niedziela, 15 maja 2016

Rozdział 28

I guess I was running from something, I was running back to you


             Skrzywiłem się, kiedy zbyt raptownie podniosłem plecak. Ból w boku odezwał się ponownie. Czego jednak się spodziewałem? Bliźniaki Wood’s spuścili mi klasyczny łomot, nie odmawiając sobie mocniejszy zagrań, dzięki czemu na moim ciele pojawiły się nowe siniaki.
             Poprawiłem czarną bluzę z kapturem, niepewnie patrząc w swoje odbicie w lustrze. Ochlapana mydłem i wodą tafla, ukazywała moją bladą twarz. Na szczęście nie miałem spuchniętej wargi i nosa oraz zadrapań, więc całość wczorajszego zdarzenia ukrywała się, tylko pod ubraniem.
             Odwróciłem się i ruszyłem w stronę drzwi. Wyszedłem z męskiej toalety, trafiając na pusty korytarz. Niedługo kończyła się przerwa, więc ludzie zaczęli się rozchodzić do swoich klas. Wsunąłem dłonie do kieszeni, kierując się w stronę schodów. Zaraz miałem mieć angielski i wolałem się nie spóźnić, szczególnie, że nauczycielka często się o to czepiała.
             Byłem w połowie drogi do schodów, kiedy usłyszałem kroki. Jednak to głosy ich właścicieli sprawiły, że raptownie się zatrzymałem. Na horyzoncie ponownie pojawili się bracia. W pierwszym odruchu chciałem najnormalniej w świecie dać nogę. Chciałem się już nawet odwrócić i odejść w przeciwnym kierunku, ale było już na to za późno. Bruneci zauważyli mnie, a na ich twarzach zagościły szerokie złośliwe uśmieszki. Te, którymi obdarzali mnie przy każdym naszym spotkaniu.
-Hommo-Lu! – zawył Dylan, zeskakując z dwóch ostatnich stopni. Zrobiłem krok do tyłu. – Panienka się boi?
- Może frajer chce powtórki z wczoraj? – odezwał się Bradley, uderzając pięścią w swoją otwartą dłoń. – Jak tam, Hemmings? Upuściłeś sporo krwi?
              Zacisnąłem usta, aby żadne niepożądane przez nich zdanie, nie wypłynęło z moich ust. Nie chciałem dodatkowo ich prowokować. Wystarczyło, że widok mojej osoby wywoływał u nich napad agresji. Myślę, że pod tym względem dogadaliby się z moim ojcem. Czasami milczenie w ich towarzystwie było najlepszą strategią. Może skończy się, tylko na szturchnięciu? Niestety, tylko o tym pomyślałem, a Dylan znalazł się obok. Złapał mnie za plecak i pociągnął w dół. Miałem go powieszonego na jednym ramieniu, więc upadł na ziemię z głośnym łoskotem.
- Ups? Coś ci spadło, pedale – skwitował Dylan, pukając mnie w klatkę piersiową z taką siłą, że aż się zachwiałem.
- Brachu, nie zapominaj, że ona ma dziewczynę – odparł sztucznym, przesłodzonym głosem, Bradley, przeciągając ostatni wyraz. – Co tam u Sam, dupku? Mocno płakała nad twoim marnym losem?
- Pieprz się – wysyczałem przez zaciśnięte zęby. Wiem, miałem się nie odzywać, ale kiedy wspomnieli o Hood, aż się we mnie zagotowało.
- Co powiedziałeś?
- Pieprz się.
- Zła odpowiedź – powiedział Bradley, przekrzywiając z rozbawieniem głowę.
              To była chwila, jak złapał mnie za bluzę, a potem przeciągnął w poprzek korytarza. Łupnąłem w chłodną ścianę, uderzając w nią dodatkowo głową. Huk , jaki rozniósł mi się po czaszce, szybko dotarł do uszu, sprawiając, że usłyszałem nieprzyjemny pisk połączony z szumieniem. Z mojego gardła wydobył się cichy charkot, kiedy przycisnął swoje przedramię do mojej szyi, przyduszając mnie. Dylan podszedł do swojego brata, cmokając po nosem. Spojrzał na mnie z politowaniem, by po chwili uśmiechnąć się z triumfem.
- Kto tu kogo pieprzy, Hemmings? – zapytał, klepiąc Bradley’a po ramieniu. – Nie za mocno. Chyba nie chcesz go mieć na sumieniu?
- Pewnie, że nie. To gnida – rzucił drugi Wood’s, jeszcze mocniej przyciskając rękę do mojej szyi.
Odruchowo zakaszlałem, czując ucisk, pieczenie i suchość w gardle. Nie mogłem wziąć porządnego głębokiego oddechu, więc łapałem krótko powietrze, czując, że jednak jest to zdecydowanie za mało tlenu, którego potrzebuję. Byłem pewny, że to kwestia czasu, jak zacznie mi się kręcić w głowie.
- Dylan! Bradley!
               Na dźwięk tego głosu obaj odwrócili się. Ja również zerknąłem w stronę Hooda. Stał w towarzystwie Clifforda i Irwina. Miał skrzyżowane dłonie na klatce piersiowej. Jego ciemne oczy świdrowały bliźniaków na wylot. Na twarzy wymalowała się niechęć i zdegustowanie. Byłem pewny, że one odczucia kierowane są w moją stronę. Jednak, kiedy zauważył, że Bradley dalej mnie trzyma, ruszył w naszym kierunku. Zrobiłem wielkie oczy, kiedy strząsnął dłoń Woodsa z mojego gardła. Nie utrzymałem równowagi i poleciałem w dół, tuż pod ich nogi.
- No, co ty, Cal? – rzucił z niedowierzaniem, Bradley. – Zapomniałeś, kto to?
- Nie, nie zapomniałem. Ale sądzę, że wasz limit się wyczerpał – odpowiedział, mierząc ich wzrokiem. – To przestaje być zabawne, a robi się naprawdę wkurwiające. Dajcie mu spokój.
- Serio? – wydusił Dylan, patrząc na niego wielkimi oczami.
- Serio, dodatkowe piekło w szkole nie jest nikomu potrzebne. A teraz wyjazd!
- Dobra stary, wyluzuj – mruknął Bradley, wzruszając ramionami. – Idziesz na lekcje? - Hood, tylko kiwnął głową. Odwrócił się, nawet na mnie nie patrząc, a następnie ruszył z bliźniakami w głąb korytarza. Nie minęła minuta, jak zniknęli za zakrętem.
              Przez chwilę nie wiedziałem, co tu się stało. Nie ruszałem się z miejsca, dokładnie obserwując całą tą krótką sytuację, jaka miała miejsce. Wyłapywałem każde ich słowo. A dokładniej każde słowo wypowiedziane przez Hooda. Dodatkowe piekło w szkole nie jest nikomu potrzebne… I wtedy mnie olśniło. On wiedział. I tylko jedna osoba mogła mu o tym powiedzieć. Samantha.
- Wszystko w porządku? – zapytał Irwin.
- Tak – odpowiedziałem odruchowo, czując, jak coś ściska mnie od środka.
              Przykra prawda nie chciała opuścić mojej głowy. Sam się wygadała, choć obiecała, że będzie milczeć. Dopiero po chwili dotarło do mnie to, że Ashton wyciąga w moją stronę rękę. Niepewnie chwyciłem za nią, a on pomógł mi wstać. Otrzepałem czarne spodnie, łapiąc za plecak.
- Dzięki – rzuciłem, unikając jego wzroku. Co jeśli on też wie?
- Na razie – odparł, mijając mnie.
              Michael skinął mi głową, na co zareagowałem robiąc oczy, jak spodki. Zupełnie się w tym pogubiłem. Nagle zaczęli dostrzegać we mnie człowieka? Byłem pewny, że to ma coś wspólnego z moją tajemnicą. 
              Zazgrzytałem zębami, czując narastającą wściekłość. Wszystko zaczęło układać mi się w całość. Oni wiedzieli i to było jedyne wytłumaczenie tego, że nagle odwidziało im się traktowanie mnie, jak osoby gorszej kategorii. Mogę się założyć, że z powodu mojej rodzinnej historii, włączyła się u nich lampka z napisem litość. Kompletnie tego nie potrzebowałem i dobijało mnie to jeszcze bardziej. Wolałem, by nikt nic nie wiedział. Ale Sam w końcu pękła i musiała się wygadać. Byłem zły i zawiedziony.

