim brzuchu. Jęknąłem pod nosem, jeszcze bardziej zwijając się w pół. Mój oddech przyspieszył, kiedy próbowałem opanować ból, jednocześnie łapiąc potrzebne mi powietrze. Upadłem na ziemię, gdy obok pojawił się Dylan, dodając coś od siebie. Przyłożył mi w twarz, a ja nie złapałem równowagi. Do moich uszu doszedł śmiech dziewczyn, które z rozbawieniem obserwowały to, co robią mi ich kumple. Dostałem po raz kolejny, tym razem mocniej. Ciepła ciecz wylała się z mojego nosa, brudząc brodę i ubranie. Dolna warga pulsowała nieprzyjemnym tępym bólem.
- Można powiedzieć, że wyręczamy Caluma – powiedział ze śmiechem Dylan, nachylając się. –On pewnie też z chęcią spuściłby ci manto, gdyby się dowiedział, co odważyłeś się zrobić.
- No, wstawaj, sieroto – rzucił Bradley, ciągnąc mnie za koszulkę. 
                 Postawił mnie do pionu, a następnie znów uderzył. Moje kolana, aż zapiszczały, gdy znów wylądowałem na ziemi. Oparłem się rękami o zimny asfalt, dysząc pod nosem. To jednak nie powstrzymało ich od kolejnego kopniaka w bok, którym uraczył mnie jeden z nich.
- Odpieprzcie się od niego!
               Na dźwięk tego głosu moje serce przyspieszyło jeszcze bardziej. Nigdy nie chciałem, by widziała mnie w takiej sytuacji. Kiedy wypadam na bezbronnego i wystraszonego dzieciaka, który nie potrafi poradzić sobie z dwójką przeciwników. A prawda była taka, że gdybym tylko postawił się bliźniakom, ci stłukliby mnie jeszcze bardziej. Dwa razy próbowałem i potem już nigdy o tym nie pomyślałem, bo wyładowali się na mnie tak, że ledwo byłem w stanie wrócić do domu.
- Masz damskiego ochroniarza, Hommo-Lu – zakpił jeden z nich. – To takie urocze.
                Podniosłem głowę w momencie, kiedy Sammy odepchnęła od siebie Bradley’a, który zaśmiał się głośniej. Stanęła między nimi, a mną. Dziewczyny chichotały pod dalej, jakby ta sytuacja naprawdę porządnie je bawiła. Chłopaki mierzyli ją wzrokiem, pewnie oceniając, co mogą jeszcze zrobić. A może odpuszczą? Tylko o tym pomyślałem, a usłyszałem te słowa, które pozwoliły mi odetchnąć z ulgą.
- Do zobaczenia w szkole, dupku. Sam nie spinaj się tak, w końcu to tylko głupi frajer. Na razie – rzucił Dylan.
                Brunetka jeszcze przez chwilę stała w miejscu, obserwując to, jak odchodzą. Kiedy zniknęli zza zakrętem, poczułem jej ciepłe dłonie na swoich policzkach. Zacisnąłem mocniej usta, ocierając ręką krwawiący nos. Krzywiąc się, podciągnąłem się do pozycji siedzącej, by móc ją lepiej widzieć. W jej ciemnych oczach widniało przerażenie i troska, co jeszcze bardziej wpędziło mnie w poczucie winy. Nie powinna niczego takiego oglądać.
- Luke?
- Jest okej – powiedziałem, kiedy pomogła mi wstać. Poprowadziła mnie do ławki, na której usiadłem, przechylając się lekko na prawą stronę, bo ból w lewym boku był ciężki do zniesienia.
- Nie jest okej - odparła, przyglądając się mi. – Poczekasz tu chwilę? Zaraz wrócę. Masz się stąd nie ruszać.
               Kiwnąłem, tylko głową. Odwróciła się i szybkim tempem ruszyła w stronę bramy. Gdzieś w środku poczułem nutę zawodu, że tak szybko odeszła, chociaż miała zaraz wrócić. Wiedziałem, że jest to dziwne irracjonalne uczucie, ale chciałem, by została ze mną. Bez względu na wszystko. W tym momencie chciwie potrzebowałem jej obecności, by znów nie rozpaść się na kawałki.
               Zamknąłem oczy, biorąc powolne oddechy. Przez chwilę zaszumiało mi w głowie i to też nie było zbyt przyjemne, bo poczułem się, jakbym miał się zaraz przewrócić. Nie wiem, ile minęło czasu, odkąd tak siedziałem ze spuszczoną głową. Nagle poczułem dłoń na swoim ramieniu i podskoczyłem w miejscu. Spojrzałem na dziewczynę, która usiadła obok.
- Trzymaj – podała mi jedną chusteczkę, którą wyciągnęła z paczki. – Skoczyłam szybko do sklepu, który jest tuż za rogiem.
- Dziękuję.
- Czego chcieli? – zapytała, rozrywając opakowanie z lodem. Nałożyła go trochę na kolejne złączone chusteczki, tworząc z nich dwa osobne prowizoryczne okłady. Zerknąłem na nią. – Luke? – ponagliła mnie.
- Sadie widziała nas na korytarzu – odpowiedziałem cicho. – Przepraszam.
- Za co ty mnie przepraszasz? – Spojrzałem na nią zdezorientowany. – To przecież nie twoja wina.
- Gdybym cię nie pocałował, pewnie by ich tu nie było. Wtedy ty nie musiałabyś…
- Tego widzieć? – dokończyła za mnie, a ja pokiwałem głową. – To nie jest twoja wina. To z nimi jest coś nie tak. Dalej wpieprzają się tam, gdzie nikt ich nie chce – pociągnęła, podając mi jeden okład. – Przyłóż go do wargi. – Posłusznie wykonałem jej polecenie. Zimno skutecznie uśmierzyło ból. Po chwili lekko drgnąłem i skrzywiłem się, kiedy Sam położyła drugi okład na mój kark. – To powinno pomóc zmniejszyć krwotok z nosa. Pochyl się trochę do przodu. – Podała mi drugą chusteczkę, gdy tamta przesiąkła czerwoną posoką.
- Dziękuję.
- Jeszcze jedno pytanie – powiedziała cicho. Znów kiwnąłem głową, aby dać jej znać, by kontynuowała. – Czy to Calum ich na ciebie nasłał?
- Nie.
- Mówisz nie, bo tak było naprawdę czy znowu chcesz przede mną zataić taką informację?
- Po ich słowach wnioskuję, że twój kuzyn nic o tym nie wie – powiedziałem jednym tchem. Dziewczyna kiwnęła głową. Przybliżyła się do mnie, by po chwili złożyć delikatny pocałunek na moim czole.
- Przykro mi z powodu tego, co się stało. Mam jednak nadzieję, że nie zrezygnujesz z dalszej znajomości zemną.
- Nie będzie powtórki – odpowiedziałem z lekkim uśmiechem, przypominając sobie początki naszej przyjaźni, a także moment, kiedy uświadomiłem sobie to, że czuję do niej coś więcej. – Kocham cię i nie zamierzam odpuścić. Cokolwiek, by się nie działo.
- Cieszy mnie to – odparła, lekko gładząc mnie wolną dłonią po policzku – Nie wiem, jak… Nie wiem, w jaki sposób, ale uda nam się razem przez to przejść.
- Razem brzmi dobrze.
- Też tak uważam. Kocham cię, Lukey – wyszeptała, a potem pocałowała mnie w czoło po raz kolejny.

~***~
              Słowo zła w ogóle nie określało mojego stanu, po tym co stało się na boisku. Byłam wręcz wkurzona, wściekła i rozgoryczona tym wszystkim, co się tam wydarzyło. Nie rozumiałam, dlaczego bliźniaki i te dwa pustaki, tak mocno ingerowały w to, co jest między mną a Hemmingsem. Dlaczego tak bardzo im to przeszkadzało? Jednak Luke był szkolnym popychadłem, workiem treningowym Woods’ów, więc gdy nasza dwójka w jakiś sposób się połączyła, oni mieli doskonałą motywację do tego, by atakować go jeszcze bardziej. Dzięki temu, nie tylko Luke czuł poczucie winy, ale także i ja. Choć prawda była taka, że żadne z nas nie powinno tego odczuwać. Nie robiliśmy nic złego.
               Weszłam do domu Caluma. W salonie, ani w kuchni nikogo nie było. Nie byłam tym zdziwiona. Ciocia i wujek musieli gdzieś pojechać, bo na podjeździe nie dostrzegłam ich samochodów. Skierowałam się od razu na górę, gdzie mieścił się pokój mojego kuzyna. Byłam mocno spóźniona, bo miałam się pojawić u niego pół godzinny temu. Mulat nie lubił, gdy ktoś się spóźniał, więc byłam pewna, że nie będzie zadowolony. Nie mogłam jednak zostawić Luke'a po tym, co zrobili mu bliźniacy, więc moje spotkanie z nim trochę się przeciągnęło.
- Przepraszam – rzuciłam, gdy tylko wparowałam do pokoju. Calum podniósł wzrok znad gitary.
- Pół godziny. Masz półgodzinną obsuwę. Serio, Sammy? Nie mogłaś mnie uprzedzić?
- I tak siedzisz w domu – skwitowałam, wzruszając ramionami. Podeszłam do łóżka, siadając obok niego.
- Dowiem się, co takiego pilnego cię zatrzymało?
- Nie ważne.
- Mów, mniej chociaż dobrą wymówkę do olewania mnie.
- Nie olałam cię. Po prostu… Coś mnie zatrzymało.
- Czekam.
- Jesteś uparty.
- Nie bardziej, niż ty – skwitował ze śmiechem, ale po chwili spoważniał, widząc moją minę. Odłożył gitarę na bok, a następnie usiadł tak, by znaleźć się dokładnie naprzeciwko mnie. – Mów, o co chodzi.
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo ty nie chcesz, bym poruszała pewien temat.
- No, kurwa – syknął i spojrzał na mnie z niedowierzaniem. – Nie mów, że spóźniłaś się przez tego kutasa Hemmingsa!
- Jeśli masz zamiar go przy mnie obrażać, to sobie to odpuść! Zresztą, po tym, co dzisiaj… Nie ważne. – Machnęłam na niego ręką. Calum nigdy tego nie zrozumie. Wolałam, byśmy sobie to darowali.
- Co się dzisiaj stało?
- Obchodzi cię to?
- Sammy - mruknął, kręcąc głową. – Obchodzi, bo to dotyczy ciebie. Ciebie i tego niezafajnego humoru, w którym jesteś. Chcę wiedzieć, co się stało, że cię to zdenerwowało i zasmuciło.
- Twoi boscy kumple spuścili mu łomot, zadowolony?
- Ashton i Michael?
- Nie, bliźniaki!
- Nie dziwi mnie to.
- Ja to widziałam – dodałam, czując, jak coś zaczyna we mnie pękać. Dopiero widząc nieco przestraszony wyraz twarzy Caluma, zrozumiałam, że do oczu napłynęły mi łzy.
- Sammy… Ja… Nie przejmuj się tym…
- Jak mam się nie przejmować! – warknęłam, podnosząc się z miejsca. – Ty i twoja banda od samego początku urządzacie mu w szkole piekło, jakby mało go przechodził w domu!
- Nie moja wina. Hemmings okazał się być zdradliwym i kłamliwym dupkiem, który nie potrafi się wytłumaczyć! Ciągle, tylko kręci!
- Kręci, bo się wstydzi!
- Niby czego?
- Nie mogę ci powiedzieć – powiedziałam cicho.
- Bo? Łączy cię z nim tajemnica państwowa czy co?
- Bo mu obiecałam.
- No, tak święty Hemmings!
- Przestań, Cal!
- Nienawidzę go – syknął, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
- I tylko dlatego to wszystko mu robicie? Ty i reszta? Nie zasłużył sobie na coś takiego.
- Bronisz go.
- Bo wiem, czemu to wszystko się wydarzyło w podstawówce. Wiem dużo rzeczy, o których nie wiecie wy.
- Skąd wiesz, że nie kłamie w tej sprawie?
- Nosi na sobie dowody – powiedziałam, a Calum zacisnął usta. Przez chwilę uważnie mnie obserwował. Wzięłam głęboki oddech, powstrzymując łzy, które chciały wydostać się na zewnątrz. Myśl o tym wszystkim, co przechodzi Luke, zawsze ściskała mi gardło.
- Nosi na sobie dowody – powtórzył powoli Hood, a potem zrobił wielkie oczy.
- Co znowu? – rzuciłam zrezygnowanym tonem.
- To dlatego często na wf-ie przebiera się w łazience, a nie w szatni. Zawsze myślałem, że chodzi o bliźniaków i całą resztę, którzy zawsze wykorzystują okazję do tego, by go szturchnąć czy się z niego ponabijać.
- O co ci chodzi?- zapytałam zdenerwowana, bojąc się tego, że przypadkiem mogłam wypalać tajemnicę blondyna.
-  Wcześniej powiedziałaś, że urządzamy mu piekło, jakby mało go przechodził w domu - zaczął Calum, a ja przełknęłam ślinę. – Biją go?
- Nie mogę ci powiedzieć.
- I tak już się wygadałaś.
- Wcale nie!
- Biją go, tak? I wtedy w podstawówce… Kurwa, to nie był przypadek. Jego ojciec lub matka sprali go, ale by się wybielić, zwalili to na nas! Dlaczego nic nie powiedział?
- A ty byś się nie wstydził, gdyby coś takiego działo się u ciebie? – odpowiedziałam cicho.
- Czemu się nie wyniesie z chaty?
- Chce skończyć szkołę i iść na studia. Nie pozwoliliby mu zmienić szkoły. Nie jest głupkiem. Nie zgłasza tego nigdzie, bo wie, że wtedy byłoby jeszcze gorzej. – Calum spojrzał na swoje dłonie. Czyżby zrobiło mu się głupio?
- Nie miałem pojęcia…
- O wielu rzeczach nie masz pojęcia – powiedziałam, a on spojrzał na mnie nie pewnie. – Zwiększaliście, tylko jego koszmar. Nie świadomie, ale jednak. Byłabym wdzięczna, gdybyś nikomu o tym nie mówił. – Pokiwał głową. – Nikomu. 


***
To nie był kolejny dobry dzień dla Hemmo. Dodatkowo... Ktoś się wygadał. Calum w końcu zyskał cały obraz tej sytuacji, jaka się wydarzyła kiedyś. Jak myślicie, teraz odpuści Luke'owi czy może zostawi to tak, jak było wcześniej?

Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo przypominam o Asku i Twitterze - @RoxyDonau 

Dziękuję również za wszystkie komentarze. Uwielbiam je czytać! Są doskonałą motywacją do pisania. Jeszcze raz dzięki! :)

Pozdrawiam i do następnej niedzieli!


10 komentarzy:

  1. Mnie się wydaje, że tym razem Calum spojrzy na tę sprawę z całkiem innej strony. Sam wcale nie powiedziała aż tak dużo, bo Cal dużo wywnioskował bez dużej pomocy. Miejmy nadzieję, że zrobi coś z bliźniakami, oczywiście nic im przy tym nie mówiąc.
    Do następnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, Hood sam szybko dodał jeden do dwóch i doszedł do tych wniosków bez jej pomocy. Może coś się w końcu zmieni :)
      Dziękuję bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Oby teraz było tylko lepiej :F

    OdpowiedzUsuń
  3. W końcu Cal dowiedział się prawdy. Mam nadzieje, ze po tym zmieni nastawienie do Hemmo i coś zrobi z bliźniakami - których nienawidzę. Sama bym im przyłożyła za to, co mu zrobili. Cieszę się, że Sam tam była. Biedny Luke, niech się nie przejmuje i walczy dalej
    mega jestem ciekawa, co wydarzy się dalej
    czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W cale Ci się nie dziwię, czemu tak bardzo ich nie znosisz. Raczej nie są tu pozytywnymi bohaterami :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Kocham Calum'a za to, że zrozumiał Luke'a. Mam nadzieję, że wpłynie na tych bezdusznych bliźniaków i wszystko zacznie się powoli prostować. Mam jeszcze nadzieję, że go przeprosi za to wszystko i znów staną się przyjaciółmi. Czekam też na minę Cal'a, kiedy dowie się, że Sam i Luke są razem.
    Rozdział cudowny i czekam na kolejny :)
    Pozdrawiam ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że pokładasz w Hoodzie duże nadzieje :) Może w końcu faktycznie ich relacja ulegnie zmianie na lepsze :)
      Cieszę się bardzo, że Ci się podobało.
      Dzięki za komentarz :)
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Nie wydaje mi się, że Cal i Luke byliby przyjaciółmi kiedyś, ale wystarczy jak ta cała grupka przestanie go tyrać i dadzą mu spokojnie żyć! Razem z Sam. W końcu ukrywanie związku jest nieco frustrujące.
      Pozdrawiam
      Zuzia♡

      Usuń
    3. Fakt, dobrze by było, gdyby chociaż mu odpuścili. Może Cal wykorzysta sensownie tę informację i jakoś się ogarnie.
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń