niedziela, 12 czerwca 2016

Rozdział 32

When you need me I will never let you come apart


               Byłam pewna, że nie zasnę. Jednak nad ranem, kiedy na zewnątrz powoli robiło się jasno, przegrałam walkę ze zmęczeniem. Nadal obejmowałam chłopaka ramieniem, wtulając się w jego plecy. Przymknęłam tylko na moment oczy, ale to wystarczyło, bym odpłynęła zupełnie.
               Kiedy się obudziłam, dochodziła godzina dziesiąta. Luke nadal był w pokoju. W dalszym ciągu spał tuż obok mnie. Słyszałam jego spokojny i cichy oddech. Ulżyło mi, że nie zrealizowały się moje obawy względem niego.
                Wstałam powoli z łóżka, choć wcale nie byłam wyspana. Jednak wczorajszy koszmar ponownie się we mnie zagnieździł, skutecznie wpychając mnie w szpony bezsenności. Mimo tego, że przez chwilę myślałam, że jednak uda mi się zasnąć ponownie. Nic z tego. Mój mózg na nowo zaczął odtwarzać wszystko to, co się działo. Moje emocje znów weszły na wyższy tor, wrzucając mnie w stan przygaszenia, smutku i goryczy, a także pewnego poczucia winy, które nadal się we mnie tliło.
                Aby nieco się rozbudzić, postawiłam na szybki prysznic i mocną kawę. Nie miałam ochoty na jedzenie, bo ze stresu i strachu, który się pojawił, żołądek ścisnął mi się w ciasny supeł. Wiedziałam, że nic nie przełknę, dopóki nie wejdę ponownie na tory wewnętrznego spokoju. A to mogło się dopiero pojawić po normalnej rozmowie z Lukiem. Nadal się o niego bałam. Nadal czułam obawę, że wczorajsza noc sprawi, że chłopak popadnie w głębszą depresję. A tego cholernie nie chciałam.
                Upiłam łyk chłodnej kawy. Odstawiłam kubek na biurko i oparłam się o oparcie krzesła. Skupiłam wzrok na białym suficie, próbując wyrzucić z głowy wczorajsze słowa, jakie od niego usłyszałam. Chłopak znowu był w pełni złamany i sponiewierany przez los. Znowu myślał tak, jak kiedyś. Że nie jest wart niczego, co było kompletną bzdurą. Liczyłam na to, że te odczucia wywołał w nim alkohol i leki, jakie zażył. Że naprawdę nie myślał o sobie w taki sposób.
                Drgnęłam, kiedy usłyszałam cichy szelest pościeli. Wyprostowałam się, a następnie odwróciłam, by spojrzeć w stronę łóżka. Luke poruszył się na materacu, mocniej zaciskając powieki. Przetarł je dłonią, w dalszym ciągu nie otwierając oczu. Zagryzłam lekko wargę, wpatrując się w jego bladą twarz. Uśmiechnęłam się lekko, kiedy w końcu błękitne tęczówki spojrzały wprost na mnie. Wstałam z krzesła w momencie, gdy usiadł. Zajęłam miejsce obok niego. Chłopak zerknął na mnie po raz kolejny, a potem spuścił głowę. Przełknął głośniej ślinę, wpatrując się w swoje zabandażowane nadgarstki. Od razu objęłam go, przywierając do niego mocniej.
- Przepraszam – wydusił, kiedy ujęłam jego smutną twarz w dłoniach.
- Jak się czujesz?
- Ogólnie… bywało gorzej. Jeśli zaś chodzi o… to czuję się fatalnie. – Nie musiał mi mówić wprost, bo sama zrozumiałam, że raczej pod względem psychicznym wcale nie jest najlepiej. – Naprawdę nie chciałem wyciągać cię w nocy z domu. Boże… Co ja sobie myślałem, dzwoniąc do ciebie o takiej porze? – jęknął, kręcąc głową.
- I bardzo dobrze się stało. Inaczej pewnie siedziałbyś tam dalej i…
- Powinienem. Jestem idiotą.
- Luke…
- Nie, Sammy. Taka prawda. Najpierw się na tobie wyżyłem i doszło do tego… Jestem naprawdę kretynem. A potem, kiedy mój ojciec… Zresztą, nie ważne. Chyba doszedłem do tego punktu, w którym naprawdę nie potrafiłem sobie poradzić z tym wszystkim, co się stało.
- Pamiętasz coś?
- Nie wszystko. Przepraszam.
- W porządku.
- Powinnaś być na mnie wkurzona.
- Ale nie jestem – odparłam, muskając ustami jego nos. – Obiecaj mi jednak, że nigdy więcej nie zrobisz, czegoś takiego. Obiecaj mi, że cokolwiek będzie się działo zawsze przyjdziesz do mnie, zanim wpadniesz na tak głupie pomysły.
- To działa też w drugą stronę?
- Oczywiście.
- I tak uważam, że po tym wszystkim powinnaś być na mnie wściekła.
- Luke, wolę tego nie rozpamiętywać. Chcę o tym zapomnieć, jak najszybciej i najchętniej wymazać tą noc z pamięci. Bo to bolało. Widok takiego ciebie cholernie bolał. – Blondyn zwiesił głowę, odsuwając się ode mnie.
- Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić, ani sprawić ci bólu.
- Wiem, Lukey – powiedziałam, ponownie go obejmując. Chłopak wcisnął się w moje ciało, chowając głowę w zagłębieniu mojej szyi.
- Przepraszam – powtórzył, a ja poczułam, jak zaciska palce na mojej koszulce.
- Jest okej. Obiecaj mi coś jeszcze. – Spojrzał na mnie, kiwając lekko głową. – Nigdy więcej nie zrobisz tego – pociągnęłam, łapiąc go za ręce. Przekręciłam je, by miał przed oczami swoje zabandażowane nadgarstki. – Nigdy więcej, okej?
- Obiecuję.
- Łącznie z pierwszą obietnicą?
- Obiecuję ci to wszystko.
- Trzymam za słowo.
- Naprawdę.
- Świetnie. Zostaniesz u mnie przez cały weekend, bez żadnego powrotu do domu. Obydwoje potrzebujemy spokoju, po tym, co się stało. Ale damy radę. We dwoje będzie prościej.
- Jesteś najlepszym, co mnie spotkało – powiedział, zaczesując mi kosmyk ciemnych włosów za ucho.
- Ty również. – Hemmings pokręcił nosem. – Uwierz w to w końcu – dodałam z uśmiechem, gładząc jego kark palcami. – Nie zamieniłabym cię na nikogo innego.
- Mówisz… poważnie?
- Luke, od samego początku ci to powtarzam. Miej chociaż odrobinę wiary w moje słowa.
- Nawet po tym, co zrobiłem?
- Nawet po tym. 
               W końcu i na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Musiało mi to na razie wystarczyć. Miałam jednak nadzieję, że Luke szybko wróci do dawnego stanu, w którym to uśmiechał się i cieszył się z życia znacznie częściej. 

               Na wspólne śniadanie zaserwowałam nam ciepłe tosty. Luke jednak nie miał apetytu. Skarżył się dodatkowo na ociężały żołądek. W sumie mu się nie dziwiłam. Po tym, co wczoraj wypił i zażył i tak w miarę dobrze funkcjonował. Udało mi się w niego wcisnąć, tylko jednego tosta oraz gorącą herbatę. Potem odesłałam go na górę, by uciął sobie dodatkową drzemkę. Kiedy kontrolnie weszłam do pokoju, blondyn grzecznie spał w moim łóżku.
               Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Moje myśli po raz kolejny popłynęły w stronę tych wszystkich niemiłych wydarzeń, które się działy. Począwszy od akcji na szkolnym korytarzu, po znalezienie go na polanie kompletnie załamanego. Musiałam się czymś się zająć, by nie zwariować od tych różnych czarnych scenariuszy, jakie się tworzyły w mojej głowie. Co by było, gdyby Luke jednak nie zadzwonił? Co by było, gdyby wziął tych cholernych tabletek więcej? Bałam się nawet bardziej zagłębiać w te odpowiedzi.
              Skończyłam właśnie sprzątać kuchnię, gdy usłyszałam dzwonek. Wyrzuciłam brudny kawałek ręcznika papierowego do kosza na śmieci, a następnie ruszyłam w stronę korytarza. Przekręciłam zamek i otworzyłam drzwi. Uniosłam z zaskoczeniem brwi, a potem uśmiechnęłam się na widok stojącego przede mną Caluma.
- Wpuścisz mnie czy będziemy się tak do siebie uśmiechać?
- Właź – rzuciłam ze śmiechem, przepuszczając go. – Jak było u dentysty?
- Nigdy kurwa więcej – powiedział, rozglądając się. 
              Widziałam, że zauważył stojące przy szafce czarne trampki, które należały do Hemmingsa. Zacisnął lekko usta, ale nie skomentował tego w żaden sposób. Przeszedł do salonu i rzucił się na kanapę, od razu rozwalając się na niej. 
- Tam powinno się chodzić za karę. Czemu nie wymyślą lepszego sposobu na leczenie zębów?
- Magiczna pasta, to by był strzał w dziesiątkę.
- Widzisz – mruknął, machając rękami. – Skoro ty na to wpadłaś, to czemu nie mogą wymyślić czegoś podobnego ci wielcy wynalazcy i badacze? Nienawidzę stomatologów.
- Przyszedłeś po coś konkretnego czy po prostu się za mną stęskniłeś?
- Dwa na raz. A co? Przeszkadzam w spotkaniu z Hemmingsem? – Zacisnęłam usta, odwracając od niego wzrok. – Co jest?
- Nic.
- On tu jest prawda?
- Musisz?
- Chcę tylko wiedzieć.
- Jest na górze.
- I pewnie będzie tam siedział, dopóki nie wyjdę, tak?
- On nawet nie wie, że jesteś – odpowiedziałam cicho. – Luke śpi.
- Co? – Calum usiadł, wlepiając we mnie swoje ciemne oczy. – Poczekaj, czy to ma jakiś związek z tym, co się stało w szkole? – Wzruszyłam ramionami. – Daj spokój, Sammy, Michael i Ash streścili mi to, co widzieli. Jeśli te dwie idiotki podniosły na ciebie rękę, to przysięgam, że przestanę się wobec nich hamować…
- Nie, Cal…
- Uderzyły cię prawda?- Kiwnęłam głową. – Tylko to chciałem wiedzieć. A bliźniaki i Hemmings? Chłopaki mówili, że też go dorwali. – Przytaknęłam. – Prosiłem ich, by w końcu kurwa dali sobie z nim spokój – warknął, a ja spojrzałam na niego, będąc w lekkim szoku. – No, co ty? Po tym, czego się dowiedziałem, miałem przykładać rękę do tego, co się dzieje? Dobra, nie byłem święty wobec niego. Ale teraz wszystko nabrało sensu, okej? I nie patrz się tak na mnie, jakby mi nagle odbiło.
- Dzięki.
- Za co?
- Za to, że potrafisz myśleć.
- O ta… To zajebisty komplement, Sammy, chyba sobie go wydrukuję i powieszę na lodówce – prychnął Calum, przekręcając oczami.
                Mimo wszystko uśmiechnął się lekko. Odpowiedziałam tym samym, siadając obok niego. Dopiero teraz zorientowałam się, że przez cały czas stałam i się na niego gapiłam, gdy on wyrzucał z siebie kolejne słowa. Objęłam go, a potem rozczochrałam mu włosy, za co dostałam sójkę w bok.
- A teraz jeszcze jedna sprawa i możesz iść do kuchni zrobić mi, jakieś żarcie.
- Ciebie chyba powaliło. – Podskoczyłam, kiedy Hood pstryknął mnie w nos.
- Żartowałem, jadłem w domu. Ale i tak chcę zobaczyć twoją szafkę ze słodyczami. Ciocia kupiła te małe ciasteczka w czekoladzie?
- Może – odpowiedziałam, zerkając na niego z uśmiechem.
- To szybko, bo chcę je zjeść.
- Mów.
- Czemu Hemmings śpi w twoim pokoju? – Zagryzłam lekko wargę. – Czy to ma związek z tym, co stało się na korytarzu czy znowu jego ojciec spuścił mu manto?
- Oba.
- Jest źle?
- Nie jest najgorzej. Potrzebuje, tylko odrobiny odpoczynku i spokoju.
- W porządku – rzucił Hood, a następnie wstał z kanapy. 
              Bez słowa przeszedł do kuchni. Odprowadziłam go wzrokiem, mając oczy wielkości spodków. On powiedział w porządku? Pytał się o Hemmingsa, a potem, jak gdyby nigdy nic powiedział w porządku, nie ciskając się o naszą znajomość? Matko, nie byłam do tego przyzwyczajona. Niewątpliwie jest to postęp. Bardzo pozytywny mały postęp.

               Luke obudził się niedługo po tym, jak Calum zakończył swoją wizytę u mnie. W sumie przespał jakieś dodatkowe cztery godziny. Po tej dłuższej drzemce wyglądał lepiej, niż rano. Na jego twarzy pojawiły się na nowo kolory, a oczy nie były już tak mocno przekrwione. Oprócz tego jego żołądek wznowił pracę, więc blondyn bez problemu zjadł dużą porcję późnego obiadu, który przygotowałam.
              Powiedziałam mu o odwiedzinach kuzyna, ale nie chciałam wracać do tematu starcia z bliźniakami, Ally i Sadie, więc pominęłam to. Nie chciałam mu o tym wszystkim niepotrzebnie przypominać, tym bardziej, że Luke zaczynał się znowu uśmiechać. Uznałam, że nie ma sensu ponownie wrzucać go w szpony przykrych wydarzeń z wczoraj. Nie chciałam zgasić lepszego samopoczucia, które niewątpliwe miał.
               Siedzieliśmy na kanapie, kończąc oglądać film. Postawiliśmy na znaną komedię, robiąc sobie przy tym powtórkę. Oboje rozluźniliśmy się po Kac Vegas. Luke obejmował mnie ramieniem, a ja wtulałam się w jego klatkę piersiową. Przegryzaliśmy chipsy i popcorn, popijając to wszystko słodką Colą. W końcu chłopak poruszył się. Zerknął na mnie, ponownie się uśmiechając. A na ten jego uśmiech mogłam patrzeć całymi dniami. Przejechał palcem po moim nosie. Przed oczami ponownie mignął mi jego zabandażowany nadgarstek. Zignorowałam to, skupiając się na jego błękitnych tęczówkach.
- Zaraz wracam.
               Kiwnęłam głową. Blondyn wstał, a potem pomaszerował do łazienki. Westchnęłam ciężko pod nosem, łapiąc za pilota. Wyłączyłam odtwarzacz, by wrócić do normalnej telewizji. Zaczęłam zawzięcie przeskakiwać z programu na program, szukając czegoś ciekawego. W końcu zostawiłam na kanale muzycznym. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o oparcie, wsłuchując się w stary kawałek Whitney Houston. Najwidoczniej dzisiaj stacja postanowiła trochę powspominać, bo zaraz po tym pojawił się Michael Jackson.
- Sammy, co się stało?
               Podniosłam się z powrotem do pozycji siedzącej, odwracając się jednocześnie do chłopaka. Luke wpatrywał się we mnie z niepokojem. Zauważyłam, że pobladł na twarzy. Zupełnie nie rozumiałam, o co chodzi.
- Co je…
- Leci ci krew, nie czujesz? 
                Wskazał mi swój nos. Odruchowo przejechałam pod swoim palcami. Spojrzałam na opuszki, które pokryły się ciepłą krwią. Zerknęłam w dół. Nawet moja koszulka miała na sobie czerwone plamy. 
- Cholera – warknęłam, zrywając się z miejsca.
- Sammy…
- Nic mi nie jest – powiedziałam, tamując ręką krwotok, jednocześnie pędząc do łazienki.
- Sam!
- Daj mi chwilę!
                Wpadłam do białego pomieszczenia, od razu nachylając się. Gdy tylko puściłam nos, krew zaczęła barwić umywalkę. Wyciągnęłam rękę, starając się po omacku sięgnąć cokolwiek, co mogło mi się teraz przydać. 
               Podskoczyłam, kiedy Luke znalazł się tuż obok mnie. Podał mi ręcznik. Zmoczyłam go zimną wodą, a potem przyłożyłam do karku, aby obkurczyć naczynia krwionośne. Blondyn przetrzymał mi go w tamtym miejscu, dodatkowo podsuwając pod mój nos duży kawał białego papieru toaletowego. Poprowadził mnie do ubikacji. Usiadłam na klapie, lekko pochylając się do przodu.
- Sammy, dobrze się czujesz?
- Tak, nic mi nie jest. – Hemmings zacisnął usta. – Naprawdę, czuję się dobrze.
- Widzę, że wiesz, co powinnaś w takich sytuacjach robić.
                Poczułam, jak zatrzęsły mi się dłonie. Próbowałam przed nim ukryć to, że w tym momencie byłam zdenerwowana. Ten mały incydent po prostu mocno przypominał mi to, co przechodziłam w takcie choroby. A często miałam krwotoki z nosa. Szczególnie na samym początku. Nic dziwnego, że czułam najnormalniejszy strach, bo mój mózg szybko przywołał tamte wspomnienia. Szpital, igły, rurki i ból. Nigdy nie chciałabym przechodzić przez to po raz kolejny.
- Wtedy też tak było, prawda? Wtedy…
- Nie, nie, nie… I nie patrz tak na mnie – warknęłam, starając się opanować. Cholernie nie chciałam, by powiedział to nagłos.
- Jak?
- Z tą litością w oczach! Nie chcę tego i…
- Ej, kochanie – pociągnął, kucając obok. Wzięłam głębszy oddech, który stał się teraz lekko przerywany. – Nie denerwuj się. Będzie w porządku, zaraz ci to przejdzie.
- Przepraszam. – Luke uśmiechną się delikatnie, choć nadal widziałam, że jest tak samo przestraszony, jak ja. Musnął ustami moje czoło. – Ja… To pewnie przez zmęczenie. Nie spałam i to może być osłabienie i ja… Nie potrzebnie wpadłam w panikę i…
- Jak to nie spałaś?
- Spałam. Krótko, ale spałam.
- Sammy, przepraszam.
- Nie, to…
- Oczywiście, że to przeze mnie.
- Luke – jęknęłam, przekręcając oczami. – Nie wracajmy do tego.
- Za to ty masz kierunek łóżko.
- Jest po dziesiątej.
- Masz się położyć. I to jest rozkaz – powiedział z uśmiechem. Odpowiedziałam tym samym, jednocześnie kiwając głową. – I jak? - Wskazał na moją twarz.
- Chyba przestało – rzuciłam, kiedy odsunęłam od nosa na wpół zakrwawiony papier toaletowy. Luke uważnie mi się przyjrzał. - Jest dobrze – dodałam, dla pewności jeszcze sprawdzając dziurki od nosa czystą stroną papieru. – Muszę się umyć.
- I przebrać. Masz… Masz ją też na ubraniu.
- Wezmę od razu prysznic. Obejrzymy drugą część Kac Vegas?
- Ale u ciebie w łóżku, okej?
- Naprawdę dobrze się czuję.
- Wierzę ci – powiedział, ponownie muskając ustami moje czoło. To wywołało z mojej strony kolejny mały uśmiech. – Jednak i tak potrzebujesz odpoczynku.
- Niech ci będzie.

~***~
              Przejechałem palcami po jej ciemno brązowych, poskręcanych włosach, które delikatnie opadały jej na ramię i poduszkę. Sammy od dłuższego czasu spała, wtulona w moje ciało. Słyszałem jej powolny i spokojny oddech. Obejmowałem ją ciasno, jakby miała mi nagle zniknąć. Co jakiś czas muskałem opuszkami palców jej ciepłą skórę na plecach. Nadal czułem lekki zapach jej balsamu do ciała, który zawsze używała. Była to mieszanina wiśni i czegoś jeszcze, co nie od końca potrafiłem odgadnąć.
              Spojrzałem w stronę telewizora, który był jedynym źródłem światła. Samantha usnęła szybko, praktycznie w połowie drugiej części filmu. Wcale się temu nie dziwiłem. Musiała być wykończona tym wszystkim, co się działo. Tym, co sam spowodowałem. 
               Ponownie zatrzymałem wzrok na jej spokojnej twarzy. Wyglądała cholernie uroczo. Uśmiechnąłem się, delikatnie muskając ustami jej skroń. Nie chciałem jej obudzić. Potem złapałem za pilota, by wyłączyć telewizor.
               Moje palce po raz kolejny lekko przejechały po jej skórze. Zagryzłem wargę, zdając sobie sprawę, jak naprawdę krucha jest Samantha. Dla mnie zawsze była osobą silną, pewną siebie i gotową zrobić wiele rzeczy, by postawić na swoim. Zapominałem jednak, że ona sama tak wiele przeszła. Walczyła z chorobą i tę walkę wygrała. Dzisiaj jednak, kiedy jej organizm wykazał odrobinę słabości, widziałem w jej oczach przerażenie. Wiedziałem, co dokładnie sobie przypomniała. To był moment, kiedy i ja zacząłem się bać. I bałem się do teraz.
               Leżąc tak obok niej, zacząłem się zastanawiać, czy Sam powie o tym, co się stało swojemu ojcu. Czy poinformuje go o tym nagłym spadku formy. Zapewniała mnie, że czuje się dobrze i że nic jej nie jest. Chciałem jej wierzyć, ale i tak w środku czułem narastający niepokój. Nie chciałem, by cierpiała. Nie chciałem, by znowu przechodziła przez piekło. Tak cholernie nie chciałem i bałem się tego, że los znowu kopnie mnie w dupę, zabierając również i ją. A wtedy byłbym kompletnie skończony. To ona trzymała mnie na powierzchni. To ona przypominała i pokazywała te jaśniejsze strony życia. Bez niej, nie miałbym niczego. Wiedziałem, że moje przemyślenia są dość egoistycznie, ale potrzebowałem jej tak, jak potrzebuje się tlenu. Inni pewnie by mnie wyśmiali, że aż tak wyolbrzymiam to uczucie do niej - w końcu byliśmy młodzi i jeszcze nie jedno mogło się zdarzyć. Z drugiej strony byliśmy osobami po przejściach, które chwytały się nadziei i miłości, a także poczucia bezpieczeństwa. A to wszystko dawaliśmy i otrzymywaliśmy od siebie. Nie potrzebowałem do szczęścia niczego więcej, tylko tego, by ona zawsze była obok.
               Dlatego leżąc tak obok niej, postanowiłem zadziałać w tej sprawie. Obawiałem się, że Sam ukryje to przed rodzicami, zwalając to na jednorazowe osłabienie organizmu przez brak snu. Jednak w jej przypadku trzeba było być czujnym na wszystkie takie sygnały. Może też byłem zbyt przewrażliwiony, ale uznałem, że Ray musi to wiedzieć. Jednak nie byłem pewny, czy dane mi będzie zobaczyć się wkrótce z jej ojcem. Postawiłem, więc na osobę, z którą na bank się szybko spotkam. A on, tak samo jak ja, tego nie zbagatelizuje i nie zostawi. Calum. 


***
Dziś rozdział pojawia się praktycznie na ostatnią chwilę. Jak widać wyraźnie, Calum ewidentnie zmienił podejście :) Brawo ty, Hood :) 

Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu!

Dziękuję za wszystkie otrzymane komentarze!

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Kolejna część w następną niedzielę.

Pozdrawiam!


EDIT!
Nie wiem, czy ktoś z Was widział informację na Asku czy Twitterze, odnośnie dodawania rozdziałów. Mianowicie nie wyrobiłam się z pisaniem na czas :( Nie zawieszam żadnego ff, tylko od tej pory będą rozdziały dodawane nieregularnie, jak tylko je skończę. To tyczy się wszystkich opowiadań. 

Pozdrawiam!

6 komentarzy:

  1. Kocham twoje opowiadania, kocham tą historie, kocham to jak piszesz. Serio, jezu jeszcze w życiu, w żadne FanFiction tak się nie wciągnęłam. W sumie, moja miłość(?) do Hemmingsa, Irwina, Hooda i Clifforda zaczęła się od "Pod jednym dachem". Przed? nie cierpiałam nawet nazwy ich zespołu, ale no nevermind.
    Rozdział jak zawsze mega, chciałabym żeby były one częsciej, ale zdaje sobie sprawę z tego, że masz swoje obowiązki itp, więc nie będe naciskać.
    Oczywiście też licze na to, że nie masz zamiaru sprawić by znowu zachorowała, bo nie chce też kolejnego załamania Luke'a. Nie cierpie go, jak jest taki załamany. NIE NIE NIE.

    Czekam na następny, kocham.

    PS. I tak w sumie najbardziej ciesze się z tego że wspomniałaś o Michaelu Jacksonie. Jak to przeczytałam myślałam, że jakiegoś szału dostane. Tak, tak pozdrawiam wszystkich Moonwalkerów tu obecnych.
    Nie obrażę się, jak pojawi się on gdzieś jeszcze.

    A no i jezeli wzrok mnie nie myli to chyba 2 tytuły rozdziałów są z jego piosenek hahahah

    Dobra, trochę się rozpisałam, ale tak jak już wspomniałam kocham tą historie i no nosi mnie troche hahahah
    Do następnego :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Mega się cieszę i teraz siedzę i szczerzę się do ekranu :) Dziękuję!
      Cieszę się również, że dzięki PJD ich poznałaś :)
      No, niestety - dodatkowo dzisiaj wypstrykałam się z zapasów na Broken :\ Ostatnio kiepsko u mnie z czasem, choć weny do pisania mi nie brakuje. Więc rozdziały częściej się nie będą pojawiać :(
      Co do powrotu choroby to... Nic nie zdradzę :) Nie chcę Wam tu za dużo spoilerować :)
      Michael Jackson to mistrz :) I tak, faktycznie chyba jakieś rozdziały miały cytaty z jego utworów :) A dzisiaj grając w siatkę robiłam z siostrą właśnie moonwalk XD
      Dziękuję bardzo za tak fantastyczny i mega przyjemny i motywujący komentarz :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Nie błagam Roxy nie komplikuj tego bardziej! Ona nie może być chora! Luke się przecież dosłownie załamie doszczętnie, gdyby stracił też Sam. Naprawdę mam nadzieję, że to tylko spadek formy i zaraz będzie okej. Cholernie mi szkoda Hemmo, ale widać, że odrobinkę mu lepiej. Uwielbiam takiego Luka :) cieszę się też, że Calum zmienił podejście i nie ciśnie się tak o ich znajomość - chociaż pewnie nie wie dalej, że są razem. Ciekawe jak na to zareaguje
    Cudny rozdział, czekam na kolejny :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie mówię i nic nie obiecuję :D Jak widać Hood w końcu zmienił nastawienie :) Cieszę się bardzo, że się podobało :)
      Dziękuję za komentarz
      Pozdrawiam!

      Usuń