~***~
              Zdążyłam dotrzeć do stołówki, zanim nie zjawiła się pozostała zgraja głodnych uczniów. Właśnie wybiła długa przerwa, a ja byłam jedną z pierwszych osób w kolejce. Szybko znalazłam się przy okienku. Poprosiłam o dwie kanapki i dwie puszki Coli. Kiedy za nie zapłaciłam, wcisnęłam je do torby. Następnie opuściłam stołówkę, w której pojawiało się coraz to więcej ludzi.
              Wspólne jedzenie lunchu za szkołą, stało się małym rytuałem, odkład odmówiłam wspólnych posiłków z bandą mojego kuzyna. Był to rytuał mój i Luke'a. Jak tylko była ładna lub chociażby znośna pogoda, zasiadaliśmy na starych schodach, pałaszując to, co kto przyniósł. W deszczowe dni, uciekaliśmy do jego samochodu. Często wtedy też kusiliśmy się na zapchanie głodu McDonald’sem. Nie musieliśmy się nawet umawiać na te krótkie spotkania.
               Dziś było szaro, ale nie zimno, więc jak tylko wyszłam z budynku szkoły od razu skierowałam się na jego tyły. Przeszłam spacerkiem obok żywopłotu, by po chwili odbić w znane miejsce. Szybko zauważyłam siedzącego na schodach Hemmingsa. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem, mimo, że nie widziałam jego twarzy. Chłopak, bowiem miał spuszczoną głowę, którą opierał na przedramionach. Nie podniósł jej nawet wtedy, kiedy usiadłam obok niego.
- Lukey? – Objęłam go, a on drgnął, odsuwając się. – Co jest?
              Dopiero po moim pytaniu, błękitne tęczówki spojrzały wprost na mnie. Minę miał nie za ciekawą, więc od razu domyśliłam się, że coś musiało się stać. W jego oczach malowała się mieszanina różnych uczuć od strachu, po złość i rozżalenie. Zupełnie mi się to nie spodobało. Chciałam, jak najszybciej poznać przyczynę jego stanu.
- Lukey?
- Musiałaś prawda – warknął pod nosem. Kompletnie nie wiedziałam, o czym mówi. Szybko zaczęłam się zastanawiać, co takiego mogłam zrobić, że to mu się nie spodobało.
- Ja…
- Wygadałaś się! – rzucił i zerwał się na równe nogi tak raptownie, że aż poskoczyłam.
- Nie wiem, o co ci chodzi.
- Powiedziałaś Hoodowi o tym, co dzieje się w moim domu. Jak… Jak traktuje mnie ojciec. Teraz wiedzą też jego kumple! Obiecałaś… Obiecałaś, że nikomu nie powiesz! – Po jego słowach sama wstałam z miejsca.
- Nie powiedziałam mu wprost, on sam się domyślił, kiedy chciałam, by on i jego kumple przestali!
- Jak mam ci ufać, Sam?!
- Powiedział ci, że wie ode mnie?
- Nic mi nie powiedział, ale po jego słowach sam to wywnioskowałem! Zresztą, tylko ty wiedziałaś!
- Luke...
- Co?
- Uspokój się i przestań na mnie krzyczeć!
- Jak mam się uspokoić! Niech jeszcze cała szkoła wie, jak to Hemmings ma przesrane, nie tylko w szkole, ale i w domu! Jak jego właśni rodzice mają go w dupie! Jak jego ojciec go gnoi przy każdej nadarzającej się okazji!
- Luke!
- Wiesz, co Sam… Byłem pewny, że dochowasz tajemnicy – powiedział zawiedzionym tonem. – Że ty… Że ty będziesz osobą, której będę mógł w stu procentach zaufać.
- Możesz mi ufać!
- Właśnie udowodniłaś mi, że nie. Byłem głupi i naiwny, że powiedziałem ci to wszystko. Do tej pory nie mam pojęcia, czemu w ogóle zacząłem ci się zwierzać!
- Luke…
- Daj mi święty spokój – rzucił, a następnie odwrócił się.
- Luke! – krzyknęłam, ale on już mnie nie słuchał. Przyspieszył tylko korku, by po chwili zniknąć za zakrętem. 
                Jeszcze przez chwilę stałam w miejscu, bojąc się poruszyć. Nie mogłam uwierzyć, że się pokłóciliśmy. Nie mogłam uwierzyć, że Cal się wygadał. Choć pewnie rzucił, jakiś tekst nie będąc całkowicie świadomym, jak może odebrać to Luke. Nie mogłam uwierzyć, że Hemmings nie pozwolił mi się wytłumaczyć. Nie mogłam uwierzyć, że zaczął krzyczeć, nie próbując porozmawiać ze mną na spokojnie.
               Usiadłam na schodach, przyciągając kolana do klatki piersiowej. Objęłam je ramionami, by ułożyć na nich głowę. Zacisnęłam mocno usta, starając się uspokoić. Jednak i tak kilka łez wypłynęło z moich oczu. Byłam wściekła na niego, na siebie, na Caluma i na wszystkich, którzy odznaczali się negatywnie w tej całej historii. Skłamałabym mówiąc, że to, co przed chwilą się stało, nie bolało. Bo bolało. Cholernie bolało od środka. Jakby coś rozrywało mnie na strzępy, a ja nie potrafiłam tego w żaden sposób ujarzmić i powstrzymać.

~***~
              Zaraz po kłótni z Sam, wsiadłem w samochód i pojechałem do miejsca, w którym czułem się dobrze. W którym czułem się bezpiecznie i nie obco. Moim celem stała się polana, od której praktycznie wszystko się zaczęło. Byłem nabuzowany negatywnymi emocjami w takim stopniu, że trzymając kierownicę, widziałem, jak trzęsą mi się dłonie. Zagryzałem mocno dolną wargę, gdy poczułem napływającą frustrację, która wyciskała jednocześnie łzy. Poczucie zawodu wcale nie było przyjemne. W szczególności, gdy zawiodła cię osoba, którą się kocha.
             Dojechałem na miejsce i od razu wysiadłem z samochodu. Pałając się spokojem i ciszą, jaką miałem wokół, usiadłem na murku. Zarzuciłem na głowę kaptur, choć nie było chłodno. Wsunąłem dłonie do kieszeni, kiedy odezwało się u mnie uczucie swędzenia. Jakby nagle moje nadgarstki, czegoś zawzięcie potrzebowały. Byłem już jednak na takim etapie, że skutecznie potrafiłem sobie z tym radzić. Wystarczało lekkie pocieranie o materiał i niekomfortowe siedzenie, w którym odzywał się fizyczny ból w boku, by zagłuszyć ten psychiczny. Kiedy to, w jakimś stopniu mi się to udało, zacząłem się uspokajać, jednocześnie starając się przeanalizować dokładnie każde wydarzenie, które doprowadziło do tak fatalnego finału.

              Nie byłem pewny, ile dokładnie tak siedzę i się nie ruszam. Dopiero, kiedy drgnąłem, poczułem, że musiało być to dość długo, bo zdążył mi zdrętwieć kręgosłup. Usiadłem wygodniej, podnosząc głowę. Wtedy usłyszałem kroki, które kierowały się w moją stronę. Minęła krótka chwila, jak z lasu wyłoniła się Samantha.
              Wystarczyło jedne dokładniejsze spojrzenie, bym przekonał się o tym, że zawaliłem wszystko. Jej oczy były zaszklone, a gdy tylko spostrzegła, że patrzę wprost na nią, jej policzki zamoczyły się od kilku słonych łez. W myślach porządnie skarciłem się za to, że doprowadziłem ją do takiego stanu. Że zrobiłem to osobie, bez której nie potrafię normalnie funkcjonować. Dziewczynie, która od samego początku składa mnie powoli do kupy, czyniąc moje życie lepszym. Nie zdziwiłbym się, gdyby po tej akcji chciała mnie zostawić.
- Sammy? – wydusiłem z siebie zachrypniętym głosem.
- Przepraszam – powiedziała, ocierając szybko policzki dłonią. – Przepraszam, że wygadałam się Calumowi. Nie powiedziałam mu tego wprost. On sam do tego doszedł. Obiecał, że nikomu nie powie, ale… Cholera, mogłam przewidzieć chociaż to, że przekaże to Ashtonowi i Michaelowi. Rozmawiałam z nim i… Naprawdę nie chcę go teraz bronić, ale on wypaplał to też nieświadomie. Bliźniacy jednak są na tyle tępi, że nie załapali tej aluzji – dodała szybko, jakby się bała, że mogę w każdej chwili jej przerwać i znów zacząć krzyczeć. – Przepraszam, za to, jak to wszystko wyszło. Naprawdę nie chciałam spieprzyć twojego zaufania do mnie. Chcę to naprawić. Chcę byś znów czuł, że możesz mi ufać.
                 Patrząc tak na nią i słuchając tego, co mówi, cała moja złość w stosunku do niej odeszła. Zresztą, kochałem ją tak mocno, że byłem w stanie wybaczyć jej niemalże wszystko. Byłem też gotowy na to, by zrobić dla niej absolutnie wszystko. Widząc jej wilgotne policzki i lekko zaczerwienione od płaczu oczy, poczułem się winny. Byliśmy winni oboje. Ona, że podczas próby porozumienia się z Calumem w mojej sprawie, doprowadziła do wyjawienia jednej z moich tajemnic, ja za to, że wybuchłem, nie umiejąc skontrolować na czas emocji.
- Sammy…
- Naprawdę nie chcę by…
- Jest okej – powiedziałem, wyciągając rękę. 
                Szybko ująłem jej dłoń, lekko zaciskając palce na chłodnej skórze. Pociągnąłem ją w swoją stronę, a ona poddała się temu. Przybliżyła się na tyle, że z łatwością wciągnąłem ją na swoje kolana. Od razu wtuliła się we mnie, obejmując mój kark rękami. Biło od niej przyjemne ciepło, połączone ze znanym mi zapachem jej perfum. Miałem wrażenie, że czuję przyspieszone bicie jej serca. To wszystko sprawiało, że uspakajałem się jeszcze bardziej, a złość i gorycz znikała pod powłoką wybaczenia i tego uczucia, jakim ją obdarzyłem.
- Przepraszam.
- Naprawdę jest w porządku. – Oderwała się odrobinę, by móc na mnie spojrzeć. – Nie powinienem był mówić tego wszystkiego i na ciebie krzyczeć. Mogliśmy to załatwić od razu na spokojnie. Przepraszam.
- Nie powinieneś mnie przepraszać.
- Powinienem. I ufam ci. Ufam ci w takim samym stopniu, jak wcześniej. – Ponownie przylgnęła do mnie, mocno wciskając się w moje ciało. Moje ramiona bardziej owinęły się wokół niej. – Możemy to uznać za mały wypadek przy pracy?
- Możemy – powiedziała, a ja wyczułem, że lekko się uśmiechnęła. – I naprawdę się nie martw. Żaden z chłopaków niczego nie powie. Im też można ufać.
- Ja im nie ufam. – Pocałowałem ją w czoło, na co delikatnie drgnęła. – Ale ty im ufasz i to mi wystarczy.
- Jesteś idealny.
- Nie jestem.
- Jesteś, Lukey – pociągnęła, a następnie musnęła ustami skórę na mojej szyi. – Dla mnie jesteś idealny.

~***~
              Kiedy się ściemniło, Luke wyciągnął z bagażnika dwa koce, które kupiłam dla nas w Newcastle. Blondyn zawsze miał je w samochodzie i na polanie często z nich korzystaliśmy. Usiedliśmy na jednym, aby odciąć się od coraz to zimniejszego murku. Na dworze zrobiło się jeszcze chłodniej, więc opatuliliśmy się drugim kocem.
              Rozmawialiśmy o wszystkim, nie poruszając jednak tematu bliźniaków i Caluma. Pod tym względem szkołę zostawiliśmy za plecami. Skupiliśmy się za to na przyszłości, a dokładniej na studiach, na które się wybieraliśmy. Będąc na weekendowej wycieczce w Newcastle, postawiliśmy sobie za cel dostanie się do Uniwersytetu Melbourne, które jest jednym z lepszych uczelni w Australii. Aby to osiągnąć, każdy z nas musiał się przyłożyć do nauki, skupiając się na dziedzinach, w których nie był dobry. Luke podciągał mnie z matematyki, fizyki i chemii, ja zaś go z angielskiego i innych typowo humanistycznych przedmiotów. Zawsze podziwiałam jego cierpliwość, kiedy próbował wpoić mi do głowy sens kolejnych formułek i wzorów oraz ucząc poprawnego rozwiązywania zadań. A ja do najlżejszych przypadków nie należałam, bo szybko potrafiłam się wściekać i rzucać mięsem. Hemmings miał na to sposób – po prostu czekał, aż mi przejdzie. Niekiedy było tak, że oboje zakuwaliśmy do późnych godzin wieczornych, by dobrze zaliczyć test czy sprawdzian, który miał się odbyć następnego dnia. Mama robiła nam za obsługę cateringową, donosząc jedzenie i picie, a następnie szybko uciekała z pokoju, by nam nie przeszkadzać. A efekty wspólnej pracy były już widoczne, bo nasze oceny zaczynały się poprawiać.
- Pojedziemy później na pizzę? – zapytał, odwracając się. Jego głowa opierała się na moim ramieniu, więc gdy to zrobił, lekko dotknął ustami mojej szyi.
- Pizza pasuje.
- Chyba lunie – rzucił, wlepiając oczy w ciemne niebo. Faktycznie zaczęło wiać, a do tego z oddali dało się słyszeć odgłosy nadciągającej burzy. – Idziemy do samochodu?
               Zdążył to powiedzieć, a kilka kropel chłodnego deszczu spadło na moje policzki. Zanim podnieśliśmy się z murku, rozpadało się kompletnie, jakby pogoda zrobiła sobie z nas dowcip. Niewiele myśląc zarzuciliśmy koce na głowę, by pędem ruszyć do czarnego auta. Zagrzmiało jeszcze bardziej, a ciemne niebo rozcięło się pod wpływem jasnej błyskawicy. Bosko, jeszcze tego brakowało.
              Próbując się uchronić przed wzmagającym się z każdą chwilą deszczem, wpadliśmy na tylne siedzenie samochodu. A raczej to Luke dosłownie do niego wpadł, bo nie omieszkałam się mu w tym pomóc, niemalże wpychając go do środka. Wsunęłam się wnętrza auta zaraz za nim, zamykając drzwi. Dzięki temu odcięliśmy się od Armagedonu, który rozpętał się na zewnątrz.
              Spojrzałam na blondyna. Zrzucił z siebie koc, ale i tak po jego twarzy spłynęło kilka kropel wody. Przejechał dłonią po włosach, a następnie uśmiechnął się, przyłapując mnie na gapieniu się na niego. Zbliżyłam się do chłopaka, lekko muskając jego usta swoimi. Zaśmiał się cicho. Zrobiłam to po raz kolejny, rozkoszując się tą chwilą spokoju i ciepła, jakie mi dawał. Będąc z nim czułam się naprawdę szczęśliwa.
               Luke ujął mój kark dłonią, napierając na mnie mocniej. Wpił się w moje wargi, przechodząc do zachłanniejszego pocałunku. Nawet nie będę się upierać, że to zadziałało na mnie podwójnie. Złapał mnie za biodra, przyciągając do siebie jeszcze bardziej. Wsunęłam się na jego kolana, nie zaprzestając pocałunku, który z każdą chwilą stawał się coraz bardziej chciwy i zachłanny. Nie powstrzymałam się przed tym, by wsunąć mu dłoń pod koszulkę. Poczułam jego ciepłą skórę pod palcami, a on zadrżał, odrywając się ode mnie. Błękitne oczy spojrzały wprost w ciemne tęczówki. Zagryzł wargę, co nakręciło mnie na niego jeszcze bardziej.
- Dobierasz się do mnie? – zapytał ze śmiechem, kiedy moja dłoń nadal znajdowała się pod jego ubraniem.
- O tak… Chcę cię zaliczyć w samochodzie – wyszeptałam, przenosząc usta na jego szyję. 
              Luke, odchylił głowę, a potem cicho mruknął pod nosem, gdy skupiłam się na jego czułym miejscu tuż za uchem. Zjechałam odrobinę niżej, by delikatnie przygryźć mu skórę, na co po raz kolejny zadrżał.
- Mówisz serio?
- Serio, serio – odpowiedziałam, wciskając się mocniej w jego ciało.
              Otarłam się o niego raz, a potem drugi. Przy trzecim mój ruch był bardziej zdecydowany i pewniejszy, niż chwilę temu. Uśmiechnęłam się pod nosem, czując, jak jego dłonie koncentrują się na dole mojej koszulki. Nie dałam mu jednak tej satysfakcji i pierwsza chwyciłam za jego garderobę, by się kompletnie jej pozbyć. Nigdy nie ignorowałam licznych siniaków na jego ciele, ale nauczyłam się je omijać, gdy dochodziło do takich właśnie chwil między nami. Nie chciałam wywoływać u niego poczucia wstydu, które często mu towarzyszyło.
              Luke w tych pieszczotach nie pozostawał mi dłużny. Zaraz po tym, jak stracił koszulkę, pozbył się także i mojej. Jego wilgotne wargi zaczęły powoli schodzić w dół, zaczynając od żuchwy, brody, a kończąc na szyi i obojczykach. Syknęłam cicho pod nosem, kiedy mocniej przygryzł mi skórę, dłużej koncentrując się na tym wybranym miejscu.
- No, ty sobie żartujesz – rzuciłam, uderzając go lekko w ramię. – Żadnych malinek!
- Tylko jedna… Taka ode mnie prosto z serca.
- Głupek.
- Twój głupek.
- Zdecydowanie, tylko mój – odparłam, wpijając się w jego usta po raz kolejny.
               Jego dłonie wędrowały po moim ciele, wywołując nie tylko gęsią skórę, ale przyjemne mrowienia w miejscach, w jakich mnie dotknął. Zadrżałam lekko, kiedy skupił się na piersiach, nadal ukrytych pod czarnym stanikiem.
- Portfel jest w schowku – wyszeptał, gdy moja dłoń znalazła się na jego twardniejącym wybrzuszeniu, które od dłuższej chwili dawało o sobie znać. Wziął głębszy oddech i wstrzymał go, gdy przejechałam kilka razy po nim ręką.
- W schowku, okej – rzuciłam, sprzedając mu szybkiego całusa w nos. Następnie odsunęłam się.
- Pospiesz się.
- Jesteś niecierpliwy.
- To twoja wina – skwitował, robiąc minę niewiniątka, co spowodowało, że wyglądał cholernie uroczo.
                 Zsunęłam się z jego kolan, by dotrzeć do miejsca między siedzeniami. Przecisnęłam się przez nie, choć nie było to łatwe. W końcu klapnęłam na fotel pasażera. Otworzyłam schowek, odnajdując skórzany portfel Hemmingsa.
- Mam się sama obsłużyć?
- Obsłuż się.
               Otworzyłam portfel i uśmiechnęłam się szeroko. Moje oczy od razu natrafiły na nasze wspólne zdjęcie. Nawet nie wiedziałam, że Luke ma je w wersji papierowej. Było zrobione podczas, jednego z naszych spotkań na polanie. Oderwałam od niego wzrok, zaglądając do ukrytej kieszonki, pod gumową osłonką, w której tkwiła fotografia. Moje palce szybko natrafiły na opakowanie z prezerwatywą. Wyciągnęłam ją, a następnie schowałam portfel.
- Wrócisz tu do mnie czy zamierzasz tam zostać?
- Nie wiem… Zastanawiam się.
- Sammy…
- Słucham, Lukey? Masz jakiś problem?
- Zdecydowanie mam problem, więc wracaj do mnie i pomóż mi się go pozbyć.
- Może wrócę, może nie.
- Sammy, no…
- Nie możesz się doczekać.
- Nakręciłaś mnie, więc czemu się dziwisz. Chodź, no! – Wychylił się w moją stronę, pukając jednocześnie w moje ramię palcem wskazującym. – Chodź do mnie.
- Będę na górze?
- No, wiesz? Tu i tak jest mało miejsca, więc nie mamy zbyt wielkiego pola do popisu.
- Będę na górze?
- Chcesz dzisiaj dominować?
- Będę na górze?
- Kurwa, wiesz, że ta twoja gierka jest podniecająca – mruknął, kręcąc nosem. Zaśmiałam się, by po chwili lekko go odepchnąć.
- Przesuń się, bo muszę wrócić.
               Luke posłusznie wycofał się. Przecisnęłam się po raz kolejny między dwoma siedzeniami, a następnie znalazłam się ponownie obok niego. Blondyn znów chciał mnie wciągnąć na swoje kolana, ale ja wyprzedziłam go, dobierając się mu do spodni. Zagryzł wargę, kiedy szybko odpięłam jego pasek, guzik i rozporek. Uniósł biodra wyżej, by całkowicie pozbyć się dolnej garderoby.
- Cholera, Sammy – wydusił z siebie, kiedy od razu przeszłam do konkretów.
               Zacisnęłam palce na jego twardym członku, by po chwili przejechać po nim językiem przez całą długość. Jego oddech od razu przyspieszył, kiedy zaczęłam zabawę od pieszczot ustami. Zamruczał, a potem jęknął głośniej kolejny razy, gdy odrobinę przyspieszyłam.
- Sammy…
               Podniosłam się. Luke powoli rozchylił powieki. Jego błękitne tęczówki były lekko zamglone, a oddech płytki i urywany. Złapał moją twarz obiema dłońmi, by wpić się zachłannie w moje wargi. Oddałam pocałunek od razu, czując przyjemną falę ciepła i ekscytacji. Moje myśli koncentrowały się, tylko na nim i na tym, co ze mną robił i do jakiego stanu mnie doprowadzał.
              Zanim się zorientowałam, Luke pozbył się mojego stanika. Jego szorstkie dłonie znalazły się na moim ciele. To było cholernie przyjemne, gdy skupił się na sutkach, a wszystko stało się jeszcze lepsze, gdy do rzucił do tego swoje rozgrzane usta. Nic dziwnego, że z gardła wydostał mi się cichy, ale dłuższy jęk. Chciałam konkretniejszej zabawy. Chciałam być bliżej niego.
               Hemmings musiał pomyśleć o tym samym, bo szybko zajął się moimi spodniami, a także bielizną. W końcu oboje zostaliśmy bez żadnego okrycia. Bez słowa przejął ode mnie paczuszkę. Rozerwał opakowanie zębami, a następnie zabrał się za nakładanie prezerwatywy. Co jakiś czas dla zgrywy muskałam jego twarz ustami, trafiając to w nos, to w policzek lub w czoło.
- Nie ułatwiasz mi zadania.
- Zwiększam poziom trudności.
- Okej… Już got... – Ale nie dokończył, bo po raz kolejny złączyłam nas w czułym, acz szybszym pocałunku.
                Luke na oślep, złapał mnie w talii, przyciągając do siebie. Jego palce otarły się o zewnętrzną stronę moich ud, wywołując kolejną falę dreszczy i gęsiej skórki. Takimi małymi gestami potrafił porządnie mnie rozpalić. Zapragnęłam go jeszcze bardziej.
                Pojedynczy głośniejszy jęk po raz kolejny opuścił moje usta, gdy Luke wszedł we mnie, nawet mnie o tym nie uprzedzając. Zaczęłam od razu poruszać się w górę i w dół, wchodząc w odrobinę szybsze tempo. Jego twarz znajdowała się tak blisko mojej, że nasze przyspieszone oddechy mieszały się ze sobą. Oparłam się czołem o jego, pomrukując pod nosem. Jego palce mocniej zacisnęły się na moich biodrach. Przysunął wargi do mojej szyi, która stłumiła jego jęk.
- W porządku? – zapytałam, kiedy się wyprostował, lekko się przy tym krzywiąc.
- Tak, jest okej. – Poprawił pozycję, w jakiej siedział, a następnie musnął swoimi ustami moje. Sam przyznał mi się do tego, że dalej odczuwa skutki pobicia, więc nawet nie musiałam go pytać, co się stało. – Nie przestawaj. No, weź… Sammy… - wydusił, zmuszając mnie dłońmi do powrotu do zabawy.
- Taki niecierpliwy – wymruczałam do jego ucha, by na końcu lekko przygryźć jego płatek. Blondyn zadrżał, obejmując mnie ciaśniej. Wtedy wróciłam do poprzedniego tempa, poddając się mu całkowicie.
              Wymruczałam jego imię, napierając na niego mocniej. Miałam wrażenie, że w samochodzie zrobiło się duszno. Zauważyłam, jak po jego twarzy spływa stróżka potu. Jęknął wprost w moje wargi, gdy przyspieszyłam. Oddychaliśmy już tak samo ciężko. Czułam, jak zbliżam się do końca.
- Sammy… Ja zaraz…
- Jeszcze chwila...
- Sammy…
               Zdążył to powiedzieć, a doszłam w jego ramionach. Gorąco uderzyło we mnie podwójnie, a mięśnie spięły się jeszcze bardziej. Odchyliłam lekko głowę. Poruszyłam się jeszcze parę razy, doprowadzając do końca także i jego. Opadłam na jego ciało. Oboje ciężko dyszeliśmy, choć nasze oddechy powoli wracały do dawnego stanu.
- Teraz jestem głodna – skwitowałam, na co zareagował śmiechem.
- Chcesz już jechać na pizze?
- Nie, chcę tu jeszcze z tobą pobyć.
- Okej, podnieś się. Zrobimy sobie prowizoryczne łóżko.
              Zrobiłam to, o co mnie poprosił. Luke pozbył się zużytej prezerwatywy, zrzucając ją na dół na wycieraczkę. Następnie z jednego koca zrobił sobie poduszkę. Oparł go o drzwi, i rozłożył się w miarę możliwości na siedzeniu. Zaśmiałam się pod nosem. Wyciągnął do mnie ręce. Z szerokim uśmiechem na ustach, wsunęłam się w jego ramiona, układając się na jego klatce piersiowej. Przykryłam nas drugim kocem. Ta pozycja nie była to dla niego zbyt komfortowe, bo siedzenie nie było długie, a chłopak do karzełków nie należał. Wiedziałam, że niedługo skończy się ten odpoczynek, bo Luke zacznie narzekać, że już mu niewygodnie i że koniecznie chce już coś zjeść. Dlatego cieszyłam się tą chwilą, gdy byliśmy tak bardzo blisko siebie.


***
Wielkiej dramy i kłótni nie było z powodu wyjawienia tajemnicy. Calum chyba faktycznie się ocknął i spojrzał na wszystko inaczej - postęp :) Oby tylko nie wrócił do punktu wyjścia :)
Mam nadzieję, że rozdział Wam się podobał.

Dziękuję za wszystkie komentarze! Uwielbiam je!

Standardowo przypominam o Asku i o Twitterze - @RoxyDonau

Kolejna część w następną niedzielę :)

Pozdrawiam!



8 komentarzy:

  1. Podobała mi się postawa Calum'a, naprawdę. To co zrobił, było słodkie, ale wydał Sam. Lukey się wkurwił i tyle. Na szczęście przemyślał swoją postawę i się ogarną. I było też kotłowanie. Jak mawia ma przyjaciółka: miłość zawsze wygrywa.
    Rozdział cudowny i czekam na następny :)
    pozdrawiam ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe kotłowanie w samochodzie :D Można powiedzieć, że Calum zaczyna się ogarniać :)
      Cieszę się, że się podobało
      Dzięki bardzo za komentarz :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Cal czy ty się w końcu obudzileś i włączyłeś myślenie, czy mi się zdaje? Oby chłopie, czas najwyższy. Szkoda mi się zrobiło Luka i Sam, wyszedł kwas, ale na szczęście się pogodzili. I była hot scenka XDD mam nadzieje, że teraz bliźniaki też się od niego odpierdolą.
    Czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba Ci się nie zdaje :D Cal ruszył głową, dodał dwa do dwóch i chyba wyciągnął odpowiednie wnioski :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Wiem, że nikt nie powie prawdy bliźniakom, ale mam nadzieję, że Calum ich jakoś odciągnie od wyżywania się na Luke'u.
    Chciałabym, aby Calum przypomniał sobie, jak dobrym przyjacielem był Hemmings. Jakieś wspomnienia czy coś.
    Do wtorku!;) pozdrawiam (tego trola mieszkającego z tobą też) x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że Calum się ogarnie - szczególnie teraz, gdy prawda wyszła na jaw. Może Hood sobie to wszystko już poukładał :)
      Dzięki za komentarz
      Do wtorku!
      Ja i Łukasz pozdrawiamy :)

      Usuń
  4. Wiedziałam, że będzie hot scenka w aucie!!!! XD
    I Cal nareszcie się ogarnął. On nie należy do takich, którzy gnębiliby Luka z tego powodu jeszcze bardziej. Najwyższa pora! Irwin ogólnie zauważyłam, że nie reagował na Luka tak jak pozostała reszta paczki. Irwina od samego początku lubiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łeee myślałam, że Cię tą hot scenką zaskoczę XD
      Najwyraźniej się ogarnął - zobaczmy tylko na ile i w jakim stopniu :)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń